- czyli MY. Przedstaw się, jeżeli jesteś nowym użytkownikiem. Nasze autobiografie, zainteresowania i wszystko inne.

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 10:22

"jest wiedza na którą jestem za mała...."

dzięki Aniu...
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 10:34

pisałaś że nie posłuchasz, słucham Nigela Kennedego który gra

"Riders on the storm"

piękne

po polsku tłumaczenie jest "Jeźdzcy burzy"

wklejam Ci tłumaczenie, to jest właśnie o tym jaka jeszcze jestem a przyjaciel jest w refrenie :)

http://www.tekstowo.pl/piosenka,the_doo ... storm.html

Jeźdźcy Burzy"

Jeźdźcy burzy
Jeźdźcy burzy
Tutaj się urodziliśmy
Zostaliśmy rzuceni w ten świat
Jak pies bez kości
Aktor na zasiłku
Jeźdźcy burzy
Na drodze jest morderca
Jego mózg się wije jak ropucha
Pojedź na długie wakacje
Pozwól się bawić swoim dzieciom
Jeśli go podwieziesz
Słodka rodzina zginie
Morderca na drodze

Dziewczyno, musisz kochać swojego mężczyznę
Dziewczyno, musisz kochać swojego mężczyznę
Weź go za rękę
Spraw, by pojął życia sens
Świat na ramionach twych legł
Nasze życie nigdy się nie skończy
Dziewczyno, musisz kochać swojego mężczyznę

Jeźdźcy burzy
Jeźdźcy burzy
Tutaj się urodziliśmy
Zostaliśmy rzuceni w ten świat
Jak pies bez kości
Aktor na zasiłku
Jeźdźcy burzy

Jeźdźcy burzy
Jeźdźcy burzy
Jeźdźcy burzy
Jeźdźcy burzy
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 10:35

tak pomijając znalazłam to przed chwilą więc kiedyś pojmę jak to jest,że czas można w te i we wte i w tamtą stronę :)))))
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 10:51

"Nawet w tobie"
mniejsza od grosika,
ziarnka piasku na wietrze,
mniejsza od siebie samej
kiedyś zniknę
i nie zostanie prochu garstka
nawet ogień spłonie
nie będzie mnie
nawet w tobie
kosmosie
02-12-12
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 11:14

może Ci trafi do serca skoro przyjacielowi tego nie wyślę, skoro ty też piszesz...


"Po burzy"

po burzy
w duszy
nie wstaje
słońce
nie widzę tęcz
w kosmosie
nie uśmiecham się
do siebie
powoli dojrzewam
z żalem,
że zabrałam komuś
duszy cząstkę
02-12-12
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 12:43

nie wiem czy by przyjaciel zrozumiał jak to jest być w moim sercu i umyśle

przerabiam stare filmy też po coś,

"7 życzeń" stary serial, nie chodzi o życzenia, o historie, oglądam a widzę obrazy w głowie mieszkania, uczuć, siebie by je odprowadzić w końcu i zostawić. I znów w tym też są rozwiazania jak tekts piosenki, który był w dzisiejszym odcinku i który jest na oficjalnej stronie zespołu który ją śpiewał,
Jestem gdzieś lata świetlne przed taką sobą.........

jak to jest czuć siebie aż do bólu żolądka, głowy, jak to jest szukając siebie zapomnieć zrobić komus herbatę
jak to jest słuchać jak mąż mówi synowi zeby napisał list do Mikolaja bo jak nie napisze to.....a syn rozumie,że nie dostanie prezentu i zaczyna płakać, jak to jest gdy próbuję to zatrzymać a wszystko jest po staremu, jak próbuję zburzyć tę tamę a woda nie płynie wolna....
ale użalam się a powinnam się cieszyć w końcu inni dryfują nawet bez kompasu, ja go mam w przyjacielu
miłej niedzieli, wejdę do książki Castanedy jak kiedyś wchodziłam do więzienia książek i paradoksalnie czułam się z nimi wolna, dziś już taka nie jestem choć nadal przynoszą ulgę, tylko jeszcze pozmywać i obrać ziemniaki, nauczyć się żyć we wszystkim nawet w najbardziej "przyziemnej" czynności, ile jeszcze znaleźć w sobie, życie przede mną ale limitowane, póki co taki jest stan mojego umysłu, do przodu pewnie pójdę ... znajdę siłe za moment...... . mogłabym tak długo, za długo...... Sama swój scenariusz nakręcać i realizować z tego serial.........

http://wandaibanda.pl/teksty/tresc/pokaz/dawac/

Dawać

Dawać, dawać naucz się, zanim zaczniesz brać
Zacznij dawać to, co masz, póki jeszcze czas
Nigdy dawać nie bój się, trzeba przemóc strach
Będziesz lepszy, nie ten sam, gdy coś komuś dasz

Ref.
To takie proste jak dwa razy dwa
Lecz mało kto umie dawać
Dawać innym, choć potrafi brać

Lecz nie po to daje się, by coś w zamian wziąć
Jeśli będziesz dawać tak, to popełnisz błąd
Czasem także zdarza się, przypomnijmy tu
Że ktoś daje po to, by dziękowano mu

Ref.
To takie proste jak dwa razy dwa …

Dawać trzeba, bo ktoś nie ma, a ty właśnie masz
Dawać prosto, dawać ładnie, a nie byle jak
Dawać, dawać naucz się, zanim zaczniesz brać
Zacznij dawać to, co masz, póki jeszcze czas
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 13:26

znam Jezdzcow burzy...na nic nie jestes za mala, to Ty decydujesz o tym kim jestes. Dla innych jestes jakas, mala, duza, dobra , zla, madra lub glupia- dla siebie jestes i amen, a jestes w punkcie wlasciwym dla Ciebie, nie pozwol sobie wmowic nie siebie...i duszy nie da sie ukrasc, mozna byc czescia naszej wspolnej duszy...przypasc do serca, byc w sercu, ale nic wiecej...zanim otworzylam te strone zobaczylo mi sie cos-mam takie miejsce, banalne krzeslo w kuchni, miejsce moich odlotow, pewnie energia w tym miejscu jest bardziej skoncentrowana- zobaczyly mi sie ruskie matrioszki- zdejmowane jedna z drugiej, a pod ta najmniejsza nic...w ktorym jest wszystko- i to co wewnatrz i to co na zewnatrz...przestrzen ktorej postrzeganie ogranicza skorupa..cienka scianka ,,ja''. Nie przejmuj sie, tez czasem slabo radze sobie z rzeczywistoscia, wiecej jej we mnie niz mnie w niej, dlatego podziwiam wywazenie Alicji...
i mialam dzis przedziwny sen...o Adamie, Ewie, Lilith, o zniewoleniu i uwolnieniu, o milosci ktorej tak rozpaczliwie potrzebuje to co nie wie ze jest miloscia, ci mysli ze jest zlem. Czasem wystarczy je przytulic do serca, poglaskac, by pekla skorupa. Moj zolwik kocha gdy glaszcze go po lebku, i lubi jesc mi z reki, jest kochany..Chyba trzeba mu baby.
a wczoraj myslalam...o sobie ale moze cos Ci to.da: zupelnie nie trawie idei ze cierpienie tworzy nasz rozwoj, jest niejako jego warunkiem, to z jednej strony szukanie rozumem zlota w...wiadomo czym, z drugiej- skazywanie odgornie siebie na cierpienie, co jest bzdura- rodzimy sie do szczescia i to jest nasze prawo. To co nam sie przytrafia jest drogowskazem. Wiec jesli droga zaczyna sie robic nieznosna, dluzy sie pietrzac przeszkody, jesli odbiera nam radosc- to znak ze w ktoryms miejscu mylnie odczytalismy znaki, pomyliismy ludzi...albo siebie z tym co nami nie jest. Zaraz dopisze
Ania ayalen
 

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 13:59

cd: wiec trzeba wrocic do miejsca w ktorym cos zwiodlo nas z drogi skazujac na brniecie pod wiatr. Opowiem Ci....dawno dawno temu spotkalam milosc..jedno spojrzenie, to samo swiatlo, glos ktory dobiega z glebi serca, naszego serca. Jedno rozdzielone na dwoje.Milosc byla jak my- szalona i niepewna siebie, pelna wahan i strachu przed soba. Mysle ze gdybym wowczas przetrwala to nieznosne poczucie ze jestem taka mala i glupia wobec niego- dla mnie byl bogiem a ja czulam sie niczym wobec niego...wszystko pierwsze otrzymalam od niego, i nie udzwignelam tego, zwialam w ramiona tego ktory byl blizej, ktory mnie potrzebowal- bylam gora. Potem gdy zginal, mialam poczucie winy- myslalam o tym ze kochal mnie a ja go nie, myslalam ze nie potrafie kochac, ze kochajac zycie- nie umiem kochac czlowieka. Potem zrozumialam ze to nie tak: kochalam swego meza jak zycie, jak czastke siebie...ale zawsze w oddzieleniu- dwie czastki, ja i on, bylismy podobni ale nie podobienstwa tworza jednosc, jednoscia bylam z polowa mnie...ktoz wie gdzie i jaka bylabym gdybym wowczas nie uciekla gdyby on nie pozwolil mi odejsc, gdyby nie zostawil mnie samej, gdybym nam zaufala...moze wtedy nie doroslismy do siebie.Sadze ze nie pierwsze wcielenie przerabiamy to...zrownujac ogien z woda, w sobie i w nas. Wiec wiem w ktorym miejscu zmylilam kroki. Co dalej- cholera go wie, mysle ze na sile nikogo sie nie uszczesliwi soba, to musi byc obopolne pragnienie o rownym natezeniu..tylko jeszcze...ciekawe ilu ludziom wlazimy w ich droge idac nie ta wlasciwa...no, zmykam pozyc. Dobrze ze jestes.
Ania ayalen
 

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 14:22

a ja właśnie skonczyłam zmywać i ziemniaki stoją juz w garnku i tak mi przyszło,że
wczoraj uświadamiałam sobie, że te finanse to częściowo dlatego wyszły w rozmowie z przyjacielem bo zdałam sobie sprawę, że obojętnie jak i co chciał z pomocy ode mnie mój siostrzeniec przykro mi było, że przychodzi po coś: po prąd, po inne rzeczy ,że wcale nie chodzi o to by jesli coś mu się stanie ja mam walczyć. Może go oceniam i to niewłaściwe...ale tak czuję....... Czuję że robi z siebie ofiarę bo już nie może sobie pomóc, nie ma siły ale przychodzi po potrzeby wygadanie się, prąd, jedzenie, nie wiem już sama gubię się , nie chcę, nie mam po co wnikać do jego umysłu.....

Ale jeszcze coś nowego odkryłam,że tak naprawdę czułam się jako dziecko zawsze oszukiwana, że żartowano ze mnie jesli chodzi o pieniądze i jak dorastałam też. Kiedy była studniówka nawet moje koleżanki z ławki obok z którymi raz w życiu poszłam na wagary, które mi profesor w liceum jako jedynej odpuścil gdy inni się tłumaczyli ???? nawet one dostały od rodziców po 50 zł na sukienki i w małym sklepiku sobie kupiły sukienki skromne ale nowe, wiem bo byłam z nimi :)one były same bez chłopaków ja też ale one tworzyły parę kolezanek a ja byłam sama. A Ja na studniówkę poszłam w spódnicy i bluzce bo nie mama powiedziała,że nie ma nawet na najtańszą sukienkę pieniędzy a zawsze były na picie ojczyma.......

i tak widzisz........ jest taka piosenka Adele, ktorej słucham kolejny raz, której tekst przewija się na filmie,,, i choć wiem, że w tamtej chwili tak pomyślałam o tych finansach do przyjaciela to miałam odkryć to wszystko tylko nigdy w życiu, po co przez ranienie kogoś....... komu na tym zależy gdzieś na górze by tak siebie odkrywać bo na pewno nie mnie... wolałabym już ,,,,eh....... słowa też się materializują więc moje strachy i ryczące samochody zostawiam sobie........

:cry:

to fragment

Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh

Wszystkie te słowa szeptały w moim uchu,
Opowiedz historię, której nie da się usłyszeć,
Tylko to, ze powiedziałam, nie znaczy, że o to mi chodziło,
Ludzie mówią dziwne rzeczy,
Tylko to, ze powiedziałam, to nie znaczy, że o to mi chodziło,
Tylko dlatego, że to słyszałeś,

Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Plotka głosi, że, ooh
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 14:29

przyjaciel chyba ma rację...

czuję się jak ryba złapana w sieć.

nie potrafię nie jeść białka, próbowałam i źle na tym wyszłam i bliscy nie wiem, jak by im to wytłumaczyć....

Ehh, kotlety rybne , białko białe coś mi się kołacze w głowie tylko jeszcze nie widzę co.....

chyba pójdę na spacer, moi poszli pobawićsię w centrum handlowym na trampolinie itp. a ja czuję się jak w sieci. A powinnam rozerwać , przejrzeć na oczy i jeszcze tyle zrobić..... Nie wiem jak skończy się ten rok dla mnie w czerwcu, końcem pracy i jakoś mam wrażenie,że będę w miejscu gdzie bym nie pomyślała,że będę i wcale nie chodzi o to, że przyjaciel napisał, że coś się zmieni, bo staram się czuć siebie by siebie nie zgubić bo łatwo się pogubić mi we mnie samej i we wszechświecie.
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 15:06

siebie nie zgubisz Slonko, gdzie bys nie byla to zawsze bedziesz Ty...mysle ze nie nauczylad sie miec- bo nie bylo co miec wiec bylas. Ja nie mam potrzeby posiadania czegokolwiek, zatrzymywania- jesli juz to jako depozyt. W sumie nie ma czegos czego nie oddam gdyby komus bylo potrzebne, nawet jesli tylko mysli ze jest mu to potrzebne, ale poza jednym- soba. Siebie oddalam milosci i dlatego nic poza nia nie ma nade mna wladzy. Moze temu zawsze bylam przekornie rogata dusza, robiac to co mowilo mi serce, ktore nie dzieli na ja / moje / dla mnie...bardziej wszystko skoncentrowane w czyms niz cos pragnace wszystkiego...powiedz czego mozna jeszcze chciec? Poza tym o czym mowilam wczesniej- s- pelnieniem..pelnie tworzy to rozdzielone w czlowieku i w zyciu, rozdzielone nieswiadomoscia.Siebie, milosci, zycia...to tez jedno. W koncu jesli nic nie mamy- nie mamy czego dac, jesli nie dajemy- skad mamy brac, jesli nie bierzemy- nie mamy. Kura czy jajko. Najzdrowiej miec siebie bedac swiadomym ze to jest wszystko- niech Cie wtedy ktos oszuka- nie da rady.
Ania ayalen
 

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 02 gru 2012, 16:24

dopisze jeszcze, nie wiem- bardziej sobie czy Tobie, pieknie rezonujemy, gdy tego brak- slowa pozostaja nieme, gdy dwie fale maja bliskie wibracje, nawet cisza brzmi, jest tworcza...jak czesto lubimy sie oskarzac, o to co zrobilismy, czego nie zrobilismy...hodujac poczucie winy lub by sie go pozbyc- przeksztalcajac je w poczucie krzywdy...historia ktora opowiedzialam, czy ktos byl winien ze potoczyla sie tak a nie inaczej- czy wiedzialabym to co wiem gdybym nie przekonala sie, czy tamta mogla postapic inaczej nie majac mojej wiedzy? kto komu ma wybaczac to czego nie ma? Ja- nie mnie? Ludzie ktorych ranimy, ktorzy nas rania...czy mozna karac, obwiniac siebie i innych o nieswiadomosc? Zadac lub oczekiwac wybaczenia? Czasem najtrudniej jest zrozumiec siebie; dlaczego tak nie inaczej...ale nie rozumiejac siebie- jak mozna zrozumiec innych../tych samych a takich innych. I czy bylabym zdolna zrozumiec ciemnosc gdybym.jej nie dotknela wlasnymi rekoma- jestesmy obcy sobie tak dlugo jak dlugo jest nam obca chocby najmniejsza czastka zycia. Wiem ze zrozumiesz, mamy inne glowy i to samo serce...dzielimy sie nim.
Ania ayalen
 

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 03 gru 2012, 00:16

czytałam Castanedę ale mimo tego, że tekst gdy go bierzesz na rozum jest o czymś innym to po odłożeniu książki przyszło mi na myśl, że jak się człowiek uczy miłości to w pierwszej kolejności ma sie "uczyć" szacunku do siebie, drugiego człowieka, świata

Ten szacunek trudno złapać, choć ja go łapałam pisząc kiedyś w wierszu prośbę : "nie uzaleźnić się od pomocy twojej"...ale przyszło mi też poczucie,że przyjaciel złapał to smsa wcześniej gdy napisał mi o tym, że pomoc zapętla czasem pomagającego.......
i dlatego zdecydował, że milczy przez miesiąc.....

na chwilę wpadłam do jego przemyśleń zapisanych przez przypadek bo jeszcze nie wszystkich i chyba własnie nie można deptać szacunku na początek:

cytat: Jadą myśli twoje ,kłusem
Życia zatok rotacją

Widząc , niewiele stąpasz
Niwecząc stąpanie

mam nadzieję, że nie zmienił zdania bo ja z uporem maniaka który dopiero przestaje majaczyć :) nie odbieram smsa który jakiś przyszedł, ale może od przyjaciólki "żyrafy", do której napisałam :), chyba mam siłę by przyjąć ten miesiąc, na dnie odnalazlam początek w szacunku, który kiedyś był w milczeniu skrzywdzonej dziewczynki....
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 03 gru 2012, 07:47

budujesz siebie, odbudowujesz; ale tym razem swiadoma kazdej nanmniejszej czastki- czasami wszystko samo wskakuje na swoje miejsce, niekiedy zostaje sie z jakas czastka z ktora nie wiadomo co zrobic...a potem okazuje sie ze ona zawsze byla na swoim miejscu. Mysle ze najgorsze co mozna sobie zrobic to upychac na sile w nieswoich slowach, wyobrazeniach, dopasowywac sie ze strachu przed samotnoscia....mowie: tak, mowie : nie...chce wiedziec dlaczego tak, dlaczego nie- nie wiem, moze zostawiam, niech dojrzewa....pamietasz- powiedzialam Ci ze pieknie rosniesz; my nie mozemy zobaczyc swojego wzrastania- o nim swiadczy to co.mijamy...o nas swiadczy nasz stosunek do tego co minelo..stworzylo nas, skladamy wiec siebie z tych kropli czasu, czym bylibysmy bez nich...wiesz, kiedys powiedzialam komus...wlasciwie nigdy nie mialam dziecinstwa, na chwile a potem trafial to szlag, potem tez, Pan B. solennie dba o to bym sie nie zasiedziala, nie uspila, zebym sprobowala wszystkiego, a ja dlugo nie wiedzialam skad to moje odczucie- czulam sie wybrana...do czego? Nie wiem jaka jestem, wszystko co wiem o sobie jest jak krople wody...widze je gdy mina. Ale dzieki nim wiem niezbicie jakiej siebie nie chce, wiem jaka juz nie bede. Czas przeplywajac staje sie coraz bardziej przejrzysty , jasniejszy- mniej watpliwosci, wieksza pewnosc...Tak, Twoj przyjaciel ma racje- pomoc moze przerodzic sie w sluzalczosc. Wlasciwie nigdy nie traktowalam tego w takich kategoriach, uwazam ze to jest proste: reagujemy na to co jest, bez rozkladania na: ja pomagam komus, ktos mnie...za chwile zacznie sie wyliczanie kto komu bardziej i ile razy. Reagujemy na siebie; czasami najmadrzej jest po prostu nie przeszkadzac. Wesprzec to co sie niebezpiecznie przechylilo...byc potwierdzeniem tego ze mozna...
Ania ayalen
 

Re: ...cytujac siebie sama...

Post 04 gru 2012, 01:03

Ania ayalen napisał(a):cd: wiec trzeba wrocic do miejsca w ktorym cos zwiodlo nas z drogi skazujac na brniecie pod wiatr. Opowiem Ci....dawno dawno temu spotkalam milosc..jedno spojrzenie, to samo swiatlo, glos ktory dobiega z glebi serca, naszego serca. Jedno rozdzielone na dwoje.Milosc byla jak my- szalona i niepewna siebie, pelna wahan i strachu przed soba. Mysle ze gdybym wowczas przetrwala to nieznosne poczucie ze jestem taka mala i glupia wobec niego- dla mnie byl bogiem a ja czulam sie niczym wobec niego...wszystko pierwsze otrzymalam od niego, i nie udzwignelam tego, zwialam w ramiona tego ktory byl blizej, ktory mnie potrzebowal- bylam gora. Potem gdy zginal, mialam poczucie winy- myslalam o tym ze kochal mnie a ja go nie, myslalam ze nie potrafie kochac, ze kochajac zycie- nie umiem kochac czlowieka. Potem zrozumialam ze to nie tak: kochalam swego meza jak zycie, jak czastke siebie...ale zawsze w oddzieleniu- dwie czastki, ja i on, bylismy podobni ale nie podobienstwa tworza jednosc, jednoscia bylam z polowa mnie...ktoz wie gdzie i jaka bylabym gdybym wowczas nie uciekla gdyby on nie pozwolil mi odejsc, gdyby nie zostawil mnie samej, gdybym nam zaufala...moze wtedy nie doroslismy do siebie.Sadze ze nie pierwsze wcielenie przerabiamy to...zrownujac ogien z woda, w sobie i w nas. Wiec wiem w ktorym miejscu zmylilam kroki. Co dalej- cholera go wie, mysle ze na sile nikogo sie nie uszczesliwi soba, to musi byc obopolne pragnienie o rownym natezeniu..tylko jeszcze...ciekawe ilu ludziom wlazimy w ich droge idac nie ta wlasciwa...no, zmykam pozyc. Dobrze ze jestes.

czy możesz napisać bo nie zrozumiałam jeśli zechcesz - kolejności najpierw był mąż, czy ten którego kochałaś a zginął, czy równolegle bo szukałaś?trudno pokachać gdy się odkrywa miłość w sobie i jeszcze trzeba, pragnie się pokochać tego, dla którego się to po części wszystko odkrywa....
Ziarenko Kobieta
 
Posty: 443
Dołączył(a): 08 sie 2011, 01:11
Droga życia: 5

Powrót do działu „Ludzie”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość