elwis napisał(a):1. Dres to był tylko przykład. Mówiłem o rozrywkowym podejściu do narkotyków, czyli takim, jakim się odznaczają dresy, a także, twoi koledzy :p
2.Oczywiście, że można medytować mimo czynników zewnętrznych. Gorzej jednak zachować spokój jak raz na pięć minut wrzaski, pretensje, bezpodstawne oskarżenia. Teraz jakoś wychodzi, ale to tylko dzięki zmianom, jakie zawdzięczam tym środkom.
Psychodeliki nie mają ćwiczyć spokoju tylko usuwać i demaskować przeszkody jakie zadomowiły się w umyśle. Ciężko walczyć z czymś co wydaje ci się słuszne, prawda?
3.Psychodeliki to tylko jedna grupa narkotyków. Ty mówisz o depresantach. Jedynie THC, który swoją drogą nie jest do końca psychodelikiem ma działanie uspokajające. Pozostałe psychodeliki mają albo właściwości stymulujące(LSD, meskalina) albo dysocjacyjne(DXM, salvatorin). Chyba nie zaliczysz utraty kontaktu z rzeczywistością do uspokajania, prawda?
1. Moi znajomi nie mają nic wspólnego z dresami (stereotypowymi) czy z ich mentalnością. Dla rozrywki trawę pali bardzo dużo osób, nie koniecznie niskich intelektualnie. Gdybyśmy nadal mieli podział kastowy społeczeństwa to zdecydowana większość moich znajomych należałaby do tego co można by nazwać inteligencją albo szlachtą. Plus parę osób z rodzin arystokratycznych. -_- Nie lubię o tym pisać w ten sposób, bo traktowanie ludzi podług statusu społecznego zawsze budzi kontrowersje... Ale taka prawda. To nie mentalność, ale znajomi i nuda powodują że sięga się po nowe rozrywki. Większość ludzi pije piwko ze znajomymi. Niektórzy palą trawkę. I tyle. Ja osobiście ani nie palę ani nie piję - ze znajomymi wychodzę na herbatę albo na colę. Moi najbliżsi znajomi o dziwo też nie palą ani nie piją (acz jedna z nich paliła trawę dłuższy czas - nie regularnie, tylko od czasu do czasu dla towarzystwa - przestała kiedy jej znajomy który popalał tak jak ona zaczął przerzucać się na cięższe rzeczy i zobaczyła jak się stacza w dół). Więc proszę nie porównywać moich kolegów do nikogo jeśli się ich nie zna osobiście.
Jeśli chodzi o podejście rozrywkowe vs podejście 'szamańskie' do psychodelików - nie widzę dużej różnicy. I jedni i drudzy osiągają dzięki temu oderwanie od rzeczywistości i wzmocnienie/zmienienie doznań. Jednak to nie jest dokładnie to samo co osiągnięcie takiego stanu bez używania wspomagaczy.
Moim osobistym zdaniem 'najczystszym' sposobem 'spojrzenia wgłąb siebie, a przez to na świat', jest medytacja. Zwykła medytacja bez żadnych zewnętrznych wspomagaczy. Wszelkie transy i medytacje wspomagane różnymi środkami itp. sprawy - jak dla mnie - nie są aż tak dobre. Z jednego powodu - medytacja płynie z wewnątrz. Muzyka, psychodeliki itp. nie. A najważniejsze jest to, co mamy we wnętrzu, a nie to czym to wspomagamy.
Pozostaje jeszcze kwestia czystości ciała fizycznego, duchowego i wszystkich innych. Medytacja na pewno nie zanieczyszcza ich, bo nic nie bierzemy z zewnątrz. A jak jest z pozostałymi metodami?
A prawdę mówiąc, zgadzam się z leaozinho - może nie tak dosadnie i nie tak kategorycznie, bo moim zdaniem pewien stopień rozwoju można tak osiągnąć... Jednak po jego osiągnięciu nie ruszy się już dalej, bo same wspomagacze będą przeszkadzać i cofać cię w rozwoju... Pomijam tu kwestię uzależnień, która przy trawie nie jest aż tak silna, choć jak już pisałem - zdarza się...