- czyli MY. Przedstaw się, jeżeli jesteś nowym użytkownikiem. Nasze autobiografie, zainteresowania i wszystko inne.
Moja egocentryczno-ekstrawertyczna świątynia na forum.

Kim jestem?
Jestem cieniem istoty, którą jestem.
Jestem tym, który nie wie ile już za nim.
Jestem tym, który poszukuje kresu nieskończoności.
Jestem początkiem i końcem, wszystkiego i niczego, dla wszystkich i dla nikogo.
Jestem dziwakiem i zarazem najnormalniejszym.
Jestem unikatem i kopią jednocześnie.

Ja jestem!

Bez was i z wami.
Zarówno tu jak i tam.

Ziarnko piasku we wszechświecie.
Wszechświat w ziarnku piasku.
Kropla w morzu,
Morze w kropli.

Kwark i uniwersum.

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Dla wszystkich:

There's the land
Where You can get everything,
Where You can do anything,
Where You can be anyone You ever Imagined.
And it's not so hard to get there.
All you have to do is to go to your bed,
and fall asleep without loosing awarness.
Anyone can do that.

Ofcourse there is the world much better than the world of dreams.
In reach of Your hand.
An infinite world of Your spirit.
Jus think about Yourself,
Look inside of You,
And learn, experience, meet the inner You.
Hidden deep inside You,
Under your exteriority,
Meditate!
Ask questions!
Look for answers in yourself.
Hole worlds are contained there.

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Wspaniałe! Melduję się jako stały bywalec Twojej Świątyni :)

Blant napisał(a):Jestem unikatem i kopią jednocześnie.

Przypomniał mi sie tekst z filmu Las Vegas Parano...
"Boski prototyp. Mutant, który nie wszedł do masowej produkcji. Zbyt pokręcony, by żyć. l zbyt rzadki, by umrzeć."
:D

Dziekuję :)
Intencja jest przenikającą wszystko siłą, która sprawia, że postrzegamy. Nie dlatego stajemy się świadomi , że postrzegamy - do percepcji dochodzi pod naciskiem napierającej intencji..
[C. Castaneda]
Avatar użytkownikasinsemilla
 
Posty: 1675
Dołączył(a): 26 maja 2010, 15:45
Witaj,

Z Las Vegas Parano, zapamiętałem:

"Człowiek który staje się zwierzęciem, zrzuca z siebie ciężar bycia człowiekiem. "

Dr.Johnson

:wink:
phillip
 
Aż chyba obejrzę ten film, skoro tak go polecacie.

A teraz coś nowego,wprowadzającego, z szansą na rozwój i zakończenie.
"I przyszedł dzień, w którym człowiek przeciw człowiekowi stanął.
I jedynym celem przejąć duszę drugiego.
A pośród nich, jeden, który nie wie po co to wszystko.
Jeden, który widzi bezsens w posiadaniu większej ilości dusz, skoro nawet swojej własnej nikt z nich do końca nie poznał."

I motyw z niedalekiej w czasie rozmowy: (Uwaga!!! Poważny temat.)
"- A czyż koniec nie oznacza zarazem początku?
-...
-A czyż wędrówka nie może być celem samym w sobie?"

Te dwa zdania to podsumowanie mojego życia.
Jak pisał Sapkowski "coś się kończy, coś się zaczyna".
Kończy się oczekiwanie na zdarzenie, zaczyna się zdarzenie,
kończy się zdarzenie zaczyna się oczekiwanie na nowe zdarzenie.
I tak na prawdę, ta wędrówka jest istotą istnienia człowieka/świata.
Dochodzimy gdzieś, to ułamek sekundy gdy ustalamy cel kolejnej wędrówki,
nie zastanawiamy się po co tu przyszliśmy ale jak to zrobiliśmy.
Rodzimy się i umieramy, nie pytamy dlaczego się rodzimy,
nie pytamy dlaczego umieramy, pytamy co się działo pomiędzy tymi dwoma punktami.
I w pewnym momencie dochodzimy do wniosku, że nie ważne skąd wyruszyliśmy, nie ważny jest cel,
ważny jest sam fakt, że wędrowaliśmy, bawiliśmy się, śmialiśmy, uczyliśmy, płakaliśmy, kochaliśmy,
daliśmy życie.
A teraz żałujemy.
Bo kończy się nasza wędrówka.

I mamy również nadzieje;
-"Pójdę do nieba!"
-"Wrócę na Ziemię!"
-"Nie chcę odchodzić!"

Przełom między wędrówkami, ta krótka chwila uzmysławia nam,
że chcemy iść dalej.
Co się ze mną stanie gdy umrę?
Odejdę w kolejną wędrówkę.
Znów wyruszę w drogę.
-Dokąd?
-Nieważne!
-Skąd?
-Z końca ostatniej podróży!
-Po co?
-Aby wędrować, doznawać świata.
Szukać i znajdować emocje, których jeszcze nie przeżyliśmy.
Wędrować, aby nie stać w miejscu, aby rozwijać się, aby dać coś światu.
-Czymże jest więc dla Ciebie śmierć?
-Jest przystankiem w drodze, krótką chwilą, która pozwala zatęsknić za podróżą, która pozwala przedłużyć podróż o kolejny dzień.

"Każdego wieczora kładąc się spać,
umieram.
By w nocy wędrować do gwiazd,
ożywać.
By rano ze snu umrzeć i wstać.
By przejść przez dzień cały,
By z wieczorem umierać."


Nie pamiętam już gdzie to było ale obrazowo podsumowuje temat:
"Założysz więc sandały i weźmiesz kostur stalowy.
I będziesz szedł dopóty, dopóki sandały się twoje nie zetrą.
A potem pójdziesz dalej aż kostur twój się zetrze..."

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Czy biegniesz na złamanie karu od punktu do punktu, czy leżysz i nic nie zaprząta twojej głowy.
Czy leniwie spacerujesz ciesząc się pogodą, czy skaczesz wysoko do gwiazd, bo pragniesz więcej.

To podróż.
Jak każda inna.

Wszyscy jesteśmy wędrowcami.
Przemierzamy wymiary nas samych, by znaleźć Nas Samych.
Ale czy to ma koniec?
Ma i nie ma.
Koniec jest wtedy, gdy rozrywany przez szczęście możesz powiedzieć...
TAK, TO JEST TO. MOGĘ JUŻ ODEJŚĆ.
I końca nie ma, bo jest jeszcze Więcej do zobaczenia...
TAK, JESTEM GOTÓW NA WIĘCEJ.

Oglądałem niedawno dokument, w którym pewien naukowiec stwierdził:
"Puki człowiek będzie szukał - znajdzie to" [odnośnie kosmosu i jeszcze mniejszych cząstek]
"To chęć odkrycia powołuje rzeczy i zjawiska do życia"

Wędrujemy.
Wszyscy wędrujemy.
Prowadzimy samochody.
Pracujemy.
Mamy dom.
Rodzinę.
I stosunek do tego wszystkiego i do życia.
Lecz czy to nie jest tak, że To my decydujemy jak wyglądać ma jutro?
Jak je przywitamy i pożegnamy?

Bo gdy zawartość mieszcząca się między tymi dwoma punktami będzie poczuta.
Głęboko w środku zostanie odkryta nie podlegająca dyskusji bezcenność.
Nie ważne będzie kto, gdzie, jak i dlaczego.

BĘDZIE ISTNIAŁ TYLKO BEZGRANICZNY PODZIW.

Jeden rytm.
Jeden krzyk.
Jedna łza.
Jedne usta.
Jedno wspólne życie.

Znam takie miejsce gdzie już tak jest.
Wszak mawiają...
"Zmienianie świata należy zaczynać wyłącznie od siebie".

Bo z tych 7 miliardów ludzi na przeszkodzie do radości z podróży stoi tylko jedna.
I kiedy to zostanie przejrzane podróż będzie naprawdę Podróżą.

Dziękuję. : )
Avatar użytkownikaSinbard Mężczyzna
Blackbird
 
Imię: Mariusz
Posty: 1888
Dołączył(a): 20 kwi 2011, 13:05
Lokalizacja: Multiwersum.
Zodiak: Wodny Smok
Gdzieś to kiedyś już wklejałem, ale skoro temat ten ma być zborem zawierającym mnie, oto ponownie wstawiam (twórczość własna):

Mirror
"I see an ancient evil inside of my soul,
I see a demon, who wants to take control,
I see a man, whose will is to live,
I see the things, that never should be."
Ostatnio edytowano 26 wrz 2011, 00:49 przez Blant, łącznie edytowano 1 raz

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Ładne, ciekawe...
Aczkolwiek moja czepialska część każe dodać: 'demon wants' nie 'demon want' ;)
"Zgodnie z zasadami aerodynamiki trzmiel nie powinien latać,
ale trzmiel o tym nie wie, więc i tak lata."
"Cats are known to see within the dark. Yet, if you had sight like a cat, even for one day, would you really want to see what's in the dark?"
Avatar użytkownikaTil Mężczyzna
Poszukujący
 
Posty: 1614
Dołączył(a): 31 sty 2006, 02:56
Lokalizacja: Bolesławiec - Wawa
Droga życia: 11
Zodiak: tygrys
Dzięki, w pełni rozumiem czepialstwo wszelkiej maści, ponieważ sam czepiam się szczegółów i (jak pewnie nie wiele osób) nie mam nic przeciwko wyszukiwaniu błędów w moich wypowiedziach.

Coś świeżego:

"On my face i feel a light breeze,
while i stay on the rooftop of the world.
And all these things that flows through my mind,
makes me feel like pendulum. I don't know what's right.

To fall down, into the
deepest depths of life?
or runaway, stop beeing me,
to touch the sky?

Standing there and don't know what to do.
The hardest decision that i ever had to take.
I am crumbling.
I am tearing myself.
...
...
...
Imperishable tower has just colapsed."

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Czy wszystkie ryby to włóczęgi? :)
Too weird to live,
too rare to die.
Avatar użytkownikaJoe Black Mężczyzna
 
Posty: 562
Dołączył(a): 04 sty 2010, 02:28
Typ: 4w5
Zodiak: Ryby
Na to wygląda :)

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
Byłem w niebie.

Wojna, dowodzę 13 osobowym elitarnym oddziałem, jesteśmy na torach biegnących wzdłuż rzeki,
właśnie przekroczyliśmy most, mamy umówione spotkanie z innym oddziałem na drugim moście.
Atakują nas od strony naszego celu, drugiego oddziału, nie wiem kto, na pewno nie nasi, rozkazuję swoim aby ukryli się za wagonami.
Część stoi, są przerażeni, nie wiedzą co się dzieje. Zabijam kilku atakujących.
Biegnie na mnie ich dowódca, to kobieta. Cofam się za poprzedni wagon.
Mojego oddziału nie ma, znikł. Na polu walki zostałem ja i ona.
Obalam ją, rozbrajam, siłą zaciągam do pobliskiego kościoła.
Kościół na planie krzyża wejście u jego podstawy ołtarz w lewej nawie na piętrze, za ołtarzem okna, duże, od ziemi do sufitu.
Siłą sadzam przy ołtarzu, ona jest przerażona ja bezwzględny.
Widzę jak mój oddział przebiega za kościołem od strony prawej nawy, ale on już się nie liczy.

Muszę na chwilę odejść od ołtarza, w tym czasie pojawiam się drugi ja, który siada przy ołtarzu, zaczyna z nią rozmowę.
Wracam, muszę udawać jej przyjaciela, że wszystko jest w porządku. Trwa rozmowa.
Ona mówi, żeby zmierzyć się z nią wzrokiem, jak wygram będę mógł zrobić z nią wszystko czego zapragnie.
Wchodzi inny żołnierz, drugi ja już domyśla się jak ona się tu znalazła, ona szybko przegrywa pojedynek, błaga "nie patrz tak na mnie". Ale to już nieważne.
Zza drugiego mnie wystaje macka zakończona szczęką podzieloną na cztery części, każda z czterech części szczęki wypełniona zębami jak u rekina, ostre trójkątne, chce mnie zabić, ale drugi ja wstrzymuje ją, macka wystaje z jego pleców, drugi ja klepie mackę po górnej części szczęki, mówi "tak nie można", jakby powstrzymywał samego siebie, nie mackę. Drugi ja wstaje od stołu i odchodzi.
Nie zauważyłem kiedy kościół stał się olbrzymią, wielopiętrową katedrą, okna za ołtarzem oddaliły się od niego, a pomiędzy oknami a ołtarzem powstało nowe pomieszczenie.
Stałem się drugim mną, pierwszy ja już nie istnieje, zniknął razem z kobietą i żołnierzem, dokładnie tak jak wcześniej cały oddział. Oni są już nieważni.
Teraz jestem drugim sobą.
Jedynym wejściem przechodzę do nowego pomieszczenia za ołtarzem, stoję tam chwilę, patrzę przez okna na działania wojsk. Są mi zupełnie obce, nie identyfikuję się z nimi jako z ludźmi.
Po chwili do pomieszczenia wchodzi dziewczynka, dziesięć do dwunastu lat. Kocham ją, traktuję jak młodszą siostrę, ona mnie jak starszego brata, ale nie jesteśmy rodzeństwem, to tak jakbyśmy się po prostu zaleźli na jakiejś nieskończenie wielkiej pustyni, spotkali się na niej, i od tej pory wszędzie wędrowali razem, bardzo się o nią troszczę.
Weszła tu przez nieistniejące na zewnątrz wejście. Chwali się, " popatrz, ja też stałam się kwiatem", obróciła się jakby tańcząc chciała mi pokazać swoją mackę, zza jej pleców również wystają macki, teraz zarówno u niej jak i u siebie widzę, że to nie macki a łodygi, zakończone pięknymi kwiatami.
Jej kwiaty wyglądają jak lilie
Obrazek
moje jak czarne lilie
Obrazek
Jestem smutny ze względu na to, że ona też stała się człowiekiem-kwiatem. Takim jak my jest trudno, a żeby się nim stać, trzeba wiele poświęcić. Aby stać się człowiekiem kwiatem należy przeciąć się od szyi w dół na dwie części.
Po przecięciu ciało się zrasta, ubranie pozostaje rozcięte, chociaż zwykły człowiek tego nie zauważy, i w dalszym ciągi widzi kompletny ubiór. "Ceremonii" przecięcia nie można zatrzymać, musi zostać zakończona, w przeciwnym razie stanie się z nowym człowiekiem-kwiatem coś strasznego, lecz nie wiem co.
Widzę, że w dziewczynkę wciąż jest wbity miecz, wciąż rytuał nie został zakończony, przecinam do końca, wiem że jej życie jako człowieka-kwiata będzie trudne, lecz nie chcę aby stało jej się "coś strasznego", dziwię się bo pomimo kompletnego przecięcia, pod czymś na kształt peleryny( którą ma na sobie każdy człowiek-kwiat, składającej się z dwóch części lewej i prawej, rozciętej w trakcje rytuału, pod nią zawsze znajduje się zwykłe ubranie z doskonale widocznym śladem po przecięci), jej ubranie nie ma śladu cięcia. Kilkukrotnie obracam ją, ale ani z przodu ani z tyłu nie ma żadnych śladów.
Po chwili w pomieszczeniu pojawia się nowa postać, anioł, mówi że spełni jedno moje życzenie za to co zrobiłem przed chwilą. Zażyczyłem sobie 11 złotych 50 groszy, warte tyle co i w naszym świecie, nie chciałem żadnego wynagrodzenia za to co zrobiłem, a kwota wyżej wymieniona to pierwsze co przyszło mi na myśl. Anioł popatrzył a mnie ze zdziwieniem, " tylko tyle chcesz? przecież możesz mieć wszystko", próbował mnie przekonać, żeby skorzystać z okazji i zażyczyć sobie czegoś większego. Przekonał mnie, poprosiłem aby odnowił katedrę w której się znajdujemy, chcę ją zobaczyć w pełnej świetności. Wziąłem dziewczynkę na ręce i od tej pory wszędzie ją nosiłem. W ty czasie anioł zaczął odliczać od jednego w górę, pojawiło się więcej aniołów, zakurzona katedra ze zniszczonymi zdobieniami i walającym się wszędzie gruzem i wyszczerbionymi ścianami zamieniła się w najcudowniejsze miejsce jakie kiedykolwiek widziałem. wszędzie było jasno, choć nie pamiętam aby gdziekolwiek były źródła światła. Filary lśniły bielą a między nimi widać było złote barierki, aby można było się z pomiędzy filarów wychylić. Katedra zmieniła się nie do poznania, na szczycie tuż pod dachem koncert dawały anioły, katedra była swojego rodzaju muzeum i filharmonią w jednym, wszystkie ściany i sufity obwieszone były obrazami, niektóre z nich znałem, freskami, świętymi tekstami, dla przykładu obok znanego nam Nowego Testamentu wisiały Koran,Pięcioksiąg Mojrzeszowy i inne księgi. Łuki między filarami zdobione były tropami różnych zwierząt. Pośród tekstów zatrzymałem się na chwilę przy jednym, była to duża karta zdobiona w typowy dla Semitów sposób, z tekstem w języku hebrajskim, obok tekstu hebrajskiego pojawił się tekst zrozumiały dla mnie, podejrzewam, że wszystkie teksty były tłumaczone na bieżąco dla człowieka który akurat chciał je przeczytać, Na karcie opisana była klątwa jak sprawić aby w czyimś domu pojawiły się robaki. Opisane było kiedy trzeba wypowiedzieć dane słowa, jakie warunki trzeba spełnić. Pamiętam iż zaklęcie trzeba był wypowiedzieć w dniu kozy, owcy lub barana, sąsiad mógł je wypowiedzieć niezależnie od dnia i klątwa zadziałała. Oczywiście obok wisiały też karty z innymi zaklęciami tak dobrymi jak i złymi.

Katedra wyglądała jak muzeum świata, zawierające w swoich zbiorach wszystko co możesz zobaczyć tu na Ziemi,
to co zostało stworzone przez człowieka i przez inne istoty.
Zwiedzającymi byli zarówno ludzie jak i zwierzęta, każdy rozumiał to co widział, dookoła panował spokój, zwiedzający po cichu rozmawiali ze sobą, chodzili sami jak ja, lub w niedużych grupkach. Wszędzie było słychać tę samą uspokajającą muzykę graną na instrumentach dętych i na organach rurowych.
To co pamiętam najlepiej o fakt, że będąc tam cały czas płakałem ze szczęścia doświadczając tego nieskończonego piękna.
Jednak musiałem wracać, padłem na kolana, odgiąłem się w tył, wciąż płacząc ze szczęścia i żałując, że nie mogę tu jeszcze zostać, pomyślałem, że nie umarłem. Pojawił się obok mnie anioł który powiedział, że tam na dole, na Ziemi już na mnie czekają, powiedział mi, niedaleko Poznania czeka na ciebie przyjaciel, i wróciłem. Pisząc to znajduję się od w mieście oddalonym od poznania o 130 Km więc po tym co widziałem wiem że to względnie niedaleko.
Pamiętam jeszcze, że będąc w katedrze rozmawiałem z Bogiem, jednak nie pamiętam treści rozmowy.

To co wyniosłem z tej podróży to tęsknota za odwiedzonym miejscem, tęsknota za pięknem i spokojem katedry, oraz fakt, że czeka tam na mnie osoba, która jest już bezpieczna, osoba nad którą sprawuję opiekę, osoba z którą łączy mnie przyjaźń tak wielka, że aż niepojęta, uczucie którego tu na Ziemi jeszcze nigdy nie widziałem, nie doświadczyłem i nie doświadczę.

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca
"Gdy Śmierć przyszła po głupca, ten roześmiał się, że Śmierć umarła.
Gdy zaś mędrca spotkała Śmierć, zrozumiał, że tylko martwi rozumieją jej naturę" - Ja

Przejście będzie trudne, za to sen wspaniały...


Avatar użytkownikaBlant Mężczyzna
Raczkujący astralny wędrowycz
 
Imię: Bartosz
Posty: 55
Dołączył(a): 06 gru 2009, 22:21
Lokalizacja: Poznań
Droga życia: 4
Typ: 4w5 - Włóczęga
Zodiak: eu: Ryby Chiński: koza/owca

Powrót do działu „Ludzie”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość