Dyskusje na temat wszelakich praktyk duchowych - medytacji, pracy z energią, aurą, czakrami, itp.
Spokojne bicie serca. Łagodny oddech. Przejrzysty strumień myśli wprowadzających pokój duszy i ciała, a także harmonię pomiędzy nimi. Wewnętrzne ukojenie i wyciszenie.

Pragnienie takiego stanu jest bardzo właściwym, ale przede wszystkim duchowo-naturalnym objawem. Chaos, niepokój i rozkojarzenia nie są bowiem czymś naturalnym. Nie jest właściwym to, gdy czujemy się obco w ludzkim ciele. Tzw. odbijanie się od jednej ściany do drugiej - nie stanowi sensu ludzkiego życia.

Co uczynić, aby mieć poczucie harmonii z otaczającym światem i przede wszystkim z wołającą, a nawet błagającą o uwolnienie od cierpienia ludzką duszą? Jak uzyskać wewnętrzny i trwały pokój serca?

W Ewangelii Św. Łukasza 18,1 i 21,36 odnajdujemy bezcenny drogowskaz. Jezus Chrystus tłumaczy swoim uczniom, że "zawsze powinni być czujni, modlić się i w Modlitwie nie ustawać". Oto najgłębsza mistyczna odpowiedź i jednocześnie uwolnienie od wszelkich ziemskich problemów - być czujnym i wejść na drogę Modlitwy Nieustannej.

Jednak słowa te mogą początkowo wywołać zakłopotanie i niepokój - przecież wydaje się to całkowicie nierealne w tym zwykłym, ziemskim życiu. Czyżby na pewno?

Otóż trudność tkwi w niewłaściwym postrzeganiu Modlitwy, która najczęściej traktowana jest jako rodzaj zewnętrznej pracy - swoisty zestaw formułek, mantr lub pacierzy do odmówienia. Przy takim rozumieniu, to oczywiście byłby jakiś koszmar i nonsens, aby całe dnie spędzać na klepaniu kolejnych "pobożnych formułek". Nawet w przypadku pustelników, nieustanne recytowanie mantr nie byłoby możliwe z prostej przyczyny konieczności snu, choćby kilka godzin dziennie.

Jednakże, pomimo wszystko taka "działalność modlitewna" nie prowadzi do wewnętrznego i zewnętrznego wyzwolenia, albowiem jeszcze bardziej zniewala. Nie dość, że codzienne życie coraz bardziej dokucza mnogością wydarzających się problemów - to jeszcze na dodatek Pan Bóg "zawraca głowę"...

A może te słowa Chrystusa są tylko przenośnią? Pewnego rodzaju metaforą? To raczej błędny kierunek interpretacji. Takie podejście nadal zakłada rozumienie Modlitwy jedynie, jako pewnej zewnętrznej czynności w celu wypełnienia obowiązku, lub uzyskania pożądanego efektu; a więc jest czymś uwarunkowanym i zakładającym np. to, iż możemy podobać się Bogu-Ojcu i być przez Niego wysłuchanymi tylko dzięki naszym uczynkom; a nie np. dzięki prawdziwej pokorze, a także szczerości i otwartości serca.

Słowa Chrystusa trzeba więc potraktować jak najbardziej dosłownie. To, co On mówi do nas o "Modlitwie Nieustannej", nie jest żadną abstrakcją oderwaną od życia; ponieważ stanowi realną pomoc, jeśli chodzi o trwałe uwolnienie się spod wpływów fałszywego i coraz bardziej okrutnego dla ludzi świata. Należy jednak właściwie rozumieć sens Chrystusowego zalecenia. Otóż Modlitwa Nieustanna nie odnosi się do zewnętrznych działań, ale do wnętrza człowieka. Jest to stan czujności, nieustannie pamiętający o Boskiej Obecności. Nie chodzi o pamięć mechaniczną, albo ciągłość czasową kierowanych wezwań. Pamięć serca to trwała i miłosna świadomość tego, że Bóg Jest.

Modlitwa Nieustanna, to gotowość mówienia w każdej chwili, w imię pośredniczącego Chrystusa do Boga-Ojca, o którym wiem, iż jest On ze mną nieustannie. W tym świetle kieruje się też uwagę na odnalezienie konkretnych sposobów zwracania się do Ojca. Bardzo pomocne w tym mogą okazać się pojedyncze słowa lub krótkie zdania, które można wypowiadać również w trakcie pracy, albo przy jakichkolwiek innych czynnościach; a nawet w nocy, podczas snu. Możliwe są dowolne tzw. "akty strzeliste" - np: "Ojcze, okaż mi Twoją Łaskę i ocal moją duszę"; albo: "Ojcze, błagam Cię w imię Chrystusa, niech mi się staje Wola Twoja".

Właściwym jest wypowiadanie w głębi duszy słów: "Ojciec" i "Chrystus" - sugerując się przede wszystkim tym, co podpowiada w danej chwili Duch Chrystusowy. Właściwa jest też pamięć o tym, żeby było to krótkie i zwięzłe, w sensie wypowiadania jak najmniejszej ilości słów.

Praktykując Modlitwę Nieustanną, człowiek z czasem zaczyna "oddychać Bogiem"; czyli dosłownie wszystko odbiera jako zanurzone w Bogu - wszystko widzi i przeżywa z miłością w sercu i prawdą w umyśle. Nie ma on nawet wówczas potrzeby wymawiania Modlitwy ustami. Wystarczające jest bowiem udzielenie w Duchu pozwolenia na to, aby mogła Ona "wybrzmiewać samoczynnie" w ciszy i głebi duszy (serca).

Modlitwa Nieustanna sprawia to, że dusza ludzka zyskuje pokój serca; nie robi ani za dużo, ani za mało; chociaż tak naprawdę nic nie czyni sama od siebie, ponieważ to Moc i Duch Chrystusa swobodnie przez nią przepływa - czyniąc to wszystko za nią.

W każdej chwili jest w stanie wyrażać - "dobrze, Ojcze, że jesteś"; "dobrze, że teraz tu jestem z Tobą" - dzięki czemu następuje coraz bardziej trwałe jednoczenie się z Bogiem-Ojcem w Chrystusie, by w konsekwencji tego - Syn Marnotrawny podążając "prostą i wąską ścieżką" - przeszedł w końcu przez "ciasną bramę" - i znalazł się w Domu tęskniącego za Nim i bardzo kochającego Go Ojca.
Miracle
 
Posty: 86
Dołączył(a): 05 sty 2012, 14:38

Powrót do działu „Praktyka”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość