Psychologia, działanie mózgu.
U mnie też objawia się perfekcjonizm, który doprowadził mnie do nerwicy. Na szczęście jest przy mnie bardzo mi bliska osoba, która wybiła mi to z głowy. Pokazała na przykładzie utraty mojej pasji, że to nie jest dla mnie wyzwanie, czy wymóg. Mam rysować dla przyjemności! Dla szczęścia- nieważne jak mi wyjdzie, czy będzie proporcjonalny, czy ładny- ma być prosto z serca. Zawdzięczam jej ten rysunek http://kakuai.deviantart.com/#/d4vbcke. Nie usiadłam do szkicowania tak na porządnie jakieś dwa lata, płakałam, że całą swoją pracę zaprzepaściłam, rezygnując po kilku wstępnych kreskach. Jednak dzięki Niej tak mocno uwierzyłam w to, że potrafię, że stworzyłam coś tak (dla mnie) idealną i dotąd mi nieznaną techniką, że zaparło mi dech w piersi. Nie wiem skąd we mnie wiedza na ten temat- nie potrafiłam tak rysować, nie ćwiczyłam, niemal zapomniałam... Byłam w szoku i chciałam płakać ze szczęścia!

Myślę, że nie akceptacja swojego ciała jest w głównej mierze nie akceptacją samego siebie. Jeśli przestanie się zwracać uwagę na to, co ma się w sobie złego tj. np. ten cholerny perfekcjonizm- jeśli poznamy jego dokładną przyczynę, co można osiągnąć przy medytacji, możemy wtedy sobie pomóc. Może nie pomóc, bo to zbyt ostre słowo- możemy rozświetlić naszą drogę. Wszystko trzyma się w psychice. Jak Sinbard mówi: nie ma ani mniejszego, ani większego drzewa. Jest to po prostu drzewo, jedno z miliardów na tej planecie. Pozwólmy sobie uwierzyć w naszą wyjątkowość, w to, że jesteśmy kochani, że ktoś potrzebuje, abyśmy po prostu przy nim byli. Pokochajmy to.

Bądźmy zawsze jasnym promieniem dla tych,
co słońca mają za mało.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
hehe widzę Mea że podobnie problem nas tyczy ty jesteś kobietą
kobiety mają nie co większy problem z tym , ja ci powiem że u mnie to już
tak chronicznie się porobiło ,chodzę do lustra i się gapie jak jakiś nienormalny
my chorujemy na dysmortfobię jest to bardzo poważna sprawa i dość skomplikowana
co nie znaczy że nie możliwa do pokonania, u mnie pojawiło się to po chorobie
schudłem i od tamtego czasu nie mogłem się pogodzić z tym że nagle wyglądam inaczej
mniej powiedzmy atrakcyjnie w moich oczach , bo wiem ze np.podobam się na zew od znajomych
ale ja w to nie wierze wiem mało to racjonalne ale tak jest nawarstwiło sie tych myśli i wyobrazeń
ze sam siebie blokuje teraz w wielu sprawach :)
zeby było optymistycznie musi być wyjscie z tego jakie ? no właśnie jakie ? pozytywne myśli ? to za mało
zacznę od rebirthingu zobaczy co będzie dalej ...dobra by była medytacja
Jestem sobą dlatego jestem kimś.
Avatar użytkownikaDigitalman Mężczyzna
 
Imię: Krzysiek
Posty: 10
Dołączył(a): 30 mar 2012, 22:20
Zodiak: Rak
No i popatrzcie teraz oboje: problemem nie jest to co jest- kilka kilogramow w jedna czy druga strone. Czy cos innego- problem powstaje na styku tego co jest z tym co sobie wymyslimy/wyobrazimy/ pozwolimy wmowic. Kazde z nas jest norma dla siebie. Cudze normy nie sa dla nas. Pewnie ze kilka rzeczy mozna sobie poprawic, o cos tam zadbac, ale nie warto wykoslawiac siebie wyobrazeniami na swoj temat. Mea, jestes cudnym Promykiem Slonca. Poszukaj go w sobie, dostrzez to co jest piekne, dobre i cieple...ten Twoj promyk poradzi sobie z reszta:).
Digital, wiesz- mialam taka znajoma. I ona byla taka chuda...taka chuda ze jak mowila- wchodzac do lazienki zamykala oczy zeby nie widziec swoich kosci. I jej maz byl w niej nieprzytomnie zakochany, a ona gwizdala na te swa chorobliwa chudosc. Byla piekna, jedna z najpiekniejszych dziewczyn jakie widzialam w zyciu. I wiedziala ze ma oczy jak Kleopatra...wszystko inne niklo w ich blasku. Popatrz co masz dobre, ladne, piekne...kazdy ma, tylko nie kazdy o tym wie. Jesli polubisz to co Ci sie w Tobie podoba, tamte mniej ladne przestana lezc w oczy. Pozwol innym zauwazac zalety, a to mozliwe jest tylko wowczas gdy Ty sam jestes ich swiadomy.
Ayalen
 
Nie myśl o tym w ten sposób, nie traktuj się jak chorego, bo staniesz się nim. Niewiara w siebie, albo nazywanie tego chorobą to zbyt mocne słowa. Nie używaj ich. Zastąp je czymś znacznie łagodniejszym; zamiast używać tej niemodnej nazwy dysmorfobia, zastąp ją np. słowem przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie do brzydkiego mówienia o sobie. Brzmi lepiej. To ważne. To podstawa: nie jestem chory= jestem zdrowy. Podświadomość nie rozróżnia słówka nie, zatem je wyeliminuj.

Na wszystko istnieje jakieś rozwiązanie. Medytacja jest jak najbardziej wskazana. Afirmacje testowałam, podziałały tylko na sferę wewnętrzną. Moje przyzwyczajenie strasznie się irytuję, jeśli afirmuję na temat ciała i błyskawicznie odbija tą myśl niczym lustro. Ciężko powiedzieć co dla nas może być opatrunkiem. Może powrót do dawnej kondycji? Twoje lęki dotyczą czegoś w ciele co możesz zmienić, czy tego, co jest niezależne od Ciebie? Jeśli jest zależne, możesz dokonać poprawy poprzez wizualizację i dążenie do celu. Tylko niech cel nie będzie nazwany odbrzydzaniem siebie, ale np. dążeniem do zdrowego stanu ducha w moim cudownym ciele. A jeśli nie masz na to wpływu- pokochaj to. To jesteś Ty- jeden, jedyny, niepowtarzalny, nietuzinkowy. Niezastąpiony!

Mając tak wiele, nie dostrzegamy szczęścia, jakim są tak banalne czynności, jak choćby oddychanie czy sama możliwość tego, że samodzielnie czytasz te zdania. Samodzielnie myślisz, samodzielnie zrozumiesz, pojmujesz- jesteś z tego powodu szczęśliwy? Raduj się. Masz ręce, którymi możesz otulić bliskie Ci osoby, masz nogi, dzięki którym możesz do nich pójść, masz wzrok, pozwalający Ci ujrzeć ich radość, kiedy obcujesz z nimi. Zauważ najdrobniejsze szczegóły, dzięki którym możesz być tu i teraz, zauważ w sobie WYJĄTKOWOŚĆ oraz to, za co jesteś kochany. Poczuj to i uwierz, że tak może być zawsze. To piękne.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
No i mowilam Promyk Slonca...:).
To jest taka prosta zasada, latwa do sprawdzenia: wewnetrze rodzi zewnetrzne. Jesli mamy,,dobry dzien"- wszystko nam sie udaje- nam podoba sie wszystko i wszystko odpowiada tym samym. Nasze wewnetrzne nastawienie do siebie samych jest zrodlem zewnetrznego piekna, pomimo niedoskonalosci...pal je licho, kogo one obchodza.
Tak Mea, kazdy z nas jest absolutnie wyjatkowy poprzez swoja niepowtarzalnosc, swoj odcien swiatla. I to jest nasze bogactwo, swiat w jednej tonacji bylby szalenie nudny :)
Ayalen
 
Dysmorfofobia i jej różne odmiany są całkiem popularne w społeczeństwie - szacuje się że ok. 5% a może nawet więcej (tylko większościowo nie rozpoznanych) ludzi ma taki problem w mniejszym lub większym nasileniu - do szpitali, psychiatrów, psychologów po diagnozę trafiają dopiero ci którzy mają zwykle bardzo nasilony problem który wręcz zagraża już życiu i zdrowiu.
Najczęściej z resztą objawia się to na dwa sposoby:
1. Anoreksja (i bulimia która przez niektórych jest uważana za schorzenie ze spektrum anoreksji bo czasem trudno je rozdzielić) - o wiele częściej pojawia się u kobiet niż u mężczyzn (ale u mężczyzn też bywa) - objawia się tym że osoba postrzega siebie jako zbyt grubą - do tego wręcz stopnia, że zniekształca jej to postrzeganą rzeczywistość - widzi siebie w lustrze jako grubą chociaż bywa tak wychudzona jak zapałka, i przeważnie nawet faktyczne testy - choćby tak proste jak zmierzenie centymetrem, zważenie itd. nie pomagają w niczym - nawet jak dorosła dziewczyna waży 30kg to widzi siebie jako grubą... Te osoby najczęściej trafiają do szpitala/specjalisty kiedy ich waga osiąga tak niski pułap że staje się to niebezpieczne dla życia z powodu wyniszczenia organizmu - kiedy zasłabną, stracą przytomność itd. Ewentualnie jeśli mają bardzo czujną rodzinę to ewentualnie trochę wcześniej, ale rzadko, bo osoby ze skłonnością do anoreksji przeważnie mają mocno perfekcjonistyczne skłonności, więc i często maskować objawy i zachowania bardzo dobrze potrafią...
2. Bodybuilding (a jak ;P chociaż to w zasadzie chyba nie ma konkretnej nazwy medycznej poza faktem bycia dysmorfofobią). Najczęściej pojawia się u mężczyzn (nie spotkałem się z przypadkiem u kobiety, ale pewnie jest możliwe) - to postrzeganie siebie jako źle, słabo zbudowanego i silna, prawie kompulsywna potrzeba poprawiania swojego wyglądu poprzez ciężkie ćwiczenia, a w pewnym momencie kiedy okazuje się że ćwiczenia są 'za słabe', używanie coraz większych ilości odżywek, potem sterydów i co tam jeszcze da się zdobyć - nie bacząc na swoje zdrowie. Najczęściej trafiają do szpitala z powodu ataku serca albo z powodu zerwania mięśnia albo ścięgien - wszystko w zasadzie jest związane z powikłaniami po zażywaniu sterydów, acz zerwania mięśni i ścięgien są możliwe też po prostu przy gwałtownym przyroście masy mięśniowej kiedy ścięgna nie nadążają za rozrostem mięśni. Tyle że diagnozę otrzymują zwykle dopiero jak zaczynają mieć problemy z sercem albo innymi narządami właśnie ze względu na przyjmowanie sterydów najczęściej...

Obie rzeczy leczy się psychoterapią... Z tego co wiem, najlepiej poznawczo-behawioralną... Czy można wyleczyć? Zdania są podzielone, acz większość opinii które słyszałem mówią że nie. Można nauczyć się z tym żyć i nie mieć objawów wystrzegając się zachowań które spowodowałyby nawrót schorzenia. Ale z tym jest tak jak z alkoholizmem - nawet człowiek który jest abstynentem od 10 lat powie wam 'jestem alkoholikiem - bo wiem że jeśli kiedykolwiek potknę się i wypiję chociaż kieliszek, natychmiast wpadnę w ciąg alkoholowy i możliwe że od razu zapiję się na śmierć w przeciągu paru dni'...
"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać,
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
Avatar użytkownikaTil Mężczyzna
Poszukujący
 
Posty: 1614
Dołączył(a): 31 sty 2006, 02:56
Lokalizacja: Bolesławiec - Wawa
Droga życia: 11
Zodiak: tygrys
Żadne z tych powyższych mi nie grozi, jestem osobą, która lubi żyć bez wyrzeczeń (w granicach zdrowego rozsądku) i zdrowo. Dbam o siebie, nie pakuję w nie Bóg wie jakich ilości niezdrowego pożywienia, a aktywność fizyczną zapewnia mi moje kilka prac, spacery oraz szkoła fryzjerska. Dodatkowo wieczorami lubię wykonać kilka asan, co dodaje mi sił i wzmacnia moje ciało oraz ducha. Wszystko to kwestia wyolbrzymiania swojego problemu, którego w zasadzie może za miesiąc lub dwa nie być, jeśli wzięłabym się za siebie. Hamuje jedynie brak motywacji, ale z nią podobnie jak z weną- nie można jej wyczekiwać, należy ją zdobywać, bowiem to jest właśnie inteligencja.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
Jest różnica pomiędzy perfekcjonizmem a kierowaniem się obawami. Pozytywnie rozumiany perfekcjonizm motywuje do samorozwoju, wskazuje kierunek, jest cechą optymistyczną - gdyż mówi nam, że nie ma stagnacji. ;) Zatem perfekcjonizm popycha człowieka do przodu, do rozwoju. Obawa przeciwnie - blokuje go.
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
Tak, masz rację, ale perfekcjonizm może bardzo łatwo wymsknąć się spod kontroli i zamienić w kata, stojącego nad nami i upokarzającego nas przed samym sobą, kiedy coś, co robimy, nie jest idealne (mimo, że np. robimy coś pierwszy raz!). Wtedy zrozpaczeni rzucamy wszystko, stwierdzając, że nie nadajemy się do niczego. Zdrowy perfekcjonizm zaś chwali nas za stopniowe osiągnięcia i motywuje do dalszej drogi.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
Starożytni Egipcjanie (i inne cywilizacje) miały teoretyczne podstawy, by w praktyce poradzić sobie z tym problemem, gdyż wszechświat rozumieli w bardzo abstrakcyjny sposób. Generalnie, symbole wskazywały na swego rodzaju uniwersalne "zasady" lub archetypy. Jedną z takich zasad może być zasada perfekcjonizmu.

Dzięki całej wiedzy, pozwalającej na identyfikację zasad zarówno w materii, energii, jak i psychice człowieka, potrafili skutecznie sobie radzić z tym, z czym współczesny człowiek ma problem. Rada praktyczna byłaby taka, by spróbować (nawet pomimo braków podstaw teoretycznych) zidentyfikować świadomie zasady, którymi kierujemy się w życiu, i ich przyczyny.

Warto rozróżniać pewne sprawy. Wszystko jest uniwersalne, ale w zastosowaniu praktycznym może okazać się użyte niewłaściwie. Perfekcjonizm z natury jest neutralny i uniwersalny - to tylko "zasada", którą możemy się posługiwać. Jeśli to nie on jest przyczyną problemu, ten problem musi leżeć w niewłaściwym połączeniu z innymi "zasadami". Niektóre zasady "rządzą" innymi. Zatem zadałbym sobie pytanie: jaka zasada posługuje się perfekcjonizmem? (W ten sposób docieramy stopniowo do źródła).
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
Mój perfekcjonizm został obalony. Źródłem była chęć bycia idealną, aby zostać zaakceptowana i podziwiana. Teraz mi to niepotrzebne.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
Mea, idealna wedle czego? Najpierw trzeba wymyslic sobie ow urojony ideal aby moc sie unieszczesliwic.
Enlil, wiesz- te zdrowa odmiane perfekcjonizmu okreslilabym w ten sposob: jesli cos robie- robie to dobrze albo wcale. Dobrze- starannie, uwaznie, wkladajac serce w to co robie.
Ayalen
 
No tak, urojony ideał, do którego się dąży.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
Sam czuję jakbym doszedł do momentu, w którym muszę stawić czoła sprawom, przed którymi ciągle uciekałem, zawsze spychałem na dalszy plan, uciekałem do wzięcia za siebie odpowiedzialności.
Wygląda to teraz tak jakby cały świat zwalił mi się na głowę. xD
Porzuciłem umysł, zatracając się w sercu, ale nastał moment, w którym jedno musi spotkać drugie.
Aby to co wewnętrzne spotkało się z zewnętrznym.
Nie jako koncept.
Tylko jako moje bycie pośród innych ludzi.
Nie zdawałem sobie sprawy ile przez te lata było we mnie lęku przed brakiem akceptacji, ile było we mnie osądu i utożsamiania się z ubzduranymi rzeczami.
Widzę to teraz.
Ale wierzę, że to co nas spotyka nigdy nie jest większe od nas samych.
Bądź co bądź, jesteśmy czymś więcej niż wyciętą z kartki osobowością.
Mooji mawia, że świadomość kreuje w sobie w sobie problem, aby doświadczyć jego przekroczenia.
Czuję, że powiedzenie sobie "tak", mimo naszych wad i tego co zrobiliśmy w swoim życiu jest najważniejszym momentem naszej drogi tutaj.
Wzniesienie się ponad krzywdy, które były naszą sprawką i te, które nam uczyniono.
Wzniesienie się ponad umysł.
Ponad nasze ograniczenia.
Ponad dumę i ego trzymające nas w izolacji od życia.

Wiele czułości i cierpliwości do samych siebie. : )
Avatar użytkownikaSinbard Mężczyzna
Blackbird
 
Imię: Mariusz
Posty: 1888
Dołączył(a): 20 kwi 2011, 13:05
Lokalizacja: Multiwersum.
Zodiak: Wodny Smok
Sinbard, Przyjacielu, otworzyłeś się nieco, a to takie urocze. Przynajmniej ja tego pierwszy raz doświadczam w Twoim przypadku. Jakież to wyzwania sami sobie rzucamy? Żeby poczuć się mocniejszymi, wyobrażamy sobie problem i go pokonujemy?
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość