Wszystko, co nas otacza - zdarzenia o globalnym zasięgu, konspiracje i podobne sprawy.

Post 28 wrz 2007, 20:11

AnilA - bezwarunkowym złem w Kościele Katolickim jest rozwód i ponowne zamążpójcie. W tym znaczeniu i w widzeniu KK jestem bezwarunkowo zła - nie mam prawa do jakichkolwiek sakramentów - czyli zadnej spowiedzi, żadnej komunii i żadnego namaszczenia...Seryjny morderca, jesli tylko przejawi skruchę - ma grzechy odpuszczone, ja nie - bo żyję w ciągłym grzechu. Nie grzeszyłabym gdybym została ze swoim pierwszym męzem, gdyby mnie bił, upokarzał i robił co chciał. Grzeszę, bowiem kocham i jestem kochana i szanowana. Jedyna alternatywa - to żyć samotnie. Nie chcę żyć samotnie - chcę żyć w miłości i i chcę stworzyć rodzinę zastępczą, o której nie byłoby mowy z pierwszym mężem. Mogę otrzymać oczywiście unieważnienie malżeństwa, zalezy to tylko od czasu jaki papiez poświęci na podpis (kilka lat najmniej). Mam to w nosie. W tym wypadku zdaję się na Boga - bo jesli mam wybierać drogę w moim życiu - to wolę tę szczęsliwą. Nie wierze w żadne misje do spełnienia i takie tam. Misją do spełnienia to żyć godnie i dawać godność i miłość innym. W tamtym związku było to niemożliwe. Wierząc w mądrość i miłość Boga wiem że postąpiłam slusznie, a KK niech sobie sądzi jak chce.
Avatar użytkownikaRadunia Kobieta
 
Posty: 250
Dołączył(a): 05 wrz 2007, 09:08
Droga życia: 5
Zodiak: Strzelec/Bawół

Post 28 wrz 2007, 22:48

no to w takim razie kościół trzeba ulepszać..
Kościół tworzą ludzie.
Przykro mi, że tak się stało Radunia. Postąpiłaś słusznie - też bym tak zrobiła.
Ja myślałam, że Kościół udziela rozwodu w pewnych przypadkach.
Twoja sprawa jest czy chcesz być przynależna do kościoła czy nie. Skoro mówisz, że masz w nosie unieważnienie to Twoja sprawa. Myślę, że jeżeliby nawet mineło te parę lat do wydania decyzji to masz prawo żyć tak jak Ci serce podpowiada. Każdy ma wolną wolę.

Ja poprostu nie lubię jak czasem ktoś najeżdża na kościół bez przyczyny albo bo tak mu wygodnie.
Zresztą ja nie mówie, że jakaś wiara czy kościół jest bee i nie dobry bo tak nie uważam.
Bez wzdględu na to w jakim kościele jesteśmy i tak sądzeni będziemy przed Bogiem.
Nie chcę już rozmawiać o kościołach bo nie w kościół wierzę ale w Boga.
Ostatnio edytowano 28 wrz 2007, 23:07 przez anilA, łącznie edytowano 1 raz
anilA Kobieta
 
Posty: 145
Dołączył(a): 11 wrz 2007, 00:23

Post 28 wrz 2007, 23:01

KK nie daje rozwodu tylko unieważnia małżeństwo - nie było i basta - ona panna on kawaler - super :). Podlegam tym szczególnym wypadkom... Niech ci nie bedzie przykro :) - Kązde doświadczenie uczy nas czegos nowego i wpływa na nasze zmiany - myslę, że właśnie dobrze się stało. Odniosłam się do KK nie po to aby atakować, ale po to aby wskazać różnicę pomiędzy mordercą a kims takim jak ja (w oczach KK jestem cudzołożnicą :)). Dla mnie nie ma znaczenia do jakiego kościoła dana osoba nalezy, tylko czy dana osoba zasuguje na miano Człowieka i jak widzę z wpisów znalazłam się w gronie osób, które właśnie tak to widzą i bardzo dobrze. Proponuje nie odbierać wypowiedzi przeciw danym kościołom jako atak, ale jako spostrzeżenia... :)
Avatar użytkownikaRadunia Kobieta
 
Posty: 250
Dołączył(a): 05 wrz 2007, 09:08
Droga życia: 5
Zodiak: Strzelec/Bawół

Post 28 wrz 2007, 23:10

heh coś edytowałam i między czasie była odp. ;P
anilA Kobieta
 
Posty: 145
Dołączył(a): 11 wrz 2007, 00:23

Post 30 wrz 2007, 04:39

anilA napisał(a):Ja widze takiego Boga, który przebacza

a ja widze takiego ktory nie przebacza - bo nie ma czego przebaczac.


anilA napisał(a):Silas Ty wierzysz w reinkanacje a ja np. nie i nic w tym złego nie widzę bo i tak ważne jest teraźniejsze życie Smile

Dla czlowieka wierzacego w reinkarnacje wazne jest tez zakonczenie cyklu wcielen :) a mozna byc juz za zycia pewnym ze sie go konczy (przyklad: Budda)


Radunia napisał(a):chcę stworzyć rodzinę zastępczą, o której nie byłoby mowy z pierwszym mężem

powodzenie i brawo za odwage :)

anilA napisał(a):Bez wzdględu na to w jakim kościele jesteśmy i tak sądzeni będziemy przed Bogiem.

Bog nie osadza :) tylko bezapelacyjnie przyjmuje kazdego ;]
'Cokolwiek pomiedzy ludzmi konczy sie, znaczy nigdy sie nie zaczelo, gdyby prawdziwie sie zaczelo - nie skonczylo by sie, skonczylo sie bo sie nie zaczelo... cokolwiek prawdziwie sie zaczyna, nigdy sie nie konczy'
Avatar użytkownikapepex Mężczyzna
Zip
 
Posty: 393
Dołączył(a): 22 sty 2007, 20:51
Lokalizacja: KT-95 :P
Droga życia: 7
Typ: 7w8
Zodiak: Rak

Post 30 wrz 2007, 15:35

okej! :)

to i tak kwestia wiary :P
anilA Kobieta
 
Posty: 145
Dołączył(a): 11 wrz 2007, 00:23

Re: Klon Jezusa (!)

Post 21 maja 2009, 18:06

Temat zszedł na manowce jak to często bywa - pozwólcie jednak, że powrócę do wątku głównego :)

Co to znaczy sklonować człowieka (Jezusa czy nie - bez znaczenia)? Moim zdaniem klonujemy tylko fizyczne "ramy" (które w dodatku nie są niemodyfikowalne), w jakich porusza się świadomość wcielająca się w owo - tutaj sklonowane - ciało. Skoro tak, to moglibyśmy sklonować Newtona, Aleksandra Wielkiego, św. Franciszka, Jezusa, Buddę, czy też naszego znajomego, i każdy z nich będzie się różnił od pierwowzoru, w moim przekonaniu.
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 828
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Re: Klon Jezusa (!)

Post 21 maja 2009, 22:22

Ja rozumiem klonowanie w sposób doslowny:
Wyprodukowanie drugiego,trzeciego i entego osobnika wedlug "wzoru" pierwszego oryginalnego osobnika.
Oczywiście taki klon nie ma osobowości,doświadczeń,inteligencji (no,może wrodzoną) oryginalu,a jedynie jego fizycznośc i byc może zdolnosci do pewnych rzeczy.

Ale to tylko moje widzimisie,nie oparte na żadnych dowodach,więc malo wartosciowe.
stancom Mężczyzna
 
Imię: Jan
Posty: 188
Dołączył(a): 19 kwi 2009, 14:37
Lokalizacja: Kraków
Droga życia: 3
Typ: 8w7
Zodiak: Lew/koń

Re: Klon Jezusa (!)

Post 21 maja 2009, 22:45

W sumie prawda jest taka, że w chwili obecnej nie mamy zielonego pojęcia na ten temat, bo z tego co wiadomo nikogo jeszcze nie sklonowano. Istnieją pewne studia prowadzone najczęściej na bliźniakach dowodzące że pewne cechy zależą od genów a pewne od wychowania. Najprawdopodobniej tak samo byłoby z klonem - wychowany w innych warunkach, w innym otoczeniu mógłby być kimś zupełnie innym. Ale nie wiadomo czy inteligencja jest dziedziczna w 80% czy w 50% (liczby przykładowe). Podobnie chyba nikt nie badał problemu otwartości umysłu, podatności na 'przebudzenie' jako rodzaj swobodnego myślenia i rozumienia rzeczy... Dla nauki z resztą wszelkie zdolności parapsychiczne są mitem, więc trudno by było badać coś czego nauka nie potrafi zmierzyć, więc nie wiemy też czy takie talenty są dziedziczne czy nie...
"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać,
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
Avatar użytkownikaTil Mężczyzna
Poszukujący
 
Posty: 1614
Dołączył(a): 31 sty 2006, 02:56
Lokalizacja: Bolesławiec - Wawa
Droga życia: 11
Zodiak: tygrys

Re: Klon Jezusa (!)

Post 21 maja 2009, 23:07

Til - jestem pewien,że w Rosji w glebokiej Syberii kogos juz sklonowano :D .
Oni wszedzie chca byc p ierwsi.
Mam tylko nadzieje,ze nie jest to klon Lenina,Stalina &consortes. :wink:
stancom Mężczyzna
 
Imię: Jan
Posty: 188
Dołączył(a): 19 kwi 2009, 14:37
Lokalizacja: Kraków
Droga życia: 3
Typ: 8w7
Zodiak: Lew/koń

Re: Klon Jezusa (!)

Post 22 maja 2009, 13:29

Sądzę, że nawet klon Stalina czy Hitlera nie byłby groźny gdyby go odpowiednio ukierunkować - człowiek jest jednak oprócz genów także wynikiem wychowania, społeczeństwa i czasów w których żyje ;) Może klon Adolfa zostałby malarzem :P
Avatar użytkownikaArantasar Mężczyzna
 
Imię: Janusz
Posty: 27
Dołączył(a): 16 paź 2007, 07:15
Lokalizacja: Toruń
Droga życia: 1
Typ: 4w5
Zodiak: Byk/Tygrys

Re: Klon Jezusa (!)

Post 22 maja 2009, 20:47

Hmm, może wyjaśnię, jak doszedłem do wniosku, który wyżej zamieściłem. Oparty jest on przede wszystkim na relacjach regreserów cofających ludzi do ich doświadczeń poza-materialnych, a także na informacjach z innych źródeł, jak teorie psychologiczne, channelingi, moje doświadczenie itd. Wyprowadziłem go logicznie z powiązania razem tych wszystkich informacji.

Tak więc ja to widzę w ten sposób: w uproszczeniu, wokół Ziemii (nie mam tu na myśli materii) istnieje wiele "dusz" - istot reinkarnujących w ciała fizyczne ludzi - i każda z nich ma odmienną, unikalną energię, unikalne doświadczenie, wcielenia itd. W momencie, gdy ma się narodzić nowy człowiek, jest obiektem zainteresowania wielu takich dusz. Ponieważ "czas" to zjawisko bezpośrednio związane z naszym materialnym, 3-wymiarowym światem, nie stanowi on przeszkody dla tzw. świata duchowego (czyli mogą one zaglądać zarówno w przeszłość, jak i przyszłość bez żadnych przeszkód).

Dusza widzi zatem wiele czynników w bardzo przejrzysty sposób: geny (informacje o potencjale), przeszłość (przodkowie), rodzice (i ich ograniczenia), środowisko (i jego prawdopodobne wpływy), wpływ tzw. promieniowania kosmicznego na rozwój jednostki itd. W praktyce nie zdarza się sytuacja, by zabrakło duszy dla nowo rodzącego się ciała. Jest na odwrót: chętnych (dusz) jest więcej, niż dostępnych noworodków na naszej planecie.

Jak wspomniał Seth ("Parapsychiczne przebudzenie" - Jane Roberts), ciało bez ducha jest jak pusta materia bez zasilającej go energii. Jeśli uznamy, że za procesy życiowe nie odpowiadają wyłącznie reakcje chemiczne (zresztą nauka na obecnym etapie już nie mówi o samej chemii, ale także innych zjawiskach), to klon człowieka musi posiadać ducha. Skąd on się zatem mógł tam wziąć?

W świetle powyższych informacji prawdopodobnie wcieliła się weń nowa (inna) dusza, i mamy sytuację podobną jak w przypadku bliźniaków: zbliżone lub identyczne ramy fizyczne (geny), ale świadomość, która z nich korzysta, jest inną "osobą", duszą, świadomością, czy jakkolwiek chcielibyśmy owy energetyczny byt nazwać.

Tak więc klonowanie Einsteina nic właściwie nie da, bo nikt nie wie, na jakim stopniu zaawansowania będzie dusza, która zdecyduje się na wcielenie w taki klon.
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 828
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Re: Klon Jezusa (!)

Post 23 maja 2009, 08:53

Pytanie,czy zasada "przydzielania" duszy noworodkowi stosuje sie do sztucznego klonu?
stancom Mężczyzna
 
Imię: Jan
Posty: 188
Dołączył(a): 19 kwi 2009, 14:37
Lokalizacja: Kraków
Droga życia: 3
Typ: 8w7
Zodiak: Lew/koń

Re: Klon Jezusa (!)

Post 23 maja 2009, 10:22

A co to znaczy "sztuczny" klon? :) Czego brakuje klonowi, hm? Ma identyczne DNA z oryginałem, tyle, że być może naukowcy nie biorą pod uwagę tych czynników, których jeszcze nie są świadomi - a mogą one mieć wpływ na żywe organizmy. Skoro nie wiemy, jakie to czynniki, to nie wiemy czy istnieją, ale faktem jest, że klony (z tego co pamiętam) nie żyły zbyt długo.

Ale pytanie jest dobre, i wiąże się z innymi. Np. czy Twoim zdaniem może istnieć życie bez zasilającej jej energii, czyli innymi słowy czy może istnieć życie na zasadzie procesów fizycznych (cokolwiek właściwie znaczy wg. współczesnej nauki "fizyczny", skoro wszystko jest energią - widzialną lub niewidzialną, a której człowiek postrzega tylko ułamek całego spektrum)?
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 828
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon

Re: Klon Jezusa (!)

Post 23 maja 2009, 10:43

Może moje pytanie bylo za krótkie.
Rozwine.
Klon,jako sztuczny twór ( w znaczeniu,że wyprodukowany przez czlowieka w laboratorium a nie w organizmie zywym) "rodzi sie" jako w pelni uksztaltowany organizm,z pominięciem fazy niemowlectwa,dzieciństwa i dojrzewania.Przypuszczam,że ma to znaczenie dla rozwoju duszy,która wstepuje w cialo przy narodzinach i razem z cialem przechodzi etapy rozwoju.
Czy dusza,przydzielona klonowi już w stanie dojrzalym,bedzie tak samo rozwinieta i miec takie doswiadczenia jak dusza,która jest od niemowlęctwa?
I biorac pod uwage powyższe,nie wiem czy Bóg jednakowo traktuje klony i ludzi urodzonych w sposób naturalny?W znaczeniu,że może dla klonów nie ma dusz?
Brzmi troche dziecinnie,ale przynajmniej jasno.
stancom Mężczyzna
 
Imię: Jan
Posty: 188
Dołączył(a): 19 kwi 2009, 14:37
Lokalizacja: Kraków
Droga życia: 3
Typ: 8w7
Zodiak: Lew/koń

Powrót do działu „Świat”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron