Wszystko inne dotyczące ezoteryki i spraw poruszanych w Przebudzeniu.

Post 07 lut 2007, 23:06

Niepotrzebnie się usprawiedliwiasz, to forum jest odpowiednie dla twoich poglądów. To raczej ja jestem tutaj niechcianym gościem, gdyż nie wierzę w 90% rzeczy o których się tutaj mówi.

marianwas napisał(a):Aztekium, książki tego jezuity de Mello nie czytałem, ale właśnie ją zamówiłem i sobie poczytam. Podoba mi się także obecność osób, które deklarują się jako niewierzące.

Księżkę przeczytać warto. Choć jestem niewierzący, a w książce autor porusza kwestję boga, to jednak mimo wszystko uważam, że to najwartościowsza książka, jaką każdy człowiek powinien w życiu przeczytać.
Warto podzielić się wrażeniami po przeczytaniu ! :-)
Był czas, kiedy zaczął się kruszyć mój światopogląd materialistyczny. Zagłębiłem się wtedy w lekturze psychologicznej i psychiatrycznej w obawie przed popadaniem w jakąś psychozę.

Jeżeli podchodzisz do życia z dystansem to raczj nie popadniesz nigdy w psychozę, a po przeczytaniu de Mello napewno nie :-)
Niesposób jest przewidzieć dokładnie, co się zdarzy w danych okolicznościach ... Nie możemy ... przewidzieć, kiedy atom wyśle światło, ani też, gdy atomów jest więcej, który z nich wyśle światło pierwszy. Mogłoby się wydawać, że dzieje się tak dlatego, że istnieją jakieś wewnętrzne "trybiki", którym nie przyjrzeliśmy się dostatecznie dokładnie. Otóż nie, żadne wewnętrzne trybiki nie istnieją; według naszych obecnych poglądów sama przyroda zachowuje się w taki sposób, że wszelkie ścisłe przepowiednie dotyczące wyniku doświadczenia są niemożliwe z zasady. To straszne! Przecież filozofowie mówili dawniej, że jednym z podstawowych wymogów nauki jest to, by doświadczenia przeprowadzone w tych samych warunkach dawały te same wyniki. Okazało się tymczasem, że po prostu tak nie jest, nie może to być zatem podstawowym warunkiem nauki. W rzeczywistości doświadczenia nie dają tych samych wyników, możemy tylko stwierdzić, jaki jest przeciętnie, w sensie statystycznym, przebieg zjawiska. Jakoś nie spowodowało to zupełnego upadku nauki. Wspomnijmy przy okazji, że filozofawie często formułują różne absolutnie nieodzowne atrybuty nauki, a ich poglądy są prawie zawsze naiwne i prawdopodobnie fałszywe. Str. 42: Na czym bowiem opiera się nauka, jaka hipoteza leży u podstaw jej filozofii? ... jedynym sprawdzianem każdego poglądu naukowego jest doświadczenie.
Jeśli powiedzą nam, że to samo doświadczenie musi dawać zawsze taki sam wynik - zgoda, ale jeśli to sprawdzimy i okaże się, że jest inaczej, to jest inaczej i koniec.

Ja nie do końca zgadzam się z poglądami tego naukowca, bynajmniej pod kątem tego, że jakaś wyższa istota miała by decydować który atom pierwszy zareaguje.
Nie da się osiągnąć równoczesnej reakcji atomów, gdyż nigdy nie zapewnimy idealnych warunków, czyli idealnej temperatury, idealnej odległości między atomami itp, bo to wszystko może mieć wpływ na to który pierwszy zareaguje.

Co do hipotezy, to owszem, jest ona zawsze jakimś źródłem, jednak doświadczenia sprawiają, że nauka pod pewnymi względami jest nieopdważalna.
Np, nikt nie może podważyć, że osiągnięcia nauki takie jak latanie samolotów, praca silnika, działanie piorunochronu, świecenie żarówki, czy przesyłanie fal elektromagnetycznych są nieprawdą. Nauka jest niepodważalna.
Owszem czasami coś przeoczy, nie przewidzi jakiejś sytuacji, jednak to nie znaczy, że jej osiągnięcia są nie do podważenia.

Nie mówię o hipotezach, tylko o pełnych popartych doświadczeniami wdrożeniach.
Naukowcy przynajmniej przyznają się, że czegoś nie wiedzą, że jest to tylko hipotezą, i szukają dowodu, aby wszyscy mogli przekonać się i sprawdzić, że jest to prawdą.
Duchowni zaś wiedzą wszystko, ich wiedza jest niepodważalna, choć nikt dosłownie nikt nie może sprawdzić, czy to co głoszą jest prawdą - mało tego - sami nie mogą stwierdzić, czy to co głoszą jest prawdą.

Doświadczenia w nauce dają takie a nie inne wyniki. Jeżeli wynik nie zawsze jest taki sam, to szuka się przyczyny tego. Jeżeli się ją znajduje to pogląd naukowy jest nie do podważenia. Np. monitor komputera, na pewno masa monitorów poszła do wyrzucenia, gdyż naukowcy czegoś nie przewidzieli, czegoś nie obliczyli.
Jednak po odpowiedniej ilości doświadczeń, byli na tyle pewni, że postanowili zacząć masową produkcję, licząc się z tym, że w określonych warunkach niektóre monitory mogą się zepsuć.

Także Albert Einstein utrzymywał, że cząstki elementarne zachowują się tak, jakby posiadały wolną wolę.
Wspomniałem poprzednio, że nauka nie wie jaka jest istota świadomości, a więc i kojarzonej z nią wolnej woli. Jeśli świadomość ma być wytworem materii to równie dobrze można twierdzić, że jest odwrotnie. Jest tu bowiem miejsce dla owej "Iskry Bożej".

Owszem, miejsce jest.
Ja również nie mówię, że nie ma. Dopuszczam możliwość, że wszystko jest sterowane przez jakąś istotę rozumną. Jednak nie ma podstaw ku temu aby twierdzić, że tak jest - dla tego w to nie wierzę. Jeżeli ktoś faktycznie udowodnił by, że cząsteczki elementarne mają wolną wolę, to pewno bym w to uwierzył.

Z przychylnym rozbawieniem zauważam autorytarne stwierdzenia typu: "Nieprawda, nie doświadczenia i przeżycia, lecz nabyta wiedza ...". Cóż jednak znaczy wiedza bez doświadczenia, jeśli nawet ma ono chrakter "mistyczny". Może to być zresztą intuicja, dobrze znana w psychologii głębi jako normalna władza umysłu.

Owszem. Doświadczenie jest ważne i uzupełnia wiedzę. Jednak osiągasz doskonałość tylko w jednej dziedzinie. Ale jeżeli chcesz mieć bardzo szeroki światopogląd, to niestety trzeba się zadowolić samą wiedzą. Nie pojedziesz do wszystkich krajów, nie wykonasz setek doświadzczeń, zabiegów itp.

A spróbuj, Aztekium, sformułować swój pogląd na istotę świadomości. Co to jest, czym różni się od materii i gdzie w niej przejawia się, jak jest do niej "podwieszona"?

Dobre pytanie. Postaram się w miarę jasno przedstawić mój pogląd:

Wg mnie świadomość jest stanem materii. Jej kombinacją. Jest "podwieszona" tak samo do materii jak program komputerowy do dysku twardego, nośnika, lub kości pamięci.

Program komputerowy, "wie" gdzie co ma, i co ma robić jak nastąpi coś.
Podobnie człowiek, wie gdzie co ma, i co ma robić jak coś nastąpi.

Czyli moja świadomość: wiem że jestem, mam rękę, nogę itp.., mieszkam tu i tu, jak będzie zimno to mam się ubrać, jak ktoś mnie ukłuje mam podskoczyć, jak ktoś mnie będzi bił mam się bronić lub uciekać, ta kobieta jest moją żoną, itp.
Rozwińmy bardziej: jak usłyszę dźwięk, zastanowię się czy go znam, kto jest autorem, jaki to rodzaj, czy powinienem się jakoś zachować, jakoś poczuć, gdy ktoś mnie ukłuje mam podskoczyć lub go uderzyć, (to już są bardziej podświadome elementy)

Zauważ, że ta świadomość to nic innego jak program, program ktory cały czas się zmienia i modyfikuje, Wystarczy że spotkasz obcą osobę, to twój program już jest bogatszy o to że ją poznałeś, o informacje na jej temat. itp.

Jak wcześniej wsopminałem program robaka jest bardzo ubogi. Potrafi on np. tylko wiedzieć, że jak światło, lub ciepło to uciekać itp.
Program człowieka jest tylko bardziej rozwinięty.

Możesz powiedzieć, że człowiek wie kiedy jest mu dobrze, kiedy nie, wie, gdy czuje szczęście, miłość, zadowolenie. Program komputerowy wie to również !. Wystarczy że zaprogramuję mu, że jeżeli to, to, i to będzie miało miejsce to twój stan nazywa się szczęściem, jeżeli to, to, to (stany skrajnie przeciwne) - to wtedy jest ci źle.
(po przeczytaniu de Mello będzie można łatwo to zrozumieć)

Program komputerowy również tak naprawdę nie istnieje. Nie może istnieć bez nośnika, czyli dyskietki, pamięci, kartki papieru, mózgu człowieka itd. Zachowany na jakiejś materii staje się programem i istnieje możliwość jego wykorzystania. A w szczególnych warunkach materii - jaką jest sprawnie działający komputer, program ten może działać i pełnić swoją rolę.

Tak samo jest z przywiązaniem świadomości do mózgu człowieka, Program ten sam w sobie nie istnieje. Nasza świadomość nie istnieje, nie może istnieć bez mózgu (owszem są tacy co potrafią- ale ja im nie wierzę). Ja nazywam świadomością stan naszego mózgu w danym czasie. Czyli określone stany chemiczno, elektryczno, nie wiadomo jeszcze jakie w danym momencie mówią o tym jaki jest stan mojego organizmu, samopoczucia itd.
To jest świadomość.

Owszem, gdyby dało się stan tej naszej świadomości, czyli stan naszego mózgu dokładnie odwzorować, np na kamieniu. To mogli byśmy powiedzieć, że kamień ma naszą świadomość, i dobry bóg za milion lat przeniesie ową świadomość z kamienia spowrotem na człowieka, lub na jakąś istotę duchową, która również będzie nośnikiem tego typu świadomości. To i owszem, można by wierzyć w boga, duszę itp.

Załóżmy, że faktycznie bóg istnieje.
To uwierz mi, nie widzę jednego najmniejszego powodu dlaczego miałby nas zbawiać, czyli przenosić naszą świadomość na inną platformę, lub gdzieś ją zachować.
Pytanie dlaczego miałby to robyć ? Tylko dlatego, że jest nam dobrze ? Dlatego, że postępujemy według ściśle określonych zasad ? Źe chcieli byśmy funkcjonować wiecznie.
Jeżeli miałby zbawić nas, to również obowiązkowo powinien zbawić każde żyjątko. One również funkcjonują tak jak my i również wykonują swoją rolę dobrze, Również walczą o przeżycie i chcą żyć jak najdłużej.
Nie widzę potrzeby zbawiania kogokolwiek...no..trochę zboczyłem z tematu.

Oczywiście, ja nie zaprzeczam istnienia ewolucji, ale przypuszczam, że jest narzędziem, którym posługuje się świadomość. Poza tym: jaką rolę w teorii ewolucji odgrywa piękno?

Piękno jest umowne. To stan oprogramowania naszego mózgu. Jednemu podoba się obraz z czterema kreskami i kółkiem, innemu bardziej normalne obrazy. Dla jednego piękny jest ciężki metal a dla innego muzyka klasyczna. To tylko stan umysłu (koniecznie warto przeczytać "Przebudzenie" ;-) )

Przypominam sobie anegdotę o Darwinie, że czuł się niedobrze na widok pawiego ogona. Przecież ogon taki musiał przeszkadzać w ucieczce przed drapieżnikami.

Jednak te pióra sprawiają, że paw nie musi uciekać przed drapieżnikami, pozatym ma jeszcze donośny głos.

Jan Paweł II także zmarnował swoje życie ciężko pracując, zamiast zażywać dobrobytu i cieszyć się przywilejami.

Nie rozumiem... Przecież miał dobrobyt i przywileje, a jego praca nie była chyba aż tak ciężka ?... Niejeden zapewne by się z nim chętnie zamienił.

Ale to wszystko tylko moje zdanie wynikające z dotychczasowo nabytej wiedzy. Być może za 40 lat moje zdanie się zmieni. Nigdy nie wiadomo...

Acha co do książek, to proponuję przeczytać jeszcze książkę naszego rodaka, Marcelego Kołodziejskiego, który jest mniej więcej w Twoim wieku, a który ma zdanie nieco odmienne. W przeciwieństwie do mnie, wierzy w życie po śmierci, jednak mimo to warto tę książkę przeczytać.
Nie trzeba jej kupować (przebudzenia również nie trzeba było :-) ) Jest w sieci tutaj:
http://przeczytaj4.webpark.pl/
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Meanry życia

Post 09 lut 2007, 07:26

Witaj ponownie Aztekium!

Przypuszczam, że nasz publiczny dialog powoli dobiega do jedynie możliwego końca. Dochodzimy do dzielącej nas granicy. Myślę, że usiłujesz ją przekroczyć i, być może, dlatego właśnie znalazłeś się na tym Forum. Po prostu rozmawiamy różnymi językami. W dzisiejszych czasach wydaje się to zupełnie naturalne. Ty obracasz się w sferze intelektu i szukasz wiedzy, a ja poszukuję prawdy i dlatego próbuję działać także w sferze rozumu.

Proszę, byś nie posądził mnie o megalomanię lub o nieuzasadnioną wyniosłość. Szczerze próbuję być jak najdalej od tego. Na tym Forum przedstawiłem kilka moich wcześniejszych wypowiedzi. Przypuszczam, że je przeczytałeś, ale „odruchowo” nie zwracałeś uwagi na treści niewygodne. Dla przykładu podaję parę fragmentów mego wywiadu dla Głosu Ameryki z przed dwudziestu kilku lat (Korzenie zła) :

Przede wszystkim chciałbym nawiązać do tzw. „filtrów społecznych”, stanowiących barierę ograniczającą świadomość normalnych, psychicznie zdrowych ludzi. Wiadomo, że jednym z tych „filtrów” jest język. Z pełninia przez język takiej właśnie roli pochodzi wieloznaczność, a właściwie dwoistość znaczenia słów, umożliwiająca ochronę naszego ja, w tym także racjonalizację psychiczną, ułatwiającą spełnianie egoistycznych pragnień. Innym „filtrem” jest dwuwartościowa logika (prawda – fałsz), dominująca w naszej kulturze. Jest przystosowana głównie do poznawania świata zewnętrznego, a nie psychiki człowieka. Jeszcze innym – społeczna treść doświadczeń. Każe ona przystosowywać się do postawy i poglądów innych ludzi, aby uniknąć izolacji w przypadku gdy nasze poglądy i postępowanie nie są powszechnie akceptowane. Ponadto istotną rolę pełnią wierzenia, stereotypy, nawyki, itp. W tych warunkach wytworzył się system myślenia zdroworozsądkowego. Uszlachetniony zdrowy rozsądek usiłuje pogodzić realia świata zewnętrznego z całokształtem naszych reakcji uczuciowych i postaw emocjonalnych. Kształtuje normy współżycia, akceptuje moralne oburzenie w przypadku ich naruszenia. Jest – i słusznie zresztą – powszechnie szanowany.
Nasz zdrowy rozsądek zamyka się jednak w obszarze ograniczonym ową barierą, utrudniającą obiektywne spojrznie na świat, a głównie na siebie, na innych ludzi i w ogóle na sprawy społeczne.

I dalej:
Zrozumienie tego makroskopowego zjawiska zła ... nie wydaje się możliwe wyłącznie w obszarze pojęć zdroworozsądkowych i przy pomocy języka naturalnego, podobnie jak budowa atomu leży poza zasięgiem geometrii euklidesowj. To jest także tajemnicą potęgi i nieuleczalności ustroju komunistyczngo, jak również słabości demokracji, gdyż demokracja opiera się wyłącznie na afirmacji pojęć zawartych w języku naturalnym.

Zrobię tu małą dygresję. Zauważył powyższą wypowidź Nightwalker i tak oto skomentował:

Jeżeli chodzi o pojęcie zła, w analizach psychologicznych dualistyczne rozpatrywanie jest złudne. Przy tego typu analizie trzeba starać się wyzbyć takiego oceniania, ponieważ jest to subiektywna ocena nas samych.
Co do psychopatów – większość cech tu wypisanych bardziej pasuje do BPD lub jeszcze innych zaburzeń niż do psychopatii. Psychopatą może zostać każdy, u którego zaburzy się pewne funkcje. Dużą rolę odgrywają tu predyspozycje do różnego rodzaju nerwic czy depresji związane najczęściej ze złą gospodarką neuroprzekaźników w mózgu (co praktycznie dotyczy każdego). Same fizyczne przyczyny psychopatii są rzadkie – są to np. predyspozycje genetyczne lub nabyte związane z dysfunkcją układu limbicznego itd.


A skąd wiesz, że dualistyczne rozpatrywanie jest złudne? Czy naprawdę chodzi o „subiektywną ocenę nas samych”? A może chodzi o to, że otwiera drzwi dla intelektu, za którymi czuje się on bardzo niepewnie, bo za tymi drzwiami mieszka zignorowana przez niego świadomość? Natomiast z naturą psychopatii radziłbym zapoznać się dokładniej, dotyczy bowiem ludzi zdrowych psychicznie i fizycznie, którzy są dotknięci szczególnym rodzajem dewiacji, czasem sięgającej do strefy instynkowej (w przypadku tzw. psychopatii właściwej, dziedzicznej). Psychopata to nie psychotyk.

Wracając do „treści niewygodnych” chciałbym zauważyć, że współczesna nauka, kierująca się wyłącznie intelektem, rzeczywiście ignoruje w swoich badaniach czynnik świadomości. Jest ustawiona głównie na badanie świata zewnętrznego, a wyniki badania weryfikuje wyłącznie w oparciu o doświadczenia zmysłowe. Można powiedzieć, że do uznania jakiegoś faktu za fakt naukowy jest wymagane spełnienie dwóch warunków, z których żaden nie może być pominięty:
1) stwierdzenie istnienia faktu,
2) możliwość wyjaśnienia tego faktu w oparciu o aktualny paradygmat wiedzy naukowej.
Niespełnienie tych warunków powoduje uznanie faktu za nienaukowy, a więc z punktu widzenia nauki - nie istniejący. Stąd nawet zjawiska takie jak lewitacja, materializacja, odkształcanie przedmiotów bez użycia siły fizycznej, itp. (nie mówiąc już o medycynie niekonwencjonalnej) nauka przeważnie uznaje za zaburzenia psychiczne obserwatorów. Po prostu intelekt natrafia tu na ową ograniczającą go barierę. Tym samym jest ograniczone poznawanie prawdy.

Spójrz Aztekium, nawet ścisłe badania fizyków, gdy natrafiają na tę ograniczającą barierę, nie wzbudzają Twego zaufania. Nie jestem tym zdumiony. Gdy miałem 30 lat ktoś zapytał mnie, co bym powiedział gdybym zobaczył człowieka lewitującego? Odpowiedź brzmiała: powiedziałbym, że śnię albo zwariowałem. Parę lat temu w nowojorskim gmachu ONZ demonstrowali lewitację członkowie grupy badawczej, uprawiającej medytację transcendentalną. Pokaz był dostępny dla publiczności, ale nie wywołał większego zainteresowania. W prasie znalazłem tylko jedną krótką wzniankę, że „w tym pokazie był jakiś szwindel, bo każdy z kuglarzy opadał na ten sam dywanik z którego przedtem unosił się”. Przypominam sobie zabawne zdarzenie w ZOO, gdy mała dziewczynka po raz pierwszy zobaczyła żyrafę. Na długo wtuliła się w spódnicę matki, a potem z lękiem zapytała: mamo, ale takich zwierzów nie ma, prawda?

Na moje pytanie o istotę świadomości odpisałeś:

Wg mnie świadomość jest stanem materii. Jej kombinacją. Jest „podwieszona” tak samo do materii jak program komputerowy do dysku twardego, nośnika, lub kości pamięci. Program komputerowy „wie” gdzie co ma, i co ma robić jak nastąpi coś. Podobnie człowiek, wie gdzie co ma, i co ma robić jak coś nastąpi. ... Zauważ, że świadomość to nic innego jak program, program który cały czas się zmienia i modyfikuje.

Dwa lata temu wysłałem do miesięcznika Nieznany Świat list zatytułowany: „Czy wszechświat jest komputerem stworzonym i sterowanym przez „Kosmiczną Świadomość?” Załączę go w następnym poście. Dziś chciałbym zauważyć, że komputeryzacja funkcjonuje w przestrzeni wirtualnej. Tworzy obraz rzeczywistości, a nie samą rzeczywistość, podobnie jak słowo „jabłko”, lub fotografia jabłka są tylko obrazami, a nie samym jabłkiem. Chyba można zaprogramować człowieka, ale będzie to tylko jego obraz. Można go wykonać fizycznie jako robota. Będzie nie tylko funkcjonował, ale w odpowiednich warunkach będzie mógł wyrażać stany uczuciowe i emocjonalne. Zawsze to będzie jednak martwa maszyna. W maszynie tej rzeczywiście hardware może istnieć bez software, chociaż nie będzie wtenczas funkcjonował. W rzeczywistym wszechświecie przypuszczalnie obie kategorie istnienia, świadomość i materia, są komplementarnie związane ze sobą i nie mogą oddzielnie istnieć. Każda cząstka elementarna zawiera oba te składniki. Wygląda na to, że człowiek, na obecnym szczeblu świadomości, może tworzyć różne konstrukcje fizyczne, ale tworzenie organizmów żywych należy do wyższych szczebli świadomości.

W czasie wojny, będąc pod zaborem sowieckim, chodziłem do rosyjskiej szkoły. W ramach indoktrynacji młodzieży organizowano tam różne zajęcia pozalekcyjne, takie jak studiowanie życiorysów komunistycznych geniuszy: Lenina, Stalina, Miczurina, itd. Mnie zapisano do kółka studiowania życiorysu Olgi Lepieszyńskiej, która po raz pierwszy na świecie stworzyła żywą komórkę. Był wówczas „rejwach” na cały świat. Po jakimś czasie zachodni naukowcy próbowali powtórzyć ten eksperyment i okazało się, że Lepieszyńska niewłaściwie przestrzegała warunków sterylności. Nastąpiła straszna konfuzja. Później, w encyklopedii szkolnej widziałem hasło o Lepieszyńskiej zaklejone papierem, a uczniom zabroniono komentować ten fakt. Tak więc próba tworzenia życia z materii nieożywionej „tym razem” nie powiodła się.

W konkluzji chciałbym wyrazić pogląd, że różnica między wiedzą a prawdą jest taka, że prawda wzbogaca wiedzę o poznanie siebie przez człowieka. Wprowadza przy tym poszerzone kryteria weryfikacji faktów. Utwierdza przez to w życiu jednoczącą miłość bliźniego, która różni się zdecydowanie od uznawanego (także przez materialistów) humanitaryzmu. MW

2007-02-08
Ostatnio edytowano 10 lut 2007, 13:53 przez M. Wasilewski, łącznie edytowano 5 razy
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

meandry życia

Post 09 lut 2007, 08:01

O BADANIACH NIEMIECKICH ASTROFIZYKÓW


CZY WSZECHŚWIAT JEST KOMPUTEREM STWORZONYM I STEROWANYM PRZEZ "KOSMICZNĄ ŚWIADOMOŚĆ"?

W dzisiejszej informatycznej epoce myśl taka nasuwa sie jako "ekstrapolacja" pojęć związanych z internetem. Chciałbym nawiazać do badań nad efektami dorocznych medytacji Czytelników Nieznanego Świata, prowadzonych przez niemieckich astrofizyków Grażynę Fosar i Franza Bludorfa. Bardzo pragnąłbym zapoznać się ze szczegółami stosowanych przez nich metod badawczych.
Jak wiadomo w systemach komputerowych mamy do czynienia z urządzeniami materialnymi (hardware) jako nośnikami informacji oraz z oprogramowaniem (software), tj. systemami logicznymi sterującymi przebiegiem i przetwarzaniem informacji. W przypadku wspomnianych badań, jak mogę przypuszczać, rolę hardwaru pełnią biologiczne struktury DNA, natomiast istotnym elementem softwaru jest jakiś program doboru pewnych fraz z wczytanego (do współczesnego komputera) bogatego ich zasobu. Istotą zaobserwowanego zjawiska jest to, że na ów dobór ma wpływ nieznany rodzaj energii emitowanej przez zbiorową świadomość uczestników medytacji, powodując odchylenia od matematycznie oczekiwanych wyników. Odchylenia te mają pewien związek z treścią medytacji.
Jako matematyk mam pojęcie o rachunku prawdopodobieństwa. Chcę tu opowiedzieć pewną własną, może trochę dziecinną przygodę. W latach siedemdziesiątych, gdy studiowałem teorię gier, postanowiłem zabawić się opracowaniem systemu opłacalnej gry w totolotka. Oczywiście wiem, że system taki jest teoretycznie niemożliwy. Nie pozwala na to Prawo Wielkich Liczb. Cóż jednak może stać się jeżeli warunki, w których działa to Prawo, zostaną w jakiś sposób zakłócone? Zakłócenie takie może być spowodowane np. nieodpowiednim sposobem losowania lub przez czyjeś oszustwo (nie brałem wówczas pod uwagę przyczyn duchowych lub świadomościowych). Bez względu jednak na przyczyny zakłóceń, jeśli one zachodzą to może zdarzyć się, że rzeczywiste wyniki będą różniły się od przewidywań probabilistycznych. Różnice te będą polegały na uprzywilejowaniu jakiejś grupy liczb z czego można by już wysnuć praktyczne wnioski. System taki, wraz z jego schematem blokowym, opracowałem w końcu lat siedemdziesiątych, kiedy jeszcze mieszkalem we Wrocławiu. Oprogramowaniem zajęła się wspaniała programistka Bogusława Szajer. Niestety, mój wyjazd z Kraju nie pozwolił dokończyć tej zabawy.
Przypomina mi się także fragment powieści Jacka Londona (chyba Biały kieł) gdzie główny bohater opracował skuteczny system gry w ruletkę. W tej sytuacji właścicielowi kasyna groziło bankructwo, postanowił więc odkupić system od jego odkrywcy. Po dokonaniu transakcji okazało się, że stół ruletki stał za blisko pieca, co spowodowało jego odkształcenie i naruszało przypadkowość losowań.
Wracając do badań niemieckich astrofizyków można sobie wyobrazić, że nośnikami informacji (hardwarem) może być nie tylko DNA lecz także różne drobniejsze struktury materialne, nie koniecznie organiczne. Na przykład cząstki na poziomie atomowym lub subatomowym, czy wreszcie pramateria lub wyklęty przez współczesną naukę eter (gdzieindziej zwany tez akaszą). "Kosmiczny komputer" mógłby więc funkcjonować w oparciu o różne poziomy budowy materii, kumulując wiedzę jak nieograniczona "biblioteka". Wielu myślicieli próbuje intelektualnie wyjaśnić te sprawy tworząc takie pojęcia jak Matrix, kwarki, czy wreszcie pole morfogenetyczne Ruperta Sheldrake'a. Praktycznie korzystają z tej "biblioteki" jasnowidzowie, a w poprzednim stuleciu, wśród wielu innych, szczególnie wsławił się jasnowidz i antropozof austriacki Rudolf Steiner*, czemu m.in. dał wyraz w swoim dziele Kronika akaszy.
Inną sprawą jest jednak kumulowanie oraz odczytywanie informacji i wiedzy - a inną wpływ na procesy zachodzące w materii, sterowanej świadomą wolą. Może Kosmiczna Świadomość jest narzędziem woli Stwórcy, przejawianej przez Podmiot o naturze Jednościowej i mnogiej. W aspekcie mnogościowym człowiek, a szczególnie zbiorowość ludzka, chyba może wywoływać skutki postrzegane przez niemieckich astrofizyków.

*) W którymś z numerów Nieznanego Świata podano wykaz dzieł Rudolfa Steinera wydanych w języku polskim. Nie dopatrzyłem się tam jednak książki o duchowych przesłankach budowy ustroju państwowego, o której wiem, że była też wydana po polsku. W językach obcych w internecie pod hasłem Rudolf Steiner figuruje 500 (piećset) publikacji tego autora, lub z jego autorskim udziałem.

2004-10-11
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 10 lut 2007, 23:31

marianwas napisał(a):Przypuszczam, że nasz publiczny dialog powoli dobiega do jedynie możliwego końca. Dochodzimy do dzielącej nas granicy. Myślę, że usiłujesz ją przekroczyć i, być może, dlatego właśnie znalazłeś się na tym Forum. Po prostu rozmawiamy różnymi językami. W dzisiejszych czasach wydaje się to zupełnie naturalne. Ty obracasz się w sferze intelektu i szukasz wiedzy, a ja poszukuję prawdy i dlatego próbuję działać także w sferze rozumu.


Chyba masz rację, Może i chcę ją przekroczyć, ale tylko w celu upewnienia się, czy moje poglądy są słuszne. Dlatego interesują mnie tego typu rzeczy. Wiadomo, że ani ja ani Ty nie możemy być do końca pewni swoich poglądów. Nie można udowodnić czegoś czego nie ma lub teoretycznie czegoś czego nie jesteśmy w stanie udowodnić - dlatego z powodzeniem funkcjonuje tyle religii.

Przede wszystkim chciałbym nawiązać do tzw. „filtrów społecznych”, stanowiących barierę ograniczającą świadomość normalnych, psychicznie zdrowych ludzi.


Z tego wywiadu dla głosu ameryki, nie rozumiem do końca co rozumiesz przez "świadomość psychicznie zdrowych ludzi". Dlatego się nie wypowiadam.
Jak wg Ciebie miałby wyglądać człowiek bez ograniczonej świadomości ?

Wystarczy porównać różne kultury, i widać jak bardzo można kształtować człowieka.
Wiadomo, że filtry społeczne, czyli: politycy i społeczeństwo i duchowni (filtry religijne) sterują społeczeństwem tak, aby przynosili zysk i budują ich światopogląd, to dla mnie naturalne i oczywiste.
Być może dlatego poruszamy teraz temat życia wiecznego i duszy, że ktoś nam o tym wcześniej powiedział - to bardzo istotna kwestia. Pytanie: czy człowiek sam byłby w stanie do tego dojść?...
Ogólnie zgadzam się z Twoją wypowiedzią, tylko pytanie co to ta nieograniczona świadomość, i skąd pomysł że istnieje ?

A skąd wiesz, że dualistyczne rozpatrywanie jest złudne? Czy naprawdę chodzi o „subiektywną ocenę nas samych”? A może chodzi o to, że otwiera drzwi dla intelektu, za którymi czuje się on bardzo niepewnie, bo za tymi drzwiami mieszka zignorowana przez niego świadomość?

To taka delikatna sugestia w kierunku duszy ?... Czyżby ta świadomość nie ograniczona subiektywną oceną nas samych, miała być większym intelektem niż normalnie posiadamy ?
Nie sądzę.
Osobiście poszukiwałem duszy i owej świadomości. To poszukiwanie popchnęło mnie w kierunku roślin halucynogennych. Znane osoby takie jak Albert Hoffman, czy Aldoux Huxley twierdziły, że niektóre środki chemiczne mogą w pewien sposób dać dostęp do tej świadomości. Choć doskonale znam treść ich książek na ten temat to jednak dziś uważam, że tak nie jest.
Najbardziej budzi mój respekt Salvia Divinorum. Wystarczy, że żujesz liście tej rośliny 15-30 min, i roślina przenosi cię na 30-60 minut w inny wymiar. Salvia wyłącza wszystkie zmysły, zostaje sam mózg, ze swoim myśleniem. Choć kilka razy do roku zdarza mi się mieć tego typu doświadczenia, to (wykluczając ich niezwykłość) nie stwierdziłem stwierdziłem jednak, aby wykraczały one poza to, czego zdołał się nauczyć mózg podczas swojego życia - podobnie jak jest ze snem, również sen nie wykracza poza nabyte przez mózg doświadczenia. W ostateczności poznałem masę ludzi używających różnego rodzaju środków halucynogennych i stwierdziłem, że dzielą się praktycznie po połowie, na ludzi wierzących i niewierzących. Więc nie wnosi to nic nowego do sprawy.

1) stwierdzenie istnienia faktu,
2) możliwość wyjaśnienia tego faktu w oparciu o istniejący paradygmat wiedzy naukowej.
Niespełnienie tych warunków powoduje uznanie faktu za nienaukowy, a więc z punktu widzenia nauki - nie istniejący. Stąd nawet zjawiska takie jak lewitacja, materializacja, odkształcanie przedmiotów bez użycia siły fizycznej, itp. (nie mówiąc już o medycynie niekonwencjonalnej) nauka przeważnie uznaje za zaburzenia psychiczne obserwatorów. Po prostu intelekt natrafia tu na ową ograniczającą go barierę. Tym samym jest ograniczone poznawanie prawdy.


No a co w tym dziwnego ! Jeżeli ktoś nie spełnia pierwszego warunku - stwierdzenia faktu to oczywiste, że nauka nie może tego uznać. Umiesz lewitować, to pokaż to w laolatorium, umiesz odkształcać przedmioty - pokaż to w labolatorium !. Dlaczego nauka miała by przyjmować to za fakt, bez stwierdzenia istnienia faktu - było by to bez sensu.

Spójrz Aztekium, nawet ścisłe badania fizyków, gdy natrafiają na tę ograniczającą barierę, nie wzbudzają Twego zaufania.


Moje zaufanie wzbudza to co jestem w stanie w miarę chociaż zrozumieć.

Nie jestem tym zdumiony. Gdy miałem 30 lat ktoś zapytał mnie, co bym powiedział gdybym zobaczył człowieka lewitującego? Odpowiedź brzmiała: powiedziałbym, że śnię albo zwariowałem.

Ja w tym roku właśnie tyle skończę :-). Ja odpowiedział bym: "Jak on to robi ?"
Słyszałeś chyba o Randim i jego nagrodzie. Nie ma cudów.

Parę lat temu w nowojorskim gmachu ONZ demonstrowali lewitację członkowie grupy badawczej, uprawiającej medytację transcendentalną. Pokaz był dostępny dla publiczności, ale nie wywołał większego zainteresowania. W prasie znalazłem tylko jedną krótką wzniankę, że „w tym pokazie był jakiś szwindel, bo każdy z kuglarzy opadał na ten sam dywanik z którego przedtem unosił się”.

Nie wiem czy w to wierzysz, czy nie. Ale oczywiście jest, że to sztuczka. Widziałeś występy Copperfielda, robi rzeczy bardziej niezwykłe i nie ma w tym nic nadprzyrodzonego.

Dziś chciałbym zauważyć, że komputeryzacja funkcjonuje w przestrzeni wirtualnej. Tworzy obraz rzeczywistości, a nie samą rzeczywistość, podobnie jak słowo „jabłko”, lub fotografia jabłka są tylko obrazami, a nie samym jabłkiem. Chyba można zaprogramować człowieka, ale będzie to tylko jego obraz. Można go wykonać fizycznie jako robota. Będzie nie tylko funkcjonował, ale w odpowiednich warunkach może wyrażać stany uczuciowe i emocjonalne. Zawsze to będzie jednak martwa maszyna.

Maszyna i człowiek zbudowani są z tej samej materii. W zależności, czy założymy, że jest martwa, czy żywa, to taki sam będzie robot i człowiek. M. Kołodziejski, o którym wspomniałem zakłada nawet, że człowiek zbuduje doskonalszą maszynę niż on sam, dlatego, że może budować z tej samej materii, z której jest zbudowany.
Człowiek również tworzy obraz rzeczywistości. Myślenie programu komputerowego jest jego prymitywną rzeczywistością.
Tak samo robot nie może funkcjonować w naszej rzeczywistości jak my nie możemy funkcjonować w rzeczywistości ryby, mrówki lub psa. Te wtworzenia mają własne myśelnie i swój obraz rzeczywistości, również robot i komputer ma swój.
Nie wiemy, jak pojmują nas zwierzęta, możemy tylko przypuszczać, nie jesteśmy w stanie funkcjonować w "ich społeczeństwie", dlatego roboty nie będą mogły w naszym. Jednak nie możemy powiedzieć, że nie będą myśleć, lub mieć własnej rzeczywistości, bo najprostszy program komputerowy ją ma. Człowiek może mieć blade pojęcie o rzeczywistości robota (programu komputerowego) jeżeli sam ten program napisał.
Jednak jeżeli nie posiadasz odpowiedniej wiedzy to nie wiesz jakie procesy, warunki, komendy zachodzą w zwykłej grze komputerowej.

Wygląda na to, że człowiek, na obecnym szczeblu świadomości, może tworzyć różne konstrukcje fizyczne, ale tworzenie organizmów żywych należy do wyższych szczebli świadomości.


Wiadomo, że na dzisiejszym poziomie, człowiek nie potrafi wyprodukować nawet najbardziej prymitywnego ziarna. Jednak potrafi tworzyć nowe organizmy żywe - oczywiście pośrednio - mówię o szczepieniach, krzyżówkach roślin itp. Potrafimy robić większe truskawki lub inne owoce, rośliny które wydają więcej plonu, potrafimy też krzyżować rośliny tworząc nowe, nie istniejące dotychczas gatunki.
Słyszałeś może, że naukowcy próbują stworzyć teraz zwierzę które już nie istnieje: wilka workowatego, poprzez doświadczenia genetyczne i za pośrednictwem, żywego nosiciela rzecz jasna.
Wiadomo że nie potrafią na dzisiejszym etapie zrobić tych rzeczy od zera, no ale czegóż wymagać, po wiekach zacofania.

Podsumowywując, oczywiście, że nigdy nie znajdziemy racji. Każdy ma swoje poglądy i swoje uważa. Ale dla mnie istnieje bardzo jeszcze ważna rzecz przemawiająca na moją korzyść, a nie na korzyść osób które wierzą np w odkształcanie przedmiotów, lewitacje, wróżbiarstwo, przepowiadanie przyszłości, telepatię.
Otóż, te rzeczy się nie rozwijają !
A nawet wręcz przeciwnie, wiele osób powie, że 2000 lat temu lub więcej, starożytne cywilizacje świetnie sobie z tymi rzeczmi radziły. Starożytne kultury są wzorem dla dzisiejszych ezoteryków. Czerpią oni od nich wiedzę tajemną i inną .
Czy to nie dziwne, że ta wiedza, te umiejętności, skoro istnieją tyle lat, nie rozwijają się, tylko uwstecznia. ?!
Przy kilkutysięcznej tradycji dziś każdy powinien się świetnie posługiwać się telepatią, wróżbiarstwem, lewitacją itp.
Zobaczcie jak prężnie rozwinęła się nauka w tak krótkim czasie.
Dlaczego zdolności ezoteryczne (nie wiem jak je dokładnie nazwać) nie rozwijają się wraz z czasem. Dlaczego rozwijają się tam, gdzie nie rozwija się nauka ? Warto samemu odpowiedzieć sobie na te pytania.

A odnośnie artykułu, to wchodzimy już bardziej w obszar hipotez.
Nie przeczę, że nie istnieje świadomość poza naszą świadomością. Na pewno jej poszukuję, choć nie ma żadnych dowodów na jej istnienie.
Również planety mogą posiadać świadomość, również są z materii a organizmy żywe (w przypadku ziemi) są jej elementem.
Jednak to tylko hipotezy. Oczywiście, również zgadzam się z tym, że żadne losowanie nie jest idealnie "losowe", i wiele czynników wpływa na tą nielosowość, jednak nie dosukuję się tutaj czynników pochodzenia jakiejś inteligencji.
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 11 lut 2007, 18:29

Witaj Aztekium!

Tak jak już pisałem w poprzednim poście - uważam, że nasza dalsza rozmowa nie może przeważyć żadnej szali. Doszliśmy do dzielącej nas granicy. Twoją drogę już przeszedłem. Wiem co mówię, znam koleiny i wyboje. Co miałem powiedzieć - już powiedziałem. Są tam odpowiedzi na Twoje pytania, tylko trzeba zwrócić na nie uwagę. A jedak niewygodnych wypowiedzi albo nie dostrzegasz, albo nie akceptujesz.

Jeżeli w dalszym ciągu:

- nie widzisz różnicy między człowiekiem a jego wirtualnym obrazem,

- nie dostrzegasz naturalnej bariery ograniczającej samoświadomość osoby ludzkiej; uważasz, że barierę tę tworzy władza polityczna i religijna, której motywem działania jest zysk (złe intencje),

- nie widzisz różnicy między wiedzą a prawdą; intelektem a rozumem; szukasz prawdy jedynie poza sobą,

- wątpisz w istnienie świadomości, na co nie trzeba dowodów, wystarczy że jesteś,


więc jak masz żyć? Po Twoim życiu nie będzie Ciebie, a więc jest logiczne, że trzeba dobrze "ustawić się", odrzucić wszelkie normy etyczne (bo po co sobie utrudniać życie) i nie dać się na niczym przyłapać.

Zgoda, że władzę sprawują ludzie, obarczeni ludzkimi ułomnościami. Ale pomyśl co by się działo, żeby żadnej władzy nie było? Ja z tej studni wychodziłem przez 30 lat. Ty zaś chcesz w niej pozostać, a pojawiasz się na Forum, aby upewnić się, że wszystko jest takie jak sądzisz (i, być może, przekonać do tego innych).
Pamiętaj, że jest to Forum "przebudzenie" (vel "... ta karczma Rzym się nazywa".) , więc spróbuj to zrobić, przebudź się!

Spróbuj medytować. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. A ja pamiętam, że jeśli ktoś śpi głęboko - to za próbę przebudzenia można jedynie oberwać rzuconym przez niego butem.

Życzę powodzenia, Marian
2007-02-11


Dodano 2007-02-13

Dziś uświadomiłem sobie, Aztekium, że polemizując z poglądami nie ustrzegłem się przed oceną Twojej osoby. Jest mi głupio i przepraszam Cię za to. Nawet pozytywna ocena nie jest nośnikiem dobrej energii. Każdy musi iść własną drogą. Marian
Ostatnio edytowano 14 lut 2007, 06:35 przez M. Wasilewski, łącznie edytowano 9 razy
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 11 lut 2007, 21:48

Załączam list, jaki ostatnio wysłałem do Redakcji Nieznanego Świata. Może kogoś zainteresuje.

Szanowny Panie Redaktorze Rymuszko!

Uwagę moją zwrócił krótki list p. Sebastiana M. z Wrocławia, zamieszczony w „Kontakcie nietelepatycznym” (NŚ nr 2/07). Autor, nawiązując do artykułu Skąd się biorą polityczni psychole (NŚ nr 10/06), uznaje za rzecz znamienną, że nie udało się wyjaśnić z jakiego źródła ... (psychole) ... czerpią swoją siłę. Trochę zabawny, ale trafny, wydaje się komentarz redakcyjny, że źródłem tym jest zły. Otwartym pytaniem jest natomiast: dlaczego siły dobra nie mogą mu skutecznie przeciwstawić się?

Myślę, że ów zły niewiele by wskórał, gdyby nie wywodził się z nas samych. Spójrzmy na uroczyste parady wojskowe, głównie w państwach totalitarnych, gdzie rozentuzjazmowane tłumy (innych tłumów zazwyczaj nie widać) dają wyraz przyzwoleniu na przemoc.

Byłem kiedyś na spotkaniu towarzyskim gdzie jeden z uczestników, zapalony myśliwy, barwnie opowiadał o swoich wyczynach myśliwskich. Większość osób uważnie słuchała. Na zakończenie jego opowiadań odważyłem się zauważyć, że być może dożyjemy czasu, gdy myśliwym i wędkarzom, w odróżnieniu od rzeźników i rybaków, ludzie nie zechcą podawać ręki. I rzeczywiście, człowiek ten, na pożegnanie, nie podał mi ręki.

Wiadomo, że życie w świecie fizycznym opiera się na łańcuchu pokarmowym. Nasz świat jest zorientowany na przetrwanie, nie tylko w sferze fizycznej. Dlatego lęk przed cierpieniem, przeważnie wyparty z obszaru ludzkiej samoświadomości, ale pozostający w psychice człowieka, leży u podstaw wszelkich stanów emocjonalnych.

Istotnie, jest czego bać się. Wiedzą o tym dobrze owi psychole i nie wyobrażają sobie, aby człowiek mógł, bez załamania się, znieść zadawane mu cierpienia fizyczne, nie mówiąc już o innych mękach. Posługują się tą wiedzą na wielką skalę. Stąd także wojny i terroryzm, ale nie tylko to. Uczucie lęku jest zwyczajnie wykorzystywane „w dobrych intencjach” przez wszelką władzę, tak świecką jak też religijną, o czym chyba nie warto w tym miejscu rozpisywać się.

Z drugiej jednak strony w przyrodzie istnieje swoisty porządek, symbioza i piękno, a wśród ludzi, ponadto - rozwój duchowy. Z pewnością nie jest to dziełem owego złego. Rośliny wydają owoce, które, prócz rozmnażania, służą także jako pożywienie dla zwierząt i ludzi (szamani, przed zrywaniem ziół leczniczych proszą ich ducha o zezwolenie). Piękno daje radość i chęć życia. Człowiek przeżywa sublimację uczuć i pragnień, która przekształca miłość egoistyczną w jednoczącą, boską miłość. Chyba jest to najważniejsza prawda, którą warto poznać.

Nawiązując natomiast do wspomnianych przez Redakcję artykułów Jerzego Kałuckiego, a także Alicji Stoger Zamojskiej Wędrówki i przekaz (NŚ nr 10/04) oraz Mellen-Thomas’a Benedict’a Światło Miłości (NŚ nr 9/03) ośmielę się zaryzykować taki oto pogląd:

Załóżmy że Duch, jako niepoznawalna przez człowieka, ponadczasowa Rzeczywistość, Absolut, poznając Siebie przyjmuje różne stany świadomości. Jednym z tych stanów jest Świadomość Boga Osobowego. Osiągnięcie tego stanu stanowi akt stwórczy. Akt ten przejawia się jako „Wielki Wybuch”, tworzący przestrzeń i dający początek czasu („Wybuch” ten, postrzegany z naszej strony bytu, można by uznać za nieskończenie powtarzający się). Powstaje przy tym wewnętrznie przeciwstawna, komplementarna dwójnia: Świadomość Kosmiczna i Pramateria. Świadomość Kosmiczna zachowuje ponadczasowość oraz ma zdolność jednoczenia się z Pramaterią, tworząc formy materialne, z którymi identyfikuje się, nadając im swego rodzaju ograniczoną samoświadomość. Tak powstająca materia nosi znamię czasu, przestrzeni, mnogości (!) i zmienności. Dzięki samoświadomości, która dąży do ponownego zjednoczenia się z Bogiem Osobowym – materia podlega rozwojowi. W procesie tym samoświadomość zmieniających się form materialnych uzyskuje coraz to wyższe „stopnie zagęszczenia”, przypisywane roślinom, zwierzętom i wreszcie człowiekowi. W tym układzie człowiek posiada taki „stopień zagęszczenia” samoświadomości, przy którym jest jeszcze zdolny „zamieszkiwać” fizyczne ciało materialne. Jest to także dla człowieka wieloinkarnacyjna szkoła prawdy. Szkołę tę będzie mógł opuścić jednocząc się później ze Świadomością Kosmiczną i z Bogiem Osobowym. W tym całym układzie Bóg Osobowy ma pełną wiedzę o Sobie, co, być może, jest celem wszelkiego przejawienia. Człowieka, który jest Jego „cząstką”, nie pozostawia jednak bez Rodzicielskiej Opieki. Obdarza go „kołem ratunkowym”, jakim jest jednocząca miłość, może dla nas ważniejsza niż wszelka wiedza.

Wypada tu wspomnieć o Wielkiej Improwizacji Adama Mickiewicza, który w natchnionym porywie rozpaczy, buntu i mocy napisał (cytuję z pamięci):

Jeśli w milion ludzi krzyczących: ratunku!
Patrzysz jak w zawiłe zrównanie rachunku –
Kłamcą, kto ciebie nazwał miłością,
ty jesteś tylko mądrością ( ... )
Gdybym swą siłę i wolę wyświecił –
Może bym sto gwiazd zgasił, a nowe sto wzniecił!


A jednak Kriszna w Jodze powiedział: ... Ja mędrca nad karmą przeniosę.

2007-02-11
Ostatnio edytowano 14 lut 2007, 06:44 przez M. Wasilewski, łącznie edytowano 2 razy
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 12 lut 2007, 14:10

aztekium napisał(a):Moje zaufanie wzbudza to co jestem w stanie w miarę chociaż zrozumieć.


Czasem odnosze wrazenie, ze wrecz negujesz istnienie tego, czego nie jestes w stanie zrozumiec.

aztekium napisał(a):Słyszałeś chyba o Randim i jego nagrodzie. Nie ma cudów.


Kazdy mierzy podług własnej miary. Randi to były iluzjonista, który uważa, że - podobnie jak on kiedys - wszyscy inni oszukuja zmysły obserwatorow. Cuda istnieja, tylko trzeba umiec je zauwazac.

aztekium napisał(a):Jednak potrafi tworzyć nowe organizmy żywe - oczywiście pośrednio - mówię o szczepieniach, krzyżówkach roślin itp. Potrafimy robić większe truskawki lub inne owoce, rośliny które wydają więcej plonu, potrafimy też krzyżować rośliny tworząc nowe, nie istniejące dotychczas gatunki.


Nie jest to tworzenie istot zywych, lecz modyfikowanie, mutowanie juz istniejacych. Ma się to nijak do aktu tworzenia.

aztekium napisał(a):Otóż, te rzeczy się nie rozwijają !


aztekium napisał(a):Dlaczego zdolności ezoteryczne (nie wiem jak je dokładnie nazwać) nie rozwijają się wraz z czasem. Dlaczego rozwijają się tam, gdzie nie rozwija się nauka ?


Gdyby na poznanie wszystkich mozliwosci istoty ludzkiej i rozwiniecie jej potencjalu przeznaczano tyle srodkow, co na rozwoj technologiczny - sytuacja wygladalaby zupelnie inaczej.
Odnosisz (błędne zresztą) wrażenie, że paranauki nie rozwijają sie gdyz - na skutek naciskow materialistycznie nastawionego spoleczenstwa - musialy zejsc "do podziemia", wygnano je na margines, poza obszar badan "godnych naukowca". Wynika to z nierownowagi miedzy aspektami duchowym, magicznym i technicznym wszechswiata, z wyrazna predominacja tego ostatniego.
Techniczni geniusze dawnych wiekow byli osobami gleboko uduchowionymi, podazajacymi sciezkami inicjacyjnymi (np Leonardo da Vinci). Przez dlugi czas, w naszej kulturze europejskiej, rozwoj zarowno nauki jak i rozwoj osobisty czlowieka byly hamowane przez dominujaca tu religie. Tak naprawde, nauka rozwinela sie stosunkowo niedawno - w skali czasu istnienia rasy ludzkiej.
Oczywiscie badania nad telepatia, teleportacja, telekineza i innymi zjawiskami "paranormalnymi" sa prowadzone w wielu krajach na calym swiecie, jednak z nieporownanie mniejszym nakladem srodkow, niz np doskonalenie systemow sluzacych do eksterminacji zycia.
Dopóki ten stan nierównowagi bedzie sie utrzymywal - dopóty nie bedzie widac wyraznych postepów w omawianych dziedzinach. Przynajmniej nie bedzie to podawane do publicznej wiadomosci.
...all these words I don't just say...
Avatar użytkownikaleaozinho Mężczyzna
 
Posty: 892
Dołączył(a): 28 lip 2006, 15:37
Lokalizacja: Ciapuły Dolne
Droga życia: 1

Post 12 lut 2007, 16:47

leaozinho napisał(a):Cuda istnieja, tylko trzeba umiec je zauwazac.

cCudem jest wszstko co nie zostało zdemaskowane lub wyjaśnione.

Nie jest to tworzenie istot zywych, lecz modyfikowanie, mutowanie juz istniejacych. Ma się to nijak do aktu tworzenia.

Można za to stworzyć wirtualną symulację życia, która prawie jest życiem (a może i jest).
PRAWDA ZAWSZE SIĘ OBRONI, JEŚLI NIKT TEGO NIE ZABRONI ANI NIE OGRANICZY
Avatar użytkownikaNightwalker Mężczyzna
Racjonalista
 
Posty: 537
Dołączył(a): 11 maja 2005, 16:26

Post 12 lut 2007, 19:54

Nightwalker napisał(a):cCudem jest wszstko co nie zostało zdemaskowane lub wyjaśnione.


Dokladnie. Dlatego tez nalezy raczej wystrzegac sie kategorycznych stwierdzen typu: "cudow nie ma". Oznacza to tylko, ze nie jestesmy w stanie wyjasnic pewnych zjawisk, procesow, sytuacji...

Można za to stworzyć wirtualną symulację życia, która prawie jest życiem (a może i jest).


Prawie robi duza różnicę...
Juz samo słowo "symulacja" mówi wszystko na ten temat. Nie potrzebuje chyba tego komentowac.
...all these words I don't just say...
Avatar użytkownikaleaozinho Mężczyzna
 
Posty: 892
Dołączył(a): 28 lip 2006, 15:37
Lokalizacja: Ciapuły Dolne
Droga życia: 1

Post 12 lut 2007, 22:41

marianwas napisał(a):Tak jak już pisałem w poprzednim poście - uważam, że nasza dalsza rozmowa nie może przeważyć żadnej szali. Doszliśmy do dzielącej nas granicy. Twoją drogę już przeszedłem.

Zgadzam się doszliśmy do wspólnej granicy i chyba nie ma sensu brnąć w to dalej, bo dla każdego z nas argumenty przeciwnej strony są absurdalne.
Choć dla mnie przebudzeniem właśnie stało się przejrzenie na oczy, że religie nas oszukują.

Jeżeli w dalszym ciągu:
- nie widzisz różnicy między człowiekiem a jego wirtualnym obrazem,
- nie dostrzegasz naturalnej bariery ograniczającej samoświadomość osoby ludzkiej; uważasz, że barierę tę tworzy władza polityczna i religijna, której motywem działania jest zysk (złe intencje),
- nie widzisz różnicy między wiedzą a prawdą; intelektem a rozumem; szukasz prawdy jedynie poza sobą,
- wątpisz w istnienie świadomości, na co nie trzeba dowodów, wystarczy że jesteś,

Nie rozumiem skąd te przykłady. Przecież doskonale rozumiem te różnice. Nie wiem skąd to wzięte...

Zgoda, że władzę sprawują ludzie, obarczeni ludzkimi ułomnościami. Ale pomyśl co by się działo, żeby żadnej władzy nie było?

Włądza zawsze będzie. Zawsze znajdzie się osobnik silniejszy, lub bardziej inteligentny, który będzie dominował.

Ja z tej studni wychodziłem przez 30 lat. Ty zaś chcesz w niej pozostać, a pojawiasz się na Forum, aby upewnić się, że wszystko jest takie jak sądzisz (i, być może, przekonać do tego innych).

Póki co moje poglądy mają zbyt mocne oparcie. Trudno jest mi je zmienić. Nie widać za bardzo przyczyn, które miałyby to spowodować.
Jak już pisałem, - dlaczego moje poglądy mają się opierać na tym co ktoś wymyślił ? Ja wolę aby opierały się na tym co sam zaobserwuję !

Pamiętaj, że jest to Forum "przebudzenie" (vel "... ta karczma Rzym się nazywa".) , więc spróbuj to zrobić, przebudź się!

Pytanie w którym kierunku mam się przebudzić ? Czy uwierzyć w lewitację, inedię, niejedzenie ? Czy mam wierzyć w jakieś energie, pojęcia odebrane fizyce, mierzone bez przyrządów, jedynie przy pomocy wahadła ? W tym kierunku wątpię abym się przebudził.
Zresztą jak już mówiłem, ta dziedzina nie rozwija się tylko umiera. Rozwija się nauka. Jest widocznie bardziej pewna i wiarygodna... i co ważniejsze wierzą w nią wszyscy :-) - bo każdy korzysta z jej osiągnięć i ich nie kwestionuje. :-)

Spróbuj medytować. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. A ja pamiętam, że jeśli ktoś śpi głęboko - to za próbę przebudzenia można jedynie oberwać rzuconym przez niego butem.

Życzę powodzenia, Marian
2007-02-11



[/quote]
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 12 lut 2007, 23:12

leaozinho napisał(a):
aztekium napisał(a):Moje zaufanie wzbudza to co jestem w stanie w miarę chociaż zrozumieć.

Czasem odnosze wrazenie, ze wrecz negujesz istnienie tego, czego nie jestes w stanie zrozumiec.

Może nie neguję, lecz w to nie wierzę. Dlaczego miałbym wierzyć w to czego nie mogę zrozumieć ?
Porównajmy, czyja filozowia jest lepsza.
Ty wierzysz dziś w rzeczy, których nie rozumiesz - ja nie.
Ale sto, czy tysiąc lat temu, ty wierzył byś, że zaćmienie słońca, czy uderzenie pioruna jest gniewem bogów, bo tak robiła większość społeczeństwa, ja nie, bo zapewne bym tego nie rozumiał.
Wierząc tylko w rzeczy które zorumiem, zapewniam sobie to, że nie jestem okłamywany.
Moim zdaniem, lepiej wierzyć (w zasadzie nie wierzyc) w mniej rzeczy, niż wierzyć w mnóstwo rzeczy, których się nie rozumie.
Ty zapewne uwierzył byś w działanie takiego przyrządu jak magnetyzer paliwa, który ogranicza zużycie paliwa w samochodzie, bo tego nie rozumiesz, Ja rozumiem, i nie używam :-) jednak ktoś, kto nie rozumie zasady działania tego urządzenia i tylko dla tego nie wierzy w to - odnosi korzyść.

Kazdy mierzy podług własnej miary. Randi to były iluzjonista, który uważa, że - podobnie jak on kiedys - wszyscy inni oszukuja zmysły obserwatorow. Cuda istnieja, tylko trzeba umiec je zauwazac.[/quoute]
Zgadza się, Zapomniałeś tylko dodać, że Randi chce dać duże pieniądze każdemu, kto udowodni mu że się myli. Być może poszukuje prawdy, jak wielu z nas. Jednak, w labolatorium żadnemu iluzjoniście jakoś nie wychodzi...

Nie jest to tworzenie istot zywych, lecz modyfikowanie, mutowanie juz istniejacych. Ma się to nijak do aktu tworzenia.

No tak, ale każde tworzenie jest taką właśnie mutacją. Nic się w przyrodie nie tworzy, wszystkie nowe gatunki powstają na wskutej jakichś mutacji gatunków już istniejących.
Dlatego mamy właśnie rodziny zwierząt, rodziny roślin, itd. Np w obrębie jednego gatunku może istnieć wiele roślin, w obrębie jednej rodziny kilka tysięcy roślin - to dowód na to, że dawniej mogły być one jednym gatunkiem. Tylko czas, i różne warunki, sprawiły że doszło do stworzenia różnych odmian tej samej rośliny. To to samo, co człowiek robi w labolatorium, (oczywiście pomijam szczepienie).

Gdyby na poznanie wszystkich mozliwosci istoty ludzkiej i rozwiniecie jej potencjalu przeznaczano tyle srodkow, co na rozwoj technologiczny - sytuacja wygladalaby zupelnie inaczej.

O chwileczkę, rozwój technologiczny nie rozwija się od dawna. A na rozwój ezoteryczny było chyba dosyć czasu !
Ale rozwój ezoteryczny rozwija się również dzisiaj, ale tylko w afrykańskich dżunglach, na madagaskarze, czy w jakichś zapomnianych oszarach amazonii, lub ewadoru.
Jednak tam gdzie rozwija się nauka, rozwój ezoteryczny się nie rozwija.
A jakie środki proponowałbyś przeznaczyć na rozwój ezoteryczny ? Naukowcy nie rozwijają go, gdyż nie mają dowodu, że to prawda. Czy mają się opierać na przekazach sprzed 2000 lat, i brać na serio przekazy ludzi, którzy wierzyli, że ziemia jest płaska ?

Odnosisz (błędne zresztą) wrażenie, że paranauki nie rozwijają sie gdyz - na skutek naciskow materialistycznie nastawionego spoleczenstwa - musialy zejsc "do podziemia", wygnano je na margines, poza obszar badan "godnych naukowca".

Nie wygnano, sama musiała odejść. Gdyby dziś różdżkarz wykrywał rury z wodą lepiej niż przyrząd ultradźwiękowy, to ezoteryka pozostałaby do dziś. Gdyby bioenergoterapeuta, leczył lepiej większość chorób społecznych niż szpitale, to nikt nie szedł by do szpitala, bo wolałby wizytę u niego. Gdyby prognostycy nie przepowiadali pogody lepiej niż lokalni szamani, to prognoza pogody ograniczyła by się tylko do zasięgnięcia informacji u nich.
Gdyby lewitujący mnisi nauczyli innych lewitować, nikt nie bawił by się zapewne w samochód, czy samolot. Dlaczego lekarstwa znikają z półek aptecznych - przecież są jeszcze bioenergoterapeuci, Dlaczego lekarstwa są potrzebne ?. Również gdyby ludzie umieli wyginać i kształtować metale siłą woli, to upadł by wszelki przemysł. Po co dźwigi, skoro niektórzy mnisi potrafią unosić przedmioty siłą woli. Tak więc techniki o których wspomniałem nie rozwinęły się za bardzo, i dlatego muszą zejść do podziemia. I o ile rasy ludzkiej nie spotka jakiś kataklizm, to będą musiały w tym podziemiu pozostać.

[qoute]Techniczni geniusze dawnych wiekow byli osobami gleboko uduchowionymi,

Geniusze nieuduchowieni, mogli zazwyczaj skończyć na stosie. Kościół nie był miłośnikiem nauki. :-( Szkoda...

Oczywiscie badania nad telepatia, teleportacja, telekineza i innymi

Może nad teleportacją owszem, ale nie przy woli lub zdolności paranormalnych, tylko najnowszych osiągnięć techniki.
Avatar użytkownikaaztekium Mężczyzna
 
Posty: 149
Dołączył(a): 15 sie 2006, 20:17

Post 13 lut 2007, 07:04

aztekium napisał(a):Może nie neguję, lecz w to nie wierzę. Dlaczego miałbym wierzyć w to czego nie mogę zrozumieć ?


Z niektorych Twoich wypowiedzi wynika wlasnie, ze negujesz. Nie mówię, bys we wszystko wierzyl bo to byłby absurd. Wydaje mi sie jednak, że odrobina otwartosci na koncepty odmienne niz te, ktore składają się na Twoj światopoglad - mogłaby Ci pomóc w zrozumieniu niektórych z nich. Właśnie tu leży granica między wiedza a doświadczeniem.
Mam wrażenie, że opierasz sie jedynie na teoretycznej wiedzy, którą zresztą wyraznie przedkładasz nad praktyczne doświadczenie. Jeśli nie badasz na sobie zjawisk i procesów, których istnienie negujesz, to nie różnisz się niczym od tych, którzy wierzą w zapiski "bajkopisarzy" sprzed niecałych 2 tysięcy lat, którzy przyczynili sie do zmontowania jednej z dominujących na świecie religii.

aztekium napisał(a):Porównajmy, czyja filozowia jest lepsza.
Ty wierzysz dziś w rzeczy, których nie rozumiesz - ja nie.


Kto powiedział, że ich nie rozumiem?


aztekium napisał(a):Ale sto, czy tysiąc lat temu, ty wierzył byś, że zaćmienie słońca, czy uderzenie pioruna jest gniewem bogów, bo tak robiła większość społeczeństwa, ja nie, bo zapewne bym tego nie rozumiał.


Moje poglądy dosyc znacznie różnią się od poglądów "przeciętnego obywatela". Nie wiem jak zachowywałbym sie 100 czy 1000 lat temu. To zależałoby od poziomu świadomości jakim bym wówczas dysponował.
Poniekąd wydaje mi się, że są duże szanse, iż Twój brak zrozumienia tych zjawisk dałby w efekcie właśnie tą reakcję, która przypisujesz mi.

aztekium napisał(a):Wierząc tylko w rzeczy które zorumiem, zapewniam sobie to, że nie jestem okłamywany.


Rzeczy, które rozumiesz - nie mogą byc przedmiotem wiary - stają się one przedmiotem wiedzy.
To, co jest zrozumiałe - niekoniecznie jest prawdą. Może nią byc ale nie musi. Często natomiast jest jedynie prawdą częsciową.
Wiesz, że istnieje dowod matematyczny, pokazujący iż 2+2=5? Jest on spójny i logiczny. Cóż jednak możesz powiedziec o jego prawdziwości? Czy ktoś Cię okłamie gdy poda Ci taki dowód?

aztekium napisał(a):Moim zdaniem, lepiej wierzyć (w zasadzie nie wierzyc) w mniej rzeczy, niż wierzyć w mnóstwo rzeczy, których się nie rozumie.


Moim zdaniem natomiast lepiej badac rzeczy, których sie nie rozumie, poprzez doświadczanie ich. Wierzyc można w to, co wypływa z naszego doświadczenia, a czego potwierdzenia jeszcze nie uzyskaliśmy. Dysponując pewnymi poszlakami, możemy "zakładac" prawdziwośc konceptów, w które wierzymy.

aztekium napisał(a):Ty zapewne uwierzył byś w działanie takiego przyrządu jak magnetyzer paliwa, który ogranicza zużycie paliwa w samochodzie, bo tego nie rozumiesz


Byłbym ostrożny na Twoim miejscu w ocenach tego, w co jestem skłonny uwierzyc a w co -nie.
Gdyby mnie to naprawdę bardzo intrygowało to zrobiłbym taki magnetyzer i sprawdził jak działa. Potem porównał otrzymane wyniki z wynikami innych użytkowników podobnych urządzeń i dopiero wtedy wyciągał wnioski na temat jego funkcjonalności.

aztekium napisał(a):Jednak, w labolatorium żadnemu iluzjoniście jakoś nie wychodzi...


Z tego prostego powodu, że iluzjonista, jak sama nazwa wskazuje - tworzy jedynie iluzję procesu a nie przeprowadza go.

aztekium napisał(a):Nic się w przyrodie nie tworzy, wszystkie nowe gatunki powstają na wskutej jakichś mutacji gatunków już istniejących.


To jest prawda. Zastanawia mnie tylko powiedzenie: "się tworzy". Z definicji - cos, co nie istnieje - nie moze się stworzyc. Moze jedynie zostac stworzone.
A propos tych zachodzacych przemian i mutacji. Naukowcy wydaja się byc dosyc zaskoczeni nagłym pojawieniem sie homo sapiens na wielkiej scenie ewolucji... Troche przypomina mi to uzyskanie "wielkich truskawek"...

aztekium napisał(a):O chwileczkę, rozwój technologiczny nie rozwija się od dawna.


No tak, w koncu kompas wynaleziono dopiero 2200 lat temu, papier 1900 lat temu, zapalki 1500, proch strzelniczy - marne 1100 lat temu. Zdecydowanie, technologia rozwija sie od bardzo niedawna...

aztekium napisał(a):A na rozwój ezoteryczny było chyba dosyć czasu !


Sam czas nie wystarcza. Potrzeba na to również chęci i środków.

aztekium napisał(a):Ale rozwój ezoteryczny rozwija się również dzisiaj, ale tylko w afrykańskich dżunglach, na madagaskarze, czy w jakichś zapomnianych oszarach amazonii, lub ewadoru.


Hmmm... Masz dosyc specyficzne spojrzenie na "ezoterykę"...

aztekium napisał(a):Jednak tam gdzie rozwija się nauka, rozwój ezoteryczny się nie rozwija.


Oczywiscie, że nie... USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Japonia, Holandia... to wszystko barbarzyńskie kraje, zamieszkałe przez prymitywnych , zagubionych w dżunglach ludzików, nie znających nawet zastosowania koła ani zasady dzwigni...

aztekium napisał(a):A jakie środki proponowałbyś przeznaczyć na rozwój ezoteryczny ? Naukowcy nie rozwijają go, gdyż nie mają dowodu, że to prawda. Czy mają się opierać na przekazach sprzed 2000 lat, i brać na serio przekazy ludzi, którzy wierzyli, że ziemia jest płaska ?


Jakie środki? Och, myślę, że połowa sumy pochodzącej z obrotu bronią i narkotykami w zupełności by wystarczyła. Drugą połowę możnaby przeznaczyc na poprawe warunków życia 2/3 ludzkości, która żyje w niedostatku.
Ale to jest chyba nierealne, bo przecież rozwój technologiczny jest taki ważny, a nic tak nie popycha badań do przodu jak mała wojenka - od czasu do czasu, prawda?

Jest tajemnicą poliszynela, że agencje wywiadowcze różnych krajów werbowały ludzi obdarzonych pewnymi szczególnymi talentami i finansowały badania nad wykorzystaniem tych talentów. Oczywiście żaden naukowiec nic a nic o tym nie słyszał.

Juz 2500 lat temu żyli ludzie, którzy twierdzili, że Ziemia ma kształt kulisty. Zresztą jeden z nich pozostaje do dzisiaj natchnieniem dla wielu adeptów róznych "szkół ezoterycznych" a wszystkie dzieci w szkole uczą się jego dowodów matematycznych... To dziwne, że częśc z jego nauk tak łatwo przyjmujemy i zgadzamy się z nimi a o innej części próbujemy jakby zapomniec...

aztekium napisał(a):Gdyby dziś różdżkarz wykrywał rury z wodą lepiej niż przyrząd ultradźwiękowy, to ezoteryka pozostałaby do dziś


Chyba większośc radiestetów oburzyłaby się, że mieszasz ich z jakimiś "ezoterykami"...

aztekium napisał(a):Gdyby bioenergoterapeuta, leczył lepiej większość chorób społecznych niż szpitale, to nikt nie szedł by do szpitala, bo wolałby wizytę u niego.


Tak się składa, niestety, że medycyna konwencjonalna nie zawsze leczy choroby, lecz najczęściej jedynie usuwa ich objawy. Nadzwyczaj często zdarzają się przypadki wyleczenia pacjenta przez bioenergoterapeutę, przy znikomych szansach na wyzdrowienie prognozowanych przez lekarzy. Jak już to było wspomniane w innym temacie - Reiki, przez wielu uważane za ruch sekciarski, a - w najlepszym wypadku - za zbiorowisko nieszkodliwych "świrologów" - ma swoje oficjalne miejsce w brytyjskiej służbie zdrowia.
Jest tu oczywiście też szerokie pole do popisu dla wszelkiej maści oszustów, których należy tępic z całą surowością. Co nie zmienia faktu, że naturoterapia może pomóc czasem dużo bardziej niż wszystkie szpitale i wszyscy lekarze razem wzięci.

aztekium napisał(a):Gdyby prognostycy nie przepowiadali pogody lepiej niż lokalni szamani, to prognoza pogody ograniczyła by się tylko do zasięgnięcia informacji u nich.


No tak, bo przecież szaman, jak wszystkim wiadomo - zajmuje się głównie przepowiadaniem pogody.
Nie komentuję - pamiętam o Twoim specyficznym podejściu...

aztekium napisał(a):Gdyby lewitujący mnisi nauczyli innych lewitować, nikt nie bawił by się zapewne w samochód, czy samolot.


Gdyby tak inni CHCIELI się uczyc od mnichów, zamiast się z nich naśmiewac...

aztekium napisał(a):Również gdyby ludzie umieli wyginać i kształtować metale siłą woli, to upadł by wszelki przemysł.


To na pewno dobrze zrobiłoby środowisku naturalnemu :P
Chyba nie zdajesz sobie sprawy jakiego opanowania energii potrzeba by zmodyfikowac forme materii bez dotykania jej.

aztekium napisał(a):I o ile rasy ludzkiej nie spotka jakiś kataklizm, to będą musiały w tym podziemiu pozostać.


Tak, kataklizm w rodzaju zrozumienia swojej roli we wszechświecie i zaczęcia jej wypełniania...

aztekium napisał(a):Geniusze nieuduchowieni, mogli zazwyczaj skończyć na stosie. Kościół nie był miłośnikiem nauki. Sad Szkoda...


Nie myl proszę uduchowienia z religią, tym bardziej z religią katolicką. Kościół był (i pozostał) miłośnikiem niewielu rzeczy poza własnym dobytkiem i władzą nad zaślepioną tłuszczą.

aztekium napisał(a):Może nad teleportacją owszem, ale nie przy woli lub zdolności paranormalnych, tylko najnowszych osiągnięć techniki.


Jeśli znajdziesz jakieś opracowania na ten temat to poproszę o źródło.
...all these words I don't just say...
Avatar użytkownikaleaozinho Mężczyzna
 
Posty: 892
Dołączył(a): 28 lip 2006, 15:37
Lokalizacja: Ciapuły Dolne
Droga życia: 1

Post 23 lut 2007, 07:13

Czytając ostatnio na jdnym z forów ciekawe wypowiedzi w temacie: co to jest grzech? chciałbym podzielić się swoim poglądem. Nie będę się przy tym powoływał na żadne „nadzwyczajne żródła”, a jedynie na dociekania intelektualne, wsparte intuicją i wyobraźnią. Mogę jednak uczynić to w formie bardzo skróconej i dlatego może trochę „ciężkostrawnej”. Zacznę „od pieca”, czyli od początku. Studiując, między innymi, filozofię orientalną i ezoteryczną, na których opierają się religie Dalekiego Wschodu, wyrobiłem taki oto obraz:

Istnieje Jedyna Rzeczywistość, Absolut, który ma naturę pozaczasową i pozaprzestrzenną. Dlatego jest niepoznawalny przez człowieka. Człowiek może tylko przeczuwać i domyślać się, że Absolut jest Czystą Świadomością Bezosobową, Istnością o nieograniczonych potencjalnych możliwościach przejawienia, które nie naruszają Jego rzeczywistej substancji.

Przejawienie Absolutu dokonuje się poprzez pozorne ograniczenie Jego Czystej Świadomości (czyli poprzez zmianę stanu Jego świadomości). Aby nastąpiło owo ograniczenie – musi istnieć element ograniczający. Absolut „powołuje” więc do istnienia ograniczaną Świadomość Kosmiczną (ŚK) oraz ograniczającą Pramaterię-Energię (PE). Jest to akt stworzenia w którym zachodzi „lustrzane odbicie” Czystej Świadomości Absolutu jako (ŚK), będąca świadomością Boga Osobowgo. Tym odbijającym „lustrem” jest (PE).

Akt przejawienia (stworzenia), widziany z naszej strony bytu, można sobie wyobrazić jako nieskończony, pozaczasowy ciąg astronomicznych Wielkich Wybuchów, dających początek czasu, przestrzeni i materii.

ŚK zachowuje cechy Absolutu: pozaczasowość, pozaprzestrzenność i jedność, chociaż może przyjmować różne stopnie zagęszczenia, w których funkcjonuje jako Monady (Jaźnie, Istoty). Monady dotknięte są dalszym ograniczeniem świadomości. Tego procesu intelekt nie może objąć.

PE ma cechy przeciwstawne do cech ŚK. Nosi znamię czasu, przestrzeni, mnogości i chaosu. Obie te kategorie istnienia, ŚK i PE, tworzą ze sobą tzw. związek komplementarny, tzn. że nie mogą istnieć oddzielnie. Monady, łącząc się z PE, organizują ją, tworząc formy materialne, obdarzone samoświadomością. Tak powstają cząstki elementarne, wiążące ze sobą samoświadomość o najniższym stopniu zagęszczenia. Podlegają one dalszej organizacji. Monady bowiem łączą się ze sobą. Pokonują własne ograniczenia dążąc do uzyskania pierwotnego stanu ŚK. Nazywamy to rozwojem duchowym. Najdoskonalsze ich zjednoczenie tworzy postać Boga Osobowego, którego ciałem materialnym jest Wszechświat. Tak więc jesteśmy czujnikami poprzez które Bóg Osobowy, a tym samym Absolut, poznają Siebie.

Genialny myśliciel i psycholog szwajcarski Carl Gustav Jung zwrócił uwagę na bardzo ciekawy tekst zawarty w Biblii. Otóż w Księdze Rodzaju Stwórca Elohim (a nie Jehowa, jak w dalszej części Biblii) po każdym dniu stwarzania oceniał je, mówiąc że jest dobre. Nie ocenił tak jednak stworzenia po dniu drugim, w którym powstała dwójnia. Stała się ona bowiem przyczyną walki i cierpienia. Jest przeto owym Grzechem Pierworodnym, nie zawinionym przez Jego Dzieło, a więc i przez człowieka. Jest nieodzownym zjawiskiem związanym z samopoznaniem Boga Osobowego (a przez Niego – również Absolutu).

Chciałbym także zwrócić uwagę na innego, tym razem austriackiego geniusza i jasnowidza, Rudolfa Steinera. W swoich licznych dziełach, podobnie jak poprzedzający go myśliciele gnostyccy, omawia podstawowe zasady stwarzania. Interesująca jest powszechna zasada procesów egregorycznych, której podlegają wszystkie formy życia na naszej Planecie. W odniesieniu do człowieka polega ona na tym, że ludzie o podobnych poglądach kreują pozafizyczny (psychiczny?) obiekt autonomiczny, jakby osobowość nazywaną egregorem, która w pewien sposób wiąże ich ze sobą ideowo. Ma silne cechy jednoczące, ale pod względem etycznym nie reprezentuje wyższego poziomu od osób fizycznych, należących do tej grupy. Każda zdeklarowana grupa społeczna tworzy swego egregora. Może więc istnieć egregor danej religii, narodu, rasy, organizacji społecznej, politycznej, klubu sportowego, itd. Powszechnie mówi się także o duchu narodu, rasy, czy jakiegokolwiek zrzeszenia społecznego. Także Juliusz Słowacki coś takiego napisał o Polakach. Natomiast wspomniany już C.G. Jung, uznając biblijnego Jehowę za egregora narodu żydowskiego, poddał go swoistej psychoanalizie jako jednostkę niemal zbrodniczą (Antwort auf Hiob. „Rascher”, Zurich 1952). Ciekawostką jest, że w religii buddyjskiej nakazuje się: nie działaj w tłumie, czego trudno dopatrzyć się w chrześcijaństwie.

Wracając do grzchu pierworodnego: jeśli Bóg, tworząc dwójnię, dał początek cierpieniu, to jakże człowiek może się go ustrzec? Jest tylko jedno ale. Stwórca, jak już pisałem w innym miejscu, obdarzył człowieka „kołem ratunkowym” – jednoczącą miłością. Cierpienie natomiast spotyka człowieka gdy tego „koła” nie dostrzega, lub wcale nie uświadamia sobie jego istnienia. Poza tym ileż to innych darów dostarcza człowiekowi Matka Ziemia. Chyba ta wieloinkarnacyjna szkoła prawdy jest niezbędną przepustką do świata pozafizycznego, gdzie nie musi istnieć cierpienie.

Marian
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Meandry życia

Post 10 mar 2007, 23:04

Dzień dobry!

Dziś chciałbym powiedzieć, jak sobie wyobrażam sytuację człowieka na naszej ukochanej Planecie. W procesie ewolucyjnym nie wyszliśmy jeszcze z systemu zorientowanego na przetrwanie, opierającego się na łańcuchu pokarmowym, który ze swej natury koduje w psychice uczucie lęku. Dominującą rolę odgrywa egotyczna osobowość, tworząca stosunki społeczne, polityczne i gospodarcze. Wiedzę naukową kształtuje intelekt, oparty głównie na doświadczeniu zmysłowym. Poznajemy „świat zewnętrzny”, co pozwala na rozwój cywilizacji. Natomiast nauka nie wie, co to jest świadomość, która nie jest przecież bezpośrednio poznawana zmysłami. Pośrednio poznaje się różne cechy świadomości, ale nieznana jest jej substancjalna istota. Można więc powiedzieć, że człowiek poznaje świat, ale nie zna siebie. Ład społeczny utrzymują władze polityczne, w dużym stopniu opierając się na hierarchii religijnej.

Dochodzimy do przełomowego momentu w naszym rozwoju ewolucyjnym. Osiągnęliśmy taki poziom świadomości, przy którym nie możemy jeszcze porzucić inkarnacji w świecie fizycznym bez zdobycia prawdy o sobie. Planeta Ziemia stała się szkołą owej prawdy.

Niedawno porównałem naszą Planetę do pieca hutniczego, w którym z żywej rudy wytapia się szlachetny kruszec Ducha. Paliwem jest cierpienie. Musi być ono utrzymane na określonym poziomie. Sterują tym Wyższe Inteligencje o których, chyba poza nielicznymi jednostkami, niewiele wiemy. Możemy natomiast wyrobić sobie pogląd na sposób, w jaki to sterowanie się odbywa.

Egotycznie zorientowana osobowość ludzka ulega silnym wpływom emocjonalnym, opartym na wrodzonym uczuciu lęku przed nieznanym. Przeciętny człowiek stara się uchylić od odpowiedzialności za swoje decyzje i czyny, częściowo rezygnując ze swej wolności (patrz: Ucieczka od wolności, Erich Fromm). Przerzuca więc część swej wolności na różne władze społeczne, polityczne i religijne.

Wydaje się, że wszystko jest w porządku, bo przecież ktoś musi organizować życie społeczne. Niestety, egotyczna natura człowieka powoduje, że władze te, w mniejszym lub większym stopniu, uchylają się przed kontrolą społeczną i krzywdzą swoich podwładnych, generując w ten sposób cierpienie.

W tych warunkach zachodzi genetyczna możliwość sterowania „natężeniem” owego cierpienia. Pojawia się coś w rodzaju cierpieniowego pedału gazu. Stanowi go pewien odsetek ludzi, psychicznie i fizycznie zdrowych, dotkniętych pewnymi dewiacjami psychicznymi. Dewiacje te polegają na wygaszeniu empatycznych rezonansów uczuciowych, przy zwiększonej sprawności intelektualnej. We współczesnej psychologii nazywa się to psychopatią (nie mylić z psychozą; badania nad psychopatią, jak dotąd, nie cieszą się specjalną popularnością u władz).

Innym takim cierpieniowym pedałem gazu jest zdrowie ludzkie. Gdy i to nie wystarcza – pojawiają się: głód, wojny i klęski żywiołowe. Wszystko wskazuje na to, że cierpienie jest „środkiem dydaktycznym” w naszej planetarnej szkole prawdy, gdzie stosuje się poglądową metodę nauczania.

Miłujący Bóg obdarza nas jednak kołem ratunkowym jednoczącej miłości. Ponadto każdy pozostaje pod czujną opieką, która uczy żyć według własnej woli, ale jednak chroni przed cierpieniem, gdy człowiek jest na dobrej drodze. Jesteśmy przecież stworzeni "na obraz i podobieństwo" Boga Osobowgo.

Wygląda na to, że globalne „natężenie” cierpienia na Ziemi zwiększa się w ostatnich czasach. Chyba ma to związek z przejściem do astrologicznej epoki Wodnika. Można więc spodziewać się zapowiadanej „erupcji” wyzwolonego Ducha, która części ludzkości pozwoli osiągnąć ową „czwartą gęstość” świadomości. Trzeba jednak pamiętać by zacieranie różnicy między etycznymi pojęciami dobra i zła przez Apokaliptyczną Bestię nie powiększyło cierpienia do tego stopnia, że nastąpi nuklearna lub biologiczna katastrofa.

Jak podają liczne źródła ezoteryczne (patrz np. Stwórcy Skrzydeł), w najbliższych pokoleniach zwiększy się inkarnacja dusz przygotowanych do tych przemian. Właśnie o tym mówił także w ubiegłym stuleciu angielskim naukowcom jogin Nisargadatta Maharay (I am That, Chetana, Bombay 1973).

Pisałem kiedyś czym, według mnie, jest cierpienie. Jest bolesnym i stanowczo niechcianym przeżyciem dla ciała i umysłu. Jeśli ktoś kocha cierpienie – to jest ułomność psychiczna, czasem wymuszana także przez religijną ascezę. (Na Filipinach, na przykład, do niedawna kilkunastu dewotów corocznie dawało się ukrzyżować).

Srdecznie pozdrawiam, Marian
Marian Wasilewski
Avatar użytkownikaM. Wasilewski Mężczyzna
Meandry życia
 
Imię: Marian
Posty: 68
Dołączył(a): 01 sty 2007, 20:17
Lokalizacja: USA
Droga życia: 7
Zodiak: baran

Post 31 mar 2007, 16:15

Troche późno dołaczam do dyskusji :) Dlatego przyocze tu cytat Mariana z 2giej strony
Podobne przeżycie miał także Robert Monroe, gdy jego nauczyciel, Inspek, przestał się pojawiać.

Z tego co ja pamietam to (jak sie później okazało) Inspekiem był sam R. Monroe :)


marianwas napisał(a):Niedawno porównałem naszą Planetę do pieca hutniczego, w którym z żywej rudy wytapia się szlachetny kruszec Ducha. Paliwem jest cierpienie. Musi być ono utrzymane na określonym poziomie.

I wlasnie wyzwoleniem od tego 'paliwa' jest rozwoj duchowy

marianwas napisał(a):Przeciętny człowiek stara się uchylić od odpowiedzialności za swoje decyzje i czyny, częściowo rezygnując ze swej wolności (patrz: Ucieczka od wolności, Erich Fromm). Przerzuca więc część swej wolności na różne władze społeczne, polityczne i religijne.

Wydaje się, że wszystko jest w porządku, bo przecież ktoś musi organizować życie społeczne. Niestety, egotyczna natura człowieka powoduje, że władze te, w mniejszym lub większym stopniu, uchylają się przed kontrolą społeczną i krzywdzą swoich podwładnych, generując w ten sposób cierpienie.

Niestety tak juz jest, czlowiek sam narzuca sobie ograniczenia a później jeszcze na nie narzeka.
marianwas napisał(a):Miłujący Bóg obdarza nas jednak kołem ratunkowym jednoczącej miłości. Ponadto każdy pozostaje pod czujną opieką, która uczy żyć według własnej woli, ale jednak chroni przed cierpieniem, gdy człowiek jest na dobrej drodze. Jesteśmy przecież stworzeni "na obraz i podobieństwo" Boga Osobowgo.

Nie wierze w takiego boga, moim zdaniem jest on obojętny, jak juz kiedy pisalem w jakims temacie "Jest tylko stwórca, który nie wynagradza za dobro i nie karze za zło''
'Cokolwiek pomiedzy ludzmi konczy sie, znaczy nigdy sie nie zaczelo, gdyby prawdziwie sie zaczelo - nie skonczylo by sie, skonczylo sie bo sie nie zaczelo... cokolwiek prawdziwie sie zaczyna, nigdy sie nie konczy'
Avatar użytkownikapepex Mężczyzna
Zip
 
Posty: 393
Dołączył(a): 22 sty 2007, 20:51
Lokalizacja: KT-95 :P
Droga życia: 7
Typ: 7w8
Zodiak: Rak

Powrót do działu „Inne”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość