Prądy religijne, wielkie religie i małe nurty. Sekty, założyciele, wiadomości.
"część naszego charakteru jest spadkiem z poprzednich wcieleń"

-Pisalam juz,ze od dziecinstwa zawsze bylam bardzo niesmiala wobec ludzi.Zawsze wolalam byc w domu niz np.pojsc do szkoly.Strasznie sie czulam z rowiesnikami,prawie wcale sie don ich nie odzywalam,bo nie wiedzialam o czym rozmawiac i najzwyczajniej wstydzilam sie.
-jestem estetką - uwielbiam jak wszystko pieknie wyglada,uwielbiam otaczac sie slicznymi rzeczami



"umiejętności i talenty, które posiadamy, zostały rozwinięte w poprzednich wcieleniach"

-umiejetnosci i talenty :).Uwielbiam podróżowanie i odkrywanie calego swiata.Jestem bardzo ciekawska.



"brak obycia z ludźmi na Ziemii"

-cos z tego mam:(




"problemy, które musimy rozwiązywać, także są związane z poprzednimi wcieleniami"

-te problemy to: brak obycia z ludzmi i okropna samotnosc


Moja samotnosc - czasami odczuwam,ze ja podswiadomie sie na nia skazuje :(.Czuje,ze nie zasluguje na przyjaznie,milosci.Moze kiedys rzeczywiscie cos strasznego ludziom wyrzadzilam a teraz musze sie nauczyc tej samotnosci?
Avatar użytkownikaInana Kobieta
 
Posty: 27
Dołączył(a): 06 cze 2009, 15:41
Bez względu na to, co było w przeszłości, niebezpiecznie jest myśleć w ten sposób. Karma nie działa tak, że "za karę musisz zrobić to, tamto i siamto", ale funkcjonuje na poziomie energetycznym - na który ty sama masz wpływ w takim stopniu, w jakim sobie zażyczysz (a dokładniej: uświadomisz).

Może być wiele powodów np. problemów w relacjach, a także każdego innego problemu. Po to tu jesteśmy na Ziemi, by nauczyć się nowych rzeczy. Ale znowu tutaj odsyłam jednak do PM. :)
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
Wiesz Inana tez miałem podobne odczucia przez długi okres swojego życia (w każdym razie dziwnie znajomo mi to wygląda ;) , To bylo trochę tak jakby mój własny sposób myślenia nie był odbierany przez innych jako prawidłowy i taki jak u reszty tzw. porządnych zdrowych obywateli kraju :)
Z drugiej strony dokładnie wiedziałem ze tak właśnie chce działać i tego potrzebuje.
Wiesz jeśli nie interesuje Cie typowe dla obecnych czasów ślizganie się po powierzchni życia to chcesz to zrobić po swojemu bo czujesz ze tego właśnie potrzebujesz. Jeśli idzie się swoja własna droga i nie przejmuje tak łatwo wzorców z otoczenia, tylko próbuje się rozumieć coś na swój własny podyktowany doświadczeniami sposób, to jest to bardzo intensywnie ucząca sytuacja. Sama tworzysz sobie to kim jesteś i jak odbierasz otoczenie. Rozwijasz się przy tym intensywnie – nie przyjmujesz gotowej przeżutej papki, tylko odbierasz na swój własny sposób. To zdecydowanie trudniejsze zadanie i efekty pojawiają się duużo dużo później ale często też przerastają oczekiwania.
Ja mówię to oczywiście na podstawie własnych doświadczeń - ty pewnie masz inne. W każdym razie ja pamiętam ze jako mały szkrab raczej znajdowałem sobie swoje własne zabawy na swój własny temat. Jakoś lepiej się czułem w takim mniejszym towarzystwie wtedy kiedy mogłem się dobrze wczuć w jedna a nie np. 4 osoby. Jakoś łatwiej mi było znaleźć nić porozumienia z jednym konkretnym człowiekiem – kiedy próbowałem tak działać z kilkoma naraz często bardziej słuchałem niż aktywnie działałem.
To tez ma wpływ na to jak otoczenie Cie odbiera i w pewnym sensie przeszkadzało mi to w kontaktach z innymi – tak to wtedy rozumiałem. Teraz patrząc na to z pewnej perspektywy niczego bym nie zmienił – po prostu właśnie w ten sposób nauczyłem się tych rzeczy które teraz mi się przydają. Często też myślałem ze takie nieprzystosowanie jak to określałem jest już jakąś „nabytą wadą” i musze nauczyć się z tym żyć – no i uczyłem się aż do momentu kiedy udało mi się spojrzeć na to w nieco inny sposób. Bardzo wiele rzeczy złożyło się na to i nawet chyba nie byłbym w stanie ich wszystkich wymienić, ale czasami uśmiecham się myśląc o tym z pewnym niedowierzaniem . Wtedy zacząłem dostrzegać z jednej strony możliwości a drugiej pewne blokady i niedoskonałości samym sobie. Zacząłem działać na tych dwu (a pewnie było ich więcej) frontach i im bardziej udawało mi się zrozumieć na czym to polega tym łatwiej robiłem następny krok. Zawsze uwielbiałem wręcz angażować się w coś całym sobą i czerpać z tego tyle ile tylko się da. Jakoś tak wewnętrznie nie lubię zastoju i to też mi pomogło . W pewnym momencie kiedy widzi się ze elementy układanki zaczynają tworzyć logiczna całość, coraz większą radość sprawia dalsze układanie i idzie to coraz szybciej.
Nie ma rzeczy które są przypisane na stałe. Wszystkie blokady z którymi mamy problem stworzone są przez nas samych i my jesteśmy najlepiej przystosowani do ich rozwiązania – po prostu najlepiej sami siebie znamy. Mamy niesamowite możliwości rozwoju i tylko my sami możemy je sobie „zabrać” często po prostu o nich nie wiedząc i myśląc ze tak już musi być i kropka
Po prostu ci ludzie którzy nazbierali już w ciągu wielu wcieleń dużo „normalnych” doświadczeń nie są już zainteresowani takimi „normalnymi” sprawami i towarzyszącemu im poziomowi rozumienia. szukają tego czego im jeszcze brakuje, tego co jest dla nich ciekawe z punktu widzenia własnych potrzeb. To jak wyglądają nasze kontakty ze światem zawsze zależy od nas, a ci którzy idą swoją własną droga są postrzegani hmm… inaczej. Człowiek jest „istotą stadną” i dobrze się czuje wśród tych którzy myślą podobnie do niego – bezpieczniej pewniej, potwierdza sobie swój własny sposób działania w poglądach innych. Ci którzy wyłamują się z takich ram czasami postrzegani sa jako wręcz zagrożenie (szczególnie przez ludzi o niskich wibracjach)
Działamy tez na poziomie energii nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy i także tutaj jest to odczuwane przez ludzi z którymi się spotykamy. Ty masz bardzo ładne wibracje i prawdopodobnie cześć ludzi na niskich wibracjach czuje się po prostu nieswojo w twoim towarzystwie. Co więcej jeśli ty czujesz się nieswojo (działa to w obie strony) to inni wyczuwają to i reagują podobnie.
Sami też jeżeli czujemy że kanałami między nami płynie coś co brudnego i niskowibracyjnego (lub w drugą stronę cos co „parzy” i jest zbyt gorące) zamykamy te kanały – często odbierane jest to na poziomie czucia. Wtedy ludzie nie wiedza czemu nie czuja się z kimś dobrze - po prostu nie czuja się i już.
To nie jest wada którejkolwiek ze stron po prostu dobrze jest o tym wiedzieć i nie obwiniać kwiatka że nie jest pieńkiem :)
Ostatnio edytowano 16 cze 2009, 20:30 przez zooey, łącznie edytowano 5 razy
"Gdy los poda ci cytrynę,
zrób z niej lemoniadę!"

Maharishi Mahesh Yogi
Avatar użytkownikazooey Mężczyzna
 
Imię: Grzegorz
Posty: 42
Dołączył(a): 30 lis 2008, 22:16
Lokalizacja: Pruszków
Zodiak: ryby
@Enlil
Strone wczesniej zaprezentowales pokazna przemowe tylko jaka jest z niej puenta? Delikatnie odwolujac sie do mojej wypowiedzi w ktorej zaprezentowalem stanowisko raczej racjonalne, probujesz zwrocic tez uwage na 'duchowe' sposoby rozwiazywania problemow. Hm... nie smiem nawet twierdzic ze cokolwiek wiem lub czegokolwiek jestem pewny ale czy duchowosc i fizycznosc to jakies dwie przeciwstawne sobie sily? Czy uleczajac ducha nie uleczamy ciala i na odwrot?

Wspomniales o regresingu. Nie mam na ten temat doswiadczenia praktycznego lecz z obserwacji wydaje mi sie ze w oczach wielu osob jest to pewna niejako 'magiczna' (nie mylic z magia po prostu w jakis sposob 'wyjatkowa') technika niejako uleczania nas z pewnych stanow poprzez zrozumienie problemu i jej zrodla. Lecz oprocz podstawowej cechy regresingu czyli cofania sie w glab samych siebie pamietajmy ze proces leczenia i zrozumienia nie zachodzi w przeszlosci. Jest on tu i teraz, tak wiec uwazam ze racjonalizm i duchowosc, jaki i przeszlosc i terazniejszosc nie sa pojeciami wzajemnie sprzecznymi i wzajemnie sie blokujacymi - niejako dopelniaja sie i tworza calosc.

Podsumowujac swoja wypowiedz:
Nie pragne mowic ze cokolwiek WIEM. W istocie wiem niewiele. Inano to czy podejmiesz droge do pokonania swoich problemow w sposob duchowy(np. regresingi itd.) badz fizyczny (zwykla proba zrozumienia problemu, rozmowa z zaufana osoba) zalezy wylacznie od Ciebie - jedno jest pewne, obydwie metody na pewno moga przyniesc pozytywny rezultat ale nie musza. W ostatecznym rozrachunku jesli uda Ci sie pokonac problem nie bedzie itak wazne ktora droga dotarlas do sedna sprawy.

Na koniec przytocze pewna sytuacje bardzo streszczona aby podkreslic sedno dzialania w celu rozwiazania problemu:

Juz dosc dawno zglosila sie do mnie osoba 'rozwijajaca sie duchowo', ktora to miala pewien problem. Chwilowo pominmy problem tej osoby. Byla to mloda kobieta strasznie w sobie skryta, bardzo ogolnikowo interesujaca sie ezoteryka i posiadajaca mylne wyobrazenia na jej temat. Byly to wyobrazenia nadane przez pewne osoby ktore z gory stwierdzily ze ow kobieta jest dusza zaawansowana nie pochodzenia Ziemskiego. Osoby z wyobraznia pewnie latwo sie teraz domyslily jakie 'spustoszenie' spowodowaly te tresci w glowie mlodej kobiety o rozbujalej wyobrazni - w mojej ocenie wprowadzila sobie bledne wzorce, wyidealizowala swiat ezoteryki do swoich pragnien blokujac sie na zrozumienie wielu kwestii. Ok mysle ze postac zostala juz przedstawiona przejdzmy wiec do sedna jej problemu.
Od czasow licealnych zaczely sie u niej problemy ze snem. Potrafila nie przesypiac 3 dni pod rzad az padala z wycenczenia. Ten problem uniemozliwial jej normalne funkcjonowanei i kontakty ze znajomymi. Mimo ze byla gleboce przekonana o niejakiej swojej wyjatkowosci - przykro to mowic ale ktos jej nawciskal ze jest swietnym materialem na medium, jest dusza o wysokim stanie rozwoju itd. - to nie mogla rozwiazac problemu z zasypianiem, ba! nawet nie probowala go rozwiazac co jest w tym najbardziej ŻAŁOSNE. Jej droga do rozwiazania problemy byly poczatkowo niewinne ziolka, pozniej psychotropy, wszelakiej masci wrozki, egzorcysci i osobniki oczyszczajace kobiete roznymi metodami duchowymi. Z tych wszystkich dzialan w istocie pomagalo jej tylko jedno - oczyszczanie metoda SRT. Jednak w momencie gdy ow proces zostal zaniechany, problem zaczal wracac. Nie bylo ciaglego oczyszczania = nie bylo snu.
I w tym momencie moge powiedziec ze cos wiem! Wiem ze skoro wszelkie metody zawiodly kobieta powinna zaczac sama pracowac nad soba i starac sie zrozumiec problem - nie nadawac mu jakiejs niesamowitej wartosci niejako oplaty za bycie wyjatkowa osoba - osoba mogaca byc medium! Niestety w mojej ocenie byla na tyle niedojrzala osoba ze nie miala czasu ani checi na zadanie sobie trudu zrozumienia dlaczego nie moze spac. Wolala pojsc do pana X ktory oczysci ja itd. i itak nie poczuc zadnego skutku lub tylko chwilowy.

Dobra koniec tych wypocin chyba napisalem juz wszystko co mialem do powiedzenia.
Pozdrawiam,
'Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.'
Avatar użytkownikaTwójCień Mężczyzna
micro_space
 
Posty: 100
Dołączył(a): 02 kwi 2009, 21:30
Witajcie.
Choć na tym forum jestem bardzo krótko, to wątek ten mocno mnie przyciąga. Od dziecka interesowałem się parapsychologią. Być może dlatego, że w młodości miałem podobne problemy jak Inana. Przypominałem sobie urywki z innego wcielenia. Po latach doszedłem do tego, że nauczyłem się wyświetlać krótkie wycinki z innych wcieleń na interesujące mnie tematy. Głównie tutaj chodziło o niezrozumiałe, irracjonalne relacje z niektórymi członkami mojej rodziny. Obecnie w tej tematyce czuję się mocno osadzony.
Jeżeli chodzi o terapeutyczną stronę to nie zgadzam się, że wszystkie sprawy można wyjaśnić pryz pomocy zwykłego badania przeszłości z obecnego życia. A dowodem na to niech będą książki Briana L. Weissa (cztery tytuły wydane przez „Limbus”), który jako kierownik Oddziału Kliniki Psychiatrycznej bodajże w Bostonie USA, wpadł na regresję inkarnacyjną. Pracując z pacjentką, na której mu zależało, gdyż była to pielęgniarka z oddziału. Po wielu miesiącach bezskutecznej terapii dr Weiss wpadł przypadkowo, kiedy w sugestii hipnotycznej zasugerował, by pacjentka cofnęła się do czasu powstania przyczyny swojej przypadłości. Wtedy kobieta ta ujrzała siebie w innym ciele, innym czasie jak ginie zabierana przez morze z maleńkim dzieckiem nad głową.
Było to w latach 80-tych ub. wieku i dr Weiss jako pierwszy naukowiec opisał ten przypadek w swojej książce „Poza czas i nieśmiertelność”. Potem były następne. Było też nauczanie lekarzy psychiatrów i psychologów tej metody. Był to chyba dugi naukowiec po dr Moodym, który na szalę położył swój autorytet naukowca. Potem było wiele utytułowanych badaczy. Między innymi dr Michael Newton, który w badaniach nad inkarnacjami posunął się jeszcze dalej i poszedł za duszą po śmierci ciała, by zbadać istnienie dusz pomiędzy wcieleniami. W Polsce są trzy jego tytuły książek, które stanowią wspaniałe mapy istnienia poza ciałem, również dla hipnoterapeutów.
Jeżeli chodzi o domniemane pochodzenie z innych planet to doradzam tutaj powściągliwość. Mało jest takich ludzi i często ego bierze górę, bo chciałoby coś takiego ujawnić. Jednak fakty takie są udowodnione. Spotkałem przynajmniej dwa takie przypadki. Polecaną badaczką w tej materii jest słynna hipnoterapeutka Dolores Cannon. Jej trzy książki wydano w naszym kraju. Ale wiem, że ona wydała dużo więcej książek, które można znaleźć w Internecie w wersji anglojęzycznej.
Moją radą dla Inany jest sprawdzenie swoich wizji ze snów w regresji inkarnacyjnej. Wyciągnięcie jak największej ilości szczegółów a dopiero potem ewentualne sprawdzanie w realu, czy taki ktoś żył kiedyś pod danym adresem. Mogą to nawet być nieodległe czasy.
I jeszcze jedna uwaga z pewnej praktyki wiem, że te wcielenia, które przebijają się we snach często kończyły się tragicznym zgonem. Emocjonalnym brakiem pogodzenia się z faktem nagłej śmierci. Często też jest potrzeba odzyskania aspektu duszy, czego nauczał Bruce Moen, również w naszym kraju. Jego 5 książek wydanych w naszym języku niejako świadczy o popularności tego badacza.
Pozdrawiam
Inana – odsyłam na PW
:lol:
hipek50 Mężczyzna
 
Imię: Henryk
Posty: 2
Dołączył(a): 22 maja 2009, 22:34
Lokalizacja: Jelenia Góra
Droga życia: 5
Zodiak: Ryba
Twój Cieniu, rozumiem Twój punkt widzenia i niechęć do ulegania złudzeniom, jednak co innego chciałem przekazać.

TwójCień napisał(a):Strone wczesniej zaprezentowales pokazna przemowe tylko jaka jest z niej puenta? Delikatnie odwolujac sie do mojej wypowiedzi w ktorej zaprezentowalem stanowisko raczej racjonalne, probujesz zwrocic tez uwage na 'duchowe' sposoby rozwiazywania problemow.

Racjonalność to był motyw przewodni (raczej niż puenta) tekstu, który napisałem. Widzę jednak, że nie udało mi się tego dokonać w sposób, który by mnie satysfakcjonował. Ale dobrze, że piszesz jak widzisz sprawy - spróbuję rozpisać swój punkt widzenia od innej strony.

TwójCień napisał(a):Hm... nie smiem nawet twierdzic ze cokolwiek wiem lub czegokolwiek jestem pewny ale czy duchowosc i fizycznosc to jakies dwie przeciwstawne sobie sily? Czy uleczajac ducha nie uleczamy ciala i na odwrot?

Wręcz przeciwnie. Podałeś dobry przykład na to, jak łatwo można ulec złudzeniom. Ja pragnę pokazać odwrotny problem (tak, jak to sugeruje astrologia - mamy 2 ekstrema, a ludzie mają skłonność do wpadania raz w jedno, a raz w drugie)...

I w tym momencie się zatrzymam. Często wskazujesz słowo "racjonalny" na forum - dlatego proszę Cię o dokładniejsze zaprezentowanie, jak rozumiesz racjonalizm. Już kilka razy miałem o racjonalizmie wspominać na forum, ale za każdym razem zdarzało się to mimochodem. Myślę, że korzystniejszy będzie jasny obraz tego, co znaczy 'racjonalny', a co 'duchowy' - i wówczas będziemy mogli ocenić lepiej, czy pojęcia 'duchowy' oraz 'racjonalny' są ze sobą sprzeczne, czy nie.

Hipek, rzeczywiście, poprzednie wcielenia to temat, który budzi w dziwny sposób emocje u ludzi, włączając w to teoretycznie "zimnokrwistych" naukowców. Łatwo szukać różnych logicznych (choć nierzadko błędnych) teorii dookoła, które by mogły wyjaśniać pewne rzeczy, które mają miejsce. Już napisałem na tym forum, że nigdy nie twierdziłem, że reinkarnacja na 100% jest faktem. W skali stancoma (0-1) będzie to jakieś 0.9 - czyli wysokie prawdopodobieństwo.

Nauka jednak oczywiście stwierdzi: ponieważ nie udowodniono reinkarnacji na 100%, więc nie powiemy, że coś takiego istnieje. Dla mnie to jednak jak 'klapki na oczach'.

Dlaczego? Jeszcze raz to powtórzę tu na forum - w innych kwestiach taka postawa, jak zaprezentowana wyżej, nie przeszkadza naukowcom, by tworzyć kolejne hipotezy i teorie, dotyczące odległych czarnych dziur i galaktyk, podczas gdy - jeśli mówimy o praktyce, czyli, w gruncie rzeczy, życiu przeciętnego obywatela na tej planecie - to pytania o to "kim jestem", "jak rozwiązać moje problemy", "co będzie po śmierci" oraz "co było przed moim narodzeniem" są fundamentalne. W przeciwieństwie do wybujałych hipotez dotyczących materialnej (nawet niekoniecznie elektromagnetycznej) strony kosmosu. Czy naukowcy dotykają tych kwestii? Z reguły, naukowcy to ludzie, którzy sami mają szereg różnych problemów ze sobą.

Tak więc żeby postawić sprawę jasno - mnie interesuje praktyczny rezultat naszego światopoglądu (naukowego czy nie), a nie teoretyczne hipotezy naukowe i matematyczne wzory, które wielokrotnie dowodziły prawd, który potem okazywały się - zweryfikowane ponownie przez tą samą naukę - nieprawdziwe. Czy to nie jest racjonalny dowód, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nauka nadal jest daleka od prawdy?

Jakie jest więc prawdopodobieństwo, że reinkarnacja to fakt, a nie bzdura?

Jakie jest prawdopodobieństwo, że życie niefizyczne istnieje? Oraz, że może istnieć w innych częściach wszechświata? Oraz dlaczego powstało życie - skąd się ono wzięło? Jakie odpowiedzi na te pytania podaje nauka? Jakie są teorie naukowców na te kwestie? Ilu z nich zajmuje się w ogóle tymi fundamentalnymi dla każdej żyjącej istoty rozumnej zagadnieniami?

Co nauka mówi na temat uczuć - sprawy, która jest bardzo dobrze znajoma każdej istocie ludzkiej, w którą nawet naukowcy nie wątpią?

Oraz - przede wszystkim - jakie praktyczne konsekwencje ma taki - aktualny - obraz i wiara w naukę jako wygodną wymówkę, dla której przeciętny człowiek nie szuka odpowiedzi na własną rękę?
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
Dziekuje Wam wszystkim za te posty,naprawde sa dla mnie nieslychanie wazne.
Wiele sie dowiedzialam,o pogladach innych osob na te sprawy.
Gdy bylam mala,zawsze interesowalam sie tymi "rzeczami",te tajemnice tak bardzo mnie intrygowaly.

Nie pisalam jeszcze tutaj o tym,nie wiem czy to jest az tak wazne,ale pare lat temu zaczelo mi sie przydarzac nagle oobe.Wczesniej w ogole nie wiedzialam czym jest.Przyszlo tak niespodziewanie,bez zadnych cwiczen.Tak spontanicznie.
Mnie bardzo dziwi dlaczego to zaczelo mi sie przydarzac.
Od paru lat nie mam juz swiadomego oobe,jakby sie konczylo.Moze to zdarzenie chcialo mnie czegos nauczyc,cos pokazac,ze faktycznie nie jestesmy tylko cialem fizycznym,ktore po smierci umiera i nie ma juz nic dalej?


Tak wiec dzieki temu zdarzeniu,uswiadamiam sobie,ze cos dalej jednak jest.Najgorsze,ze kto tego nie przezyl nie bedzie moglłatwo w to uwmierzyc.Bo tego trzeba samemu doswiadczyc,zobaczyc.Tego sie nie da opisac.


A wracajac do tych dziwnych odczuc,one nie znikaja.Nie wiem czym sa.Ja sobie na pewno tego nie wmawiam,bo czy ktos chcialby odczuwac ciagly smutek,jakas niezrozumiala tesknote nie wiadomo za czym.Czuje,ze jestem w jakims dziwnym stanie,jakby w zawieszeniu.Cos odczuwam,a jednak nie wszystko,tylko takie szarpanie moich mysli :(.Robie cos zwyczajnego,a nagle te mysli sie pojawiaja.Calosc nie chce mi sie przypomniec.Tylko takie strzepy w nieladzie.
Moze musze cos zrozmiec.Ale co?Sama nie wiem.Chcialabym sie dowiedziec.
Avatar użytkownikaInana Kobieta
 
Posty: 27
Dołączył(a): 06 cze 2009, 15:41
Inano,
właściwie nie wiem, co mogę napisać - właściwie chyba tylko to, że dobrze Cię rozumiem. Ja też "od zawsze" byłem samotnikiem, lepiej dogadywałem się z pojedynczymi osobami, w większym gronie często milczę i bardzo mało mówię, zwłaszcza jeśli tych osób nie znam. Jednocześnie odczuwam (mam nadzieję, że to nie jest autosugestia mojego ego), że ludzie w jakiś sposób się do mnie garną, a ja ich trochę unikam - boję się odpowiedzialności za wpływ, jaki mogę na nich wywrzeć. W moich związkach często czuję się jak terapeuta - najczęściej przyciągam dziewczyny, dla których jestem chłopakiem (ale też starszym bratem lub ojcem) i bardzo je zmieniam - o wiele bardziej niż one mnie.
W obecnym momencie również jestem w "martwym punkcie" - coraz częściej myślę o życiu pustelniczym, choć w pewien sposób jest to dla mnie ucieczka od świata, a nie chcę być uciekinierem ("Zwykły pustelnik żyje w lesie, wielki - w mieście"). Moje doświadczenie z przypomnieniem poprzednich wcieleń opisałem w Twoim temacie o dziwnym śnie (klinika, pomoc innym duszom).
Nie wiem, co dalej, pragnę gdzieś wyjechać. "Woła" mnie Azja i Ameryka Południowa, ma to chyba jakiś związek z szamanizmem, ale sam się gubię. Pozdrawiam Cię i życzę powodzenia. Bless
Kartezjusz mógł to ja też - zaczynam od zera. Deep night of my soul.
Zdanie nieprawdziwe: Świat taki jest. Zdanie prawdziwe: Ja tak widzę świat.
Jest noc, maszty i ster są połamane, a ja uciszam sztorm.
http://ostrze.blogspot.com/
Avatar użytkownikaSirhan Mężczyzna
Jestem, kim chcę być
 
Imię: Bartek
Posty: 86
Dołączył(a): 10 cze 2009, 17:38
Droga życia: 5
Typ: 7w8
Zodiak: Lew, Zając
Witam

Sirhan napisał:
....W obecnym momencie również jestem w "martwym punkcie" - coraz częściej myślę o życiu pustelniczym, choć w pewien sposób jest to dla mnie ucieczka od świata, a nie chcę być uciekinierem ("Zwykły pustelnik żyje w lesie, wielki - w mieście").......
To o czym wspomniałeś Sirhanie i niewykluczone że i ciebie dotyczy Innano stanowi kluczowy moment w rozwoju duchowym, zazwyczaj zwany "etapem pustyni". Sam go wcześniej także przechodziłem, a jest on związany poniekąd z odkrywaniem własnego przeznaczenia. Niemniej podstawą doświadczenia pustyni jest zwrócenie naszej uwagi do wewnątrz. Rozluźnia się wówczas pewne napięcie psychiczne które, że tak powiem integrowało nas ze światem zewnętrznym i od tej pory czujemy że bardziej istniejemy wewnątrz, aniżeli zewnętrznie. Jest to stan przez który powinniśmy przejść i nie zatrzymywać się na nim. Podczas tego przejścia (auto-inicjacji) pojawiają się tysiące myśli, wspomnienia (z poprzednich wcieleń itp.) Ja np. osobiście czułem się jak samotny wędrowiec i rozkminiałem sens życia. Jedne osoby przeżywają to bardziej filozoficznie, inne emocjonalnie (pojawiają się też podróże astralne), a innym umysł wymalowuje rozmaite sceny i wizje, których treść uzależniona jest od uwarunkowań kulturowych. Przeżycia pustyni są dla jednych wyzwalające, a dla innych mogą być powodem opętania przez ich własne myśli i emocje. Bez względu jednak jaki jest ich charakter, etap pustyni ma za zadanie uświadomić nam "nasz wewnętrzny bieg psychiczny" oraz zapanowania nad nimi i uspokojenia go. Ponieważ dopiero wówczas kiedy wyciszymy nasz umysł, możemy usłyszeć wewnętrzny głos, który poprowadzi nas dalej..... Jednym słowem przychodzi moment, kiedy pojawia się mniej więcej takie zrozumienie - że jeżeli chcemy znaleźć się u tronu ducha, musimy wpierw zatrzymać nasz umysł i zrezygnować z niego. Po prostu stać się jak czysta karta, być takimi nieskalanymi, takimi jakimi byliśmy zanim powstała w nas jakakolwiek myśl - być czystym bytem. A kiedy wytrwamy w tym stanie (u samego źródła) wystarczająco długo pojawi się inteligencja, ale już zupełnie innego rodzaju, a do jej odkrycia zapraszam każdego kto tylko zechce tego doświadczyć, ponieważ odmieni ona nasze życie nie do poznania.....

Pozdrawiam
Misterium Christi
Avatar użytkownikaApollo Mężczyzna
 
Imię: Apollo
Posty: 397
Dołączył(a): 26 mar 2008, 16:19
Lokalizacja: Dublin, Irlandia
Droga życia: 8
Zodiak: Wodnik
Dzięki Apollo. Czuję, że to ten moment. Właściwie jedynym czego teraz chce to wiedzieć czego chcę. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzę.
Kartezjusz mógł to ja też - zaczynam od zera. Deep night of my soul.
Zdanie nieprawdziwe: Świat taki jest. Zdanie prawdziwe: Ja tak widzę świat.
Jest noc, maszty i ster są połamane, a ja uciszam sztorm.
http://ostrze.blogspot.com/
Avatar użytkownikaSirhan Mężczyzna
Jestem, kim chcę być
 
Imię: Bartek
Posty: 86
Dołączył(a): 10 cze 2009, 17:38
Droga życia: 5
Typ: 7w8
Zodiak: Lew, Zając
Witam wszystkich,
też mam swoją historię (niejedną zresztą) dotyczącą dziwnych odczuć i stanu ducha, którą chciałabym opowiedzieć.
Otóż, mam pewne dziwne a nawet przerażające wspomnienia.
W tym wspomnieniu nie wiem czy jestem człowiekiem, czy może psem.Wiem, że jestem niska. Ciągnie mnie w pewne podświadome miejsce, które wyraźnie jest obozem koncentracyjnym. Dokładnie widzę mur z czerwonej cegły, baraki, plac... I moją dzurę w owym murze, przez którą przechodzę. Wszystko jest bardzo wyraźne, jestem w stanie opisać każdy szczegół tego miejsca. Kiedy już znajduję się na terenie obozu zagłady czuję niesamowity spokój duszy, czuję się jak w domu, poczucie bezpieczeństwa i przywiąznania jest niesamowicie silne. Kładę się wtedy w "moim" kącie", leżę i jest mi bardzo dobrze. Nie myślę o niczym, ogarnia mnie wszechmogący spokój. Tylko ja, kąt, spokój i żywej duszy.
Po pewnym czasie wpada mi przypadkiem w ręcę wydanie DZ. A w nim zdjęcia mojego obozu. Oglądam je i wiem, że to jest MÓJ OBÓZ!!! Poznaję wszystko, jest tam dokłanie tak jak w mojej podświadomości!!!
Jakby tego było mało piszą, że dopiero teraz odkryto to miejsce, że wcześnie nikt nie wiedział o istnieniu tego obozu.
A ja wiem gdzie to jest i miejsce to się zgadza z tym z moich wizji. Niestety nic się nie zachowało, zdjęcia te były jakimiś archiwami.
Do dzisiejszego dnia jestem w głębokim szoku. Zastanawia mnie bardzo i zarazem przeraża skąd to poczucie bezpieczeństwa, kiedy moja podświadomość pcha mnie w to miejsce.
Kim byłam? Dlaczego jest mi tam tak dobrze?
Przeraża mnie to wszystko.
Co o tym myślicie?
Bo ja mam 100 % pewności, że tam kiedyś byłam, bo pamiętam.
annabbb Kobieta
w tym wcieleniu cel???
 
Imię: Anna
Posty: 5
Dołączył(a): 19 lip 2010, 14:12
Droga życia: 9
Zodiak: ryby
Mi się wydaję, jakbym miała wiele żyć. Kiedyś przeglądałam zdjęcia z Egiptu. I patrzę na mumię Tutenchamona. I wydaje mi się jakbym go znała od lat! Naprawdę. Zaczełam więcej się o nim dowiadywać. I jakbym przypominała sobie inne życie. Jakyb go...yhm kochała? Nie, to głupie! Na początku wydawało mi się, że chyba oszalałam. Ale może byłam Anchesenamon
? Bo jak ją widziałam (np. rzeźba) to właśnie jest prawie taka sama jak ja.. To dziwne. Jest bardzo podobna tak na 90 %. I raz śniło mi się jak przechadzam się po ogrodzie (akcja toczy się w Egipcie) i Tutechamon mnie woła. I patrzę na staw a tam moje odpicie i wyglądam jak Anchesenamon...
Ach. I jakoś dziwnym sposobem bez problemów umiem czytać hieroglify! A raz jak widziałam zdjęcie Nefertiti (matka Anchesenamon) to powiedziałam mawat - znaczy mama :shock:
I jakbym właśnie kochała Nefertiti jak matke!
Ja już chyba nie wytrzymam.
Wiecie coś o tym?
A to coś:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Anchesenamon
Piramidy Egiptu

Piramidy Egiptu
wznoszą się w górę,
wysoko, wysoko
ponad głowami,
wciąż żywe,
nieśmiertelne,
niczym ponure
świadectwo
uporu jednego
CZŁOWIEKA...
Avatar użytkownikaBelle Elena Kobieta
Inspiracją być. Umiesz?
 
Imię: Natalia
Posty: 4
Dołączył(a): 06 gru 2010, 17:27
Droga życia: 30
Zodiak: lew/tygrys
Belle Elena zaufaj swojemu czuciu :). Czemu nie?! :)
Słońce gorące
Avatar użytkownikaluth
 
Imię: Alicja
Posty: 1085
Dołączył(a): 31 mar 2010, 23:06
Lokalizacja: Warszawa
Droga życia: 11
Typ: 7w8
Zodiak: Byk, Koza
Co do pierwszego kotleta...

Saint Germain to istota budząca (mieszka w jakby to powiedzieć Fioletowym Płomieniu), Jest to częśc Mnie. Było to tak że wtedy w Paryżu dowiedziałaś się czegoś bardzo cennego, dosłownie związaną z twą samotnością...
a słowa twe były twym wyborem jak się zaczniesz budzić... :)
Pewnie to już nie aktualne, gdyż zaczeło się to rok temu...
A chodziło o to że nie jesteś Sama :)

Bella Elena
Czucie to piękna sprawa...
Może nam powiedzieć co przeżywaliśmy, powiedzieć co spotkaliśmy, powiedzieć z czym i kim tu tego doświadczaliśmy...
Ja miałem tak że życie samo mi przypomniało wszystko, też pamiętam Egipt i nawet pamiętam z kim wtedy razem kroczyłem, a to była Nefretete...
Poznałem Ją i w tym zyciu, lecz nie było nam dane tym razem isć, gdyż taki był mój wybór...
Wybór nacechowany tem wielkim uczuciem by się to stało co wtedy zaczeliśmy...


ATOM
http://www.youtube.com/watch?v=b1VpyER3 ... re=related

Na jaką Kulkę chcesz poświęcić Swą uwagę? Ty też jesteś kulką...
http://www.sam-jestemjakijestem-mas.blogspot.com
Avatar użytkownikaSAM
Niema NIC Smiejszego....
 
Imię: Szczęście
Posty: 200
Dołączył(a): 10 sie 2010, 09:44
Droga życia: 1
Typ: bzdura
Zodiak: bzdura
Umiesz rozwinąć myśl?
Napisz do mnie prywatną wiadomość, Sam. Pogadamy o Nefertiti, ok? :)
Piramidy Egiptu

Piramidy Egiptu
wznoszą się w górę,
wysoko, wysoko
ponad głowami,
wciąż żywe,
nieśmiertelne,
niczym ponure
świadectwo
uporu jednego
CZŁOWIEKA...
Avatar użytkownikaBelle Elena Kobieta
Inspiracją być. Umiesz?
 
Imię: Natalia
Posty: 4
Dołączył(a): 06 gru 2010, 17:27
Droga życia: 30
Zodiak: lew/tygrys

Powrót do działu „Religie i wierzenia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron