Psychologia, działanie mózgu.
Przypominają się mi wspomnienia z dzieciństwa, tzn że się starzeję.
I pierwsze te najbardziej dotkliwe, jak ciosy w twarz za jakieś coś? Od matki, że wróciłem do domciu zmoknięty, Choć w moim odczuciu tylko przeczekałem burzę.
Od brata za jego widzimisię. No i chyba najgorsze od śp ojca.

Takie mam wrażenie jakby moja emocjonalność czy uczuciowość zatrzymała się w tamtych momentach i dotrwała do chwili obecnej gdy to piszę, a między tym jest pustka której nic nie zwiastuje aby wypełnić.

Oglądam sobie relacje więżniów, ludzi w których w domu lali i w szkole lali. Czuje jedność z tym skrzywdzeniem, nie skrzywieniem.

Co tu przeprogramować? Logiki raczej się nie da. Co tu wybaczać, jesli jest.
Może należałoby ich odczarować, zamienić we wspólczujące istoty którymi nie są a którymi powinny się stać?
Listen to my muscle memory.
Avatar użytkownikafalko Mężczyzna
wysłuhaj pamięci mych muskułów
 
Posty: 706
Dołączył(a): 13 lip 2007, 19:40
Doświadczając cierpienia.
Jesteśmy w stanie dostrzec je w drugim człowieku.
Możemy go zrozumieć.

Doświadczając szczęścia.
Jesteśmy w stanie dostrzec je w drugim człowieku.
Możemy radować się wspólnie.

Doświadczając pomocy.
Jesteśmy w stanie wybrać to doświadczenie z puli dostępnych nam możliwości.
Możemy budować wspólne rozwiązanie.

Nie widzimy rzeczy, zjawisk, możliwości.
Które nie weszły w skład naszego postrzegania.
Ruszamy się, żyjemy, lecz jeśli coś nie dotknęło nas osobiście.
Nie wniknęło do naszego postrzegania.
Nie pojawia się w naszym doświadczeniu.

Żyjąc rutyną.
Nie poszerzamy naszego postrzegania.
Poruszamy się po ograniczonym torze.

Tak samo jest w przypadku trzymania urazy.
Emocjonalny stosunek do przykrości, powoduje.
Że wciąż żyjemy pośród obrazów, które sprawiły cierpienie.

W ten sposób nie zbudujemy tutaj nic innego.
Bo wciąż i wciąż, sprowadzamy tutaj swoje krzywdy.
Swoje niespełnione marzenia i intencje.

Z taką samą siła i mocą.
Dana jest nam możliwość.
By rosnął nasz sukces.
Radości.
Małe i duże.

Wcale nie trzeba wile słów.
By opisać To co wspólne.
Różnice, z racji naszego intymnego doświadczenia tego świata.
Są właśnie w słowach.
Avatar użytkownikaSinbard Mężczyzna
Blackbird
 
Imię: Mariusz
Posty: 1888
Dołączył(a): 20 kwi 2011, 13:05
Lokalizacja: Multiwersum.
Zodiak: Wodny Smok
Mam podobnie, od jakiegoś czasu zupełnie niespodziewanie "zalewa" mnie fala wspomnień. Najlepsze jest to, że z połowy tych wspomnień zupełnie nie zdawałam sobie sprawy. A wśród nich te przyjemne i bolesne- jak to w życiu. Więcej jednak tych drugich.
Czasami są tak intensywne, że aż mnie z nóg zwalają- dosłownie.

Również zastanawiałam się co mam z tym wszystkim zrobić- wybaczyć, przeprogramować...Pusciłam je wolno, tzn pozwoliłam im przeplynąć przez glowę, czesto sobie poplakałam , bilam pięściami jaśki :-) W moim wypadku pomogło, no ale ja nie miałam jakiejś strasznie traumatycznej przeszłosci.
Avatar użytkownikaIsabellaSempere Kobieta
...
 
Imię: Isabella
Posty: 86
Dołączył(a): 23 lis 2012, 00:12
Droga życia: 5
Zodiak: Lew
Sinbard , dzięki z wykładnie, widziałbym to gdybym odwrócił się do przykrosci plecami i zobaczyłbym ,że wszystko wporządku ale 180 stopni w lewo. NIestety gdy patrzę na to co jest widzę co było i od czego się zaczęła ta klęska. Uderzyciel odszedł i zapomniał, ja z pamięcią jestem ostatni. Szkoda że nie zapamiętałem czegoś, jakiegoś wdruku lepiej rokującego na przyszłość.

Teraz potrzebuje świętej wody, co by to zmyła.
Listen to my muscle memory.
Avatar użytkownikafalko Mężczyzna
wysłuhaj pamięci mych muskułów
 
Posty: 706
Dołączył(a): 13 lip 2007, 19:40
Można się katować wspomnieniami, tylko po co?
Można tkwić w przeszłości, tylko po co?
Czy nie lepiej wybaczyć i iść dalej?
Wspomnienia dobre czy złe, to są TYLKO NASZE MYŚLI.
A myśli można zmieniać, można je programować, można ŚWIADOMIE MYŚLEĆ.

Tak jak małe dziecko uczy się patrzenia na świat będąc pod wpływem rodziny, znajomych, nauczycieli, tak samo w wieku dorosłym można nauczyć się nowego spojrzenia na życie, na siebie.
Ale pierwszym krokiem jest wybaczanie.
To złe wspomnienie tkwi jak drzazga i każdy ruch powoduje drobne ukłucia, które ranią. Wybaczając pozbywamy się tej drzazgi dopiero wtedy jesteśmy w stanie żyć pełnią życia, czyli tu i teraz.
Bo tylko DZISIAJ jest ważne. Dziś możemy cieszyć się życiem, dziś możemy snuć marzenia, dziś JEST PIĘKNY DZIEŃ.

Ja i brat mieliśmy ojczyma. Parę razy dostaliśmy dyscypliną /to są rzemienie z rączką/ na gołą pupę. Za co? Do dziś nie wiem.
Już jako dorosła usłyszałam od matki, że ona nie miała z dziećmi kłopotu, bo powiedziała mężowi i on załatwiał sprawę.
Więc pewnie za to, co matce się nie podobało. Co? Też nie wiem.
/Ich córka nigdy nie była karcona, a to bolało jeszcze bardziej/
Mimo to nie stałam się bandytą, nie wylądowałam w więzieniu, potrafiłam ŚWIADOMIE wybaczyć.
To wspomnienie przywołałam tylko po to, byś miał porównanie. Policzek i świadomość za co, i rzemienne pasy nie wiadomo za co.
Ale też chciałam pokazać, jak działa wybaczanie.
Nic się nie zapomina, ale nawet jak się przypomni, to już nie boli. Nie pamięta się o tym na co dzień, nie przeszkadza to normalnie funkcjonować.
Obraz jest blady i bez emocji.

A więc każdy może uporać się z bolesnymi wspomnieniami, jeśli chce.
Nie jest to łatwe, trzeba nad tym popracować /nie wystarczy raz to sobie powiedzieć /, ale efekt jest znakomity.
baska Kobieta
 
Imię: Barbara
Posty: 918
Dołączył(a): 07 lut 2013, 08:27
Droga życia: 7
Zodiak: koza, strzelec
Obraz jest blady i bez emocji,? jak rozumiem to efekt terapeutyczny wybaczenia? Mnie się to kojarzy z wygaszeniem a nie wybaczeniem ( jak zdmuchnięta świeca) które jednak oczyszcza pole na nowe spojrzenie.
To dobrze że zyjesz do przodu, ale ja myślę trochę o reinkarnacji, a więc cofaniu się wspomnieniami. Bo chyba jesli chce się coś wiedzieć ,odczuć o wcieleni tutaj w życiu, funkcjonowaniu tu i teraz to może sięganie pamięcią daleko jak się da , przyniesie efekt.
I tak przed przykrościami wspomniałem dobre chwile, pamięcią sięgam do chwili wyrzucenia smoka do pieca, mogłem mieć ze 2 latka. Także jeszcze o reinkarnacji wiem mało albo zgoła nic. Może nigdy się nie dowiem przyczyny czyli po prostu sensu tego uwikłania.
Listen to my muscle memory.
Avatar użytkownikafalko Mężczyzna
wysłuhaj pamięci mych muskułów
 
Posty: 706
Dołączył(a): 13 lip 2007, 19:40
Efektem mojej PRACY nad wybaczaniem, jest wygaszanie traumatycznych wspomnień.
Można to porównać ze zgaszaniem świecy. Wiemy, że się paliła, ale to już przeszłość.
Czyli zgadzam się z tym, co napisałeś.
Reinkarnacja i po co tu jesteśmy, o tym pisałam w innych wątkach.
Wspomniałam o wnuczce, gdy byłyśmy w Grecji i opowiadała, jak to pracowała ze swoim tatą w kopalni złota.
A przewodniczka powiedziała, że niedawno odkryto w pobliżu pradawną kopalnię złota.

Nie napisałam o małej Hindusce, gdzieś tam z zapadłej wiochy. Głośno o tym było i w naszych mediach.
Mała tak dokładnie opowiedziała jak ją zamordowano i gdzie jest jej ciało, że na podstawie tych słów, złapano mordercę i skazano go.

Można samemu pobawić się w docieraniu do przeszłych wcieleń - o tym też pisałam.
Zaskoczeniem dla mnie była siostra, która nie wierzyła w TAKIE BZDURY, ale opowiedziała, że była Aborygenem! Była czarna, siedziała na piasku i bawiła się kamykami!!

Po co tu jesteśmy, w tym materialnym świecie?
O tym też pisałam. Dla emocji, których nigdzie indziej nie ma.
I jest to tak atrakcyjna sprawa, że energie godzą się na zapomnienie o swej energetycznej istocie po to tylko, by zakosztować EMOCJI.

Skąd są te duszyczki?
Wielu z nas powtarza ziemskie życie, bo nie rozwiązali problemów materialnego świata.
Niektóre duszyczki po prostu zwiedzały materialny świat i zapragnęły same go poznać.
Tak opowiadał o sobie R. Monroe, że jako energie zabawiali się w wyścigach / tak sobie pomyślałam, może stąd biorą się tornada? Jak taka grupa energii przelatuje przez nasz świat, to pewnie jest niezłe zawirowanie/ Potem było zwiedzanie świata materii - i pozostał tu.

Kiedyś dyskutowałam z człowiekiem, który miał niesamowite wspomnienia - z bycia smokiem!!
Pisał, ze wspomnienia były tak realne, że zapragnął dowiedzieć się, czy ktoś na ziemi ma podobne odczucia. Okazało się, że jest duża grupa ludzi- nawiązał z nimi kontakt -
Mieli na tyle podobne wspomnienia że uznał, że faktycznie byli kiedyś smokami.
baska Kobieta
 
Imię: Barbara
Posty: 918
Dołączył(a): 07 lut 2013, 08:27
Droga życia: 7
Zodiak: koza, strzelec
Bedac mlodym duzo rzeczy nie rozumialem .Obwinialem Boga ,dlaczego ?Skoro jestesmy dziecmi Bozymi . Nie stworzyl nas doskonalymi : (pieknymi ,madrymi ,bogatymi,szczesliwymi). Zycie bylo by bezproblemowe. Zaczolem dociekac , zdobywac wiedze .Wiedza naplywala do mnie roznymi drogami ,nie tylko korzystajac z ksiazek ,czy tez z wiedzy nauczycieli .Moim nauczycielem bylo zycie ,obserwacje i wiara .Ze zdobywana wiedza prowadzi mnie w dobrym kierunku .Wierze w reinkarnacje . Obwiniajac Boga ,bylem w bledzie . Kazde nasze JA ,nasze Dusze sa czastka Boga sa doskonale ,brakuje slow ,zeby opisac ta doskonalosc . Zeby nastapilo calkowite dopelnienie ,dusza reinkarnuje -przybiera postac materialna , zeby doswiadczac wszystkiego ,takze w swiecie materii .My w zyciu materialnym stworzylismy ,regulaminy , przepisy ,kodeksy . Co jest dobre a co jest zle , dla duszy istnieje tylko doswiadczenie . W zyciu materialnym zabicie czlowieka jest wielkim grzechem .Spoleczenstwo potepia taki uczynek .Ale jezeli zabija sie ludzi w imieniu prawa .Tacy mordercy uznawani sa za bohaterow .Np . Inwazja Iraku , Afganistanu . Czyn i efekt jest ten sam .Takich przykladow co jest dobre a co zle mozna przytaczac tysiace . W mojej afirmacji napisalem .JESTEM W JEDNOSCI Z MOIM BOGIEM . Jestem bez win kompleksow i grzechow .Tak bylo jest i bedzie. Moja wiedza przekonuje mnie ,ze kazda reinkarnacja posuwa nasze zycia w materii do przodu . Nigdy nie cofamy sie do tylu.Kazdy pozytywny uczynek jest sila napedowa ,ktora zbliza materie do Boskosci . Widzac w moim zyciu ludzi ,ktorzy sa piekniejsi ,madrzejsi ,bogadsi ,zyjacy w tym samym przedziale czasu bezproblemowo ,schylam przed nimi czolo ,wiedzac ze sa na duzo wyzszym poziomie jak ja . Nadzieja ,ze osiagne i doswiadcze ten poziom i duzo duzo wyzszy to jest wlasnie moja wiara . Nie jestem Swiety (chcialbym byc ,ale nie jestem) jestem przecietnym czlowiekiem z wadami nad ktorymi pracuje ,nie wszystko jest latwe do pokonania. 22 lata temu w kraju w ktorym zyje popelnilem przewinienie . Wyjasnie w czym rzecz .Otoz mialem jedna corke o ktorej marzylem ,zeby jej zycie bylo latwiejsze jak nasze (jestesmy emigrantami) ,chodzila do sredniej szkoly , czesto z nia rozmawialem na temat jej przyszlosci ,wydawalem sporo pieniedzy na rozne "Gadzety" ,zeby ulatwic jej nauke ,rozmawialem z nia na temat korepetycji ,ale twierdzila ,ze sobie swietnie radzi .Ktoregos dnia dostalem telefon ze szkoly z zapytaniem co jest z moja corka ,czy jest chora ? Moze potrzebuje pomocy ,bo od kilku dni nie ma jej w szkole .Mowie ze to pomylka codziennie chodzi do szkoly .Okazalo sie ze z kolezanka chodzila na wagary.Dlamnie byl szok ,ze do ostatniej chwili mnie oklamywala , przekazalem wiadomosc zonie ,i powiedzialem jak przyjdzie do domu to jej tak wleje ,ze na tylku nie siadzie ,zona to zaakceptowala .Corka dostala pasem lanie ,na nogach i posladkach byly slady sincow od pasa .Minol miesiac a moze troche wiecej ,corka przyszla ze szkoly i zachwywala sie bardzo nagannie ,powiedzialem zeby sie uspokoila bo dostanie lanie ,wypchnolem ja z pokoju w ktorym prowokowala mnie, Wyleciala z domu zadzwonila na policje .W tym czasie nasze malzenstwo przechodzilo kryzys.Po przybyciu policji zona z corka oswiadczyly ,ze jestem nieobliczalny czesto uzywam przemocy .To wystarczylo ,ze mosialem w ciagu 20 minut opuscic dom z nakazem ze nie moge zblizyc sie do domu na odleglosc 500 m ,jezeli nie bede przestrzegal polecenia bede aresztowany. Dom w ktorym mieszkalismy byl nasz. Pracowalem bardzo ciezko zeby splacic pozyczke ,bylo to miejsce w ktorym czulem sie bezpiecznie .
Dopoki corka sie uczyla placilem alimenty ,nie mielismy zadnego kontaktu fizycznego ,w moim umysle zaistniala blokada (nienawisci) Minelo wiele lat. Wielu przyjaciol przekonywalo mnie ,ze powinienem wybaczyc corce ,nie potrafilem .Minelo 16 lat corka zostala matka ,zadzwonila do mnie powiadamiajac mnie ze zostalem dziadkiem i chce miec kontakt zeby jej dziecko mialo dziadkow .Nie potrafilem sie przelamac .Rozmowa zostala przerwana . W niedlugim czasie zachorowalem ,wydawalo mi sie ,ze to jest moj koniec . Wziolem oszczednosci ktore mialem ,wsiadlem w auto i pojechalem do corki zobaczyc wnuczke .Corka przywitala mnie jak bysmy sie nigdy nie rozstawali.Byl to moment wybaczenia corce. Napisalem afirmacje ktora wisi na widocznym miejscu .Takiej tresci .WYBACZAM WSZYSTKIM , KTORZY KIEDYKOLWIEK MNIE SKRZYWDZILI. ZYCZE IM Z CALEGO SERCA ZDROWIA HARMONI ,POKOJU I WSZELKICH BLOGOSLAWIENSTW BOZYCH . A TYCH KTORYCH JA SKRZYWDZILEM SWIADOMIE CZY NIESWIADOMIE PROSZE O WYBACZENIE. JESTEM SPOKOJNY, MOC BOZA MIESZKA WE MNIE I OTACZA MNIE .JESTEM Z CALEGO SERCA WDZIECZNY CI BOZE..Mielismy regularny kontakt co tydzien ,czulem sie w ich towarzystwie bardzo fajnie ,uplynelo od tego czasu 6 lat . Kiedys rozmawiajac o przeszlosci powiedzialem jej ,ze jej wybaczylem i takze wybaczylem sobie i dlatego czuje sie fajnie bez zadnych obciazen ,zapytalem sie jej czy ona sobie wybaczyla ,odpowiedziala za co ona sobie ma wybaczac skoro postapila slusznie bo ja bilem .Powiedzialem jej ,zadaj sobie pytanie czy mialas prawo wyrzucic ojca z jego wlasnego domu . Powiedzialem jej dopuki ona tego nie zrozumie ,dalej bede w jej umysle winny i nasze spotkania traca sens ,chce miec corke i wnuczke ktore kocham .Od kilku miesiecy nie spotykamy sie .Nie czuje zadnej nienawisci lecz jest to czas na przemyslenie i zrozumienie .
Podsumowujac . Nalezy wybaczac innym ,ale tez i wybaczyc sobie ,wtedy jest sie wolnym i czuje sie swietnie.
P.S Nie pisze tego jako nauczyciel ,lecz jako obserwator swojego zycia w tym przedziale czasu .
Iksworwaw
Iksworwaw
 
Imię: Ireneusz
Posty: 11
Dołączył(a): 19 wrz 2012, 09:04
Droga życia: 8
Typ: obserwator,swiadek
Zodiak: tiger
Życie jest.
Pojawiamy się w nim.
Człowiek zrodzony z człowieka.
Gdzieś w jakimś miejscu, pośrodku bezmiaru.

Są tutaj inni ludzie, którzy coś mówią.
Przekazują w sposób czuły lub nie swoje doświadczenia.
Czasami są to słowa pełne radości.
Innym razem jest w nich wiele cierpienia.

Wszystkie te historie są możliwe....
Ich różnice są możliwe.
Ponieważ kreujemy w nas bardzo silny koncept osobowości.
Bierze się on z najpierwotniejszego poczucia egzystencji.
Dzięki temu jakby czujemy swą obecność.

Czujemy swoją obecność.

To bardzo proste i ważne słowa.
Nasza obecność jest dla nas postrzegalna.
Postrzegalność samych siebie nazwałbym samo-świadomością.

Istnieje jednak...
Hm.
Jakby maniera opisywania, determinacji "co czym jest".
Choćby po to by odróżnić zagrożenie, coś trującego itd.

I jest to największa potęga jaką posiadł człowiek.
Możliwość determinacji rzeczywistości.
Całkowitej.
Poprzez nadawanie znaczeń.
Poprzez przypisywanie wartości.
Poprzez operowanie słowem "nie".

Jeśli jest to proces świadomy.
Takie też będą jego owoce.
Nie ma większej rozkoszy niż czuć swoją obecność, dziejącą się w całej "reszcie" manifestacji.

Wszystko staje się jak rzeka.

Jej zawiłości, zakola, zmiany poziomów...
Pojawiają się poprzez nas, lub poprzez czynności innych ludzi.
Ale przyjmijmy pewną mędrczą postawę i sprowadźmy to tylko do nas.

Poprzez ubieranie poczucia własnej egzystencji, w przymiotniki, określenia, wartości...
Które wynikają z osobistego stosunku do postrzegania życia w nas.
Patrząc na siebie, traktujemy się troszkę jak obiekt.
I zaczynamy opisywać to co widzimy.
Stajemy się "czymś", zjawiskiem dla nas samych opisywalnym.
Skończonym.
Które będzie wiodło życie jako "ten konkretny kształt".

Są po podwaliny alchemii nas samych.
Przejaw boskiej kreacji w nas.
Możemy determinować nasze doświadczenie, kąt naszego postrzegania.
Możemy doświadczać nauki i wzrostu, wynikających z różnych doświadczeń.
Rozwijać TO za co się uznaliśmy.

Dzieje się to co można zobrazować kołem.
Zataczamy koło w naszym postrzeganiu, co jest wynikiem uważania się za "coś".

Wędrówki dusz.

Wyobraźmy sobie rzekę.
Rzeka życia.
Płynie "prosto".
Istota ludzka.
Poprzez przyjmowanie opisu samego siebie za fakt, kształtuje swoje postrzeganie.
Jeśli uzna się za pełnego dobroci, w rzece pojawią się inne "obiekty", które swoim zachowaniem odpowiadają tej wartości lub nie.
Bieg rzeki zostanie zmącony.
Postrzeganie wpada w zależności.

Pojawia się wybór.
Istnienie zaczyna sortować przejawy życia.
By osiągnąć jakiś konkretny obraz.
Jakiś konkretny ich układ.

Tych którzy w jego postrzeganiu stali się dobrzy mają za zadanie takimi pozostać.
Inaczej są zdrajcami.
Szarlatanami.
Bo JA nałożyło na nich koncept, w którym mają się mieścić.

Dlatego pytam czasem.

"Ilu ludzi potrzebujesz, aby być tym za kogo się uważasz?"
"Ilu ludzi musi być wplątanych w zależności historii, którą sobie opowiadasz?"

Jest sobie więc rzeka, która nie biegnie już prosto.
Ma w sobie zależności.
Tutaj z racji tego za co się uważamy nie pójdziemy, tam pójdziemy chętniej.

Pojawiają się doświadczenia.
Najróżniejsze.
Ci dobzi okazują się jeszcze lepsi od nas od których warto się uczyć, albo zwykłymi kłamcami.
Ci źli okazują się źli, albo nie umieją poradzić sobie z cierpieniem, które ich spotkało...
Do tego dodajmy emocjonalny stosunek do tych zjawisk.
Powołajmy takie zjawiska jak sumienie, dusza, serce, umysł.
Multum, multum możliwości.
Do których robimy skok w bok, z głównego nurtu.
To nas ciekawi, taki świat sobie kreujemy by go oglądać.
Tak spędzamy nasz czas tutaj.

Płyniemy z rzeką.
Kreujemy wizje.
Później doświadczamy tego, ze świat, albo my nie możemy jej sprostać.
I na koniec wybaczamy.

I to wybaczenie na powrót podpina nas do głównego nurtu.
Skąd pojawiło się wszystko to za co możemy się uważać.

Znów obraz staje się szerszy.
Znów jest lekkość i naturalność.

Dryfujemy.
Nabieramy sił.

Bez wybaczenia.
Poprzez karmienie ciała zawiścią, pogardą, gniewem...
Karmimy się śmiercią.
Sprzedajemy istnienie, w zamian za historię pełną niedomówień i cierpienia.
Zamykamy swoje postrzeganie.

Obrażamy się na życie.

Tak.

Obrażamy się za to, że dano nam możliwość determinacji i mogliśmy przegrać, cierpieć.
Nasze wizje mogły się nie spełniać, to co zbudowaliśmy mogło się zawalić.
Ludzie mogli cierpieć przez nas.
My mogliśmy cierpieć przez ludzi.
To za co się uważaliśmy mogło nie wystarczyć, mogło być za małe, albo za słabe by udźwignąć nasz sen.
I przegraliśmy.

Chcieliśmy coś stworzyć, a mamy same szramy na sercu i duszy.

Jeśli istnienie zdobędzie się na wybaczenie.
Jakby "powraca".
Wybaczenie wyzwala istnienie z konceptów i zależności.
Wybaczenie uwalnia cały świat od tego za co się uważaliśmy.

Sprowadza nad do punktu zero, do punktu wyjścia.
Dlatego wspomniałem, że ten proces można zilustrować kształtem koła.

Prosta linia.
Pętla w bok - jest naszą kreacją opartą na determiniźmie.
I jeśli "ja" powróci do prostej linii...
To nadal nie jest za późno.
Gdy nie powróci.
Gdy zacznie tworzyć i pogłębiać labirynty zależności.
Tego będzie doświadczać.
I ostatecznie zostanie zmiażdżone przez własną kreację.
Ponieważ świat jaki tworzymy w swoim postrzeganiu nie ma już w sobie nic z życia.

Tylko cyfry, i hierarchia wartości, którą musi dźwigać świat.
Przymus.
Odebranie woli innym przejawom istnienia.
Zdominowanie.
I odebranie innym możliwości świadomego kreowania samych siebie.
Zmuszenie, by drugie istnienie, nie miało możliwości doświadczania siebie tak jak najbardziej czuje.
I nie mówię tylko o sprawach absolutnych.
Mówię też o rzeczach, które można nazwać błahymi.
Jak ktoś wyraża siebie.
Jaki komuś przypadł ludzik, na wędrówkę tutaj...

Determinacja.
To najbardziej tania.
I największa potęga tego świata.
Ego poprzez determinację pragnie układać świat.
Posiąść go.
I układać.

Żąda od innych, by działali wedle wizji.
By byli tym, czy tamtym.
By zachowywali się wedle scenariusza.

Taki świat rodzi śmierć.

Bo nie jest wolny.
Bo nie jest swobodnym nurtem rzeki.
Tylko jego eksploatacją.
A jeśli.
Uważamy.
Że tylko nam wolno nadawać kształt.
Bo uważamy się za to, za to i jeszcze za tamto.

To nie podołamy.
Ponieważ nie ważne ile wchłoniemy danych - nasza percepcja jest ograniczona.
Ponieważ świat nie jest skończony.
Wciąż się dzieje.
I tracąc z oczu drugie istnienie i wybierając to jak możemy o nim pomyśleć zamiast egzystować w tym czym w istocie jesteśmy...
Tracimy z oczu również siebie.
Tracimy to z czego narodziło się to za co możemy się uważać.

Ta strata jest mentalna.
Nie jest faktycznym stanem rzeczy.
Jest konsekwencją naszej historii, którą sobie opowiadamy.

Ostatnimi obrazami, które trzymają nasze uczucia w tej historii.
Może podświadomie chcemy ukarać się za to co zrobiliśmy?
Może tym jest w istocie karma?

Wybaczenie.

Sprawia, że znów widzimy drugiego człowieka.
Uwalnia nasze postrzeganie i emocje.
Sprowadza percepcję do spraw najprostszych.

Takie jest koło życia.

Zamknięci w obrazach umysłu uczymy się.
Jak być.
Widzieć i kosztować to wszystko czym jesteśmy.


Om
Avatar użytkownikaSinbard Mężczyzna
Blackbird
 
Imię: Mariusz
Posty: 1888
Dołączył(a): 20 kwi 2011, 13:05
Lokalizacja: Multiwersum.
Zodiak: Wodny Smok
Uczmy się widzieć, wychodzić na prostą, zawsze można inaczej, jest milion możliwości i tylko ten jeden prawdziwy. niezbyt wierzę w powroty do jakiegoś stanu sprzed kreacji sprzed determinizmu ale postrzegać można, tak jak własciwe lub nie jest spojrzenie, i choć to tylko chwila, mgnienie bardzo rozjaśnia a czasem mowę odejmuje bo jest nowością, inną wypracowaną jakością, zdumieniem, zachwytem. Widzeniem samym w sobie mozliwym nawet dla tych z jednym okiem hmm. z każdym krokiem.
Listen to my muscle memory.
Avatar użytkownikafalko Mężczyzna
wysłuhaj pamięci mych muskułów
 
Posty: 706
Dołączył(a): 13 lip 2007, 19:40
Miałam dziś sen w którym rzuciłam swoją mamą o ścianę. Machałam jej palcem przed nosem, wypluwając cały jad, który we mnie siedzi. Nie robię tego w realu, więc puściłam wodze fantazji podczas snu. Próbowałam wybaczyć jej wiele razy. Czasem nawet myślałam, że już wybaczyłam . Ale to tylko chwila. To potem wraca. Te piep.... wspomnienia, ten ból, ta gorycz , to poniżenie. Jak to wybaczyć? A jeśli mi jest ciężko wybaczyć to czy Bóg wybaczy mi, że ja nie mogę?
kuma
 
Posty: 1
Dołączył(a): 24 mar 2013, 23:34
Ludziska w łyżce wody by się poutapiali, za urazy realne i te wymyślone. Naszła mnie mnie myśl, taka ogólna, że jak to możliwe że nie możemy uwierzyć sobie nawzajem w swoje cierpienie to jak można było zawierzyć w męki Chrystuska?
Listen to my muscle memory.
Avatar użytkownikafalko Mężczyzna
wysłuhaj pamięci mych muskułów
 
Posty: 706
Dołączył(a): 13 lip 2007, 19:40
To tak samo jak można kochać nie wiedząc co to miłość...
Poznaj siebie, a poznasz wszechświat.
Avatar użytkownikaFantasstka Kobieta
 
Posty: 110
Dołączył(a): 16 maja 2012, 20:46
Droga życia: 4
To tak samo jak można kochać nie wiedząc co to miłość...
Poznaj siebie, a poznasz wszechświat.
Avatar użytkownikaFantasstka Kobieta
 
Posty: 110
Dołączył(a): 16 maja 2012, 20:46
Droga życia: 4
nie starzejesz sie wrecz przeciwnie jestes dzieciakiem jeszcze ... skoro takie wspomnienia sa ci potrzebne 8)
( tytul tematu pewnie nie wiele sie rozni od problemow nastolatek z bravo girl - bez urazy przyjmij to lepiej na klate )

i odpusc to wszystko... bedzie ci lepiej .. z bukiem albo z kopem w dupe lub w inny sposob ...
znowu w skrocie napisalem ale wiecej nie trzeba uwierzcie :wink:
:-))
Avatar użytkownikaArimare Mężczyzna
 
Imię: xxx
Posty: 319
Dołączył(a): 24 lis 2010, 04:29
Lokalizacja: tam gdzie diabel mowi dobranoc ;>
Droga życia: 1

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości