Prądy religijne, wielkie religie i małe nurty. Sekty, założyciele, wiadomości.

Post 28 mar 2009, 21:09

hmm......

Enlil napisał:
....Nie mam odczucia bycia częścią całości, ale raczej częścią prawdziwego siebie (większego, niż ja na Ziemii) - odrębnego od innych "ja"......

Nie do mnie należy ocena twoich doświadczeń, lecz wygląda na to, że brakuje ci wyjścia poza własną indywidualność, poza rozwój własnej indywidualnej osoby w coś, co obejmuje więcej niż indywidualna osoba lub co jest od niej większe. Doświadczenie to jest lwią częścią dorobku mistycyzmu i dobrze udokumentowanym stanem transpersonalnym który jak najbardziej zbliża nas do zrozumienia Boga jako całości wszechświata a zarazem podstawy naszego bytu. Słynny naukowiec Albert Enstein powiedział:

....Człowiek jest częścią całości, którą nazywamy Wszechświatem, częścią ograniczoną w czasie i przestrzeni. Na skutek pewnego rodzaju złudzenia optycznego, któremu ulega świadomość, doświadcza on siebie, swoje myśli i uczucia jako coś oddzielnego od reszty. To złudzenie jest dla nas rodzajem więzienia ograniczającym do osobistych pragnień i uczuć wobec kilku bliskich osób. Naszym zadaniem musi być uwolnienie się z tego więzienia, poszerzając koło współczucia tak, by objąć nim wszystkie żywe istoty i całą naturę w jej pięknie..... /cytowane za artykułem Mirosława Piróga - "Od nowej fizyki do ekologii" zamieszczonym w Zielone Berety nr.2/20/91,luty'91rok/ .


Jednym słowem szukanie dowodu na istnienie Boga jako bytu oddzielonego od nas jest zupełną pomyłką, ponieważ wszystko we wszechświecie jest całością a krokiem przybliżającym nas do zrozumienia pewnych aspektów tej sprawy jest holistyczna wizja świata rozwijana głównie w środowiskach ekologicznych, psychologii transpersonalnej, a także fizyce opartej na dorobku naukowym Davida Bohma, neurochirurgi Karla Pribrama, oraz postępie naukowym w psychiatrii dokonanym dzięki takim osobistościom jak C.G. Jung czy Stanisława Grof, nie wspominając już o filozofii wieczystej Kena Wilbera....

dalej Enlil napisał:
....Jednak to doświadczenie w żadnym wypadku nie dotyka czegoś, co w powszechnej opinii figuruje jako "Bóg". Osobiście nie mam zdania w kwestii istnienia lub nie istnienia Boga, bo nawet nie bardzo wiem, co oznacza to pojęcie......


Generalnie nasze środowisko kulturowe zdominowała definicja Boga jako istoty oddzielonej od człowieka. Jest to cechą charakterystyczną kultur opartych na religiach księgi, czyli Judaizmu, Islamu i Chrześcijaństwa. To właśnie w tych środowiskach i opartych na nich kulturach taka trudność istnieje ponieważ rozwinęły one głęboko zakorzenioną w nas samych zdolność do personifikacji i antropomorfizacji bytów nadprzyrodzonych co w efekcie dało nam obraz Boga znany nam z lekcji religii, jako istoty mieszkającej gdzieś daleko w niebie... Przyjęcie takiej definicji, rzecz jasna nie wytrzymuje krytyki w świetle współczesnych danych historii religii i badań takich uczonych, jak chociażby Mircea Eliade, który podobnie jak inni, zauważył że bez względu na rodzaj kultury występują pewne powszechne doświadczenia "sacrum" stanowiące wspólne dziedzictwo ludzkości umownie zwane Bogiem. Doświadczenia te rzecz jasna, są obecnie przedmiotem badań naukowych takich dziedzin jak psychologia, a szczególnie dotyczy to jej czwartej siły - psychologii transpersonalnej. Doświadczenia te, również przez tą dziedzinę zostały zweryfikowane na podstawie ciągłych obserwacji ich występowania. Według powyższych danych istota bóstwa nie tyle stanowi jestestwo autonomiczne, ale jest przedmiotem subtelniejszej materii zwanej świadomością, a de facto skupia się na pojęciu i udowodnieniu "umysłu boga" we wszechświecie jako wspólnego mianownika świadomości ogólnoludzkiej wg. C.G. Junga. A zatem szukamy Boga, nie jako bytu fizycznego w formie krzesła czy kamienia, ale jako jestestwa a ściślej pewnej formy umysłu, który wyraża się poprzez całą naturę, a szczególnie poprzez człowieka....


Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 29 mar 2009, 12:24

Apollo napisał(a):Nie do mnie należy ocena twoich doświadczeń, lecz wygląda na to, że brakuje ci wyjścia poza własną indywidualność, poza rozwój własnej indywidualnej osoby w coś, co obejmuje więcej niż indywidualna osoba lub co jest od niej większe. Doświadczenie to jest lwią częścią dorobku mistycyzmu i dobrze udokumentowanym stanem transpersonalnym który jak najbardziej zbliża nas do zrozumienia Boga jako całości wszechświata a zarazem podstawy naszego bytu.

Oczywiście - w każdym słowie powyżej masz rację. Ale wszystko tak naprawdę zależy od postrzegania świata oraz systemu wartości, na którym to pierwsze się opiera (o czym zacząłem pisać we wskazanym dwie moje notki temu temacie).

Co więcej, przyznaję, że jestem pod wrażeniem Twojej przenikliwości. Niemniej jednak, jeśli zagłębić się w astrologię, okaże się, że mój system wartości jest takim, który aktualnie jest dla mnie najbardziej korzystny - i wynika dokładnie z tego, o czym mówi astrologia: z powiązań pomiędzy planetami i domami. (Czyli nie jest tak, że system wartości jest pochodną studiów nad astrologią; pochodną jest jego zrozumienie, uświadomienie).

Nie przekreślam też dorobku innych ludzi. Kabaliści, hindusi, taoiści itd. wszyscy o tym mówili - w żadnym wypadku nie ignoruję tego. Jednak fakt, że o tym mówili nie znaczy dla mnie, że przyjmuję na wiarę ich spostrzeżenia. Nie badałem tego tematu, nie mam aktualnie takiej potrzeby.

Często wśród ezoteryków można usłyszeć chełpliwe stwierdzenie, że "nauka teraz odkrywa to, o czym religie mówiły od dawna". Czy ma to oznaczać, że religie były bliskie prawdy, a nauka dopiero teraz zaczyna przeglądać na oczy? Moim zdaniem równie dobrze może to oznaczać, że wszyscy byli i są w błędzie (lub otarli się o prawdę i nie bardzo wiedzą w którym miejscu) w takim samym stopniu. W tym sensie bliski mi jest pogląd greckich filozofów - sceptycyzm.

Oznacza to wszystko w praktyce, że nie wychodzę w kierunku poznania tej Całości, która jest synonimem Boga, bo skutek mógłby (dla mnie - subiektywnie) być niekorzystny, w każdym razie obecnie z pewnych względów. Stąd podtrzymuję swoją decyzję: zawieszam opinię na temat (nie)istnienia Boga.

Jeśli widzisz to inaczej lub dostrzegasz błąd lub słabość w moim toku myślenia, daj znać.

Apollo napisał(a):Słynny naukowiec Albert Enstein powiedział:

....Człowiek jest częścią całości, którą nazywamy Wszechświatem, częścią ograniczoną w czasie i przestrzeni. Na skutek pewnego rodzaju złudzenia optycznego, któremu ulega świadomość, doświadcza on siebie, swoje myśli i uczucia jako coś oddzielnego od reszty. To złudzenie jest dla nas rodzajem więzienia ograniczającym do osobistych pragnień i uczuć wobec kilku bliskich osób. Naszym zadaniem musi być uwolnienie się z tego więzienia, poszerzając koło współczucia tak, by objąć nim wszystkie żywe istoty i całą naturę w jej pięknie..... /cytowane za artykułem Mirosława Piróga - "Od nowej fizyki do ekologii" zamieszczonym w Zielone Berety nr.2/20/91,luty'91rok/ .

Nie mam pojęcia, co studiował Einstein, że doszedł do takiego wniosku, niemniej potwierdza to i moje odczucia. (Przy okazji, ciekawy jestem, gdzie on, fizyk, takie rewelacje zamieszczał?). Ale prawdę powiedziawszy ta "całość", o której on tu pisze, może równie dobrze ograniczać się np. do ciał energetycznych; telepatia (myślę, że dobre określenie tego, o czym pisze) w taki właśnie sposób działa. Materia, którą wykorzystujemy i "jesteśmy", należy do całości (w sensie wszechświata materialnego); energia astralna, którą wykorzystujemy i "jesteśmy", także należy do całości (w sensie wszechświata astralnego). Ponad tym wszystkim dostrzegam to, o czym pisał Robert Monroe: świadomość - jako coś niezależnego.

Apollo napisał(a):krokiem przybliżającym nas do zrozumienia pewnych aspektów tej sprawy jest holistyczna wizja świata rozwijana głównie w środowiskach ekologicznych, psychologii transpersonalnej, a także fizyce opartej na dorobku naukowym Davida Bohma, neurochirurgi Karla Pribrama, oraz postępie naukowym w psychiatrii dokonanym dzięki takim osobistościom jak C.G. Jung czy Stanisława Grof, nie wspominając już o filozofii wieczystej Kena Wilbera....

Jeśli chodzi o współczesną psychologię, której fundamenty stworzył m.in. właśnie Jung, to właściwie po zetknięciu się z nią byłem raczej rozczarowany. Ta nauka zaledwie ociera się o to, o czym mówili np. hindusi czy taoiści. Podczas gdy starożytne nauki mogą nam zaoferować szczegółową mapę i wskazówki co do jej (często praktycznego) zrozumienia, nasza nauka zachodnia jest - co może wydawać się zaskakujące - bardzo nieprecyzyjna.

Oraz pytanie: może i przybliżająca do sedna tej sprawy - ale czy na pewno przybliżająca, a nie oddalająca od Prawdy?

Apollo napisał(a):A zatem szukamy Boga, nie jako bytu fizycznego w formie krzesła czy kamienia, ale jako jestestwa a ściślej pewnej formy umysłu, który wyraża się poprzez całą naturę, a szczególnie poprzez człowieka....

Pytanie, które mi się ciśnie na usta, to: skąd wiadomo, że tego właśnie powinniśmy szukać? Że te wskazówki dotyczące pojęcia "Bóg" (jakkolwiek to brzmi) są tymi właściwymi?

Przeglądając różne systemy religijne i filozoficzne a także ponad religijne przekonania (w tym ezoteryczne), natknąłem się wiele różnych wersji różnych aspektów wszechświata; niektóre z nich pokrywały się z innymi, inne - wręcz przeciwnie.

Doceniam dorobek każdej z nich (łącznie z nauką) - ale równocześnie żadnej z nich nie biorę apriori. Przyznaję, że taoizm chyba jest najbliżej mojego punktu widzenia na kwestię Boga - w ogóle nie używa tego pojęcia, w zamian proponując po prostu "tao" jako coś niedefiniowalnego. Czyli właściwie - niepojętego.

Co w cale nie znaczy, że nigdy go nie pojmiemy ;)
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 29 mar 2009, 14:12

Witam

Widzisz Enlilu, ponieważ większość z nas posiada już wcześniej zbudowane wyobrażenia na temat wszechświata i uzależnia go od pewnych wartości i własnego systemu wierzeń powoduje pewne trudności. Dlatego też w moich rozmowach zawsze wychodzę z propozycją obiektywnego podejścia do całej sprawy. Rozumiem, że na forum mogę jedynie prezentować nie jako opinie potwierdzające jakby kolejny światopogląd, jeden z wielu czyli tak naprawdę nic szczególnego. Nie mniej opieram go także na własnym wewnętrznym wglądzie przez co ustalam tym samym pewien funkcjonujący już i oparty na silnych podstawach paradygmat, który nie kwalifikuje się do tematu jaki założyłeś, a mający stanowić ekwiwalent tego o czym tu piszemy. Sęk w tym że poznając samych siebie odkrywamy naszą prawdziwą naturę jako emanację wyższej świadomości. To nie jest już system wierzeń i wartości przejęty w trakcie np. studiowania pism religijnych, naukowych czy innych. Tego rodzaju poznania nikt nie jest ci w stanie udzielić, ponieważ pojawia się ono spontanicznie podczas penetracji własnej jaźni. To właśnie o ten element naszego jestestwa mi się rozchodzi, ponieważ to on jest częścią czegoś co ludzie nazywają Bogiem a ty może wolałbyś określać to wiecznym Tao.... Naprawdę nie ma to znaczenia. Same słowa stanowią jedynie pewne symbole próbujące wyrazić coś co jest niewyrażalne dla ludzkiego umysłu. Brzmi to może jak banał powtarzany od stuleci, ale ma swoje głębokie uzasadnienie ponieważ tak naprawdę jesteśmy w stanie pojąć i zdefiniować doznania zachodzące jedynie w obrębie naszych płytszych warstw umysłu. Natomiast to co znajduje się głębiej wymyka się jakimkolwiek opisom i dopiero jesteśmy w trakcie tworzenia właściwego języka mogącego choć trochę przybliżyć nam tamtą rzeczywistość. Wobec tego problemu stanął np. Carl Gustaw Jung i poza próbą stworzenia własnych oryginalnych terminów zrozumiał że najlepszym językiem wyrażającym stany transpersonalne jest język religii i mitologi. Dlatego też słowo Bóg odnosi się nie tyle do wizji wszechświata w którego centrum stoi poczciwy staruszek ile do czegoś co jest naszą najgłębszą istotną częścią, tożsamą z większą świadomością stanowiącą wspólny mianownik każdej żywej istoty. Zgodnie z tym możemy obecnie zrozumieć niektóre światopoglądy jako zewnętrzną manifestację tej prawidłowości, a przez to stoimy nie jako ponad systemem tych wierzeń i wartości. Tak więc na pytanie dlaczego akurat takiego Boga powinniśmy szukać mogę jedynie odpowiedzieć, ponieważ taka jest nasza najgłębsza natura i odkrywając ją odkrywamy właśnie takiego a nie innego Boga......

Ps. Ne sądzę ażeby ciało fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe itd. każde z nich stanowiło indywiduum. Jest raczej odwrotnie, a ich stopniowanie wynika z faktu że każde jest emanacją kolejnego począwszy od góry i nadal stanowi jedną całość..... Przy czym używając słowa "nie sądzę" nie mam na myśli czegoś czego się domyślam. Wręcz przeciwnie. Jest to jedynie gra słów mająca na celu wyrazić moją życzliwość......

Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 29 mar 2009, 17:15

Apollo napisał(a):ponieważ większość z nas posiada już wcześniej zbudowane wyobrażenia na temat wszechświata i uzależnia go od pewnych wartości i własnego systemu wierzeń powoduje pewne trudności. Dlatego też w moich rozmowach zawsze wychodzę z propozycją obiektywnego podejścia do całej sprawy.

Widzisz, Apollo :) mam wrażenie, że dochodzimy do punktu, w którym problem najwyższej, tzw. obiektywnej rzeczywistości i jej percepcji, napotyka na konfrontację tego, w którym miejscu przestaje się szukać (filozofować, myśleć, zbierać informacje, polepszać percepcję itd.), a zaczyna żyć. Ten sam problem dotyczy także naukowców (tyle, że z dokładnie odwrotnej strony): jeśli swoje narzędzia zaczynają rozciągać na takie pojęcia, które umykają satysfakcjonującemu zrozumieniu w tej chwli, okaże się, że właściwie nie masz jak żyć, bo nie możesz ustalić sensownych celów na podstawie Twoich przekonań.

Innymi słowy, jeśli chcesz ustalić sobie w życiu jakiś cel, a także cele, które ciągle podtrzymujesz (a z których część prawdopodobnie nieświadomie sobie wybrałeś, lub wybrali je za Ciebie inni ludzie), to albo to zrobisz teraz (przy braku obiektywizmu - czyli przy niedoskonałym systemie wartości), albo nigdy. Np. zakładając, że podtrzymujesz swoje fizyczne życie - czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego obrałeś sobie taki cel (podtrzymywania swojego życia) i dlaczego się go trzymasz? Czy dokonałeś i dokonujesz tego wyboru świadomie?

I dla jasności - posiadam system wartości, ale nie posiadam systemu wierzeń. Co prawda można się upierać, że jeśli jedną wartość wyżej cenię niż inną to tylko dlatego, że wierzę, że jedna z nich jest korzystniejsza (bo nie posiadam obiektywnego wglądu), ale to jest oczywiste i w dodatku jest uproszczeniem; natomiast słowo "wiara" ma w powszechnym rozumieniu nieco inne znaczenie.

A także: mój system przekonań nie wynika z wcześniej (czyli, jak się domyślam, gdy nie byłem ich świadomy) zbudowanych wyobrażeń; jak napisałem w sąsiednim temacie - ciągle ewoluuje i nie mam wątpliwości, że będzie dalej się zmieniał.

A przy okazji - to, co piszesz, wskazuje, że Ty także masz system wartości i przekonań. Napisałeś ostrożnie: "większość z nas"; podczas gdy ja wśród takich guru, jak Jezus czy Budda także widzę, że każdy z nich miał swój system wartości - więc zaryzykowałbym rozszerzenie tej opinii do "każdy z nas". Ja zakładam, że "obiektywny" znaczy "całościowy" (obejmujący wszystko, co jest); poniżej piszę, dlaczego twierdzę, że żaden z nas - ani ja ani Ty - nie podchodzimy do sprawy obiektywnie.

Zawsze musisz uczynić jakieś założenie, albo nie będziesz w stanie wyprowadzić żadnej myśli.

Apollo napisał(a):Rozumiem, że na forum mogę jedynie prezentować nie jako opinie potwierdzające jakby kolejny światopogląd, jeden z wielu czyli tak naprawdę nic szczególnego. Nie mniej opieram go także na własnym wewnętrznym wglądzie przez co ustalam tym samym pewien funkcjonujący już i oparty na silnych podstawach paradygmat, który nie kwalifikuje się do tematu jaki założyłeś, a mający stanowić ekwiwalent tego o czym tu piszemy.

Wręcz przeciwnie - kwalifikuje się w 100% ;) Czym jest wgląd, jeśli nie sposobem postrzegania świata? Dla mnie wgląd to jeszcze jedno źródło informacji, tak jak 5 "podstawowych" zmysłów.

Apollo napisał(a):Sęk w tym że poznając samych siebie odkrywamy naszą prawdziwą naturę jako emanację wyższej świadomości. To nie jest już system wierzeń i wartości przejęty w trakcie np. studiowania pism religijnych, naukowych czy innych. Tego rodzaju poznania nikt nie jest ci w stanie udzielić, ponieważ pojawia się ono spontanicznie podczas penetracji własnej jaźni.

Dla mnie to nadal jest wiara i system przekonań. Wierzysz, że skoro pochodzi z Twojego wnętrza, a nie z zewnątrz, to ten wewnętrzny zmysł (intuicja czy cokolwiek - nazwa jest bez znaczenia) mówi Ci prawdę. Ja tego taki pewny bym nie był... Dlatego znowu powracam do greckiego sceptycyzmu.

Zatem znowu potwierdza się, że to, jaką masz percepcję, zależy od Twojego systemu przekonań. Mamy podobne doświadczenia, stykamy się z tymi samymi informacjami, ale każdy z nas dochodzi do innych wniosków i na podstawie ich dąży w innym kierunku. Myślę, że tak właśnie powinno być.

Wschodnie systemy i religie zakładają jednak, że jeśli przestaniesz myśleć, staniesz się czystą świadomością, odbierającą rzeczywistość taką jaką jest. Oczywiście cel jest godny osiągnięcia - i zdaje się jest zgodny z Twoim własnym. Ale tak naprawdę - skąd ich pewność, że to narzędzie (wgląd, świadomość) jest już tym ostatecznym, najwłaściwszym, najwyższym, najprawdziwszym?

Przy okazji, słyszałem pogląd, że Bóg (przy założeniu, że istnieje) sam spostrzegł, że rzeczywistość nie kończy się na "wszystkim, co jest". :)

Apollo napisał(a):To właśnie o ten element naszego jestestwa mi się rozchodzi, ponieważ to on jest częścią czegoś co ludzie nazywają Bogiem a ty może wolałbyś określać to wiecznym Tao....

I znowu - wierzysz, że jakiś element Twojego jestestwa jest częścią Boga, podczas, gdy ja bym - na podstawie opisu Twoich doświadczeń - po prostu stwierdził, że jest częścią "czegoś".

Pisał o tym już Tobie Til:
Til napisał(a):Czy na prawdę da się zweryfikować że te narzędzia działają? Za pomocą innych narzędzi?

Czyli paradoks w paradoksie (albo matriks w matriksie, jeśli wolisz) tego, co jest rzeczywistością a co nie jest. O tym m.in. tak zacięcie dyskutowali greccy filozofowie.

(Przy okazji - prawdę mówiąc nie używam wyrazu "tao", a nawet nie wiem, czy to coś jest wieczne; po prostu to pojęcie jest najbliższe mojemu rozumieniu - głównie dlatego, że zostawia otwartą furtkę pt. "coś jest, coś ma miejsce, ale właściwie to nie mamy pojęcia, co to jest").

Apollo napisał(a):Same słowa stanowią jedynie pewne symbole próbujące wyrazić coś co jest niewyrażalne dla ludzkiego umysłu. Brzmi to może jak banał powtarzany od stuleci, ale ma swoje głębokie uzasadnienie ponieważ tak naprawdę jesteśmy w stanie pojąć i zdefiniować doznania zachodzące jedynie w obrębie naszych płytszych warstw umysłu. Natomiast to co znajduje się głębiej wymyka się jakimkolwiek opisom i dopiero jesteśmy w trakcie tworzenia właściwego języka mogącego choć trochę przybliżyć nam tamtą rzeczywistość.

A więc taoiści wykazali się rozsądkiem, określając to "coś" wyrazem, który nic tak naprawdę nie określa - w przeciwieństwie do wszystkich innych określeń z "Bogiem" na czele. Dzięki temu ten symbol, wyraz "tao", sugeruje: to pojęcie nie zostało jeszcze przez twoich przodków zrozumiane w pełni, ale doświadczyli jego przejawów.

Apollo napisał(a):Tak więc na pytanie dlaczego akurat takiego Boga powinniśmy szukać mogę jedynie odpowiedzieć, ponieważ taka jest nasza najgłębsza natura i odkrywając ją odkrywamy właśnie takiego a nie innego Boga......

Odkrywamy samych siebie - zakładając oczywiście z góry, że ten zmysł, którego się trzymasz, jest już tym ostatecznym i właściwym.

I znowu wszystko zależy od sposobu postrzegania: ktoś może powiedzieć, że to, co odkrył, jest nim samym; ktoś inny - Bogiem; a jeszcze inny - (nad/pod)świadomością...

Apollo napisał(a):Ps. Ne sądzę ażeby ciało fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne, przyczynowe itd. każde z nich stanowiło indywiduum.

Ja również nie sądzę - i nie napisałem tego. Odniosłem się jedynie do tego, co w słowach ujął cytowany przez Ciebie Einstein: ta energia (lub materia) łączy się ze sobą przez cały czas, stanowiąc jednocześnie część Ciebie a zarazem nie. Jednak jest punkt, z którego zapada decyzja, która określa: ta część energii jest moja, a tamta już nie; z tej korzystamy, a z tamtej już nie. Ten punkt nazywam odrębną świadomością, o której pisałem.

P.S. Dobrze, że wreszcie natrafiłem na jakąś ciekawą dyskusję - bo wcześniej wszystkie moje notki pozostawały praktycznie bez odzewu; i nie wiem, czy dlatego, bo nikt nie miał nic do dodania, czy też z jakiegoś innego powodu. Nie przekreślam żadnego z Twoich słów - możesz mieć rację. Ja po prostu zachowuję swój sceptyczny pogląd - bo nie mam pewności, czy ktokolwiek wystarczająco zbliżył się do tego, by móc nazwać swój sposób postrzegania rzeczywistości - obiektywnym (idealnie doskonałym, któremu dosłownie nic nie umyka). W tym sensie nawet najbardziej wszechświadomy Bóg nigdy nie będzie pewien, czy wszystko - jest naprawdę wszystkim i czy sam nie żyje w iluzji. :)
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 29 mar 2009, 19:45

hmm....


Otóż Enlilu uważam, że poniekąd masz rację. Mówię poniekąd bo faktycznie zazwyczaj każdy z nas ma swoje subiektywne podejście do rzeczywistości. Niemniej poprzez wgląd mam na myśli zgoła co innego niż zwyczajne zbieranie informacji. Gwoli wyjaśnienia pragnę zauważyć że człowiek to skomplikowana istota, a jego umysł składa się w wielu nieuświadomionych sobie przez nas warstw, które nagromadziły się w trakcie procesu dorastania, wychowania, wykształcenia itp. Wszystko to oczywiście podświadomie oddziałuje na nasze postrzeganie rzeczywistości i składa się na tzw. racjonalny rozum umożliwiający nam interpretację tego co postrzegamy i doświadczamy. Musimy zatem przekroczyć te nawarstwienia i dotrzeć do tej istoty w nas samych, która jest zdolna poznawać świat takim jakim jest naprawdę. Mam tu na myśli poznawanie prawdy nie umysłem racjonalnym ale jaźnią, poprzez bezpośrednie jej doświadczanie - bez oceniania, bez ujmowania w formy wyrazu i pozostawienia jej taką jaką jest. Czystą i nieskalaną. Prawdy tej de facto nie przekażesz dalej w sposób werbalny ponieważ ją zafałszujesz, ale zawsze masz możliwość zwrócenia uwagi i wskazaniu drogi wszystkim tym, którzy również pragną jej doświadczyć i przeżyć w sobie. Czyż dopiero teraz nie przypomina to postawy jaka reprezentowali ze sobą Jezus i Budda....?

Idąc dalej tym tropem możemy zrozumieć, że z punktu widzenia człowieka jako takiego, tak naprawdę to co postrzegamy, widzimy jedynie jako sumę naszych empatycznych wyobrażeń. Na tym etapie ciągle masz rację naciskając na złożoność tego problemu. Rozkminiając ten temat zauważymy że występują tu pewne prawidłowości. Jeżeli więc przypuszczalnie wzbudziłbyś w sobie doznanie, tudzież emocję np. towarzyszącą zapachom kwiatów (w oderwaniu od ich przedmiotu) i patrzyłbyś na kamień - nie wykluczone że doszłoby wtedy do pogmatwania rzeczywistości. Podobnie jest z wyobrażeniami. Fizyk zupełnie inaczej widzi materialne przedmioty niż biolog. Nie inaczej rzecz ma się z kolorami, które rzecz jasna są wyobrażeniami umownymi..... Jednakże nie ma obawy, nie musimy tracić kontaktu z samą istotą sprawy. Zwrócę tu uwagę na kogoś takiego jak Berkeley, który w swoim systemie filozoficznym dostrzegł obiektywność istnienia, a zatem naszych "Jaźni". Jedynie to co możemy zakwestionować to nasze wyobrażenia, nasze myśli, ale nie to co jest odpowiedzialne w nas za ich powstawanie. W przypadku kiedy twoje "Ty" utożsamia się z całym ruchem psychicznym w tobie, wówczas możemy uznać cię za fikcję, albo za rezultat twoich emocji, wniosków, przemyśleń itp. Ale zawsze istnieje coś głębiej, twoje istnienie, twoje "Ty" - które dokonuje analizy i powołuje do istnienia wszystkie te pojęcia jakimi posługujemy się na co dzień.... A zatem kluczem do zrozumienia, jest poznanie samego siebie u podstawy bytu, dodajmy za Georgiem Berkeleyem - obiektywnego bytu, którego twój sceptycyzm nakazuje ci traktować jako pewną indywidualność.....

W pewnym sensie tak jest, ale do pewnego momentu wewnętrznego rozwoju. Im wyżej się wspinasz tym szersze horyzonty się przed tobą roztaczają. Tak się składa, że w pewnym momencie zaczynasz traktować własną indywidualność w stopniu nieco szerszym. A mówiąc wprost jako holograficzne odbicie większej całości co przywołuje na myśl starożytną ideę makro i mikrokosmosu. Przekroczenie zatem granicy własnej indywidualności charakteryzuje się dobrze znanym wszystkim mistykom doświadczeniem jedności z wszechświatem, umysłem kosmicznym itp.....

A teraz trochę skomplikuję. Bowiem poznanie to, następuje nie poprzez logiczne wnioskowanie, rozumowanie czy jakakolwiek analizę mentalną, ale poprzez stawanie się tym bytem, tudzież uświadamianiem sobie go jako istniejącego poza granicami emocji a także (ew. poniżej granicy) ludzkiej myśli. Następnie uświadomienia sobie go jako źródła naszego istnienia, będącego istnieniem samym w sobie. A zatem, stawanie się czystym bytem odzwierciedlającym w sobie całość wszechświata, poniekąd następuje na podstawie wyłączenia w sobie racjonalnego umysłu oraz instynktownych uczuć i zwyczajne proste istnienie. Dopiero wówczas tym istnieniem jako integralną częścią rzeczywistości, możemy zaistnieć wraz z nią. Reasumując to co dotychczas powiedziałem, poznajemy obiektywną rzeczywistość poprzez zwyczajne "bycie" nią i to właśnie nazywam wewnętrznym wglądem.......

C.D.N

Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 30 mar 2009, 15:50

Czy kiedy osiągniesz ten "najwyższy" stan świadomości, możesz założyć, że osiągnąłeś ostatni poziom, ostatnią "warstwę"?

Albo innymi słowy: czy istnieje tylko jeden, jedyny, ten sam cel każdego człowieka, a najbardziej rozwinięte jednostki we wszechświecie mogą z góry powiedzieć, że: "tyle i tyle możecie osiągnąć, bo my to osiągnęliśmy, a dalej już nic nie ma", oraz: "to jest jedyny, najwyższy stan, który możecie osiągnąć, nie ma innych"?
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 31 mar 2009, 18:40

Witam

Zupełnie nie wiem co mam tutaj napisać...... może sam odpowiedz na to pytanie.....

Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 31 mar 2009, 21:20

Bo jeśli odpowiesz na to pytanie, to znaczy, że sobie zakreślasz ramy tego, co możesz osiągnąć.

Chodzi mi o to, że z Twoich notek wynika, że z góry wiesz co masz (mamy) osiągnąć, gdzie dotrzeć, co zrobić, nakreślasz jakby mapę - tak, jakbyś nie miał wątpliwości na czym polega całe życie w najbardziej uniwersalnym (czy "kosmicznym" - jak niektórzy mówią) znaczeniu; jeśli są przed Tobą tajemnice, to tylko te mało istotne - podobnie jak to twierdzili naukowcy z XIX wieku. Może znasz tajemnicę wszechrzeczywistości - nie mam pojęcia.

Jednak założywszy, że Bóg (najpotężniejsza, najbardziej świadoma, i inne naj... istota) istnieje - czy możemy powiedzieć, że On/Ona nie może osiągnąć już nic więcej ponad to, co osiągnął; jest świadomy tak bardzo, że bardziej być nie może; i jest wolny tak bardzo, że większej wolności nie da się uzyskać; że po za tym, gdzie sięga Jego świadomość, nic więcej nie ma?

W moim rozumieniu - jeśli to zrobi(ł), to ograniczy(ł) swoją wolność. Tak więc nawet, jeśli coś mogłoby (ale nie musiałoby) jeszcze istnieć niż to, o czym wie, nie dotrze tam swoją świadomością - dopóki nie zmieni więżących go przekonań (!).

Inna sprawa - po co Bóg tworzył życie? (zgodnie z powszechną opinią, że przed naszą rzeczywistością był Bóg, który je stworzył). Czy fakt, że życie - my - w ogóle powstaliśmy, nie jest zastanawiający...?
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 31 mar 2009, 23:28

Enlil napisał(a):Jednak założywszy, że Bóg (najpotężniejsza, najbardziej świadoma, i inne naj... istota) istnieje - czy możemy powiedzieć, że On/Ona nie może osiągnąć już nic więcej ponad to, co osiągnął; jest świadomy tak bardzo, że bardziej być nie może; i jest wolny tak bardzo, że większej wolności nie da się uzyskać; że po za tym, gdzie sięga Jego świadomość, nic więcej nie ma?


Myślę że zbyt upraszczasz to do ludzkich granic pojmowania... To trochę jak twierdzić że jeśli istnieje nieskończoność, to ta nieskończoność jest liczbą. A to oznacza że nieskończoność nie istnieje, bo każda liczba jest skończona. To że coś nie istnieje fizycznie, czy w sposób określony, to nie znaczy że nie istnieje. Z resztą, według tego co mi wiadomo o współczesnym rozumieniu fizyki - tak na prawdę wszystko jest nieokreślone, bo najmniejsze znane nam cząstki elementarne są nieokreślone - możemy znać ich położenie, albo pęd, ale nigdy tych dwóch wartości na raz... Więc rzeczywistość przez nas subiektywnie postrzegana jest tylko uśrednieniem... A to co nazywamy bogiem wcale nie musi podlegać uśrednieniu. Żadna liczba w szeregu liczb rosnących ku nieskończoności nie jest nieskończona. A jednak nieskończoność istnieje, ale nie w tak logiczny sposób jak czasem chciałoby się rzeczy rozumieć. Nieskończoność jest ideą totalnie abstrakcyjną. Dlatego właśnie duchowość nie może być stuprocentowo logiczna. Po to człowiek ma intuicję. I z wchodzeniem na coraz wyższe poziomy osobistej świadomości i 'oświecenia' trzeba używać coraz więcej intuicji żeby zrozumieć to co pozwoli przejść dalej.
To z resztą odróżnia człowieka od maszyny i jest tak wielkim ograniczeniem nawet największych komputerów zbudowanych w technologii sieci neuronowych. Umysł ludzki potrafi dokonywać czasem niesamowitych przeskoków logicznych, oraz pojmować rzeczy intuicyjnie. Komputer nie - kieruje się czystą logiką.

Po to zresztą istnieją koany - właśnie żeby rozbudzić i wytrenować zdolność abstrakcyjnego myślenia - zdolność do osiągania takich przeskoków logicznych, do korzystania z intuicji - a to prowadzi do dalszego oświecenia...
"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać,
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
Avatar użytkownikaTil Mężczyzna
Poszukujący
 
Posty: 1614
Dołączył(a): 31 sty 2006, 02:56
Lokalizacja: Bolesławiec - Wawa
Droga życia: 11
Zodiak: tygrys

Post 01 kwi 2009, 00:50

Witam

Wildze że nie dałem się sprowokować...... :wink: To prawda ze nie potrafię nic na ten temat powiedzieć poza tym czego jestem naprawdę pewien. Oczywiście odzwierciedla to poniekąd poziom mojego rozwoju. Ponad nim zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Chodzi o to, ze w miarę pogłębiania się doświadczenia, przychodzi także zrozumienie. Tutaj powyższe zdanie Tila w większości pokrywa się z moim. Czasami jest to wiedza której nie sposób ując w słowa, ponieważ funkcjonuje na poziomie abstrakcji. Zazwyczaj dzieje sie tak z pojęciem jedności wszystkiego. Naprawdę trudno opisać coś, co stanowi wspólny mianownik całego istnienia, a który zarazem jest częścią nas a my częścią jego. Czujesz to i dostrzegasz ale nic po za tym nie możesz zrobić. Tak czy siak niewykluczone, ze jest to studnia bez dna, a czym głębiej schodzisz tym bardziej twoje ego się rozprasza i pojawia się zupełnie inna logika której nie sposób określić. Natomiast jaki jest sens stworzenia.....? Naskrobie coś w następnym poście.....


Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 01 kwi 2009, 17:28

Til napisał(a):Myślę że zbyt upraszczasz to do ludzkich granic pojmowania...

Dokładnie tak jak piszesz - i jestem tego uproszczenia świadomy. Zrobiłem je jednak dla potrzeb wyjaśnienia zagadnienia. Rzeczywiście, mogłem o tym wspomnieć.

Til napisał(a):duchowość nie może być stuprocentowo logiczna.

Jesteś pewny? ;)

Til napisał(a):To z resztą odróżnia człowieka od maszyny i jest tak wielkim ograniczeniem nawet największych komputerów zbudowanych w technologii sieci neuronowych. Umysł ludzki potrafi dokonywać czasem niesamowitych przeskoków logicznych, oraz pojmować rzeczy intuicyjnie. Komputer nie - kieruje się czystą logiką.

Komputer - to mechanizm, w dodatku fizyczny. My - to (chyba?) nie mechanizm, ale korzystamy z mechanizmów: fizycznych, astralnych, mentalnych. Uważam, że nasze ciała nie są nami. I to właśnie uważam za główną różnicę między człowiekiem a maszyną. Nie potrzebujemy materii, by funkcjonować (?).

Apollo napisał(a):Czujesz to i dostrzegasz ale nic po za tym nie możesz zrobić. Tak czy siak niewykluczone, ze jest to studnia bez dna, a czym głębiej schodzisz tym bardziej twoje ego się rozprasza i pojawia się zupełnie inna logika której nie sposób określić. Natomiast jaki jest sens stworzenia.....? Naskrobie coś w następnym poście.....

Oczywiście czekam z niecierpliwością. :)

A co do mojej notki - to prezentuje część mojego tzw. systemu. Ponieważ nie wiem, co mogę osiągnąć i gdzie dotrzeć, to poruszam się w kierunku, który aktualnie wydaje mi się prawidłowy. Nie znaczy to, że go nie zmienię i później nie stwierdzę: tamto, co robiłem wcześniej, nie było właściwe...
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 03 kwi 2009, 09:21

Witam

A wiec odpisuję...... Otóż stworzenie a raczej stwarzanie należy rozumieć jako akt magicznej kreacji, tudzież uzewnętrznienia wewnętrznych procesów boskiego umysłu (logosu). Ten akt nie był jednorazowym wydarzeniem, ale trwa nieustannie w niekończącym się tworzeniu. Natomiast my jako ludzie, będący częścią natury, chcąc nie chcąc jesteśmy uwikłani w ten proces i odzwierciedlamy sobą boską energię, którą z kolei przetwarzamy w kolejnym stopniu ekspresji na zewnątrz. Tak więc wszechświat to jeden wielki boski organizm będący w ciągłym tworzeniu. Natomiast człowiek poprzez odrzucenie złudnych wyobrażeń i poznanie swojej prawdziwej natury jako części większej całości, może Boga doświadczyć nie tylko w sobie samym jako istotnym składniku natury, ale przede wszystkim w przyrodzie, a zatem w drzewach, kamieniach, śpiewie ptaków, górskich strumykach itp. A w tym doświadczeniu ujrzeć uniwersalizm i ogrom całego zjawiska......

Tak więc jeżeli w ramach naszego człowieczeństwa wyrażamy samych siebie (np. w formie rytuału, w tańcu, w rysunkach czy innych formach), takimi jakimi jesteśmy tzn. ekspresją Boga. Wówczas realizujemy sens stworzenia........ Tego rodzaju czynności zamieniają się oczywiście w rytuały, w których zaklęte są archetypowe prawdy, przez co stanowią one misterium - i o tym należy pamiętać i to rozróżniać. Szczególny zaś nacisk powinniśmy położyć na formę języka, zwłaszcza, że za jego pomocą wyrażamy nie tylko naszą osobowość i przekonania religijne, ale najgłębsze prawdy duchowe. Jeżeli zatem to co mówimy (ew. słyszymy) odnosi się do wartości najgłębszych i ponad osobowych czy wyobrażeniowych, wówczas mamy do czynienia ze świętym językiem, który z reguły zawiera przesłanie dotyczące spraw o których mówimy i które są elementem kultów występujących pod każdą szerokością geograficzną.....

Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik

Post 03 kwi 2009, 10:06

Mniej więcej się zgadzamy w postrzeganiu (z tą różnicą, że nie umieszczam w centrum Boga), tylko że używam innych określeń na te zjawiska i interesowałem się nimi troszkę od innej strony - co prawdopodobnie wynika z tego, co czytałem, oraz z moich doświadczeń. Od kiedy jednak w pełni świadomie odrzuciłem interpretację autorską różnych autorytetów, w mojej głowie powstała pustka, która szybka zapełniła się całościowym i intuicyjnym (a nie fragmentarycznym) rozumieniem - niejednokrotnie w szczegółach sprzecznym z niektórymi dotychczasowymi doktrynami, w tym także doktrynami ezoterycznymi.

Uważam ponadto, że najwyższą formą autoekspresji jest nasze własne życie - to, jak ono wygląda jest odbiciem Ciebie jako jednostki (ale nie tzw. duszy, której jest aspektem), odbiciem Twoich myśli, uczuć oraz założeń na to wcielenie. Ktoś, kto potrafi ujrzeć w całości aurę i ukryte w niej energie, wychodzi w dodatku poza ograniczenie tzw. czasu: bo część Ciebie już jest zawarta w Twoim świecie (z subiektywnego punktu widzenia), a część dopiero czeka na manifestację. (Przy okazji, w książce "Parapsychiczne przebudzenie" Seth twierdzi, że czas został celowo wprowadzony w naszą fizyczną rzeczywistość, byśmy kolejnymi aspektami tego wcielenia zajmowali się po kolei; w innych rzeczywistościach nie ma takiego rozgraniczenia).

Język to ważna sprawa, wiążąca się z wieloma kwestiami, jednak ktoś, kto zna pojęcie ascendentu w astrologii, będzie wiedział, że nie należy przeceniać wartości języka mówionego - ważniejsze są myśli, także te niewypowiedziane.
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 827
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Post 20 kwi 2009, 22:31

Hej.

Czy może mnie ktoś z was oświecić jakie właściwie ma mieć znaczenie to całe dociekanie na temat istnienia bądź nie istnienia boga skoro i tak chodzi tu o nas. :?: :?: :?: :?:
Cokolwiek piszę to tylko moje zdanie. Pozdrawiam.
Avatar użytkownikawiasa Mężczyzna
STRAŻNIK
 
Posty: 85
Dołączył(a): 04 lip 2008, 00:09
Lokalizacja: Sosnowiec
Droga życia: 2

Post 20 kwi 2009, 22:57

W tym momencie oświecam Cię:
Całe znaczenie w dociekaniu istnienia lub nie istnienia starszego pana z długą brodą, który to stworzył wszystko co istnieje jest takie że właśnie ta kwestia nurtuje ludzi od tysiącleci. Problem tkwi w tym że człowiek chce koniecznie mieć jakąkolwiek odpowiedź na nurtujące go pytania stąd też woli wierzyć w cokolwiek niż w nic. I jest to bardzo ważne właśnie dlatego że chodzi o NAS. Jeśli staniemy po złej stronie barykady prawdopodobnie zginiemy ; ) pomiędzy też nie jest bezpiecznie - tak wygląda życie. Pozostaje wierzyć tylko w zmianę na lepsze (lub żyć w cieniu).
'Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.'
Avatar użytkownikaTwójCień Mężczyzna
micro_space
 
Posty: 100
Dołączył(a): 02 kwi 2009, 21:30

Powrót do działu „Religie i wierzenia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość