Psychologia, działanie mózgu.
Mea napisał(a):Sinbard, Przyjacielu, otworzyłeś się nieco, a to takie urocze. Przynajmniej ja tego pierwszy raz doświadczam w Twoim przypadku.


Ja też doświadczam tego po raz pierwszy. :')

Jakież to wyzwania sami sobie rzucamy? Żeby poczuć się mocniejszymi, wyobrażamy sobie problem i go pokonujemy?

Gdy mówimy "nie akceptuję siebie". Jest to problem zaistniały w umyśle, który możemy przezwyciężyć.
Nie mówię tu o walce z sobą, albo kimkolwiek, tylko dojściu do zrozumienia, że to tylko myśl, wytwór zamkniętego w "trybie przetrwania" umysłu.
Avatar użytkownikaSinbard Mężczyzna
Blackbird
 
Imię: Mariusz
Posty: 1888
Dołączył(a): 20 kwi 2011, 13:05
Lokalizacja: Multiwersum.
Zodiak: Wodny Smok
Mea napisał(a):No tak, urojony ideał, do którego się dąży.

Sinbard odpisał Ci już w świetnym stylu. Ja jedynie dodam tylko swoimi słowami coś, co ktoś inny powiedział: nasz ideał właśnie powinien być czymś niedoścignionym - i jest właśnie czymś najlepszym, co człowiek posiada i kiedykolwiek posiadał. Zwierzęta nie posiadają ideałów; nie mają drogowskazu, którego mogliby się trzymać w życiu. Podlegają prawom materii; człowiek nie musi. Podleganie, zniewolenie nie są przeznaczeniem człowieka - o ile posiada on jakiś ideał. Ideał, do którego dążymy, nie ma nic wspólnego z samoakceptacją.

"Ponad", o którym napisał Sinbard, to właśnie ideał. ;)
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
To co nas spotyka- daje nam zycie, dajemy sobie sami:) a ktoz zna nas lepiej od nas? Nigdy nie otrzymujemy wiecej niz zdolamy udzwignac ani tez mniej niz mozemy uniesc. Uczymy sie rozpoznawac siebie poprzez bledy, one sa czescia drogi, tej wiodacej do nas...moze zamiast walczyc z tym czego nie lubimy w sobie- przyjrzec sie temu, dotrzec do zrodla? Kazda walka jest destrukcyjna, i kazda umacnia przeciwnika...chocby byl tylko wymyslony w umysle.
Ayalen
 
A moze latwiej byloby patrzec na siebie z troche luzniej perspektywy.. czy tak naprawde ma jakies wieksze znaczenie jacy jestesmy? Czy wazniejsze nie sa czyny? Zapewne jakis tam balans musi byc, wiec nie koniecznie trzeba przechylac sie w strone 'jaka/jaki jestem' tylko zwyczajnie poscic 'siebie'. Jestem jaka jestem, moge walczyc latami, moge calkiem odpuscic albo moge poprostu byc w calej swojej doskonalosci - taka jaka stworzyla mnie natura, a ja za duzo do gadania nie mam ;)
Wiec 'sie' zapominam, robie swoje najlepiej jak potrafie. Sa ludzie ktorzy beda mnie akceptowac, i sa tez tacy ktorzy mnie beda tempic.
Ideal, tak, sila napedowa. Ile bym dala, zeby ten docelowy ideal utrzymac w glowie, a nie, ciagle zapominac i akceptowac wszystko jakie jest. Bierna akceptacja tez moze nie wyjsc na dobre, bo moze prowadzic do stagnacji.
Zycie to ciagla walka, albo w umysle, albo na zewnatrz. Piekne sa te chwile kiedy mozna opuscic i poluzowac - ale nigdy nie poddawac sie i zapominac ;)
Eruanis
 
Ohh, wolę jednak świat traktować jako coś pięknego i przyjemnego, aniżeli ciągłą walkę.

Bezbłędnie wybierają porę na swój ruch,
z niczym się nie siłują
i dlatego nie popełniają błędu,
i nie mają czego żałować.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
OO Kochanie? Zycie to ciagla walka? A kto z kim walczy- Ty z Toba, Ty z innymi?
Nigdy nie walczylam, nie umiem i nie chce...wole kochac zycie niz traktowac je i siebie jak pole walki? Ideal istnieje tylko w wyobrazni, gdy podejsc blizej okazuje sie ze ma jakas skaze. I tak- zawsze bedzie niedoscigniony Enlil, jak horyzont, mozna gnac tak do smierci, przegapiajac to co jest, to co juz jest w nas... piekno rozkwita w milosci a nie podczas bitwy z urojonym przeciwnikiem. Nie walczmy z soba na milosc Boska, brak akceptacji siebie jest wyrazem braku milosci. Dajmy ja sobie, ona poradzi sobie z naszymi niedoskonalosciami. Nie chodzi o zgode na wszystko jak leci, o biernosc, a o swiadomosc czym sa nasze slabosci. To one daja nam sile
Ayalen
 
OO Eruanis...Kochanie? Zycie to ciagla walka? A kto z kim walczy- Ty z Toba, Ty z innymi?
Nigdy nie walczylam, nie umiem i nie chce...wole kochac zycie niz traktowac je i siebie jak pole walki? Ideal istnieje tylko w wyobrazni, gdy podejsc blizej okazuje sie ze ma jakas skaze. I tak- zawsze bedzie niedoscigniony Enlil, jak horyzont, mozna gnac tak do smierci, przegapiajac to co jest, to co juz jest w nas... piekno rozkwita w milosci a nie podczas bitwy z urojonym przeciwnikiem. Nie walczmy z soba na milosc Boska, brak akceptacji siebie jest wyrazem braku milosci. Dajmy ja sobie, ona poradzi sobie z naszymi niedoskonalosciami. Nie chodzi o zgode na wszystko jak leci, o biernosc, a o swiadomosc czym sa nasze slabosci. To one daja nam sile. Mea, wiesz- niedawno usilowalam przeskoczyc sama siebie...z efektem, a jakze. Dostalam po nosie, i jestem wdzieczna za to sobie takze, takie doswiadczenia ucza nas kim nie jestesmy. Wiec nie jestesmy.
Ayalen
 
Również jestem za tym, aby życie traktować z miłością, a nie ciągłą walką. Jeśli pokochamy siebie, pokochamy również i całe życie. Jeśli się zaakceptujemy, zrozumiemy również całą resztę. My jesteśmy własnymi bogami, to my mamy możliwość stworzenia sobie własnego świata ze snów. Nie musimy podlegać w pełni losowi, a żyć zgodnie z jego rytmem, przystosować się- to tak samo jak brak umiejętności oddychania pod wodą- przecież to nie jest żadną ułomnością, tak samo śmierć ciała nie jest żadną ułomnością; takie jest przeznaczenie, ale to tylko od nas zależy, w jaki sposób wykorzystamy możliwość życia tu i teraz.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
Dlaczego 'walke' zamykacie odrazu w schematach i szablonach, ze musi byc taka i taka, musi byc przeciwnik, przegrany, wygrany.. nie uwierze ze zadne z nas nie ma chocby drobniutkiego problemu ze soba, typu 'nie chce ale zrobie' - i juz mamy malutka walke.
Trabicie o tej milosci, o tu i teraz - ale malo dostrzegam w tym Waszego doswiadczenia, a wiecej paplania i powtarzania cudzych regulek
I z przebudzenia robi sie nastepna hipnoza

Tyle w was milosci, ze zapomnieliscie ze istnieje milion innych uczuc ktore sa rownie warte przezycia
Zamkneliscie sie w tu i teraz i zapomnieliscie ze liczy sie rownierz i tam i potem

Ile razy mozna sie przebudzac?
Eruanis
 
Mea, a dlaczego ze snow? Zyjemy w realnym swiecie a nie bajkowym snie czy sennym koszmarze. Akceptowanie siebie, a wiec i bliznich nie oznacza zamykania oczu na to co sie dzieje, godzenie sie na wlasne slabosci. Jesli uswiadomimy sobie zrodlo tych slabosci- mamy moc wplywania na to co sie dzieje...mysle ze najpierw trzeba poznac, zrozumiec siebie by moc rozumiec innych. Tych samych innych ludzi. A dopiero rozumiejac istote tego co nazywamy zlem, niedoskonaloscia, slaboscia- mozemy odpowiednio reagowac, bez zamykania oczu i bez potepiania. Idealy nie istnieja, tak jak nie istnieje bezwzgledne zlo. Wszyscy jestesmy wedrowcami w drodze z mroku do swiatla, wszyscy trzymamy sie za rece.
Ayalen
 
Wcielo mi post:p. Eruanis, walka odbywa sie zawsze pomiedzy kims a kims, czyms, tworzy podzial, rozdziela. To co jest jednym zyciem choc doswiadczanym indywidualnie. Wiec kazdy ma swoja opowiesc, pelna strachu lub milosci. Wszystkie inne uczucia, emocje sa pochodna tych dwoch. Strach, mrok, nieswiadomosc- walczy. Z tym czego nie zna, nie rozumie, czego sie boi. Albo ucieka. Milosc podaje reke, pomagajac - poniewaz pamieta siebie.
I wiesz- nie da sie zamknac w milosci. Albo jej w sobie. Ona plynie, w nas i poprzez nas, materializujac sie w czynach. Zamyka strach, nie milosc.:)
Ayalen
 
Nie chodziło mi przecież o zamykanie oczu na wszystko, nie jestem tak płytka, po prostu ciężko jest umieścić wszystko w kilku zdaniach. Regułki czy nie regułki, może bardziej afirmacje- wierzę w tu i teraz i również wierzę w to, że w końcu to poczuję. Chcę dla siebie i dla innych jak najlepiej. I oczywiste jest to, że na świecie istnieje wiele innych zajebistych uczuć, zwyczajnie podkreśliłam znaczenie miłości dla mnie. Walka sama w sobie przynosi adrenalinę i ów zadania potrafią być naprawdę ekscytujące, ale pozwól, że wyjaśnię znaczenie miłości w takim przypadku, jaki podałeś: jeśli nie chce mi się czegoś zrobić, zwyczajnie otaczam się skrzydłami tego wspaniałego uczucia, jednocześnie mobilizując do dalszych czynów. To jakby motywacja, motor do życia. Wolę wyobrażać sobie to jako coś ciepłego, dobrego, aniżeli czegoś, co wywołuje u mnie nie tyle co strach, ale brak poczucia bezpieczeństwa ze mną samą.

A mówiąc o snach, miałam na myśli marzenia, cele.
Avatar użytkownikaMea
 
Posty: 98
Dołączył(a): 07 mar 2012, 00:16
4. «działanie mające na celu osiągnięcie, uzyskanie, zdobycie, odzyskanie, utrzymanie kogoś, czegoś, polepszenie czegoś»
Walka o władzę.
Walka o pokój.
Walka o chleb powszedni

http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=65185

Nie wszystko jest i musi byc czarne i biale ;) Nie zawsze strach wplywa na mnie negatywnie, czesto najlepiej sobie radze wlasnie kiedy jestem przerazona, bo to mnie motywuje do zmian a co za tym idzie, do ruchu. Strach nieraz pomogl mi zaprzestac jakies destruktywne dzialanie. Paradoks? Powiem wiecej, milosc nie zawsze dzialala na mnie pozytywnie, nie raz sie nacierpialam bo serce mowilo jedno, a umysl co innego. Paradoks za paradoksem ;)
Jezeli twoje doswiadczenie i percepcja mowi ci ze cos jest takie i takie - to nie znaczy ze percepcja kogos innego jest 'zla' (o ile zlo w ogole istnieje) i niepoprawna bo jego/jej doswiadczenia sa inne ;) nie wszystko wykute w regulkach musi byc takie i takie a wszystko wykraczajace poza szablon jest zagubieniem, zlem, czy jakims innym negatywem.

Co do zycia jako sen jak wspomniala Mea, mysle ze cos w tym moze byc. W snach tez mamy mozliwosc odbierania bozdzow i jestesmy pewni ze wszysko jest realne ;)
Eruanis
 
Mea, Promyku, pewnie ze nie jestes plytka...gdybys byla, ani bys to zauwazyla. Wiesz, odczuwam Cie jako taki ...wlasnie promien slonca, nie do konca swiadomy swego ciepla, ale promieniujacy nim.
Czym sa marzenia?
Ayalen
 
Eruanis, nie oceniam Twoich slow ani Twojego doswiadczania, chce je zrozumiec:) by polaczyc z moimi. A nie uwazasz ze strach wykoslawia widzenie rzeczywistosci? Pewnie ze nie mozna plynac w rozowym obloczku milosci, ta odrobina niepokoju jest uzyteczna. Milosc aby zaistniec fizycznie, powinna uzywac rozumu, inaczej nie ma sensu. Widzisz- w tym dopatruje sie roznicy, przynajmniej w odniesieniu do mnie- milosc uzywa rozum, a rozum uzywa strachu. Kazdego dnia wybieramy pomiedzy jednym lub drugim, ale nie jest to walka, jedno i drugie jest w nas.
Ayalen
 

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron