Skoro już tak politycznie i gospodarczo...
Til napisał(a):Źle że w Tybecie dzieje się jak się dzieje.
Dalailama twierdził, że lud Tybetu jednak nie słucha go. Tybetańczycy, pomimo wielokrotnych upomnień ich duchowego przywódcy, są nastawieni bojowo. Oczywiście, jest to zrozumiałe, że patrioci będą bronić własnego kraju, jednak inną sprawą jest, że agresją budzi jeszcze więcej agresji i z rozsądnego punktu widzenia, Tybetańczycy sami na własnych szyjach zawiązują sobie sznur.
Til napisał(a):Z drugiej strony - spójrzmy prawdzie w oczy - tak działa to w naszym aktualnym świecie - silniejszy pochłania słabszego, a ten kto nie chce się bronić (niezależnie od powodu) jest bardzo słaby (fizycznie)... I dopóki duchowość nie prowadzi do wypraw krzyżowych, czy innego jihadu, jej nadmiar jest słabością w świecie zdominowanym przez fizyczność. I póki co (jeśli nie liczyć tematu 2012) nie zamierza się żeby było inaczej...
To prawda wszystko, taka jest historia ludzi, przynajmniej od kilku tysięcy lat na Ziemi. Problem konfliktu i motywacji do walki o to, co inni mają w
posiadaniu jest jednak bardzo złożony, uniwersalny i istnieje na wielu poziomach, od jednostkowego po wielkie grupy, jak całe narody i rasy.
Til napisał(a):Wielu ludzi mówi że jest źle. Wielu protestuje.
Znowu złożona sprawa. Ja nie protestuję

Moim zdaniem walką nic się nie zyska, może poza jeszcze większym oporem.
Til napisał(a):I i tak się to nie zmieni, bo nawet supermocarstwo - USA nie chce podpaść Chinom, Unia Europejska nie chce podpaść Chinom, bo jeśli przyjrzycie się dobrze, jakieś 90% produktów dookoła nas nawet jeśli nie jest made in china, to ma podzespoły które są made in china. Dlatego gospodarki USA czy UE które są uzależnione od elektroniki z Chin, w momencie kiedy przeżywają kryzys i w dodatku nie mają własnej bazy do rozpoczęcia produkcji tych ilości podzespołów, zwyczajnie padłyby z braku nowoczesnej technologii, gdyby te jakże zacofane Chiny nałożyły na nie embargo (choćby częściowe, bo całościowe im się nie opłaca, za to jest świetnym straszakiem)... Co zrobiliby wyborcy z prezydentem i kongresem USA który sprawiłby że nie mieliby komputerów, swoich ukochanych SUVów i całego mnóstwa innych rzeczy jeśli się zastanowić? Dlatego wszyscy mogą sobie krzyczeć na Chiny, mogą grozić im palcem albo nawet i całą ręką czy nogą, to tej ręki nie poważą się rzeczywiście podnieść na Chiny, a całe te krzyki są pod publiczkę - "Patrzcie jak im grozimy, to nie nasza wina że oni nic sobie z tego nie robią".
Jestem przekonany, że aktualna sytuacja, jaka ma miejsce na świecie (wynikająca z globalizacji), jest tylko tymczasowa i w najbliższej przyszłości prawdopodobnie możemy spodziewać się zmian. Dlaczego?
Tak naprawdę nikt nie dba o to, jak w Afryce lub Azji
wykorzystuje się ludzi, czy też jak niebezpieczne i niestabilne politycznie są rejony w Ameryce Południowej. Nikt nie ma interesu w tym, by zmienić tamtejszą sytuację. Co więcej podobno organizacje charytatywne w cale nie pomagają tamtejszym mieszkańcom (co najwyżej symbolicznie), a pieniądze dzięki tzw. księgowości kreatywnej są przelewane na zupełnie innych beneficjentów. Ostatnio zresztą była jakaś afera w tej kwestii.
Ale w Chinach jednak sytuacja jest nieco inna. To przeolbrzymi kraj rządzony twardą ręką, nad którym właściwie trudno zapanować. Jeśli ktoś zna choć pobieżnie historię Chin, to wie, ile problemów sprawiało utrzymanie tej potężnej "machiny" od najstarszych czasów starożytnych istnienia tej cywilizacji. W tym kraju mieszka
grubo ponad miliard ludzi - trudno sobie nawet wyobrazić tą liczbę.
Rzeczywiście, jak napisał Til, od pewnego czasu w biznesie, wraz z rozwojem technologicznym (m.in. transport), zaczęto
przenosić każdą produkcję, którą się tylko dało, w miejsca tańsze, o dobrych warunkach. Rządzący Chinami w tym czasie sprzyjali pojedynczym przedsiębiorcom z zachodu, zachęcając ich do inwestowania w Azji. Może warunki nie były aż tak wymarzone, ale było zbyt dużo do zdobycia, by odpuścić sobie okazję. Tania siła robocza oznaczała potężne cięcia kosztów w bardzo konkurencyjnym biznesie - coraz bardziej konkurencyjnym, ze względu na ilość ludzi, których przybywa na Ziemii w zawrotnym tempie.
Wkrótce oczywiście okazało się, że Chiny już nie były alternatywą, a koniecznością każdej firmy, jeśli była uzależniona od kosztów produkcji - bo w przeciwnym wypadku, nie mogąc konkurować cenami z innymi, była skazana na bankructwo. Przypuszczam, że rządzący w Chinach nie przewidzieli takiej sytuacji, jednak kiedy ją sobie uświadomili, postanowili zadrzeć wysoko głowę i narzucać pozostałym krajom, uzależnionym od siebie pośrednio poprzez zachodni system kapitalistyczny (rynkowy).
Jak wskazuje ekonomia, system kapitalistyczny kieruje się prawami rynku (teoretycznie przynajmniej), a
na ten rynek składają się miliony różnych uczestników, którzy ślepo dążą do zysku, nie dbając, jakie wywoła to konsekwencje na skalę globalną. (Co jest oczywiste - bo nie zakładasz firmy w celach charytatywnych zazwyczaj). Oznacza to oczywiście, że Chiny - nie jako ciemiężony naród, ale jako elitarna garstka na szczycie - w tym momencie są beneficjentem takiej sytuacji, a Zachód przekonał się o kolejnym słabym punkcie systemu kapitalistycznego, który teraz
wpędził cały świat w niezłe tarapaty.
Jak teraz sytuacja wygląda?
- praktycznie cała licząca się produkcja jest w Chinach, Tajwanie czy podobnych azjatyckich krajach
- większość ludzi w tych krajach żyje na granicy ubóstwa, a podstawowa edukacja leży w sferze ich największych życiowych marzeń; robotnicy niczym średniowieczni niewolnicy całe życie pracują na swoich "panów"
- większość produkcji z zachodu już zniknęła, bo po prostu była nieopłacalna, przez co na zachodzie dominują inne zawody
- wiele firm zachodnich otwiera na wszelki wypadek zakłady produkcyjne również w krajach Europy Wschodniej, m.in. w Polsce - jednak nie dzieje się to jeszcze na masową skalę
- poszczególni przedsiębiorcy, zalewający świat produktami wytworzonymi w Chinach, nie mogą już wycofać inwestycji, a kraje, takie jak USA (największy dłużnik na świecie!), nie znajdą pieniędzy (jeśli w ogóle chciałyby wspomagać własnych biznesmenów) na przeniesienie tej produkcji gdzieś indziej; nieliczne wyjątki - poprzedni punkt
- a zatem
Chiny trzymają w szachu każdą branżę, której wytworem są produkty fizyczne (a po części także sytuacja taka coraz bardziej zaczyna kreować się na rynku oprogramowania), czyli m.in. wspomniane przez Tila komputery, elektronika, samochody i codzienne przedmioty, czyli praktycznie podstawę naszej aktualnej cywilizacji
-
Chiny to nie jest kraj demokratyczny, ale - nie tylko poprzez swoją sytuację polityczną - raczej nieobliczalny
- Chiny i Rosja
nie są pozytywnie nastawione do zachodu, z którym współpracują tylko z konieczności
- ale jednocześnie
produkcja w Chinach jest uzależniona od popytu na zachodzie- pytanie, na ile popyt na zachodzie będzie wysoki? co wiąże się z kolejnymi pytaniami, które sprowadzają się do kwestii: jak będzie wyglądało bezrobocie na zachodzie i z czego będzie wynikać?
To jest oficjalny obraz.
Nieoficjalny na 100% się różni od powyższego, bo naprawdę nie mam pojęcia, co kryją w zanadrzu "władcy" Rosji i Chin, a także USA. Podzielona UE jest tutaj raczej traktowana po macoszemu, co widać było po polityczno-gospodarczych ruchach ze strony Rosji, która zapewne się jednak zdziwiła, kiedy sprzeciw okazał się niemal jednogłośny.
Wracając do mojego pytania z początku. Najprawdopodobniej napięta sytuacja w Chinach nie będzie się ciągnęła w nieskończoność i będzie musiała znaleźć jakieś ujście - mniej lub bardziej pokojowe. Wszystko zależy oczywiście też od tego, jak będą reagowali rządzący mocarstwami. Jednak już można zauważyć, że wielu Chińczyków wyjeżdża w celach zarobkowych do praktycznie wszystkich krajów. Tusk, nawet nie siląc się na krytykę Chin, chciał podejść od strony dyplomatycznej nową potęgę i być może jakieś korzyści z tego wyniósł - oczywiście obupólne, jeśli już. Po części został rozwiązany m.in. problem edukacji Chińczyków w ich macierzystym kraju oraz narastający niedobór studentów na niektórych kierunkach w Polsce. Praktyczna konsekwencja jest taka, że Chińczycy będą narodem coraz lepiej wykształconym, a to zapewne w konsekwencji będzie oznaczać wyższe żądania płacowe i coraz więcej zatrudnionych Chińczyków na świecie (bo pewnie ich płace będą nadal niższe od przeciętnego pracownika zachodu) - zakładając rzecz jasna, że do tego czasu system kapitalistyczny się całkiem nie rozwali.
Ale polityka to tylko jedna strona układanki przyszłych wydarzeń.
Są jeszcze inne, globalne kwestie, jak potencjalny problem niedoboru żywności czy postępujące w coraz większym stopniu zanieczyszczenie środowiska. Właściwie taka sytuacja w historii jeszcze nie miała precedensu, więc nie mam pojęcia, jak to się rozwinie. Bywały jedynie klęski głodowe, które zwykle kończyły się śmiercią dużego odsetku społeczeństwa. Nie wiem, czy technologia będzie w stanie sensownie poradzić sobie z tą kwestią, bo np. żywność genetycznie modyfikowana wzbudza dużo oporu (możliwe, że słusznie - nie jestem biologiem).
Jednym słowem, sytuacja jest, generalnie rzecz biorąc, skomplikowana i spodziewam się jakichś
zmian w najbliższej przyszłości.
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
- Hilary Duff