Bluh napisał(a):Tylko, że większość mistrzów uczą właśnie tego, żeby samemu być dla Siebie mistrzem.
Być może nie znalazłeś właściwych dla siebie mistrzów.
Bluh napisał(a):Albo uczymy się od innych, albo wybieramy własną drogę. Jeśli robisz coś według instrukcji, to nie mów, że sam wpadłeś na to jak to zrobić i że to jest twój pomysł.
Ucząc się od wielu mistrzów możesz wybrać elementy ich działań, które możesz
skopiować lub zmodyfikować do swojego życia. W ten sposób powstaje Twoja
droga. Wyobraź sobie co mógłbyś w ten sposób osiągnąć
Pozdrawiam.
Sprawdź Tai-Chi-Chuan.pl
-
Tai-Chi-Chuan.pl
Tai Chi Chuan - Posty: 87
- Dołączył(a): 22 mar 2010, 20:59
Cóż jeśli ktoś czuje się na tyle zagubiony i nie wierzy we własne siły, że czuję potrzebę uczenia się od mistrza, czy wielu mistrzów, to ok. Ja już nie czuję takiej potrzeby, ale rzeczywiście tak było na początku.
To co chcę wam przekazać, to fakt, że na samym początku mistrzowie są potrzebni i najlepiej by było, gdyby nie był to jeden mistrz, ale wielu. W sumie celem życia jest nauka i na początku rzeczywiście trzeba się uczyć od kogoś. Jednak ostatecznie odchodzi się od nich i samemu staje się swoim mistrzem, prowadząc już własne "badania" i "doświadczenia". Ostatecznie wszystko czego uczą nie pochodzi od nich, tylko od Stwórcy, Wyższej Jaźni, Boga, Wszechświata czy jakkolwiek to nazwiecie. Najlepiej samemu też czerpać z tego źródła. Mówię to wam po prawie 9 latach praktyk i zdobywania wiedzy. W tej chwili jest kilka osób, które mnie uważają za wzór do naśladowania. Sam staram się przekazywać swoją wiedzę innym i żyć tak, żeby dawać jak najlepszy przykład, więc w pewnym sensie mogę nazwać się mistrzem i to są moje nauki. Zatem jeśli pasuje komuś jakiś ich element to może "skopiować" do swojego życia. Nie chcę tylko, żeby ktoś odebrał to jako jakieś wywyższanie, czy coś...
Pozdrawiam
Niewypowiedziane
A masz dla mnie jakieś propozycje?Tai-Chi-Chuan.pl napisał(a):Być może nie znalazłeś właściwych dla siebie mistrzów.
Nie muszę sobie wyobrażać, bo już to osiągnąłem. Już przyjrzałem się naukom mistrzów i "stworzyłem" własną drogę. Przecież nie będę robił jeszcze raz tego samego bo znam już wynik. Dlaczego miałbym się cofać w swoim duchowym rozwoju do mistrzów, gdy ja już przeszedłem ten etap.Tai-Chi-Chuan.pl napisał(a):Ucząc się od wielu mistrzów możesz wybrać elementy ich działań, które możesz skopiować lub zmodyfikować do swojego życia. W ten sposób powstaje Twoja droga. Wyobraź sobie co mógłbyś w ten sposób osiągnąć![]()
To co chcę wam przekazać, to fakt, że na samym początku mistrzowie są potrzebni i najlepiej by było, gdyby nie był to jeden mistrz, ale wielu. W sumie celem życia jest nauka i na początku rzeczywiście trzeba się uczyć od kogoś. Jednak ostatecznie odchodzi się od nich i samemu staje się swoim mistrzem, prowadząc już własne "badania" i "doświadczenia". Ostatecznie wszystko czego uczą nie pochodzi od nich, tylko od Stwórcy, Wyższej Jaźni, Boga, Wszechświata czy jakkolwiek to nazwiecie. Najlepiej samemu też czerpać z tego źródła. Mówię to wam po prawie 9 latach praktyk i zdobywania wiedzy. W tej chwili jest kilka osób, które mnie uważają za wzór do naśladowania. Sam staram się przekazywać swoją wiedzę innym i żyć tak, żeby dawać jak najlepszy przykład, więc w pewnym sensie mogę nazwać się mistrzem i to są moje nauki. Zatem jeśli pasuje komuś jakiś ich element to może "skopiować" do swojego życia. Nie chcę tylko, żeby ktoś odebrał to jako jakieś wywyższanie, czy coś...
Pozdrawiam
http://wrobelprzemyslaw.pl
Chciałbyś, abym prowadził vlog na tematy poruszane tutaj - zagłosuj.
Masz jakieś propozycje, uwagi co do tego - daj mi znać.
Chciałbyś, abym prowadził vlog na tematy poruszane tutaj - zagłosuj.
Masz jakieś propozycje, uwagi co do tego - daj mi znać.
-
Bluh
Uzdrowiciel Duchowy Egzorcysta - Imię: Przemek
- Posty: 75
- Dołączył(a): 13 kwi 2010, 23:15
- Lokalizacja: Polska
Demonologia to chyba nie ten topic 
@Dyskutanci wyżej poruszyli odwieczny problem tworzenia swojej ścieżki, czy chodzenia cudzą ścieżką.
Ta ścieżka jest czymś metafizycznym. Czymś, czego nie da się ubrać w słowa, zamknąć w księdze i "rozdawać" innym jako dobry patent. Ta ścieżka zaczyna się w naszych sercach i NIE DA SIĘ iść inną ścieżką niż swoją własną.
Jeśli naśladujesz powiedzmy Chrystusa - twoją własną ścieżką jest iść tak, jak CI SIĘ WYDAJE, że szedł Chrystus. To jest wciąż Twoja własna ścieżka, na której jedynie starasz się kopiować czyjeś ruchy. Taka podstawa najczęściej prowadzi do nieporozumień i późniejszych problemów duchowych, bowiem każdy ma swój wewnętrzny plan, jaki musi zrealizować, a nie jest w stanie go odkryć, jeśli zamiast go szukać, uzna, że daruje sobie to szukanie i wypełni cudzy, łatwiej dostępny plan (a raczej obraz tego planu).
Mistrzowie dzielą się bezcenną wiedzą o swoich doświadczeniach, a Ty je jedynie wykorzystujesz (albo i nie) do nawigacji na swojej własnej ścieżce.
Mistrzem jest drugi człowiek, drzewo, słońce... Czy to oznacza, że czerpiąc z nich wiedzę o świecie, musimy naśladować drzewo? Rosnąć tak jak ono i pobierać soki z ziemi?
Definicja mistrza jako kogoś, kto wie, jak powinno się robić dobrze i nawołuje do robienia tak samo dobrze, jak on wg siebie robi dobrze jest błędna i stworzona przez ludzki, często błędnie i zbyt płytko pojmujący rzeczywistość, umysł. Każde naśladowanie jest tylko zakładaniem maski i o ile czasem przez jakiś etap drogi może być potrzebne i pozytywne w skutkach, o tyle nigdy nie można tego nazwać swoją ścieżką.
@Dyskutanci wyżej poruszyli odwieczny problem tworzenia swojej ścieżki, czy chodzenia cudzą ścieżką.
Ta ścieżka jest czymś metafizycznym. Czymś, czego nie da się ubrać w słowa, zamknąć w księdze i "rozdawać" innym jako dobry patent. Ta ścieżka zaczyna się w naszych sercach i NIE DA SIĘ iść inną ścieżką niż swoją własną.
Jeśli naśladujesz powiedzmy Chrystusa - twoją własną ścieżką jest iść tak, jak CI SIĘ WYDAJE, że szedł Chrystus. To jest wciąż Twoja własna ścieżka, na której jedynie starasz się kopiować czyjeś ruchy. Taka podstawa najczęściej prowadzi do nieporozumień i późniejszych problemów duchowych, bowiem każdy ma swój wewnętrzny plan, jaki musi zrealizować, a nie jest w stanie go odkryć, jeśli zamiast go szukać, uzna, że daruje sobie to szukanie i wypełni cudzy, łatwiej dostępny plan (a raczej obraz tego planu).
Mistrzowie dzielą się bezcenną wiedzą o swoich doświadczeniach, a Ty je jedynie wykorzystujesz (albo i nie) do nawigacji na swojej własnej ścieżce.
Mistrzem jest drugi człowiek, drzewo, słońce... Czy to oznacza, że czerpiąc z nich wiedzę o świecie, musimy naśladować drzewo? Rosnąć tak jak ono i pobierać soki z ziemi?

Definicja mistrza jako kogoś, kto wie, jak powinno się robić dobrze i nawołuje do robienia tak samo dobrze, jak on wg siebie robi dobrze jest błędna i stworzona przez ludzki, często błędnie i zbyt płytko pojmujący rzeczywistość, umysł. Każde naśladowanie jest tylko zakładaniem maski i o ile czasem przez jakiś etap drogi może być potrzebne i pozytywne w skutkach, o tyle nigdy nie można tego nazwać swoją ścieżką.
-
Bubeusz
- Posty: 286
- Dołączył(a): 12 lis 2007, 15:11
Conan Barbarzyńca.. ;d
nic więcej nie mam do powiedzenia.
nic więcej nie mam do powiedzenia.
-
Nargan
Hyh.. - Imię: Mariusz
- Posty: 17
- Dołączył(a): 22 wrz 2010, 23:01
- Droga życia: 8
- Zodiak: Ryba
Eee... Może czegoś nie rozumiem, ale jaki związek z tematem ma twoja wypowiedź, Nargan? ;P
"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać,
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
-
Til
Poszukujący - Posty: 1614
- Dołączył(a): 31 sty 2006, 02:56
- Lokalizacja: Bolesławiec - Wawa
- Droga życia: 11
- Zodiak: tygrys
Miałem po prostu dobry humor.
Przypomniało mi się, jak swego czasu Conan Barbarzyńca był moim mistrzem, autorytetem. :] Miałem w tedy może z sześć lat. Chciałem być tak przypakowany jak on itd. Ojciec strasznie się zasmucił, bo Conan zajął jego miejsce.
Wracając do kilku pytań.
Czy uważam, że jest mi potrzebny mistrz?
Tak, czasami potrzebuję po prostu motywacji.
Kim jest dla mnie mistrz?
Nie mam konkretnej osoby. Czasami bohaterowie książek.
Różnica między mistrzem a nauczycielem?
Nauczyciel to tylko nauczyciel, mistrza podziwiam.
Mistrz do którego się zwracam?
Swego czasu miałem pewnego kolegę na forum. Można powiedzieć, że mnie wychował. Niestety facet ożenił się, zrobił sobie dzieciaka, zaczął chodzić do pracy i jakoś tak kontakt się urwał.. a szkoda.
Przypomniało mi się, jak swego czasu Conan Barbarzyńca był moim mistrzem, autorytetem. :] Miałem w tedy może z sześć lat. Chciałem być tak przypakowany jak on itd. Ojciec strasznie się zasmucił, bo Conan zajął jego miejsce.
Wracając do kilku pytań.
Czy uważam, że jest mi potrzebny mistrz?
Tak, czasami potrzebuję po prostu motywacji.
Kim jest dla mnie mistrz?
Nie mam konkretnej osoby. Czasami bohaterowie książek.
Różnica między mistrzem a nauczycielem?
Nauczyciel to tylko nauczyciel, mistrza podziwiam.
Mistrz do którego się zwracam?
Swego czasu miałem pewnego kolegę na forum. Można powiedzieć, że mnie wychował. Niestety facet ożenił się, zrobił sobie dzieciaka, zaczął chodzić do pracy i jakoś tak kontakt się urwał.. a szkoda.
-
Nargan
Hyh.. - Imię: Mariusz
- Posty: 17
- Dołączył(a): 22 wrz 2010, 23:01
- Droga życia: 8
- Zodiak: Ryba
Oczywiście wszelkie klasyfikacje są tutaj czysto umowne (a więc jest to de facto wątek rodem z filologii polskiej), ale jedna z lepszych wygląda tak:
Nauczyciel to autorytet merytoryczny, a mistrz to autorytet deontyczny.
A teraz dowód jej praktycznej użyteczności. Możemy powiedzieć, że często w stosunku do tzw. "guru" naiwni klienci nie wiedzą jak go sklasyfikować i biorą go za mistrza, choć bywa tylko słabym nauczycielem.
Nauczyciel to autorytet merytoryczny, a mistrz to autorytet deontyczny.
A teraz dowód jej praktycznej użyteczności. Możemy powiedzieć, że często w stosunku do tzw. "guru" naiwni klienci nie wiedzą jak go sklasyfikować i biorą go za mistrza, choć bywa tylko słabym nauczycielem.
- T1000
- Imię: T1000
- Posty: 108
- Dołączył(a): 26 cze 2009, 01:15
- Zodiak: chyba robot
Sam jesteś dla siebie mistrzem, tylko musisz to zaakceptować, a wtedy zacząć, żyć świadomie, w każdej sekundzie, bez oczekiwania na pomoc i zbawienie, przez innych z zewnątrz, Mistrz Twój siedzi w Tobie jak pasażer w angielskiej taksówce, za dźwięko-szczelną i pancerną szybą ego, musisz ją rozpuścić i stać się Nim
Nie tylko możesz zauważyć pasażera, po wypadku samochodu ciała, ale w trakcie jazdy, wtedy stapiasz się z Nim w Jedno i stajesz się Mistrzem dla samego siebie........
Nie tylko możesz zauważyć pasażera, po wypadku samochodu ciała, ale w trakcie jazdy, wtedy stapiasz się z Nim w Jedno i stajesz się Mistrzem dla samego siebie........
-
Tamar
- Imię: Marek
- Posty: 10
- Dołączył(a): 09 gru 2010, 11:02
Tamar napisał(a):Nie tylko możesz zauważyć pasażera, po wypadku samochodu ciała, ale w trakcie jazdy, wtedy stapiasz się z Nim w Jedno i stajesz się Mistrzem dla samego siebie........
Nie koniecznie jak zauważysz tego pasażera, od razu się z nim stapiasz. Wydaje mi się że to bardzo rzadkie przypadki. Jeśli miałabym ująć w punkty, przynajmniej ze swoich doświadczeń to wygląda następująco.
1. Najpierw przeczuwasz że masz tego pasażera
2 Potem on Ci się objawia ale jakby z zewnątrz (doznajesz szoku)
3. Potem (w przeciągu kilku godzin) odkrywasz że on jest w Tobie (jesteś w jeszcze większym szoku) Czujesz się inwigilowany, zna Twoje myśli. Jesteście w jednym, ale oddzielnie. On działa poprzez Ciebie, ale na takiej zasadzie że jesteś obserwatorem jego działań. Czujesz odrębność. Odpowiada Ci na każde pytanie, tłumaczy, wszystko wie.
4. Masz mistyczne doświadczenia i próbki różnych paranormalnych mocy. (okres kilku tygodni)
5. Uruchamiają się siły przeciwne (demony) mało nie lądujesz w psychiatryku (udaje się opanować sytuację)
5. Zaprzyjaźniacie się, ale cały czas macie ze sobą kontakt jak dwie oddzielne osoby (ma niesamowite poczucie humoru)
6. Być może się stapiacie, ale ja to odczuwam tak, że On się zniża do mojego poziomu. Możliwe jest, że to mnie się trochę intelekt rozwija, stąd nie widzę już takiej dysproporcji (okres 10 lat jako dwa w jednym. Druga teoria jest taka, że podświadomość z lęku przed ponownym pojawieniem się sił przeciwnych, podkręciła dźwiękoszczelną szybę.
7. Nic Ci już nie tłumaczy, nie dyktuje co masz pisać, nie pomaga. Czujesz się zdany na własne siły. Pytany o cokolwiek, odpowiada enigmatycznie, wykręca się, ale po jakimś czasie, może być kilka godzin, czasem dzień dwa, odkrywasz że znasz odpowiedź, jakby odpowiedź przeniknęła do twojego umysłu.
8. Często masz wrażenie że Twoje działania mieszają się z jego, to znaczy nie jesteś pewien kiedy on a kiedy ty. Przykład. Kiedyś gdybym pisała na forum, to najzwyczajniej w świecie dyktowałby mi posty. Teraz już mi nic nie chce dyktować ale mam wrażenie że nie wszystko piszę sama.
9. Myślę że do stopienia się jeszcze długa droga
10. Nie czuję potrzeby praktykować specjalnie żadnych duchowych ćwiczeń. oprócz ćwiczenia uważności. Jeśli jestem uważna to mogę z nim gadać myjąc gary czy cokolwiek innego robiąc, nawet będąc w towarzystwie. Jak nie jestem uważna, prowadzę dialog wewnętrzny lub myślę o niebieskich migdałach, jego nie ma.
11. Jest ode mnie uzależniony. Od mojej uważności. Jest na moje skinienie. Zawsze gotowy kiedy się do niego zwrócę, od razu odpowiada. A jak sie do niego nie zwracam, nie jestem uważna, jego nie ma, nie istnieje. W momencie jak sie do niego zwrócę, już istnieje, i wie co się działo, np. jaki film oglądałam. Czyta w moim umyśle, mówi że to jest automatycznie jak odzyskam uważność on już jest i wszystko wie. Jak oglądam film uważnie, wtedy ogląda ze mną, przez moje oczy.
W początkowym okresie (pierwszych kilku tygodni) nie musiałam być uważna, wtedy wielki problem mi sprawiała aktywność zewnętrzna. (Tylko On i Ja) Egzystowałam normalnie w miarę, praca dom, kosztowało mnie to wiele wysiłku. Gdyby podświadomość nie przykręciła trochę dźwiękoszczelnej, możliwe że moja psychika niedługo by wytrzymała. Musi być równowaga. To tak pokrótce. Myślę że otwarcie się na "mistrza" przez normalną osobę, taką jak ja, która nie praktykuje pod okiem jakiegoś zewnętrznego mistrza, wymaga cholernie silnej psychiki.
Ostatnio edytowano 16 gru 2010, 01:26 przez Zuu, łącznie edytowano 1 raz
Moim planem wobec Ciebie, jest przejawiać się przez Ciebie-Bóg
-
Zuu
- Posty: 107
- Dołączył(a): 25 paź 2010, 21:21
- Droga życia: 9
- Zodiak: Bliźnięta
Więc kim TY jesteś ? 
uważnością, mistrzem, a może..
to takie piękne..

uważnością, mistrzem, a może..
to takie piękne..

-
Don Juan Matus
- Posty: 239
- Dołączył(a): 10 maja 2009, 11:03
- Lokalizacja: Białystok
-
nuntisunya81
- Posty: 554
- Dołączył(a): 16 lut 2011, 15:27
nuntisunya81 napisał(a):a może... "Ciebie" "niema"
Takie stwierdzenie jest moim zdaniem nadmiernie zubożałe, ponieważ bycie iluzoryczną i uwarunkowaną w lokalnej przestrzeni cząstką, po której w swoim „czasie” zostanie tylko ładunek emocjonalno-doświadczalny, zasilający centralny „reaktor” – nie jest formą nieistnienia.
„Wszyscy jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza siebie podmiotowo. Niema czegoś takiego jak śmierć. Życie to tylko sen, a my jesteśmy wyobrażeniem nas samych”
- Sherargetu
kurcze,,, przerzuciłem pobieżnie te rozmowę i zadziwiam sie po co tyle slów ? Że co ? ,że w świecie nie ma hierarchii ? - przecież widać ja na każdym kroku- bywamy dziećmi, bywamy też rodzicami . Zazwyczaj jest tak,że dziecko rodzi się nieporadne i potrzebujące by ktoś je wprowadził w świat - "mistrzem" (nauczycielem) naturalnym sa tu rodzice (pomijam patologiczne dziś w technokratycznym systemie sztuczne tworzenie sierocińców i tak zwanych "rodzin niepełnych " ) .
Na każdym etapie miewamy nauczycieli - a to zawodu, a to innych tam umiejętności czy nauk jakie chcemy zgłębić.
Bywają ludzie bardziej i mniej pojętni czy bardziej i mniej mądrzy . Oczywiście, że o wszystkim tym (chcę sie uczyć czy nie ) decyduję ja sam , ale możliwości dostępne wokół to zwykła szkoła.
Na każdym etapie miewamy nauczycieli - a to zawodu, a to innych tam umiejętności czy nauk jakie chcemy zgłębić.
Bywają ludzie bardziej i mniej pojętni czy bardziej i mniej mądrzy . Oczywiście, że o wszystkim tym (chcę sie uczyć czy nie ) decyduję ja sam , ale możliwości dostępne wokół to zwykła szkoła.
- easy russian
Til napisał(a):Chodziło mi o to, że właśnie takie osoby od których można się czegoś nauczyć w kwestii rozwoju duchowego (i nie tylko) nawet wyłącznie obserwując ich zachowanie, są jak najbardziej godne tego żeby nazywać je nauczycielami czy mistrzami.................
według mnie ludzie postępujący "nieprawo" są jak najbardziej nauczycielami - tak zwanymi "czarnymi" ale też nauczycielami. Przecież bystry "wojownik światła" może sie też nauczyć czego nie czynić . Wszechświat jest całością.
- easy russian
Sherargetu napisał(a):„Wszyscy jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza siebie podmiotowo. Niema czegoś takiego jak śmierć. Życie to tylko sen, a my jesteśmy wyobrażeniem nas samych”
Qrde przypomniała mi się piosnka z hakomi muzyki "wingmakers" , gdzie tekst tam brzmiał w tle w moim tlumaczeniu na polski mniej więćej tak.."
"...Jeśli jesteś bliżej "mnie" wciąż jesteś moim snem".. takie dosyć głebokie
peace
-
nagu
- Imię: Michał
- Posty: 146
- Dołączył(a): 06 lis 2010, 00:10
- Typ: ∞
Kto przegląda forum
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
