Prądy religijne, wielkie religie i małe nurty. Sekty, założyciele, wiadomości.

Re: Nasza boskość

Post 01 lis 2010, 20:57

Ray88 napisał(a): Piekło bym traktował jako pośmiertny stan goryczy, załamania psychicznego, gdzie istota znajduje się w błędnym kole i ciężko jej samej wyjść z tego stanu. Spowodowane to jest najczęściej przez życie, w którym wiele rzeczy robiliśmy wbrew sobie (można by napisać, że wbrew sumieniu) bądź w jakiś sposób raniliśmy innych i po śmierci po prostu te odczucia, jakie powodowaliśmy u nich, się potęgują i odczuwamy je na sobie, przez co możemy cierpieć (w myśl zasady, że "wszystko jest jednością" i ostatecznie wszystko, co daliśmy, wraca do nas). Wszystko jest w ruchu ;)

Nie warto się przejmować czymkolwiek. Jeżeli uważamy, że zrobiliśmy coś "złego" to zamiast użalać się nad sobą warto to po prostu naprawić ;) Ja żyję wg pewnych swoich zasad i nie doprowadzam do sytuacji, w których bym czegoś żałował :) Jednymi z tych zasad są "nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe" czy "żyj i daj żyć innym" i żyję w harmonii ze światem :)


myślę, ze nie ma piekła, to wymysł religijny. Jesli już, to owo piekło jest tu, gdzie zyjemy teraz.
A wlasciwie, co jest "zlem"?
Byliśmy wszystkim, robiliśmy wszystko po to by sie rozwinąć, by byc kim jesteśmy. Zapewne zrobiliśmy duzo "dobrego", ale też duzo "zlego", zapewne dlatego jesteśmy tzw. zaslonietymi uświadomieniami, by nie wiedzieć tego, co zmajstrowaliśmy..
adriel Kobieta
podróżnik porzucając wiezienie
 
Imię: Inka
Posty: 99
Dołączył(a): 30 paź 2010, 11:28
Lokalizacja: k/ Kalisz
Droga życia: 4
Zodiak: koza

Re: Nasza boskość

Post 01 lis 2010, 21:16

adriel napisał(a):myślę, ze nie ma piekła, to wymysł religijny. Jesli już, to owo piekło jest tu, gdzie zyjemy teraz.
A wlasciwie, co jest "zlem"?



Wiem, że "piekło" nie istnieje, tak jak to rozumieją religie. Ja to tylko traktuję jako pewien tymczasowy stan duszy, która ciągle się za coś obwinia i cierpi. W tym stanie najczęściej znajdują się małoświadome dusze, bo w pewnym momencie się wie, iż szkoda czasu na obwinianie się, a po prostu nie dopuszczać do tworzenia się sytuacji, których byśmy żałowali. Tak przynajmniej ja to widzę ;)

Ja życie na Ziemi traktuję jako zabawę i naukę zarazem. Nie jako "piekło", dlatego pewnie nie stykam się już z tyloma przykrymi sytuacjami i odczuciami ;)

Co jest "złem"? Dla mnie nie istnieją dosłowne podziały "dobra" i "zła". Jeśli już mam coś do nich przypisać to "złem" bym nazwał coś, co ostatecznie przynosi nam cierpienie (ponieważ wszystko wraca do nas, co my dajemy w świat), a "dobrem" coś, co ostatecznie przynosi nam radość. Jednak jedno i drugie nas zawsze uczy, i niewątpliwie nierzadko jeszcze będziemy natrafiać na takie "zło" i "dobro" ;)
Avatar użytkownikaRay88 Mężczyzna
 
Imię: Łukasz
Posty: 145
Dołączył(a): 17 paź 2010, 21:11
Lokalizacja: Włocławek
Droga życia: 1
Zodiak: Koziorożec

Re: Nasza boskość

Post 06 lis 2010, 02:05

darekk napisał(a):Być może się mylę, nie mi to osądzać, każdy idzie własną ścieżką.
Mamy ponoć wolną wolę, jeśli wszystko zależy od Boga, to jaki sens ma wolna wola.
Wtedy nic nie zależałoby od nas, zatem bylibyśmy tylko programem, marionetkami.
Chyba, żeby przyjąć, że Bóg jest nami i my jesteśmy Nim, wówczas jako cząstka Boga i tak mamy wpływ...


"Nie wiecie że Bogami jesteście" - Jezus
"Ja i mój Ojciec to jedno" - Jezus

Widzisz, my jesteśmy w takim stopniu Bogami, w jakim stopniu nasionko dębu jest okazałym, pięknym rozłożystym dębem. Chodzi o to, że nasza ewolucja jeszcze się nie skończyła. Jak na razie jesteśmy dopiero czymś pośrednim między zwierzęciem a człowiekiem. Ale człowiekiem jeszcze nie jesteśmy. Jesteśmy człowiekiem jeszcze niedokończonym, powiedzmy, człowiekiem przez małe „c” Na razie dopiero wyglądamy jak człowiek, dopiero co niedawno zleźliśmy z drzew, stanęliśmy na dwóch łapach i korzystamy zaledwie ok. 10 % możliwości naszego umysłu. No i teraz zobacz, czego dokonał człowiek przez małe „c” korzystając tylko z tych 10 procent? Przyjrzyj się temu wszystkiemu co już mamy. Jaka technika, jakie cuda architektury i sztuki, poezja, muzyka. Latamy samolotami i w kosmos. I to wszystko, mając zaledwie do dyspozycj te 10 %.

Naukowcy twierdzą, że tacy geniusze jak Einstein korzystają z możliwości umysłu zaledwie w jednym czy dwóch procentach więcej niż my. Tylko dwa procent, a zobacz jaka przepaść między nami? A gdzie jeszcze te 85 procent? To możesz sobie wyobrazić do czego człowiek może być zdolny korzystając z następnych 85% zdolności umysłu. Weź teraz świętych. A jacy oni święci? Co oni są z innej gliny? Mają taką krew jak my i składają się z tego samego budulca co my. Oni nie są żadni święci, oni tylko korzystają ze zdolności swoich umysłów trochę więcej niż my. Mają pewne zdolonści których my jeszcze nie mamy, dlatego dla nas wydają się świętymi. Ale oni też wcale nie są jeszcze na końcu ewolucji, są na różnych etapach rozwoju. Jeden może dwa, inny trzy albo pięć procent. I tyle. Inna sprawa jest taka, że jakoś nikt z nas nie ma ochoty być świętym. Dlaczego? No bo nam nasz kochany Kościół Katolicki, tak przedstawia „świętych” jako starych kostuchów leżących krzyżem w kościele i prawiących morały. To kto ma na to ochotę? A to ma niewiele wspólnego z prawdą. A do czego my będziemy zdolni jak rozwiniemy nasze umysły o następne 85 %? Do czego zdolny jest ludzki umysł (nieprawidłowe określenie bo to tylko nasz mózg jeszcze nie potrafi przetwarzać danych zawartych w umyśle), możemy się tylko domyślać analizując wszelkie potwierdzone fenomeny umysłu. Jeśli zbierzemy je do kupy. To tyle co możemy poznać, a ile jeszcze tego, czego się nawet trudno sobie wyobrazić naszymi 10 procentami. Tak więc ktoś kto osiągnie trochę więcej niż my, już jest przez nas uznawany jako fenomen, geniusz, święty. A ktoś kto jest na końcu ewolucji to Bóg. Dlatego my kiedyś będziemy człowiekiem rozwiniętym, człowiekiem przez duże „C” którego w zestawieniu z człowiekiem takim, jacy teraz jesteśmy można porównać z Bogiem. Bog to tylko nazwa, może nawet mało fortunna bo słowo Bóg jakoś tak nam się kojarzy. Może z jakimś panem z białą brodą siedzącym na tronie. A to dlatego, że nasza podświadomość różne częstotliwości energii przedstawia nam w spersonifikowanej formie. No bo jakoś musi.

Równie dobrze możemy powiedzieć wyższa inteligecja, wyższa jaźń itp. Tylko jak tą wyższa jaźń przedstawić? Tylko widzicie, tu jest taka sprawa do zrozumienia. Wiemy przecież o tym wszyscy, bo nieraz tu było na forum pisane, że w wymiarach duchowych czas nie biegnie linearnie. Czyli nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, jest tylko tu i teraz. Czyli tak jak pisałam w innym poście. Dom który wybuduję za 10 lat, w wymiarach duchowych już jest. Tak więc, my jako człowiek przez duże „C” w wymiarze duchowym już istniejemy. W wymiarze duchowym my już jesteśmy Bogami. Tylko w naszej rzeczywistości, my jako ludzie jeszcze o tym nie wiemy, ale ponieważ my Bóg, w wymiarze duchowym już istniejemy to my jako człowiek przez małe „C” możemy się skontaktować z nami samymi przez duże „C” czyli z nami Bogiem. I tutaj mogę posłużyć się takim przykładem. Ponieważ w życiu duchowym wszystko jest „teraz” tak więc my jako trzyletnie dziecko którym byliśmy powiedzmy 20 lat temu, też jesteśmy w wymiarze duchowym „teraz” Więc teraz uważajcie. Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że my z nami samymi będącymi 3 letnimi dziećmi możemy się skontaktować i z samym sobą jako trzylatkiem porozmawiać. Możemy również się tym trzylatkiem stać i doświadczyć powtórnie tego czego doświadczaliśmy wtedy. To potrafi każdy dobry psycholog hipnoterapeuta spowodować. Możemy również przeżyć swoje własne narodziny (Rebirthing) jak również doświadczyć w regresji siebie z poprzednich wcieleń.

Tak więc, skoro możemy skontaktować się ze sobą w wieku trzech lat, tak samo możemy skontaktować się ze sobą jako z Nami-Bogiem. Tak samo nasz przewodnik duchowy który nas prowadzi i którego odbieramy choćby w OBEE czy medytacji, to my sami, tylko na wyższym poziomie rozwoju. Ponieważ w drodze do boskości będziemy na różnych etapach rozwoju, to możemy się kontaktować z różnymi przewodnikami, i wszyscy ci przewodnicy to jesteśmy my sami. Mam nadzieję że rozumiecie? Jaki sens miałoby kontaktować się z przewodnikami obcymi, skoro my sami jako osoby na wyższym stopniu rozwoju, albo inaczej, na każdym stopniu rozwoju już istniejemy. Tak więc my sami najlepiej siebie prowadzimy, bo my jesteśmy tą drogą którą dopiero przejdziemy. Jak dochodzimy do etapu naszego przewodnika wyżej, to łączymy się z tą energią i już tego przewodnika wcina, bo on już jest przez nas wchłonięty i mamy jego mądrość. Czyli doszliśmy do tego pułapu i już jesteśmy jednym. Dalej już będzie następny przewodnik, czyli my sami w etapie którego jeszcze nie osiągnęliśmy, a więc on będzie nam się znowu wydawał mądrzejszy od nas, i będziemy go odbierać jako przewodnika i jako kogoś oddzielnego od nas. I tak coraz wyżej.

A teraz kwestia wolnej woli, bo właściwie o tym miałam pisać, a to wcześniej to tylko wprowadzenie.
A więc im jesteśmy niżej, tym mamy więcej wolnej woli, znaczy się kolokwialnie mówiąc, im większy grzesznik, tym więcej wolnej woli. Im bliżej nam do Nas-Boga, tym większe poddanie się prowadzeniu naszej wyższej jaźni, a więc tym samym mniej wolnej woli. Rozumiecie?

Grzesznik musi sam dokonać wyboru, żeby np.naprawić jakiś błąd czy krzywdę którą wyrządził. Gdyby nie miał wolnej woli to jaka byłaby jego zasługa że naprawił błąd?, Natomiast im dalej jesteśmy w ewolucji i w duchowym rozwoju, tym bliżej jesteśmy Boga, który jest nami, i już w większym stopniu niż ten „grzesznik”intuicyjnie go odbieramy. Tak więc im bliżej jesteśmy Siebie Boga, tym jego wola jest bliższa naszej woli, no bo my w końcu nim będziemy to nie może być inaczej. Czyli im bliżej Rzymu, tym trudniej pobłądzić. A jak już jesteśmy na przedmieściach to już wiadomo, samo nas prowadzi. Dam taki przykład. Jak rozrzucicie opiłki żelaza, a w środku położycie magnes. To opiłki żelaza najdalej położone od magnesu, nie koniecznie zostaną przez ten magnes przyciągnięte. Możemy podmuchać i te najdalej leżące zmienią kierunek. Ale im bliżej magnesu, tym większe przyciąganie. Tak samo, im bliżej Boga tym szybciej jesteśmy w jego stronę przyciągani i tym mniej naszej własnej woli. My nie możemy mieć innej woli, niż wola Boga którym już jesteśmy. To trzeba zrozumieć. Dlatego darekk, im jesteśmy dalej w rozwoju tym mniej wolnej woli, bo wola Boga to nasza wola, bo idziemy ścieżką która już istnieje i którą już przeszliśmy.

Ale jeszcze powiem inaczej. Bo złodziej też jest w duchowym świecie już tym, który naprawił błędy. Tak więc on też dokonuje wyborów takich, jakie w duchowym świecie już są, idzie zakosami, może się cofać, tylko on ma takie, może większe złudzenie że ma wolny wybór. Ale właśnie dlatego że ma takie złudzenie, i myśli że sam dokonał takiego wyboru, to pozwala mu na odpuszczenie sobie grzechów, oczyszczanie się, czy znowu, jeśli zrobi coś źle to pozwala mu na odczuwanie wyrzutów sumienia. Po prostu, on nie może mieć poczucia, że nie ma wolnej woli, boby nie miał możliwości rozwoju. I my jak na razie, jesteśmy na takim etapie jak ten złodziej (mamy złudzenie wolnej woli). Im jesteśmy dalej rozwinięci tym odczuwamy mniejsze wyrzuty sumienia, nawet jeśli coś źle zrobimy, bo wiemy albo czujemy że po prostu musieliśmy tak zrobić. Może dzisiaj zrobilibyśmy to inaczej, ale rozumiemy że wczoraj tak zrobiliśmy bo mieliśmy inną świadomość niż mamy dzisiaj.

Odniosę się jeszcze do tego co napisałam, że na razie dopiero wyglądamy jak człowiek. To jeszcze też w stu procentach nie wiadomo. Zobaczcie jak teraz wygląda dziecko które ma dopiero parę dni. Zapytajcie rodziców i babcie. Jeszcze nie dawno, takie dzieci parodniowe, miały niewidzący wzrok, ledwie patrzyły na oczy. Teraz takie dzieci mają już bardzo inteligentny wyraz twarzy i bystry wzrok, którym z ciekawością rozglądają się dookoła. A już rodzą się tzw. dzieci kryształowe i będzie się ich rodzić coraz więcej. I te dzieci już się różnią znaczniej, mają hipnotyczne oczy. Tak więc nie wiadomo czy tak do końca za ileśtam pokoleń, na pewno ludzie będą trochę różni od nas teraz.

Zrobiłam akapity na chybił trafił, żebyście na mnie nie krzyczeli że się źle czyta (mam z tym problemy :lol:
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 06 lis 2010, 03:16

Zabujcza logika Zuu :shock: =D> Ale z tymi dziecmi na koncu to nie masz podstaw, Zet w temacie "Czuje sie oblesnie" w dziale podworko fajnie to opisal, ale kto tam wie :D
Conan Barbarzynca Mężczyzna
 
Imię: Grzegorz
Posty: 240
Dołączył(a): 28 paź 2010, 21:26
Droga życia: 8
Zodiak: Lew

Re: Nasza boskość

Post 06 lis 2010, 04:31

Wow, totalny "mind-fuck" :D Niby to wiedziałem, a raczej czułem wewnątrz, ale nie potrafiłem tego wyrazić (miałem takie "przebłyski"). To takie logiczne i takie... dziwne. Ciężko się nie zgodzić, jeśli chodzi o mnie. Często o tym zapominamy, bo np. jutro idziemy do pracy/na studia i znowu "wchodzimy" w "szarą" codzienność i gdzieś nam to czasem umyka, i nie korzystamy z tej informacji. Mimo wszystko, przyjęcie takiej wiedzy wymaga "czasu" i coraz lepiej będziemy to pojmować ;) Generalnie doświadczanie wszelkiego życia pomaga nam w przypominaniu sobie tego, co zapomnieliśmy i to pewnie na własne życzenie ;)

Heh, zabawa zwana "życiem", która trwa od zawsze na zawsze - jak ja to kocham :D Ten Bóg to był/jest/będzie swój "chłop" xD A najlepsze w tym jest to, że jeszcze nie wiem, o czym zapomniałem, i za każdym razem, jak sobie przypomnę kolejny "element" całego tego istnienia to czuję niezwykłą radochę z tego :D
Avatar użytkownikaRay88 Mężczyzna
 
Imię: Łukasz
Posty: 145
Dołączył(a): 17 paź 2010, 21:11
Lokalizacja: Włocławek
Droga życia: 1
Zodiak: Koziorożec

Re: Nasza boskość

Post 06 lis 2010, 11:46

Ja wolę być ostrożny w przypadku "ustalonych" faktów, ezo czy nie-ezo :P

darekk napisał(a):Mamy ponoć wolną wolę, jeśli wszystko zależy od Boga, to jaki sens ma wolna wola.
Wtedy nic nie zależałoby od nas, zatem bylibyśmy tylko programem, marionetkami.
Chyba, żeby przyjąć, że Bóg jest nami i my jesteśmy Nim, wówczas jako cząstka Boga i tak mamy wpływ...

Zdecydowałem właśnie odpisać... dla mnie to wystarczający dowód, że mam wolną wolę i nie mam podstaw, by uważać, że ktoś za mnie to zdecydował ;) Mogę podejrzewać, że może być inaczej, ale nie mam na to żadnych dowodów, że to nie moja wola, tylko czyjaś. Tak więc wszystko wskazuje na to, że mamy wolną wolę, i mniejsza o bogów, programy, marionetki etc. dopóki mamy poczucie autonomii we własnych wyborach ;)

Zuu napisał(a):Wiemy przecież o tym wszyscy, bo nieraz tu było na forum pisane, że w wymiarach duchowych czas nie biegnie linearnie. Czyli nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, jest tylko tu i teraz.

Ja bym raczej użył wyrazu "tak uważamy" zamiast ryzykownego "wiemy" 8)
Czy brak linearności znaczy automatycznie, że nie ma ani przeszłości, ani przyszłości... no niekoniecznie.

Zuu napisał(a):Jaki sens miałoby kontaktować się z przewodnikami obcymi, skoro my sami jako osoby na wyższym stopniu rozwoju, albo inaczej, na każdym stopniu rozwoju już istniejemy.

Bo niektórzy obcy są bardziej boscy od nas a my wykorzystujemy na razie tylko 10% czy ile tam możliwości :) A oni mogą kontaktować się z jeszcze bardziej boskimi istotami ;) Itd. Co nie zmienia faktu, że potencjalnie wszyscy są boscy :D

Zuu napisał(a):Grzesznik musi sam dokonać wyboru, żeby np.naprawić jakiś błąd czy krzywdę którą wyrządził.

Czy musi? I kto właściwie go osądził jako grzesznika? ;) I co znaczy "grzesznik"? :)

Zuu napisał(a):im jesteśmy dalej w rozwoju tym mniej wolnej woli, bo wola Boga to nasza wola, bo idziemy ścieżką która już istnieje i którą już przeszliśmy.

Raczej w tym wypadku - nasza wola jest przypadkiem także wolą boga, ale to nie znaczy, że nie jest wolna. Możemy w każdej chwili zmienić zdanie i podjąć decyzję niezgodną z wolą jakichś bogów - czy bogowie nam zabronią? ;) Ja podejmowałem w życiu różne decyzje, czasami sprzeczne ze sobą - jeśli któraś z nich nie była zgodna z wolą któregoś z bogów, to widocznie nie mieli powodów do wtrącania się, czyli wychodzi na to, że mamy wolną wolę bez względu na bliskość lub dalekość od kogoś ;)

I tego cieszenia się wolnością bez oglądania się na bogów wszystkim życzę :D
Avatar użytkownikaICUByMyMind Mężczyzna
Just looking around reality
 
Posty: 36
Dołączył(a): 06 paź 2010, 22:29
Droga życia: 55

Re: Nasza boskość

Post 07 lis 2010, 02:26

ICUByMyMind napisał(a):Ja wolę być ostrożny w przypadku "ustalonych" faktów, ezo czy nie-ezo :P

To nie ustalone fakty tylko mój punkt widzenia.
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 07 lis 2010, 02:32

ICUByMyMind napisał(a):J
Zuu napisał(a):Jaki sens miałoby kontaktować się z przewodnikami obcymi, skoro my sami jako osoby na wyższym stopniu rozwoju, albo inaczej, na każdym stopniu rozwoju już istniejemy.

Bo niektórzy obcy są bardziej boscy od nas a my wykorzystujemy na razie tylko 10% czy ile tam możliwości :) A oni mogą kontaktować się z jeszcze bardziej boskimi istotami ;) Itd. Co nie zmienia faktu, że potencjalnie wszyscy są boscy :D

Nie ma potrzeby żeby profesor uczył dzieci w zerówce. Nie miałam na myśli obcych z innych fizycznych czy nie fizycznych planet, tylko naszego osobistego opiekuna przewodnika który jest nam najbliższy i który nas prowadzi czy sobie to uświadamiamy czy nie. Mam wrażenie że trochę nie rozumiesz o czym piszę. Wiesz, ja zuu dzisiaj w stosunku do ja zuu wczoraj już nie jestem tym samym, bo doszły mi jakieś nowe doświadczenia, albo choćby wiedza. A chociażby to że przeczytałam kilka mądrych postów na forum i moja wiedza dzisiaj już jest inna bo się o coś tam poszerzyła. Z tego co wieml każda myśl zapisuje sie w formie hologramu i nakłada na poprzedni hologram, czyli, na ten aktualny który jest ostatnim produktem wypadkowym wszystkich poprzednich z całego mojego jestestwa. To ja od wczoraj już tam dołożyłam kilka następnych. I ten ostateczny na tą minutę jest już nie ten co był minutę temu. Ale minimalna różnica. Tylko jak porównam swój hologram do tego który był ostateczny 10 lat temu, to już będzie duża różnica. Czyli ja dzisiaj nie jestem taka jak byłam 10 lat temu. Ja ci powiem tak. To często spotykane, jak ktoś mówi "Oj gdyby się cofnął czas, to ja już bym coś tam zrobił inaczej. No więc gdyby się 10 lat temu zuu skontaktowała z zuu którą jestem dzisiaj, to ta zuu dzisiaj mogłą by udzielić mądrych rad tej sprzed 10 lat. Ale ta zu sprzed 10 lat żeby doszła do tej zuu która jest dzisiaj, bo do innej dojść nie może, to musi iść po jej śladach.
ICUByMyMind napisał(a):

Ja podejmowałem w życiu różne decyzje, czasami sprzeczne ze sobą - jeśli któraś z nich nie była zgodna z wolą któregoś z bogów, to widocznie nie mieli powodów do wtrącania się, czyli wychodzi na to, że mamy wolną wolę


Podejmowałeś różne decyzje, czasem ze sobą sprzeczne, mogłeś zmieniać zdanie 10 razy, a jaką masz pewność że ta ostateczna decyzja ktorą i tak podjąłeś nie była tą decyzją którą miała być? :lol:

Czy musi? I kto właściwie go osądził jako grzesznika? ;) I co znaczy "grzesznik"? :)

:D Przecież słowo grzesznik pierwszy raz napisałam w cudzysłowie :!: I nie oceniam kto jest grzesznikiem i dlaczego, bo w tej wypowiedzi bynajmniej nie o to chodzi.
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 07 lis 2010, 21:23

Zuu napisał(a):Podejmowałeś różne decyzje, czasem ze sobą sprzeczne, mogłeś zmieniać zdanie 10 razy, a jaką masz pewność że ta ostateczna decyzja ktorą i tak podjąłeś nie była tą decyzją którą miała być? :lol:

Nie ma pewności i dla mnie nie ma to znaczenia ;) Ważne, że sam ją podejmuję, i zawsze mogę ją zmienić :lol: Czyt. mamy wolną wolę bez względu na bliskość do kogoś lub czegoś ;)
Avatar użytkownikaICUByMyMind Mężczyzna
Just looking around reality
 
Posty: 36
Dołączył(a): 06 paź 2010, 22:29
Droga życia: 55

Re: Nasza boskość

Post 07 lis 2010, 22:09

oczko napisał(a):Czy wierzysz w Boga ( mam na myśli Stwórcę Wszechrzeczy), jeśli tak to musisz wierzyć ,że jest miłością a skoro jest miłością to wszystko co stworzył jest miłością.


Til napisał(a):Nie, nie uważam że jest miłością. Bynajmniej. Pamiętaj że jest wszystkim. Ja osobiście o wiele bardziej lubię Boga starotestamentowego. Boga gniewnego, który kocha swoje dzieci, kocha świat który stworzył, obdarza wszystkich miłością, ale jak bachor zanadto się rozwydrzy, potrafił też sprawić mu lanie...


Wydaje mi się, że jest nieco inaczej... Owszem sądzę, że Bóg jest miłością, i nie uznaję go za gniewnego etc. On nie jest gniewny..., On jest kochający. Ale... Miłość nie zawsze polega na głaskaniu i dawaniu wszystkiego pod nos. Miłość to troska o nasz rozwój... i czasem faktycznie trzeba kogoś skarcić..., że się tak wyrażę... "dla dobra ogółu i jednostki", aby "powróciła na właściwą drogę" i "poszerzyła horyzonty".

Zuu napisał(a):.
Sam z siebie nic nie możesz zrobić. Sam z siebie możesz co najwyżej sobie tylko paluszkiem w nosku poskubać. I tyle. Sam siebie nie przemienisz, choćbyś się bardzo starał.


Zuu napisał(a):Dlatego darekk, im jesteśmy dalej w rozwoju tym mniej wolnej woli, bo wola Boga to nasza wola, bo idziemy ścieżką która już istnieje i którą już przeszliśmy.


Odniosłem się już do tego wcześniej tu:

darekk napisał(a):Być może się mylę, nie mi to osądzać, każdy idzie własną ścieżką.
Mamy ponoć wolną wolę, jeśli wszystko zależy od Boga, to jaki sens ma wolna wola.
Wtedy nic nie zależałoby od nas, zatem bylibyśmy tylko programem, marionetkami.
Chyba, żeby przyjąć, że Bóg jest nami i my jesteśmy Nim, wówczas jako cząstka Boga i tak mamy wpływ...


Skoro uważasz, że sami nic nie możemy, ale uważasz też, że nasza wolna wola w późniejszym etapie staje się Boską wolą... to wciąż jest to nasza WSPÓLNA wola... moja i Boga... Tylko zjednoczona... Zatem jako istota Boska mam wpływ... i to duży na moje życie, czy mi się to podoba czy nie :P. Jeżeli nie miałbym wolnej woli, mógłbym teraz iść zrobić coś złego i mam zajefajne wytłumaczenie... bo Bóg tak chciał... wydaje mi się jednak że decydujemy przynajmniej na początku tak jak to określiłaś, później nasza wola stapia się (dąży do stopienia się) z boską wolą, ale w dalszym ciągu jest to nasza wola jako jednostki i Boga, czyli w sumie ogółu.
darekk Mężczyzna
 
Posty: 34
Dołączył(a): 25 wrz 2010, 19:00
Droga życia: 11
Zodiak: Strzelec

Re: Nasza boskość

Post 08 lis 2010, 00:48

darekk napisał(a):Wydaje mi się, że jest nieco inaczej... Owszem sądzę, że Bóg jest miłością, i nie uznaję go za gniewnego etc. On nie jest gniewny..., On jest kochający. Ale... Miłość nie zawsze polega na głaskaniu i dawaniu wszystkiego pod nos. Miłość to troska o nasz rozwój... i czasem faktycznie trzeba kogoś skarcić..., że się tak wyrażę... "dla dobra ogółu i jednostki", aby "powróciła na właściwą drogę" i "poszerzyła horyzonty".

Właśnie, podpisuję się pod tym, powiedziałabym nawet że czasem możemy mieć wrażenie że nas tresuje, no i że przesadza troszeczkę. Ale to zawsze wychodzi nam na korzyść.
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 08 lis 2010, 01:07

darekk napisał(a):

Skoro uważasz, że sami nic nie możemy, ale uważasz też, że nasza wolna wola w późniejszym etapie staje się Boską wolą... to wciąż jest to nasza WSPÓLNA wola... moja i Boga... Tylko zjednoczona... Zatem jako istota Boska mam wpływ... i to duży na moje życie, czy mi się to podoba czy nie :P. Jeżeli nie miałbym wolnej woli, mógłbym teraz iść zrobić coś złego i mam zajefajne wytłumaczenie... bo Bóg tak chciał... wydaje mi się jednak że decydujemy przynajmniej na początku tak jak to określiłaś, później nasza wola stapia się (dąży do stopienia się) z boską wolą, ale w dalszym ciągu jest to nasza wola jako jednostki i Boga, czyli w sumie ogółu.


W sumie masz rację tylko widzisz to nie tyle chodzi o wole, co o świadomość wolnej woli. Są przypadki które w stu procentach podlegają własnej woli, ale myślę tu o woli ego. Rzeczywiście tak jest. Dla nich ta inkarnacja już jest stracona. Można ich porownać do osoby w środku puszczy. To rzadkie przypadki, zupełnie odłączone, ale są. Inni, tak jak mówiłam, mogą iść zakosami a nawet się cofać, ale generalnie jadą w dobrym kierunku. Może nie autostradą tylko polnymi uliczkami ale ten kierunek momentami łapią. Potem im są bliżej tym prostsza droga. Mają mniej kłopotow z podejmowaniem właściwych decyzji, a od jakiegoś momentu już wiedzą że mają nawigację i z niej korzystają Potem już autostadą prosto do nieba :lol:
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 08 lis 2010, 21:39

darekk napisał(a):później nasza wola stapia się (dąży do stopienia się)

Nie podoba mi się to stapianie woli :P Myślę, że raczej w pewnym momencie, jak to określiła Zuu, po prostu nasza wola ma lepsze narzędzia - taki boski GPS; nie musimy wówczas niczego stapiać, zachowujemy odrębność, tylko korzystamy z tych samych narzędzi :D
Avatar użytkownikaICUByMyMind Mężczyzna
Just looking around reality
 
Posty: 36
Dołączył(a): 06 paź 2010, 22:29
Droga życia: 55

Re: Nasza boskość

Post 11 lis 2010, 02:41

ICUByMyMind napisał(a):
darekk napisał(a):później nasza wola stapia się (dąży do stopienia się)

Nie podoba mi się to stapianie woli :P Myślę, że raczej w pewnym momencie, jak to określiła Zuu, po prostu nasza wola ma lepsze narzędzia - taki boski GPS; nie musimy wówczas niczego stapiać, zachowujemy odrębność, tylko korzystamy z tych samych narzędzi :D

Wiem o co ci ICUByMind chodzi. Ha, nie ma się czego bać. Zaraz Ci to wyjaśnię z chłopskiego na nasze. Przecież w świetle tego co napisałam, gdybyś to dobrze zrozumiał, stapiasz się cały czas z wolą Boga. Od początku swojego istnienia. Cała nasza ewolucja, to nic innego jak stapianie się z wolą Boga, czy „Ubóstwianie się” I cały czas zachowujesz przecież siebie. Po prostu jesteś powiedzmy coraz mądrzejszy, Dam Ci przykład. Zakładam że wierzysz w reinkarnację. No więc, jeśli wierzysz, to powiedzmy, że w poprzednim życiu byłeś mordercą. Takim który z premedytacją dla pieniędzy kogoś zabijał. A teraz tego już nie zrobisz, nie dlatego że boisz się więzienia, tylko dlatego że Ci sumienie nie pozwala. Bo już jest w Tobie więcej Boga, niż w poprzednim wcieleniu. I z każdą chwilą jest go więcej. Tylko tutaj jest taka sprawa.

Ewolucja, to bardzo powolny proces. Bardzo, bardzo powolny proces. Ale tylko do pewnego czasu. Jest taki moment, od którego ewolucja przyspiesza. I w tym momencie jesteśmy wszyscy Ci którzy chociażby piszą na tym forum. Ewolucja jest powolna do czasu, do kiedy przebiega nieświadomie. Wszystkie osoby powiedzmy tutaj koleżanki i koledzy, już świadomie zaczęły pracować nad własnym rozwojem, przyspieszają swoją własną ewolucję. Na pewnym etapie ewolucji każdy dochodzi do tego momentu, kiedy zaczyna interesować się sprawami duchowymi. I ta osoba od tej pory zaczyna przyspieszać. I to bardzo przyspieszać w porównaniu z tymi, którzy jeszcze podlegają ewolucji nieświadomie. To że zacząłeś się duchowymi sprawami interesować, to dlatego że ten duch już się obudził i potrzebuje się przejawiać przez ciebie, i zrobi wszystko żeby zacząć się przejawiać i zrobi wszystko w celu samopoznania. To on cię tu ciągnie na forum, i to on cię ciągnie do czytania książek, do medytowania, do głodówek jak luth, i do wszystkiego co robisz dla własnego rozwoju. Bóg nawet nie zna swoich własnych możliwości, on je poznaje poprzez Ciebie. Działa na tyle na ile ty mu pozwalasz, ale że jego możliwości są nieograniczone, to cię popycha do rozwoju. Rozumiesz? Dam Ci przykład.

Powiedzmy masz komputer, wiesz że możliwości internetu są nieograniczone, nie znasz nawet wszystkich możliwości internetu ale wiesz że możesz wszystko przez internet się dowiedzieć i możesz też przez niego działać na różnych frontach. Ale masz ramola niewydolnego. Mało pamięci i tak dalej. No więc co robisz? Udoskonalasz ten komputer, wymieniasz części po to żeby był bardziej wydajny. Tak więc każdy z nas już świadomie pracuje nad własnym rozwojem. Ty nie musisz wiedzieć nawet, po co to robisz. Mało tego, jak przychodzi ten czas, a Ty jesteś bardzo krnąbrny i nie możesz załapać o co chodzi, to mogą zewnętrzne okoliczności naprowadzić cię na zainteresowanie się duchowymi sprawami. Powiem tak obrazowo. Bóg Cię będzie tak zaczepiał i będzie robił wszystko żeby zwrócić na siebie twoją uwagę , będzie używał różnych metod aż osiągnie cel. Jak już jest na tyle w sile, myśle, że wcześniej niż sobie to uświadamiamy to działa i cię nakieruje na odpowiednie tory. U niektorych osób to może być już od dziecka, albo nawet przed urodzeniem, u innych później, a u innych wcale. No i teraz z tą nawigacją. Osoby które już są na tym rozpędzie, czasem sobie zdają sprawę z tego że mają tą nawigację. Jedne mają dużą intuicję której słuchają, czasem coś ich pcha na taka nie inną drogę, same nie wiedzą co i po co? Inni mogą mieć mistyczne doświadczenia w których jest im wyjaśnione. Jeszcze w innej sytuacji są artyści. Bo przez nich Bóg już się przejawia. Tworzy.

Człowiek sam z siebie nic nie stworzy. Człowiek sam z siebie może być przykładowo mówiąc dobrym plastykiem ale nie będzie artystą. Będzie dobrym pisarzem, ale nie będzie tworzył dzieł, będzie muzykiem, ale nie napisze symfonii która będzie łapać za serce. Bo plastyk pomaga Bogu malować, a pisarz pomaga Bogu pisać. Tylko taki artysta będzie tworzył ponadczasowe dzieła który się Bogu nie wtrąca. Jest narzędziem, i pozwoli Bogu działać przez siebie. Gdyby wpadła wam w ręce książka pt. „Głos niebios” to zachęcam do poczytania. To książka o muzykach rockowych. Takich znanych, Clapton, Lennon, nie pamiętam więcej bo czytałam bardzo dawno. Tam są z nimi wywiady. Co mówią? Np. siadają do fortepianu, początkowo zaczynają sami grać lub brzdąkać, a potem już jakaś moc przez nich to robi, czują że nie oni. Oddają się czemuś wyższemu. To się nazywa wena twórcza. I oddają się tej wenie. Nie wcinają się i tyle :) Ale dużo artystów wpada w pychę i tracą wenę. A co to jest ta wena? Możesz również dobrze Boga nazwać weną. Dlaczego tak się dzieje że tracą wenę? Czasem napiszą tylko jedno dzieło, dzieło życia i na tym ich kariera się kończy.

Bo oni za szybko otwarli się na Boga (wenę) Rozumiecie? Dlatego nie wchłonęli Boga, tylko się na niego zamknęli. Za duża przepaść, i nie poradzili sobie z psychiką. Wiemy, że oczekiwania blokują. Oni byli miernotami, nie oczekiwali że uda im się stworzyć dzieło, więc się nie blokowali. Coś tam sobie malowali czy pisali na luzaku. Wyszło dzieło. Wpadli w pychę, bo uwierzyli we własny geniusz. A potem już probowali stworzyć następne dzieła ale już sami, zamiast się otworzyć na wenę, to się na nią zamknęli. I siedzonko przy pustej kartce. A tu klops, nie ma pomysłu, palce po klawiaturze nie chcą same pisać. I alkoholizm. Depresja itd. Ci, którzy są skromni, wszyscy o których czytałam w książce Głos Niebios, powiedzą, to nie ja tworzę, to Bóg tworzy przeze mnie, albo to coś tam wyżej, oddają temu wdzięczność. My sobie myślimy tak. O wali mu w dekiel. Mówi że Bóg przez niego działa. Trochę skromności by się przydało. A to jest wręcz odwrotnie. Jeśli on mówi ze szczerego serca, bo tak czuje, to się otwiera jeszcze bardziej.

Uzdrowiciel charyzmatyczny, nie każe sobie dziękować. On powie, podziękuj Bogu, ja jestem tylko kanałem. Takim samym kanałem jest prawdziwy artysta. Ale z czasem on się stapia z Bogiem coraz bardziej, organizm się wiecie przystosowuje, rozwija się, wtedy on może już nawet nie czuć tej weny tylko ma ją cały czas, i tworzy na zawołanie w każdej chwili. I on, ICUByMind ma wrażenie że tworzy sam, bo on już do Boga w tym zakresie dorósł, ale Bog zawsze będzie lepszy i on do Boga będzie cały czas dalej dorastał, po prostu będzie tworzył coraz to lepiej. I jeśli tylko nie wpadnie w pychę to będzie tworzył cały czas ponadczasowe dzieła, a jeśli wpadnie, to też może obniżyć loty. Dużo jest też uzdrowicieli którzy wpadają w pychę.

Taki Hariss, tylko nazwisko z niego zostało. Byłam parę lat temu, tak z ciekawości. Kolejki się ustawiły bo nazwisko robi swoje, a on już nie ma żadnej mocy. Podświadomość mu zamknęła drogę do tej mocy. Pewnie sobie o czymś zapomniał, albo o kimś. Tak jak pisałam wcześniej. Sami z siebie możemy sobie co najwyżej paluszkiem w nosku poskubać, i możemy to robić coraz lepiej bo nikt od nas nie oczekuje że będziemy to robić z gracją. Sami też tego od siebie nie oczekujemy więc możemy to robić dobrze. Wszystko czego się nauczyliśmy możemy robić dobrze i coraz lepiej. Problem powstaje wtedy kiedy uda nam się zrobić coś wyjątkowego i chcemy to powtórzyć. Dlaczego? Bo myślimy że to myśmy zrobili, i oczekujemy tego od siebie. A teraz ICUByMind skup się :) Gdybyśmy na końcu drogi nie odczuwali swojej odrębności to każdy kto już urzeczywistnił Boga w sobie byłby jednakowy. Budda był inny od Jezusa, Jezus Był inny od Germaina, Germain był inny od Sai Baby itd. Każdy jest inny, każdy jest indywidualnością. Oczywiście, mają wspólne cechy. Gdyby przeanalizować życiorysy oświeconych to można zwrócić uwagę na jedną z nich.

Ray88
Heh, zabawa zwana "życiem", która trwa od zawsze na zawsze - jak ja to kocham :D Ten Bóg to był/jest/będzie swój "chłop" xD


Oni wszyscy się bawią. Rozumiecie? I Bóg tak chce. Boga zajęcie to tworzenie, pozwól Bogu tworzyć to będziesz miał zabawę. I to nie istotne czy będziesz obserwatorem tego jak Bóg poprzez Ciebie tworzy, czy będziesz miał złudzenie że sam tworzysz, albo robisz cuda. Będziesz miał z tego niezłą zabawę. Stary sklerotyk nawracający innych mało z Bogiem ma wspólnego. Bóg wie, że ty jesteś nim na niższym etapie, jak może mieć pretensje do Ciebie skoro to on sam wcześniej. To tak jak byś się złościł sam na siebie. A Ty się złościsz sam na siebie, że kiedyś popsułeś zabawkę?

Tak więc wszystkie osoby które są bardzo blisko Boga, to osoby z nadzwyczajnym poczuciem humoru, które się bawią. Jezus wykręcał apostołom różne numery, straszył ich, a potem się śmiał. Po wodzie chodził dla jaj, Germain wychodził z komnaty, jednymi drzwami ale już nikt go nie widział żeby wychodził następnymi, rozwiewał się w powietrzu, Sai Baba materializuje markowe zegarki. Albo rzuca pierścionki w tłum, a ten kto go złapie to pasuje na jego palec. Mało tego. Jak wiecie każdy kto jedzie do Sai Baby chciałby być obdarowany. Ale są też tacy którym powiedzmy sobie w szczególności najbardziej zależy na tym obdarowywaniu. Sai Baba obdaruje akurat tego który stoi obok niego. Sai Baba już jako dziecko lubił częstować dzieci w szkole cukierkami, a cukierkow w torbie nie ubywało. Mahariszi odpoczywał leżąc przy osobach które do niego przyjechały na liściu od palmy, inny święty indyjski lubił siedzieć na drzewie i rzucał owocami w tych którzy sobie coś niestosownego pomyśleli, Osho kolekcjonował RolsRoysy, mówił że się lepiej medytuje w Rolls Roysie niż na furmance bo trzęsie, i lubił opowiadać niewybredne kawały. I tak dalej. Każdy jest inny. Poza tym są żywi. Na ogół są holerykami. Jezus jak się wkurzył na handlujących przed synagogą to im powywracał stoły z towarem do góry nogami. Ty ICUByMind jak się stopisz, będziesz tym samym ICUByMindem, tylko z rozwiniętym intelektem. No i cała filozofia. Czego się tu obawiasz?

Bóg nas prowadzi w taki sposób jaki jest dla nas najlepszy. My nie możemy oceniać bo nie znamy całości planu. Znajoma mi osoba tak wychowywała dziecko. Kiedyś syn jak był mały uparł się na samochodzik w sklepie. Drogi samochodzik, a ona nie miała za bardzo kasy. Tłumaczyła mu że mu kupi ale jutro bo dzisiaj ma mało pieniążków, ale on się uparł i robił cyrki. Więc mu kupiła ten samochodzik. Przyszli do domu. Na obiad położyła mu ten samochodzik na talerzu. Powiedziała że nie ugotowała obiadu gdyż jej brakło na zakupy bo kupiła samochodzik. Nie było problemu. Ale jak przyszła pora na kolację, to mały był już porządnie głodny. Znowu mu położyła samochodzik na talerzu. Poszedł spać głodny a ona całą noc płakała tak jej było go żal. Rano już dostał śniadanie bo powiedziała że dzisiaj już ma pieniążki i kupiła jedzenie zanim wstał. Od tej pory nigdy jej nie robił cyrków w sklepie.
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
Zuu Kobieta
 
Posty: 107
Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
Droga życia: 9
Zodiak: Bliźnięta

Re: Nasza boskość

Post 11 lis 2010, 09:14

Zuu, ale z Ciebie pisarka, chyba miałaś wenę i Bóg przez Ciebie przemawia :P
Fajnie napisane :)

Jako, że został poruszony temat karmy, ostatnio zauważyłem, na prawdę drastycznie jak ono działa.
Praktycznie z miesiąca na miesiąc. Jeśli wyrządziłem komuś krzywdę, nawet nieświadomie, mija kilka mc-y i ja zostaję poddany takiej próbie... i już wiem jak czuła się ta osoba, którą tak potraktowałem (zupełnie niechcący).
Czasem mnie to przeraża, ale daje też sporo do myślenia i pomaga mi być lepszym człowiekiem.
darekk Mężczyzna
 
Posty: 34
Dołączył(a): 25 wrz 2010, 19:00
Droga życia: 11
Zodiak: Strzelec

Powrót do działu „Religie i wierzenia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron