Jest wiele medytacji i jej form i uwierz mi praktykowałem ich wiele kiedyś. Większość z nich powoduje odcięcie od siebie… A jeżeli się tak nie dzieje to jest to tylko wyciszenie umysłu – i nic więcej. Jest tylko wstępem do medytacji. A większość ludzi zostaje na tym poziomie, nie zauważa pułapek umysłu, nie zauważa swoich mechanizmów ucieczki od czucia i używają medytacji i "rozwoju duchowego" do ucieczki od życia i siebie.
Hm, wierze. Jednak jednocześnie mam doświadczenia na tyle pozytywne, ze podchodzę do medytacji z duza sympatia. Znam tez ludzi których wyciągnęła z nałogów, z toksycznego życia, z niemocy twórczej. Dla mnie joga nie jest ucieczka.
Wiem jednak, ze z każda metoda medytacji można przesadzić, przed czym zresztą nas przestrzegają na zajęciach. Do niczego nie można podchodzić w sposób fanatyczny. Sama tez w sumie miałam obawy, czy samej mi się to nie przydarzy, czy pewnego dnia nie zdam sobie sprawy ze jestem niewolnikiem rytuałów, i ze stanę się zależna od medytacji. Nic takiego jednak się nie dzieje. Owszem, traktuje ja jako cześć mojego życia, ale przychodzi to bez przymusu i naturalnie. Nie izoluje mnie to od świata.
Praktyka przyniosła mi już pewne wymierne korzyści, spowodowała, ze moja osobowość, po długim okresie flustrujacego zastoju, zaczęła ewoluować, i to w bardzo konkretnym wymiarze. Nie wyciągnęła mi nic w przeszłości (a może po prostu tak tego nie odebrałam), ale jednocześnie nie jest tylko wyciszeniem. Czuje ze prostuje swój punkt widzenia na świat i na ludzi, otwarłam się bardziej, jestem tolerancyjniejsza, zaskakuje się sama sobą widząc, ze powoli, małymi krokami zmieniam swoje stare nawyki reagowania w pewnych sytuacjach. Stalam się bardziej świadoma siebie, i nie tylko jeśli chodzi o energie wewnętrzne i czakry ale przede wszystkim mnie i moje życie. Moze to brzmi jak z ulotki reklamowej, ale jest to czysta prawda.
Zarzuciłem tradycyjne medytowanie po kilka godzin ponieważ nie sprawdzało się w moim przypadku.
Za to staram się być świadomy każdej chwili życia w pełni. Dlatego napisałem, że moją praktyka jest każda chwila życia, każdy jej stan i doświadczenie.
kilka godzin... jestem pod wrażeniem wytrzymałości
Hm, tak, masz racje ze to życie przede wszystkim nas kształtuje. Zgadzam się. Napisałam wcześniej ze medytacje traktuje jako jego suplement, który pomaga mi się lepiej w nim odnaleźć. Moze dla ciebie medytacja była odcięciem, dla mnie jest zbliżeniem do realnego świata. Sprowadzeniem z poziomu bujania w obłokach i marzeniach o niezrealizowanym do działania, życia tu i teraz. Wyzwoliła u mnie sile do zmian.
I ten sam człowiek, tym samym zachowaniem i energią, którą wcześniej wywoływał u mnie złość teraz wywołuje moje zrozumienie i miłość. Czynnik zewnętrzny się nie zmienił, tylko ja. Więc gdzie ta przyczyna jest tak naprawdę na zewnątrz? Gdyby tak było dotykała by mnie tak czy siak.
Nie mogę się z Toba nie zgodzić. Dając moja definicje myślałam o sytuacjach i reakcjach negatywnych w obiektywny sposób, ale masz racje ze oprócz takich ogólnie wszystko może stać się stresujące w zależności od naszych własnych "ran". Widzisz, ja te rany postrzegam jako zabrudzenia na filtrach, to z nich się czyścisz. Jakkolwiek płasko i łatwo to brzmi, działa, poczułam to osobiście w konkretnych sytuacjach. Niestety, to nie jest tak ze jak raz się oczyścisz to do ciebie już to nie wróci. Dlatego oczyszczam się regularnie, jak tylko poczuje ze mój stan ducha jest w kiepskiej kondycji. Jasne, ze można bez tego, ale czasem mimo najlepszych chęci nie potrafisz się przeskoczyć.
Tak ja to odbieram, tak tego doświadczam. Dlatego nie muszę i nie czuję żadnej potrzeby by się przed czymkolwiek chronić, przed żadną energią, bytem astralnym, człowiekiem i sytuacją, gdyż wszystko to kształtuje mnie. I owszem proste to nie jest, ale osobiście daje mi więcej niż jakakolwiek medytacja.
FreeGhost, tak, nie uważam ze trzeba się chować po katach przed światem. Na tym to polega ze trzeba stawić mu czoła.
I jeszcze raz powiem, ze dla mnie medytacja, o ile jest dobrze prowadzona, pomaga ci w tym. Wiesz, ja nie traktuje zbyt poważnie tych wszystkich afirmacji o ochronach przed bytami astralnymi itd, jak powiedziałam wcześniej wole trzymać ta cala praktykę blisko prawdziwego życia. Myślę jednak ze mamy tak rożne doświadczenia ze nie potrafimy się przez to zrozumieć. Moze nie trafiłeś na dobre metody ... zachęciłabym Cie do sahayi, ale nie chciałabym być nachalna i wzięta przez Ciebie za zindoktrynowana fanatyczkę

I tak już się wystarczająco nachwaliłam.
przepraszam za nieobecność niektórych znaków, ale pisze na obcej klawiaturze, robię co mogę.