Wszystko inne dotyczące ezoteryki i spraw poruszanych w Przebudzeniu.

Post 02 lut 2007, 22:20

Tu nie chodzi o jakiegoś szatana. Też nie wierze w szatana ;-) Tu chodzi o skuteczność, i być może jakąś formę oczyszczenia jakiej jeszcze nie rozumiemy, aczkolwiek nie ważne jest "jak" ważne że "działa" :-D Przynajmniej dla mnie to ważne - już takim jestem praktykiem :) Jak coś mam odrzucać lub przyjmować w imie jakiejś ideei (nauki? dogmatu?) a nie skuteczności, to wogle mnie to nie interesuje. A te egzorcyzmy skuteczniejsze niż psychotropy,mi tyle wystarczy - to że ci ludzie w końcu zadowoleni i że widać zmiane na lepsze. Gdyby mi się coś kiedyś czasem z psychiką przydarzyło,tomówie otwarcie - najpierw bym sobie ten egzorcyzm wziął niż psychotropy :-D
Gruntz Mężczyzna
Mistyk
 
Posty: 172
Dołączył(a): 22 gru 2006, 17:57
Lokalizacja: Breslau
Droga życia: 9
Zodiak: lew/tygrys

Post 03 lut 2007, 20:15

WYPOWIEDŹ NA FORUM INTERNETOWYM

Dziś chciałbym trochę pogawędzić. Właśnie skończyłem czytać książkę Waldemara Witkowskiego Tworzenie rzeczywistości. Muszę przyznać, że bardzo sympatyczna i poruszająca jest w tej książce dedykacja autora: Moim Przyjaciolom: Jezusowi, Arielowi, Hermesowi i Stwórcom Skrzydeł, a także mojej żonie pracę tę dedykuję.

O autorze słyszałem, że prowadzi kursy wiedzy duchowej, ale nie znałem ich treści. Nie czytałem także jego artykułów w NEXUSIE. Muszę jednak przyznać, że jego wiedza, w jakiś dziwny sposób przeniknęła do mnie. Prawie pod całą treścią tej książki mógłbym podpisać się, choć intelektualnie nie sięgam do szczegółów na tak wysokich rejestrach. A jednak, drogi poszukiwania prawdy mieliśmy podobne. Najbardziej przekonujące wydało mi się stwierdzenie autora, że na wiedzy zewnętrznej, podawanej przez różnych nauczycieli czy autorów, można opierać się tylko do pewnego czasu, uznając ją jedynie za wskazanie kierunku poszukiwań. Natomiast szukać prawdy trzeba we własnej Istocie. Autor doświadczył tego na sobie. Podobne przeżycie miał także Robert Monroe, gdy jego nauczyciel, Inspek, przestał się pojawiać.

Chciałbym teraz poplotkować o tym, na jakie manowce może prowadzić ludzki intelekt, gdy nie jest wspierany przez intuicję. Czterdzieści lat temu w tygodniku "Przekrój" drukowano autentyczne wycinki z prasy sprzed stu oraz sprzed pięćdziesięciu lat. W jednym z takich wycinków informowano, że przed budową wieży Eiffla, do władz Paryża wpłynęła poważna petycja, podpisana przez czterystu wybitnych intelektualistów, żeby zaniechać tej budowy i uniknąć w ten sposób zeszpecenia Metropolii. Jak wykazał czas, wieża stoi a zeszpecenia nie było. Innym razem usatysfakcjonowany dziennikarz zawiadamiał: ... właśnie policja zatrzymała oszusta który twierdzi, że wkrótce pojawi się wynalazek umożliwiający rozmowę na duże odległości, nawet między miastami. Dobrze się stało, bo przecież wiadomo że jest to niemożliwe. Nie powinno się ogłupiać ludzi takimi bredniami. Natomiast grono naukowców angielskich poważnie zastanawiało się dlaczego woda w spłóczce łazienkowej wiruje w lewą stronę. Przypuszczano, że ma to jakiś związek z lewostronnym ruchem drogowym. Ale nie padło pytanie: w którą stronę wiruje woda na półkuli południowej? I jeszcze jeden znamienny przypadek, który nie pochodzi z "Przekroju" i za który mogę oberwać wielkie cięgi. Świat nauki twierdzi, że prędkość światła jest stała. Nie ustrzegł się przed tym nawet W. Witkowski (a może to on ma rację?). Według niego zmienna jest tylko "prędkość przepływu czasu", głównie w jego "aspekcie pionowym". Szczególnie wielkie są różnice w "prędkości przepływu czasu" między mikro, makro (naszym) i mega światem. Logicznie wynikają stąd zawrotnie wielkie odległości między różnymi obiektami w kosmosie. W związku z tym pytam: dlaczego ludzie noszą okulary? I odpowiadam: bo prędkość światła w szkle jest mniejsza niż w powietrzu, dzięki temu światło może być skupiane lub rozpraszane przez soczewkę. Oczywiście mówi się o stałej prędkości światła w próżni, ale cóż to jest próżnia, czy w ogóle ona istnieje? W owej rzekomej próżni przejawia się przecież grawitacja, działają więc potwornie wielkie siły. Zresztą materia, podobnie jak światło, ma naturę polową i falową. Rozumując tą drogą można dojść do fantastycznego wniosku, że ewentualna podróż do gwiazd może okazać się podróżą w głąb materii. Mówię o tym szerzej w moim temacie internetowym "Teksty archiwalne", w rozdziale "Reguła tworzenia form przestrzennych" <http://www.wingmakers.fora.pl/viewtopic.php?t=83> .

W lipcowym (2006) numerze miesięcznika "Nieznany Świat" przeczytałem wstrząsający artykuł lekarza Krzysztofa Chudzińskiego o manowcach na jakich błądzi psychiatria. Dawniejsze stosowanie elektrowstrząsów i operacji chirurgicznych, wynikające z braku rozróżnienia między mózgiem a umysłem, powodowało potworne cierpienia pacjentów, bez uzyskania innych efektów niż przytłumienie ich aktywności psychicznej. Obecne terapie farmakologiczne dają podobne efekty. Pamiętam głośną sprawę nestora polskiej psychiatrii prof. Tadeusza Bilikiewicza, który "leczył" homoseksualistów pozbawiając ich poczucia seksu. Oczywiście, zachowując obiektywność, nie można pominąć psychiatrii humanitarnej (Karen Horney, Antoni Kępiński, Kazimierz Jankowski i wielu innych), która z pewnym trudem toruje sobie drogę.

Inną podobną sprawą było odkrycie niemieckiego lekarza-praktyka I. Semmelweisa w dziedzinie bakteriologii, który nakazywał rygorystyczne utrzymywanie higieny przy porodach, aby uniknąć gorączki połogowej. Był postponowany i ośmieszany przez ówczesnych luminarzy wiedzy medycznej. Dopiero wstawiennictwo B. Pascala, cieszącego się powszechnym autorytetem, zmieniło ten stan rzeczy.

Ciekawe są zapomniane już badania francuskich lekarzy nad epidemią cholery z okresu, gdy nękała ona ten kraj. Twierdzono wówczas, że cholera jest chorobą zaraźliwą, ale nie zakaźną. Ma naturę psychiczną, jest chorobą "ze strachu", a bakterie cholery są efektem wtórnym, gdyż znajdują pożywkę w organiźmie dotkniętym tą chorobą. Nie wywołują choroby. Ponoć liczne eksperymenty przeprowadzone podczas epidemii potwierdzały tę tezę. Nie zawsze były one jednak zgodne z prawem i dlatego nie zostały powszechnie ujawnione. Obszerny opis tych badań znalazłem w przedwojennej książce Psychologia a medycyna Norberta Okołowicza, wydanie prywatne.

Źródłem wielu absurdów wiedzy naukowej, gdy wykracza poza makroskopowe zjawiska materialne, jest pomijanie w badaniach czynnika świadomości.

Wracając do wspomnianej książki Waldemara Witkowskiego, chciałbym zwrócić uwagę na metodyczne ujęcie opisywanej problematyki. W pierwszej części autor prezentuje filozoficzny Model Przejawienia. W drugiej części podaje siedemnaście wtajemniczeń służących pracy nad sobą, a w trzeciej części odpowiada (w formie dialogu z jedną osobą) na pytania pochodzące z listów, przesyłanych chyba głównie pocztą elektroniczną. Ujawnia przy tym, że w swoim rozwoju otrzymuje bezpośrednią pomoc od Istot Duchowych.

Na przykład w rozdziale mówiącym o przechodzeniu do czwartej gęstości świadomości (str. 87) pisze:
Często dziś można usłyszeć stwierdzenia, że żyjemy w okresie wielkich przemian, że wkrótce cały otaczający nas świat w istotnym zakresie przeobrazi się i tym samym nasze życie nabierze w nim nowej jakościowo treści. Aby zrozumieć to, co aktualnie dokonuje się na naszej planecie, trzeba cofnąć się daleko wstecz i przyjrzeć rysom zasadniczych cykli rozwoju, jakie do tej pory przeszła nasza cywilizacja, gdyż to, czego doświadczamy dziś, jest bezpośrednim efektem naszych dotychczasowych działań i uwarunkowań. Jest bardzo dużo wersji powstania na Ziemi inteligentnego gatunku ludzkiego. Opowieści te, podawane przez różne religie, skrzętnie ukrywane przez tajemne organizacje i bractwa, przekazywane drogą channelingową przez przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji, znacznie się pomiędzy sobą różnią, a często nawet wykluczają. Skąd biorą się te różnice? Gdy uświadomimy sobie, że owe relacje przez całe tysiąclecia podawane były z ust do ust, a przez to ubarwiane i zmieniane przez przekazujące je osoby, dostosowujące ich treść do własnego zasobu pojęć i terminów interpretujących rozgrywające się wokół życie, a także do ówcześnie obowiązujących religijnych i politycznych przekonań, łatwo zrozumiemy, że to, co do nas dociera, ma co prawda za swoje podłoże faktyczne zdarzenia, ale przez wielowiekowy "głuchy telefon" zostały one mocno przeobrażone, reprezentując w efekcie raczej symboliczny mit tych odległych wydarzeń, niż autentyczne, historyczne relacje.
Mając powyższe na uwadze my również skorzystajmy z jednej z tego typu opowieści, koncentrując się nie na szczegółach rozgrywających się wówczas wydarzeń, ale na istotnych punktach zwrotnych rozwoju całej ludzkiej społeczności.


Natomiast w rozdziale Krótka Ścieżka (str. 183) czytamy:
Gdy nocą spojrzymy w gwieździste niebo i uświadomimy sobie, że kiedyś ten Wszechświat nie istniał, to zrozumiemy, że Ktoś go stworzył i że ten Ktoś zrobił to sam, bez pomocy wszechstronnie dziś panującego Mroku. Mrok nie jest partnerem Boga, jest pochodną procesu polaryzacji przejawionego życia. A zatem we wszystkim, od największego po najmniejsze (w świetle i w mroku; w każdym z nas; w istnieniach pozytywnych i negatywnych; w minerałach, roślinach i zwierzętach; w atomach i komórkach; w gwiazdach i skupiskach galaktyk itp.), jest Stwórca doświadczający swego Wielkiego Dzieła Tworzenia - jedyna różnica jest w poziomie samoświadomości form, za pomocą których On doświadcza. A z tego wynika, że wszystko w swojej najgłębszej istocie jest Jednością. A zatem życie, jako takie, jest fenomenem Jedności w Wielości i Wielości w Jedności. Patrząc z perspektywy Wielości, zauważamy powszechny chaos, który wymaga porządkujących i ograniczających go reguł. Z kolei analizując życie z punktu widzenia Jedności, dostrzegamy idealną harmonię i doskonałość.
Przyjęcie tego typu Filozofii Jedności jest dla współczesnego człowieka zbyt trudne i dlatego też tyle jest religii, które oferują człowiekowi zbawienie z zewnątrz poprzez uznawanych przez siebie zbawicieli.


O Wielkim Portalu (str. 189) podaje następującą wiadomość:
Wielki Portal stanowi przejście od Absolutu (Boga bezosobowego) do Wielkiego Stwórcy (Boga osobowego) i odwrotnie. Podział na Boga bezosobowego i osobowego, choć konieczny, jest sztuczny i wynika z niewielkich możliwości opisu Całości przez Część, którą jesteśmy. Bezosobowość lub osobowość nie jest podziałem samym w sobie, lecz odmiennymi stanami świadomości Boga ...

Całość pracy, według mego przekonania, stanowi cenny drogowskaz dla rozwoju duchowego człowieka. Jednoczy w sobie wiele dawnych przekazów i rzuca światło na meandry magii, przy których nawet opowieści dra Nerudy <http://www.wingmakers.pl> nie wydają się zbyt fantastyczne.

Dodano 12 lipca 2006

Witaj venOm! Przeczytałem uważnie Twój ostatni post poruszający sprawę wspólnych dociekań prawdy. Wspomniałeś o wybaczaniu. Może to byłoby nawet korzystne, mając na uwadze wymianę doświadczeń wyniesionych z medytacji i/lub z obserwacji życia. W moim przekonaniu jednak bardziej pożyteczna byłaby wspólna medytacja na określony temat, na wzór dorocznych imprez organizowanych przez miesięcznik Nieznany Świat, albo po prostu przyłączenie się do tej wspólnej medytacji, której wyniki są monitorowane naukowo w Niemczech i w innych krajach na Zachodzie. Mogą także być pożyteczne społecznie, np. zmniejszając ilość negatywnych zjawisk.

Odnośnie do tematu "wybaczanie" - może wypowiem się obszerniej przy innej okazji, w oparciu o pewną wiedzę psychologiczną. Wiąże się to bowiem w jakiś sposób ze skłonnością umysłu do autosugestii i do lęku (strachu) przed nieznanym.

Przy okazji chcę zauważyć, że strach i wesołość wzajemnie likwidują się (nie mogą występować razem "na pierwszym planie samoświadomości" człowieka). Dlatego w wielu ustrojach społecznych tak mocno jest ścigana anegdota i satyra polityczna. Pomniejsza bowiem strach, który jest niezbędnym narzędziem władzy, gdy władza nie ma dostatecznego autorytetu i przymusem buduje swój "autorytet", czasem nawet w postaci kultu jednostki.

W związku z tym, na zakończenie chciałbym wskazać na anegdotyczną, choć prawdziwą wiadomość z ostatniej chwili. Otóż "Gazeta Wyborcza" z 23-go czerwca 2006 informuje: Po 15 miesiącach żmudnego śledztwa warszawska prokuratura ustaliła, że dziennikarze tygodnika "Przekrój" dopuścili się znieważenia funkcjonariusza publicznego za pomocą słowa na "d". Staną przed sądem za to, że w tytule tekstu "Podupadły prokurator" użyli słowa "podupadły". Nie byłoby w tym nic obraźliwego, bo przecież nawet prokurator może mieć problemy, np. natury gospodarczej. Prokuratura nie dałaby chyba rady bez pomocy językoznawcy dra R. Pawelca z polonistyki UW, który zwrócił uwagę na fakt, że litery w słowie podupadły, składające się na słowo "podły", zostały podcieniowane, przez co słowo na "d" wyłoniło się w całej okazałości i dostojeństwie.

Przypomniałem sobie, że w zamierzchłych latach, kiedy Jerzy Urban był jeszcze powszechnie lubianym dziennikarzem i felietonistą, opisywał czasem zabawne wydarzenia z pyskówek sądowych. Otóż pewien docent, mieszkający we wspólnym bloku, drażnił sąsiadów swoją wyniosłością i zarozumiałością. Poczuł się on dogłębnie urażony gdy jeden z sąsiadów nazwał swego nowonabytego psa-boksera imieniem Docent. To było nie do zniesienia, zaskarżył więc sprawcę do sądu. Sąd jednak nie dopatrzył się w tym niczego obraźliwego.

Innym razem dwie wiejskie kobiety, wracając z grabiami z pola, serdecznie się posprzeczały. Doszło do rękoczynu w którym jedna z nich straciła parę zębów. Sprawa trafiła do sądu. Okazało się, że gdy poszkodowanej zabrakło dość mocnych słów w sprzeczce - odwróciła się tyłem, głęboko pochyliła się i podniosła spódnicę, ukazując sekretną część ciała, przy tym obserwowała między kolanami, jaki efekt wywiera to na uczestniczce kłótni. Ta natomiast, nie mogąc znieść okazanej zniewagi, szturchnęła ją rękojeścią grabi. Uderzyła jednak niecelnie i niechcący wybiła dwa górne siekacze.

Samo życie, chociaż niestety podobnie przejawia się ono także w skali społecznej. Ostatnio na przykład Prezydent Lech Kaczyński nie mógł znieść odniesionej do niego satyry, która pojawiła się na stronie satyrycznej w małonakładowej, prywatnej gazecie sąsiedniego kraju. Uznał ją za osobistą zniewagę i przejęty tym wydarzeniem zaniedbał pewną ważną sprawę wagi państwowej. Po prostu, jak widać, on i jego otoczenie nie rozumieją procesów globalizacyjnych na świecie i posługują się starym modelem myślenia politycznego, prowadzącym do podziału. Nie wiedzą przy tym jaka jest rola satyry i uważają że państwo, tak jak w ustroju totalitarnym, ma oceniać wszystkie krytyczne wypowiedzi środków przekazu. Mylą patriotyzm z nacjonalizmem, który chyba odejdzie w niepamięć. I cóż z tego, że chodzi o Prezydenta? Infantylizm może dotknąć każdego. Skoro jednak przeszedł przez "sito wyborcze" - to już stał się sprawą wyborców. Mają to czego chcieli, lub jakim wpływom ulegli w czasie wyborów i, być może, nadal ulegają. Bądź wcale nie głosowali.

Pamiętam też, jak to skoczek o tyczce Władysław Kozakiewicz został w swoim czasie oskarżony w prasie sowieckiej o obrazę narodu sowieckiego (takiego narodu zresztą nigdy nie było), gdy na olimpiadzie w Moskwie, po zwycięskim skoku zrobił znany gest rękoma w odpowiedzi na deprymujące gwizdy widowni.

Ach, jeszcze jedno (znowu coś dodaję). Pewnego razu, gdy Prezydent Ronald Reagan przemawiał publicznie, w obecności żony i różnych oficjeli, żona Prezydenta nieostrożnie poruszyła się i o mało nie spadła z krzesła. Podtrzymał ją stojący w pobliżu "goryl". Na to Reagan, nie wyłączając mikrofonu: Przecież umówiliśmy się, że spadniesz z krzesła dopiero wtedy, gdy zacznę mówić głupstwa. I usłyszał odpowiedź: To prawda, ale wtedy mogłoby nie być przy mnie tego przystojnego pana, który mnie podtrzymał. Może to było wyreżyserowane, ale z całą pewnością nie mogłoby się zdarzyć żadnemu sowieckiemu przywódcy lub innemu totalitarnemu dyktatorowi.

Pozostaję z serdeczną życzliwością, MW
2006-07-12
Ostatnio edytowano 04 lut 2007, 21:11 przez M. Wasilewski, łącznie edytowano 1 raz
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 04 lut 2007, 13:03

Fajnie opisuje Pan różne wydarzenia historyczne, tylko że ja nie widzę w tym żadnej iskry bożej.
Wszystko jest po prostu ewolucją. Popiełuszko np zginął bo nie umiał się dostosować do uwcześnie panującego systemu. Wałęsa, Kuroń, czy inni politycy przetrwali bo świetnie potrafili się dostosować.

Jestem osobą niewierzącą, więć trudno jest mi również uwierzyć w egzorcyzmy, a raczej w ludzi opętanych przez szatana.
Niech się Pan pofatyguje do szpitala psychiatrycznego, gdzie takich ludzi mamy pełno.
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 04 lut 2007, 20:08

Witaj Aztekium! Do niedawna odczuwałem pewien dyskomfort, gdy miałem mówić po imieniu do nieznajomej osoby. Zresztą, jeszcze nie wyzbyłem się tego, ale myślę, że na łączach internetowych jest to dopuszczalne. Dlatego proponuję, żebyś do mnie także zwracał się w drugiej osobie.

Doskonale rozumiem Twoje zafrasowanie "Iskrą Bożą" w człowieku. Sam to przeżywałem po odrzuceniu dogmatów religijnych w młodzieńczych i późniejszych latach. Wprawdzie nie byłem ateistą lecz raczej agnostykiem. Nie walczyłem z religią, ale też jej nie praktykowałem. Wiem jednak jak głęboko w człowieku jest zakorzeniony światopogląd i jak wielką ma bezwładność. Trudno go zmienić rozmową lub myśleniem. Ważne są doświadczenia i przeżycia, ale nie każdy ich doznaje.

A jednak powiem Ci z jakim tokiem myślowym wyszedłem z materializmu. Sprawiła to właśnie materialistyczna dialektyka. Prawo jedności i walki przeciwieństw doprowadziło do zrozumienia binarnej polaryzacji nie tylko w przyrodzie, ale we wszystkim, także w psychice. Natomiast teoria ewolucji wskazała, że na świecie istnieje inteligencja wyższa niż ludzka. Studiując inżynierię i matematykę byłem zafascynowany konstrukcją żywych organizmów. A więc musiałem przypisać materii całkiem niematerialistyczny atrybut: inteligencję, która wyraża się zdolnością do organizowania się.

Poza tym w kategoriach materialistycznych nie mieścił mi się problem istnienia życia, piękna i przede wszystkim - świadomości. Zorientowałem się, że współczesna nauka nie wie co to jest świadomość. Opisuje się różne cechy i przejawy świadomości, ale nie mówi się jaka jest jej istota.

Doprowadziło to do, starego zresztą, problemu filozoficznego: co jest pierwotne, materia czy świadomość? I w tym właśnie okresie doznałem pewnego przeżycia, o którym wspominam na mojej stronie internetowj. To roztrzygnęło dla mnie sprawę. Już wiedziałem, że świadomość i materia, jak dwie strony medalu o przeciwstawnych cechach, wyrastają ze wspólnego pnia, z Ducha. Późniejsza medytacja (oraz studiowanie wiedzy orientalnej i ezoterycznej) ukazała mi Jaźń, jako ową "Iskrę Bożą" w człowieku. Jak widać, Aztekium, świadomość ludzka zwykle nie rozwija się z dnia na dzień. Zrozumienie jednak może być błyskawiczne.

Co do egzorcyzmów, szatana, życia poza ciałem, itp. może pomówimy przy innej okazji. Na razie pozdrawiam, MW
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 04 lut 2007, 20:24

Wyjaśnienie ewolucji nie potrzebuje dorzucenia tam wyższej inteligencji. Materia i jej "porządek" nie jest wynikiem działania inteligencji, ale inteligencja jest wynikiem działania materii. inteligencja to jedynie złożona struktura oddziaływań przyczyna-skutek.
PRAWDA ZAWSZE SIĘ OBRONI, JEŚLI NIKT TEGO NIE ZABRONI ANI NIE OGRANICZY
Avatar użytkownikaNightwalker Mężczyzna
Racjonalista
 
Posty: 537
Dołączył(a): 11 maja 2005, 16:26

Post 04 lut 2007, 20:53

Nightwalker, Skoro materia ma zdolności kreacyjne to nazwijmy je jakoś i już będziemy blisko domu, nawet omijając problem pierwotności tych dwóch kategorii istnienia, jakimi są świadomość i materia. Także badania probabilistyczne, których nie zamierzam tu przytaczać wykazują, że struktura żywego organizmu nie może powstać w drodze przypadkowego doboru, chociażby w ciągu miliardów lat. MW
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 05 lut 2007, 16:48

marianwas napisał(a):Dlatego proponuję, żebyś do mnie także zwracał się w drugiej osobie.

Nie ma problemu, :-)
Wiem jednak jak głęboko w człowieku jest zakorzeniony światopogląd i jak wielką ma bezwładność. Trudno go zmienić rozmową lub myśleniem. Ważne są doświadczenia i przeżycia, ale nie każdy ich doznaje.

Nie prawda, nie doświadczenia i przeżycia lecz nabyta wiedza. Nie posiadając odpowiedniej wiedzy dla niektórych walnięcie pioruna będzie gniewem boga. Tylko wiedza się liczy, w kształtowaniu światopoglądu, i ważne jest żeby nie siedzieć w błędnym kole jednej nauki, jednej ideologii, tylko poznawać jak najwięcej różnych dziedzin i różnych punktów widzenia.
Jeden doznał nawiedzenia matki boskiej, inny szatana, do jeszcze innego zawitał we śnie mahomet czy budda. To nie doświadczenia lecz wiedza i różnorodne punkty patrzenia na świat mogą być źrodłem zdrowego rozsądku i światopoglądu.
Czytałem o twojej wizji związanej z utratą przytomności, - ale to nic nadzwyczajnego. Nie wiem czy brałeś narkotyki lub próbowałeś roślin halucynogennych, Ale przy ich pomocy takie rzeczy to normalka. Nie wspomnę, że wizje mogą być bardziej realne niż w rzeczywistości. Sam nieraz próbowałem różnych specyfików roślinnych i gdybym miał wierzyć w to co widziałem, to pewno zamknięto by mnie w wariatkowie :-)

Natomiast teoria ewolucji wskazała, że na świecie istnieje inteligencja wyższa niż ludzka. Studiując inżynierię i matematykę byłem zafascynowany konstrukcją żywych organizmów. A więc musiałem przypisać materii całkiem niematerialistyczny atrybut: inteligencję, która wyraża się zdolnością do organizowania się.


Z jednej strony mówisz, że jesteś wyznawcą teorii ewolucji, a z drugiej, że przypisujesz materii inteligencję. To sprzeczne rzeczy. Przede wszystkim teoria ewolucji w żaden sposób nie wskazuje na to aby była jakaś wyższa inteligencja, bo niby jak ?.
Materia ma określone właściwości, albo coś dochodzi do skutku albo nie. Jeżeli nastąpi jakieś zdarzenia, reakcja chemiczna to coś się tworzy, jeżeli nie zajdzie to nie. Jeżeli coś pada na "podatny grunt", to rozwija się dalej. Ale nie ma tutaj żadnej inteligencji.

Dam Ci prosty przykład. Materia ma określone właściwości, czyli atomy, pierwiastki chemiczne, cząsteczki itp. W określonych warunkach zachodzą określone zmiany. Zmiany te zależą nie od zaprogramowania przez boga, a od tego do jakich kombinacji dojdzie.
Np. Kaktusy, małe kolczaste rośliny występują tylko w Ameryce. Dlaczego nie rosły w Europie i Azji ? Dlaczego bóg zaplanował je tylko dla tamtego kontynentu ? Dlatego, że tam trafiły na odpowiednie warunki i ewoluowały dalej. Nie było połączenia kontynentów więc tam ewolucja poszła swoją drogą a w europie swoją. Tak samo nikt wierzący nie zaprzecza, że bóg stworzył człowieka, ale jak mu powiem że to środowisko naturalne ma wpływ na jego karnację (gatunek) czyli (murzyn, biały, azjata) to nikt nie protestuje.
Każdy dopuszcza możliwość, że to środowisko wpłynęło na różne rasy ludzkie, jednak nikt nie dopuszcza możliwości, że to środowisko w ogóle wpłynęło na powstanie rasy ludzkiej.
Ale owszem, jeżeli to że cząsteczki wody łączą się, to że określone cząsteczki związki chemiczne reagują w określony sposób ze sobą nazywasz inteligencją, to ok.
Ale ja nazwałbym to raczej określonymi właściwościami tych cząsteczek elementarnych.

Zorientowałem się, że współczesna nauka nie wie co to jest świadomość. Opisuje się różne cechy i przejawy świadomości, ale nie mówi się jaka jest jej istota.

Swiadomość ma nawet bakteria, pchła, czy dżdzownica (mimo że nie ma mózgu).
Wie ona, że w momencie zagrożenia należy uciekać. Te reakcje przyczynowo skutkowe, które dla niektórych nie są świadomością, dla mnie są. My pod tym względem nie różnimy się od bakterii czy dżdżownicy. Nasza różność polega na tym, że mamy tych receptorów ogromne ilości więcej i to wpływa na to że reakcje przyczynowo skutkowe nazywamy myśleniem lub świadomością. Jednak gdyby przeanalizować podstaowe elementy naszego mózgu, to ich budowa będzie podobna jak u robaczka, czyli przyczyna-skutek lub przyczyna-reakcja.

I w tym właśnie okresie doznałem pewnego przeżycia, o którym wspominam na mojej stronie internetowj. To roztrzygnęło dla mnie sprawę. Już wiedziałem, że świadomość i materia, jak dwie strony medalu o przeciwstawnych cechach, wyrastają ze wspólnego pnia, z Ducha.

O tym już pisałem. Wystarczy, że spróbujesz listków salvi divinorum, lub zarzucisz jakiegoś kaktusa halucynogennego a Twoje dotychczasowe przeżycie będzie niczym. To wszystko jest nasz mózg. Zauważ, że te przeżycia budowane są na zasadzie tego co poznałeś przez całe życie. To nie są jakieś obce nieznane rzeczy. Jeżeli komuś objawia się jakaś istota, to z reguły przypomina człowieka, ma ubranie itp. a nie jest to jakaś np. kulka wielkości domu, tylko to co nasz mózg już zna.

Jak widać, Aztekium, świadomość ludzka zwykle nie rozwija się z dnia na dzień. Zrozumienie jednak może być błyskawiczne.

To błyskawiczne zrozumienie, to błyskawiczne przeprogramowanie swojego mózgu. Nic w tym dziwnego. Nie zastanawiałeś się nad tym, że czasami normalnie funkcjonujący człowiek z dnia nadzień zarzuca sobie pętlę na szyję i wiesza się na gałęzi ? Czyżby błyskawiczne zrozumienie ?

Co do egzorcyzmów, szatana, życia poza ciałem, itp. może pomówimy przy innej okazji. Na razie pozdrawiam, MW[/quote]
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 05 lut 2007, 17:14

Swiadomość ma nawet bakteria, pchła, czy dżdzownica (mimo że nie ma mózgu).
Wie ona, że w momencie zagrożenia należy uciekać. Te reakcje przyczynowo skutkowe, które dla niektórych nie są świadomością, dla mnie są.

To raczej wrodzone reakcje. Aby nie mylić tego u człowieka dobrze by na początku było porównać to np. do pocenia. Sama wola człowieka też jest takim schematem, ale świadomość inaczej to odbiera i dlatego uznaje za wolę. Świadomość to to wszystko co odbierają nasze zmysły i analizują. reakcje mimo, ze na tym się opierają, są czymś odmiennym. Ja świadomościa nazwałbym pewne "złudzenie" jakiemu poddana została (martwa - dla jasności) materia.
PRAWDA ZAWSZE SIĘ OBRONI, JEŚLI NIKT TEGO NIE ZABRONI ANI NIE OGRANICZY
Avatar użytkownikaNightwalker Mężczyzna
Racjonalista
 
Posty: 537
Dołączył(a): 11 maja 2005, 16:26

Post 05 lut 2007, 23:52

aztekium napisał(a):Tylko wiedza się liczy, w kształtowaniu światopoglądu,


Zwróc uwagę jednak, że wiedzę zdobywasz przez pewną forme doświadczenia. W dodatku, sama wiedza, nie poparta doświadczeniem jest niewiele warta. Niezbęda jest aplikacja tej wiedzy w określonym polu doświadczalnym, jeśli chce się ewoluowac.

aztekium napisał(a):Z jednej strony mówisz, że jesteś wyznawcą teorii ewolucji, a z drugiej, że przypisujesz materii inteligencję. To sprzeczne rzeczy.


Te dwie rzeczy wcale sie nie wykluczaja. Materia ewoluuje w coraz doskonalsze formy by móc byc podstawą dla coraz bardziej złożonych systemów świadomości.

aztekium napisał(a):Materia ma określone właściwości, albo coś dochodzi do skutku albo nie. Jeżeli nastąpi jakieś zdarzenia, reakcja chemiczna to coś się tworzy, jeżeli nie zajdzie to nie. Jeżeli coś pada na "podatny grunt", to rozwija się dalej. Ale nie ma tutaj żadnej inteligencji.


Jednak te zdarzenia i reakcje, nie zachodzą przypadkowo. Istnieje w nich pewna celowośc. Niby z jakiej przyczyny miałyby powstawac coraz doskonalsze formy życia? Po co pierwotne organizmy jednokomórkowe miałyby ewoluowac w bardziej złożone struktury?

aztekium napisał(a):Nie było połączenia kontynentów więc tam ewolucja poszła swoją drogą a w europie swoją.


Moze spotkales sie z teoria o dryfie kontynentow? Wg niej powierzchnia naszej planety wygladała zupełnie inaczej niz dzis...

aztekium napisał(a):Jednak gdyby przeanalizować podstaowe elementy naszego mózgu, to ich budowa będzie podobna jak u robaczka,


Mózg człowieka składa się również z elementów, których na próżno by szukac u robaczków... (tudzież innych, wyżej zorganizowanych stworzeń)

aztekium napisał(a):Nie zastanawiałeś się nad tym, że czasami normalnie funkcjonujący człowiek z dnia nadzień zarzuca sobie pętlę na szyję i wiesza się na gałęzi ?


Jesli to robi, to jest najlepszy dowód, że nie funkcjonował normalnie.
...all these words I don't just say...
Avatar użytkownikaleaozinho Mężczyzna
 
Posty: 892
Dołączył(a): 28 lip 2006, 15:37
Lokalizacja: Ciapuły Dolne
Droga życia: 1

Post 06 lut 2007, 00:30

Nightwalker napisał(a):Świadomość to to wszystko co odbierają nasze zmysły i analizują. reakcje mimo, ze na tym się opierają, są czymś odmiennym. Ja świadomościa nazwałbym pewne "złudzenie" jakiemu poddana została (martwa - dla jasności) materia.


Zgadzam się z tym, - ale nie rozumiem dlaczego martwa ?
Materia naszego mózgu.
Chodzi ci o sam fakt atomów budujących nasz mózg ?
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 06 lut 2007, 00:55

leaozinho napisał(a):Zwróc uwagę jednak, że wiedzę zdobywasz przez pewną forme doświadczenia. W dodatku, sama wiedza, nie poparta doświadczeniem jest niewiele warta. Niezbęda jest aplikacja tej wiedzy w określonym polu doświadczalnym, jeśli chce się ewoluowac.

Owszem, doświadczenie jest niezbędne, choć na pewno nie będzie wystarczające aby stworzyć szeroki światopogląd. Wiedza to najdalej gdzie możemy sięgnąć. Nie jesteś fizycznie w stanie pojechać wszędzie, a przeczytać o każdym kraju zawsze możesz.
Jednak zgadzam się z tym co mówisz. Mnie chodziło jednak bardziej o prywatne doświadczenia Mariana, o którym pisze na swojej stronie (coś w stylu objawienia ducha świętego). Odebrałem to tak, że Marian sugerował, że takie doświadczenie, nagły impuls jest kluczem do jakiejś niezwykłej wiedzy... ezoterycznej zapewne....

Te dwie rzeczy wcale sie nie wykluczaja. Materia ewoluuje w coraz doskonalsze formy by móc byc podstawą dla coraz bardziej złożonych systemów świadomości.

Nie o tym, mówiłem. Mówiłem o świadomości jako źródle kształtowania materii. Świadomości boga. A nie o tworzeniu się świadomości, czyli np. nas.

Jednak te zdarzenia i reakcje, nie zachodzą przypadkowo. Istnieje w nich pewna celowośc. Niby z jakiej przyczyny miałyby powstawac coraz doskonalsze formy życia? Po co pierwotne organizmy jednokomórkowe miałyby ewoluowac w bardziej złożone struktury?

A to z takiej, że organizmy mniej doskonałe umarły, lub nie dały sobie rady. Cała teoria ewolucji polega na tym, że najsilniejszy, lub ten który potrafi dostosować się do danego środowiska-otoczenia przetrwa, ten osobnik, który nie potrafi się dostosować umiera.
Człowiek rozwija coraz doskonalsze formy życia bo potrafi świetnie przystosowywać się do otoczenia.
Załóżmy, że rodzisz się mordercą i zabijasz niewinnych ludzi. Ponieważ nie potrafiłeś dostosować się do społeczeństwa (bo większość ludzi nie ma u nas tego w zwyczaju) zostaniesz zlikwidowany lub odizolowany - to właśnie ewolucja.
Po prostu doskonałe formy życia powstają dlatego, że formy niedoskonałe umierają i nie przekazują dalej swoich genów.
A po co organizmy jednokomórkowe miałyby ewoluować w bardziej złożone struktury ? Pewno dlatego, że w określonych warunkach nie były by w stanie przetrwać jako organizmy jednokomórkowe. Załóżmy, że na miliard organizmów jednokomórkowych trafiających na niekorzystne dla nich warunki kilka może ewoluować do formy, w której te warunki zniosą i już mamy nowy organizm.
Oczywiści wszystko nie dzieje się od razu, a i warunki nie następują natychmiasty, tylko bardzo stopniowo, oczywiście gdyby warunki zmieniły się drastycznie to wszystkie organizmy giną.
Są poglądy, że organizmy pod wpływem pierwiastków radioaktywnych mogą ewoluować szybciej, prawie natychmiastowo, ponoć są dowocy. Jednak ja nie mam zdania na ten temat.

Moze spotkales sie z teoria o dryfie kontynentow? Wg niej powierzchnia naszej planety wygladała zupełnie inaczej niz dzis...


Nie znam...

Mózg człowieka składa się również z elementów, których na próżno by szukac u robaczków... (tudzież innych, wyżej zorganizowanych stworzeń)


Zgadza się. Tylko że nadal zasada pozostaje ta sama. Np. Robaczek wie że jak jest światło to uciekać do dziury i tyle. U człowieka zaś, jeden taki schemat jak u robaczka może dotyczyć np tylko jakiegoś jednego punktu w mózgu, czy oku. Sam mózg i zmysły człowieka składają się zapewne z ogromnej ilości takich receptorów jak u jakiegoś robaczka. Lecz zasada jest ta sama przyczyna - skutek. Coś widzisz, mózg coś robi, coś czujesz, mózg coś robi itd. W zależności od programu twojego mózgu, czyli od twojego charakteru, nabytych zdolności itd, odpowiednio się zachowasz.
Robaczek ucieknie zapewne jak zobaczy cokolwiek, człowiek w zależności od tego co zobaczy może podjąć setki różnych działań, a jescze wcześniej jego mózg podejmie ich miliony lub więcej. Po prostu różnica w jakości.

Jesli to robi, to jest najlepszy dowód, że nie funkcjonował normalnie.


Nienormalnie z punktu widzenia tych, którzy nie mają tego w zwyczaju robić, jednak bardzo normalnie z punktu widzenia niedoszłych samobójców.
Jednak ja powiedziałem to w odniesieniu do przeżycia Mariana, które miał w trakcie utraty przytomności. Marian stwierdził, że zrozumienie można nabyć błyskawicznie. Ja więc przytoczyłem przypadek skrajny i jakby przeciwny: Czy również wisielec nabywa natychmiastowego zrozumienia ?
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 06 lut 2007, 01:03

leaozinho napisał(a):Istnieje w nich pewna celowośc. Niby z jakiej przyczyny miałyby powstawac coraz doskonalsze formy życia?

Wiec cel czy przyczyna? To jest różnica jak pchanie a ciągnięcie. Ewolucja nie jest ciągnięta przez cele, ale pchana przez przyczyny. Organizmy przystosowują się do środowiska a rozmnażając sprawiają, że ich geny stają się coraz bardziej złożone.
leaozinho napisał(a):Moze spotkales sie z teoria o dryfie kontynentow? Wg niej powierzchnia naszej planety wygladała zupełnie inaczej niz dzis...

Chyba nie zrozumiałeś. Od czasów gdy konynenty rozłączyły się, organizmy tam będące nie mnozyły się z tymi z pozostałych.
leaozinho napisał(a):Mózg człowieka składa się również z elementów, których na próżno by szukac u robaczków... (tudzież innych, wyżej zorganizowanych stworzeń)

To takie same komorki nerwowe, tylko, że bardziej rozwinięte i tworzące bardziej złożoną strukturę.
aztekium napisał(a):Materia naszego mózgu.
Chodzi ci o sam fakt atomów budujących nasz mózg ?

Też, ale też o materię w ogóle. Trudno jest stwierdzić co jest świadome a co nie z organizmów niższych lub potencjalnie - sztucznie stworzonych.
PRAWDA ZAWSZE SIĘ OBRONI, JEŚLI NIKT TEGO NIE ZABRONI ANI NIE OGRANICZY
Avatar użytkownikaNightwalker Mężczyzna
Racjonalista
 
Posty: 537
Dołączył(a): 11 maja 2005, 16:26

Post 06 lut 2007, 06:02

Dziś chciałbym trochę usprawiedliwić moje zgłoszenie się na to Forum. Przede wszystkim nie zamierzam nikogo przekonywać do moich poglądów. Wiem, że jest to prawie niemożliwe, szczególnie w przypadku skrajnych różnic. Zresztą chyba nie ma takiej potrzeby. Jak już gdzieś pisałem i mówiłem, w młodości przeszedłem przez długotrwały magiel materializmu. Gdybym zechciał polemizować z kimś o takich poglądach jakie mam dziś, znalazłbym wiele "mocnych" argumentów na które trudno byłoby mu odpowiedzieć. Uważam jednak, że spraw światopoglądowych nie roztrzyga się w sferze intelektu. Sfera ta jest bowiem ograniczona i w ostatecznym rozrachunku intelekt opiera się na arbitralnie przyjętych aksjomatach.

Zbyt mało wiemy o sobie żeby dostrzec, że wiedza (zewnętrzna) nie jest tym samym co prawda (już ewangeliczny Piłat miał z tym problemy, a Jezus też nie powiedział że wiedza, tylko: ... prawda was wyzwoli.

Skusiło mnie hasło: przebudzenie. I chyba nie zawiodłem się. Myślę, że nawet osoby, które prezntują dziś poglądy materialistyczne, nieprzypadkowo tu znalazły się. Jest przecież wiele innych forów, gdzie mogłyby wymieniać swoje poglądy.

W ostatnim akapicie mojej tu wypowiedzi zatytułowanej Meandry świadomości wyrażam pogląd, że istnieje jakiś nierozpoznany przez naukę "rezonans", który pozwala rozpoznawać się ludziom "przebudzonym" lub bliskim "przbudzenia".

Pozdrawiam, MW
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 06 lut 2007, 09:19

marianwas napisał(a):W ostatnim akapicie mojej tu wypowiedzi zatytułowanej Meandry świadomości wyrażam pogląd, że istnieje jakiś nierozpoznany przez naukę "rezonans", który pozwala rozpoznawać się ludziom "przebudzonym" lub bliskim "przbudzenia".


Owszem istnieje coś takiego, ale czy aby jest to rezonans. Ludzie o podobnych zainteresowaniach i poglądach często spotykają się, rozmawiają, często na siebie trafiają.
Ale przyczyną wydaje mi się bardziej wspólne zainteresowanie czymś, lub po prostu chęć poczucia się jak ryba w wodzie. Czyli chcesz wiedzieć, że otaczające cię środowisko wie o czym mówisz, rozumie Cię, a Ty rozumiesz to środowisko.

To jest raczej naturalny proces, że ludzie na siebie trafiają.
W przypadku doby internetu, można mówić raczej o wspólnych zainteresowaniach. Chociaż ja trafiłem tutaj, z powodu książki, którą darzę dosyć dużym uznaniem "Przebudzenie" A. de Mello.
I również doznałem pewnego rozczarowania, widząc, że tematyka serwisu ma się nijak do przedstawionych w tej książce poglądów. No... ale, nazwa jest uniwersalna :-)
Może jej użyć ksiądz, ezoteryk, czy taoista i nikt mu tego nie może zabronić.
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 07 lut 2007, 02:34

Witajcie! Ostatnio nie ustrzegłem się przed użyciem niewłaściwego słowa, pisząc o mojej obecności na tym Forum. Zamiest "usprawiedliwić" miałem napisać "wyjaśnić" swoją tu obecność. Jest to chyba takie miejsce jakiego szukałem. Myślę, że hasła Przebudzenie także użyto właściwie.

Aztekium, książki tego jezuity de Mello nie czytałem, ale właśnie ją zamówiłem i sobie poczytam. Podoba mi się także obecność osób, które deklarują się jako niewierzące. Podobnie postrzegam zasadę przyczynowości, chociaż jej nie demonizuję.

Dawniej (a trochę także teraz) przyglądałem się zjawisku wiary z uwagą i ostrożnością. Kojarzyła mi się z hipnozą. Nawet dziś mogę powiedzieć, że jestem, w pewnym sensie, niewierzący. Kieruję się bowiem hipotetyczną metodą poznania. Akceptuję prawdę, gdy jest poparta doświadczeniem. Jeśli to doświadczenie nie jest powszechnie uznawane - wówczas zachowuję tę prawdę dla siebie (nie znaczy to, że trzymam ją w tajemnicy). Był czas, kiedy zaczął się kruszyć mój światopogląd materialistyczny. Zagłębiłem się wtedy w lekturze psychologicznej i psychiatrycznej w obawie przed popadaniem w jakąś psychozę.

Częściowe otrząśnięcie się z tych obaw nastąpiło już podczas studiowania fizyki, która okazała się nauką niemal mistyczną. Pamiętna była wypowiedź noblisty Richarda P. Feymanna (Wykłady z fizyki, PWN Warszawa 1974, Tom I część 1 str. 41):

Niesposób jest przewidzieć dokładnie, co się zdarzy w danych okolicznościach ... Nie możemy ... przewidzieć, kiedy atom wyśle światło, ani też, gdy atomów jest więcej, który z nich wyśle światło pierwszy. Mogłoby się wydawać, że dzieje się tak dlatego, że istnieją jakieś wewnętrzne "trybiki", którym nie przyjrzeliśmy się dostatecznie dokładnie. Otóż nie, żadne wewnętrzne trybiki nie istnieją; według naszych obecnych poglądów sama przyroda zachowuje się w taki sposób, że wszelkie ścisłe przepowiednie dotyczące wyniku doświadczenia są niemożliwe z zasady. To straszne! Przecież filozofowie mówili dawniej, że jednym z podstawowych wymogów nauki jest to, by doświadczenia przeprowadzone w tych samych warunkach dawały te same wyniki. Okazało się tymczasem, że po prostu tak nie jest, nie może to być zatem podstawowym warunkiem nauki. W rzeczywistości doświadczenia nie dają tych samych wyników, możemy tylko stwierdzić, jaki jest przeciętnie, w sensie statystycznym, przebieg zjawiska. Jakoś nie spowodowało to zupełnego upadku nauki. Wspomnijmy przy okazji, że filozofawie często formułują różne absolutnie nieodzowne atrybuty nauki, a ich poglądy są prawie zawsze naiwne i prawdopodobnie fałszywe. Str. 42: Na czym bowiem opiera się nauka, jaka hipoteza leży u podstaw jej filozofii? ... jedynym sprawdzianem każdego poglądu naukowego jest doświadczenie.
Jeśli powiedzą nam, że to samo doświadczenie musi dawać zawsze taki sam wynik - zgoda, ale jeśli to sprawdzimy i okaże się, że jest inaczej, to jest inaczej i koniec.


Także Albert Einstein utrzymywał, że cząstki elementarne zachowują się tak, jakby posiadały wolną wolę.
Wspomniałem poprzednio, że nauka nie wie jaka jest istota świadomości, a więc i kojarzonej z nią wolnej woli. Jeśli świadomość ma być wytworem materii to równie dobrze można twierdzić, że jest odwrotnie. Jest tu bowiem miejsce dla owej "Iskry Bożej".

Z przychylnym rozbawieniem zauważam autorytarne stwierdzenia typu: "Nieprawda, nie doświadczenia i przeżycia, lecz nabyta wiedza ...". Cóż jednak znaczy wiedza bez doświadczenia, jeśli nawet ma ono chrakter "mistyczny". Może to być zresztą intuicja, dobrze znana w psychologii głębi jako normalna władza umysłu. A spróbuj, Aztekium, sformułować swój pogląd na istotę świadomości. Co to jest, czym różni się od materii i gdzie w niej przejawia się, jak jest do niej "podwieszona"? Oczywiście, ja nie zaprzeczam istnienia ewolucji, ale przypuszczam, że jest narzędziem, którym posługuje się świadomość. Poza tym: jaką rolę w teorii ewolucji odgrywa piękno?

Przypominam sobie anegdotę o Darwinie, że czuł się niedobrze na widok pawiego ogona. Przecież ogon taki musiał przeszkadzać w ucieczce przed drapieżnikami.
Ponadto, komu są potrzebne altruistyczne uczucia, także w społeczeństwie? Przecież wystarczy dobrze się ustawić, jak Wałęsa czy Kuroń, a nie jak ten nieudacznik Popiełuszko. Jan Paweł II także zmarnował swoje życie ciężko pracując, zamiast zażywać dobrobytu i cieszyć się przywilejami. Jak widać, bez owej "Iskry Bożej" ewolucja nieźle by narozrabiała.

Nie rozwijam już myśli, że autorytarność postawy ludzkiej, szczególnie przejawiona na szeroką skalę społeczną, może być niebezpiczna i powodować wiele cierpienia. Wystarczy wspomnieć "nieomylność" Lenina, Hitlera czy Pol Pota.

W kontekście tych rozważań może być ciekawe rozróżnienie dwóch podobnych do siebie pojęć: humanitaryzmu i miłości bliźniego. Jeśli to kogoś zainteresuje, to odsyłam do książki Psychiczne źródła komunizmu (na mojej stronie internetowej, rozdz. IV).
Pozdrowienia, MW
Ostatnio edytowano 10 maja 2007, 22:44 przez M. Wasilewski, łącznie edytowano 1 raz
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Powrót do działu „Inne”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości