marianwas napisał(a):Aztekium, książki tego jezuity de Mello nie czytałem, ale właśnie ją zamówiłem i sobie poczytam. Podoba mi się także obecność osób, które deklarują się jako niewierzące.
Księżkę przeczytać warto. Choć jestem niewierzący, a w książce autor porusza kwestję boga, to jednak mimo wszystko uważam, że to najwartościowsza książka, jaką każdy człowiek powinien w życiu przeczytać.
Warto podzielić się wrażeniami po przeczytaniu !

Był czas, kiedy zaczął się kruszyć mój światopogląd materialistyczny. Zagłębiłem się wtedy w lekturze psychologicznej i psychiatrycznej w obawie przed popadaniem w jakąś psychozę.
Jeżeli podchodzisz do życia z dystansem to raczj nie popadniesz nigdy w psychozę, a po przeczytaniu de Mello napewno nie

Niesposób jest przewidzieć dokładnie, co się zdarzy w danych okolicznościach ... Nie możemy ... przewidzieć, kiedy atom wyśle światło, ani też, gdy atomów jest więcej, który z nich wyśle światło pierwszy. Mogłoby się wydawać, że dzieje się tak dlatego, że istnieją jakieś wewnętrzne "trybiki", którym nie przyjrzeliśmy się dostatecznie dokładnie. Otóż nie, żadne wewnętrzne trybiki nie istnieją; według naszych obecnych poglądów sama przyroda zachowuje się w taki sposób, że wszelkie ścisłe przepowiednie dotyczące wyniku doświadczenia są niemożliwe z zasady. To straszne! Przecież filozofowie mówili dawniej, że jednym z podstawowych wymogów nauki jest to, by doświadczenia przeprowadzone w tych samych warunkach dawały te same wyniki. Okazało się tymczasem, że po prostu tak nie jest, nie może to być zatem podstawowym warunkiem nauki. W rzeczywistości doświadczenia nie dają tych samych wyników, możemy tylko stwierdzić, jaki jest przeciętnie, w sensie statystycznym, przebieg zjawiska. Jakoś nie spowodowało to zupełnego upadku nauki. Wspomnijmy przy okazji, że filozofawie często formułują różne absolutnie nieodzowne atrybuty nauki, a ich poglądy są prawie zawsze naiwne i prawdopodobnie fałszywe. Str. 42: Na czym bowiem opiera się nauka, jaka hipoteza leży u podstaw jej filozofii? ... jedynym sprawdzianem każdego poglądu naukowego jest doświadczenie.
Jeśli powiedzą nam, że to samo doświadczenie musi dawać zawsze taki sam wynik - zgoda, ale jeśli to sprawdzimy i okaże się, że jest inaczej, to jest inaczej i koniec.
Ja nie do końca zgadzam się z poglądami tego naukowca, bynajmniej pod kątem tego, że jakaś wyższa istota miała by decydować który atom pierwszy zareaguje.
Nie da się osiągnąć równoczesnej reakcji atomów, gdyż nigdy nie zapewnimy idealnych warunków, czyli idealnej temperatury, idealnej odległości między atomami itp, bo to wszystko może mieć wpływ na to który pierwszy zareaguje.
Co do hipotezy, to owszem, jest ona zawsze jakimś źródłem, jednak doświadczenia sprawiają, że nauka pod pewnymi względami jest nieopdważalna.
Np, nikt nie może podważyć, że osiągnięcia nauki takie jak latanie samolotów, praca silnika, działanie piorunochronu, świecenie żarówki, czy przesyłanie fal elektromagnetycznych są nieprawdą. Nauka jest niepodważalna.
Owszem czasami coś przeoczy, nie przewidzi jakiejś sytuacji, jednak to nie znaczy, że jej osiągnięcia są nie do podważenia.
Nie mówię o hipotezach, tylko o pełnych popartych doświadczeniami wdrożeniach.
Naukowcy przynajmniej przyznają się, że czegoś nie wiedzą, że jest to tylko hipotezą, i szukają dowodu, aby wszyscy mogli przekonać się i sprawdzić, że jest to prawdą.
Duchowni zaś wiedzą wszystko, ich wiedza jest niepodważalna, choć nikt dosłownie nikt nie może sprawdzić, czy to co głoszą jest prawdą - mało tego - sami nie mogą stwierdzić, czy to co głoszą jest prawdą.
Doświadczenia w nauce dają takie a nie inne wyniki. Jeżeli wynik nie zawsze jest taki sam, to szuka się przyczyny tego. Jeżeli się ją znajduje to pogląd naukowy jest nie do podważenia. Np. monitor komputera, na pewno masa monitorów poszła do wyrzucenia, gdyż naukowcy czegoś nie przewidzieli, czegoś nie obliczyli.
Jednak po odpowiedniej ilości doświadczeń, byli na tyle pewni, że postanowili zacząć masową produkcję, licząc się z tym, że w określonych warunkach niektóre monitory mogą się zepsuć.
Także Albert Einstein utrzymywał, że cząstki elementarne zachowują się tak, jakby posiadały wolną wolę.
Wspomniałem poprzednio, że nauka nie wie jaka jest istota świadomości, a więc i kojarzonej z nią wolnej woli. Jeśli świadomość ma być wytworem materii to równie dobrze można twierdzić, że jest odwrotnie. Jest tu bowiem miejsce dla owej "Iskry Bożej".
Owszem, miejsce jest.
Ja również nie mówię, że nie ma. Dopuszczam możliwość, że wszystko jest sterowane przez jakąś istotę rozumną. Jednak nie ma podstaw ku temu aby twierdzić, że tak jest - dla tego w to nie wierzę. Jeżeli ktoś faktycznie udowodnił by, że cząsteczki elementarne mają wolną wolę, to pewno bym w to uwierzył.
Z przychylnym rozbawieniem zauważam autorytarne stwierdzenia typu: "Nieprawda, nie doświadczenia i przeżycia, lecz nabyta wiedza ...". Cóż jednak znaczy wiedza bez doświadczenia, jeśli nawet ma ono chrakter "mistyczny". Może to być zresztą intuicja, dobrze znana w psychologii głębi jako normalna władza umysłu.
Owszem. Doświadczenie jest ważne i uzupełnia wiedzę. Jednak osiągasz doskonałość tylko w jednej dziedzinie. Ale jeżeli chcesz mieć bardzo szeroki światopogląd, to niestety trzeba się zadowolić samą wiedzą. Nie pojedziesz do wszystkich krajów, nie wykonasz setek doświadzczeń, zabiegów itp.
A spróbuj, Aztekium, sformułować swój pogląd na istotę świadomości. Co to jest, czym różni się od materii i gdzie w niej przejawia się, jak jest do niej "podwieszona"?
Dobre pytanie. Postaram się w miarę jasno przedstawić mój pogląd:
Wg mnie świadomość jest stanem materii. Jej kombinacją. Jest "podwieszona" tak samo do materii jak program komputerowy do dysku twardego, nośnika, lub kości pamięci.
Program komputerowy, "wie" gdzie co ma, i co ma robić jak nastąpi coś.
Podobnie człowiek, wie gdzie co ma, i co ma robić jak coś nastąpi.
Czyli moja świadomość: wiem że jestem, mam rękę, nogę itp.., mieszkam tu i tu, jak będzie zimno to mam się ubrać, jak ktoś mnie ukłuje mam podskoczyć, jak ktoś mnie będzi bił mam się bronić lub uciekać, ta kobieta jest moją żoną, itp.
Rozwińmy bardziej: jak usłyszę dźwięk, zastanowię się czy go znam, kto jest autorem, jaki to rodzaj, czy powinienem się jakoś zachować, jakoś poczuć, gdy ktoś mnie ukłuje mam podskoczyć lub go uderzyć, (to już są bardziej podświadome elementy)
Zauważ, że ta świadomość to nic innego jak program, program ktory cały czas się zmienia i modyfikuje, Wystarczy że spotkasz obcą osobę, to twój program już jest bogatszy o to że ją poznałeś, o informacje na jej temat. itp.
Jak wcześniej wsopminałem program robaka jest bardzo ubogi. Potrafi on np. tylko wiedzieć, że jak światło, lub ciepło to uciekać itp.
Program człowieka jest tylko bardziej rozwinięty.
Możesz powiedzieć, że człowiek wie kiedy jest mu dobrze, kiedy nie, wie, gdy czuje szczęście, miłość, zadowolenie. Program komputerowy wie to również !. Wystarczy że zaprogramuję mu, że jeżeli to, to, i to będzie miało miejsce to twój stan nazywa się szczęściem, jeżeli to, to, to (stany skrajnie przeciwne) - to wtedy jest ci źle.
(po przeczytaniu de Mello będzie można łatwo to zrozumieć)
Program komputerowy również tak naprawdę nie istnieje. Nie może istnieć bez nośnika, czyli dyskietki, pamięci, kartki papieru, mózgu człowieka itd. Zachowany na jakiejś materii staje się programem i istnieje możliwość jego wykorzystania. A w szczególnych warunkach materii - jaką jest sprawnie działający komputer, program ten może działać i pełnić swoją rolę.
Tak samo jest z przywiązaniem świadomości do mózgu człowieka, Program ten sam w sobie nie istnieje. Nasza świadomość nie istnieje, nie może istnieć bez mózgu (owszem są tacy co potrafią- ale ja im nie wierzę). Ja nazywam świadomością stan naszego mózgu w danym czasie. Czyli określone stany chemiczno, elektryczno, nie wiadomo jeszcze jakie w danym momencie mówią o tym jaki jest stan mojego organizmu, samopoczucia itd.
To jest świadomość.
Owszem, gdyby dało się stan tej naszej świadomości, czyli stan naszego mózgu dokładnie odwzorować, np na kamieniu. To mogli byśmy powiedzieć, że kamień ma naszą świadomość, i dobry bóg za milion lat przeniesie ową świadomość z kamienia spowrotem na człowieka, lub na jakąś istotę duchową, która również będzie nośnikiem tego typu świadomości. To i owszem, można by wierzyć w boga, duszę itp.
Załóżmy, że faktycznie bóg istnieje.
To uwierz mi, nie widzę jednego najmniejszego powodu dlaczego miałby nas zbawiać, czyli przenosić naszą świadomość na inną platformę, lub gdzieś ją zachować.
Pytanie dlaczego miałby to robyć ? Tylko dlatego, że jest nam dobrze ? Dlatego, że postępujemy według ściśle określonych zasad ? Źe chcieli byśmy funkcjonować wiecznie.
Jeżeli miałby zbawić nas, to również obowiązkowo powinien zbawić każde żyjątko. One również funkcjonują tak jak my i również wykonują swoją rolę dobrze, Również walczą o przeżycie i chcą żyć jak najdłużej.
Nie widzę potrzeby zbawiania kogokolwiek...no..trochę zboczyłem z tematu.
Oczywiście, ja nie zaprzeczam istnienia ewolucji, ale przypuszczam, że jest narzędziem, którym posługuje się świadomość. Poza tym: jaką rolę w teorii ewolucji odgrywa piękno?
Piękno jest umowne. To stan oprogramowania naszego mózgu. Jednemu podoba się obraz z czterema kreskami i kółkiem, innemu bardziej normalne obrazy. Dla jednego piękny jest ciężki metal a dla innego muzyka klasyczna. To tylko stan umysłu (koniecznie warto przeczytać "Przebudzenie"
Przypominam sobie anegdotę o Darwinie, że czuł się niedobrze na widok pawiego ogona. Przecież ogon taki musiał przeszkadzać w ucieczce przed drapieżnikami.
Jednak te pióra sprawiają, że paw nie musi uciekać przed drapieżnikami, pozatym ma jeszcze donośny głos.
Jan Paweł II także zmarnował swoje życie ciężko pracując, zamiast zażywać dobrobytu i cieszyć się przywilejami.
Nie rozumiem... Przecież miał dobrobyt i przywileje, a jego praca nie była chyba aż tak ciężka ?... Niejeden zapewne by się z nim chętnie zamienił.
Ale to wszystko tylko moje zdanie wynikające z dotychczasowo nabytej wiedzy. Być może za 40 lat moje zdanie się zmieni. Nigdy nie wiadomo...
Acha co do książek, to proponuję przeczytać jeszcze książkę naszego rodaka, Marcelego Kołodziejskiego, który jest mniej więcej w Twoim wieku, a który ma zdanie nieco odmienne. W przeciwieństwie do mnie, wierzy w życie po śmierci, jednak mimo to warto tę książkę przeczytać.
Nie trzeba jej kupować (przebudzenia również nie trzeba było
) Jest w sieci tutaj:
http://przeczytaj4.webpark.pl/