Psychologia, działanie mózgu.
Właściwie już dawno powinien powstać taki temat, bowiem dotyczy m.in. naszych, często nieświadomych skłonności, roli dyskusji czy - jak w temacie - krytyki.

Przede wszystkim warto wyjść z założenia, że właściwie niemal każdy człowiek ma pewne pragnienia, które chce realizować. Na ten zamiar wpływają czynniki wzmacniające i osłabiające. Patrząc na ogólny wizerunek Polaków, można się domyślać, że nie są one w równowadze: zdecydowaną przewagę mają czynniki osłabiające.

Pozostaje jeszcze osobną sprawą kwestia siły owego wpływu: właściwie to my sami decydujemy, który wpływ osłabiający czy wzmacniający chcemy przyjąć. Ludzie (zwłaszcza dzieci) jednak przyjmują prawie wszystko od otoczenia do momentu, w którym już "napełnią" się przekonaniami, jak szklanka, która zapełnia się wodą (kiedy jest zapełniona, nie da się "niczego nowego" dolać bez świadomego wysiłku pozbycia się części z owej wody, która już jest wewnątrz).

Wracając do pragnień i marzeń: osobiście nadałbym im podstawowy priorytet, bo w jakiś sposób uznaliśmy je za istotne. Nie biorą się znikąd. Zatem pytanie nie brzmi jak je osłabić, tylko jak je faktycznie zrealizować?

Dziecko z reguły wierzy, że może osiągnąć niemal wszystko. Potem stopniowo coraz bardziej negocjuje ze sobą (jak to stwierdził pewien sławny, międzynarodowy negocjator) tak, że w końcu zostaje nam z marzeń wielki kompromis wpasowany pomiędzy oczekiwania społeczeństwa, znajomych, bliskich itd. - udział w tym naszego pierwotnego pragnienia właściwie nie istnieje. Pytanie - dlaczego?

Znowu dochodzimy do dualizmu. Tutaj ścierają się dwa przeciwstawne prądy: pragnienia tworzenia (konstruktywny) i potrzeba weryfikacji czy, w bardziej destruktywnej formie, nawet krytyki (niszczycielski). Jak pewnie większość słyszała lub nawet miała możliwość zapoznania się z badaniami, naród Polaków ulega tej drugiej skłonności znacznie częściej - to jest jedna z głównych różnic pomiędzy nami a np. Amerykanami.

Jakie są konsekwencje destruktywnego wpływu krytyki? Na osobę nieświadomą swoich własnych zamierzeń (lub nawet ich nie posiadającą) praktycznie zawsze ogromne. Wielu rzeczy przez całe życie się uczymy, stąd każda krytyka może mieć na nas rzeczywiście tak druzgocące skutki, że w końcu ze wszystkiego rezygnujemy, przekonani, że nie mamy żadnej wartości, którą moglibyśmy zaoferować lub na której moglibyśmy cokolwiek budować (tworzyć). Problem w moim przekonaniu polega na koncentracji uwagi na samej krytyce, zapominając o wszystkim innym, stąd często przyjmujemy ją osobiście.

Pozytywnym aspektem krytyki może być naprowadzenie nas na lepszą realizację celu: z tą różnicą, że rzeczywiście jej efekt wzmocni naszą konstruktywną postawę, a nie ją osłabi.

Chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, że ktoś, kto koncentruje się tylko na negatywach (krytykuje rząd, przedsiębiorców, pracowników, urzędników, społeczeństwo, ludzi z którymi wchodzi w kontakt, bliskich itd.) wzmacnia owe "krytyczne, negatywne" połączenia między neuronami w mózgu i utwierdza się w przekonaniu (choćby podświadomym) o bezsensie tworzenia czegokolwiek.

Gdyby jednak tak wszyscy postępowali, nikt by nigdy niczego nie stworzył, Newton nie odkryłby swoich praw (postawa konstruktywna), a Einstein by ich nie zweryfikował, tworząc nowe (postawa destruktywna na bazie postawy konstruktywnej, która prowadzi do stworzenia czegoś nowego).

Generalnie ludzie posiadają różne talenty - niektórzy są pionierami, inni - twórcami, jeszcze inni - burzycielami. Ostatecznie każdy może mieć pozytywny wkład w świat, w którym żyjemy. Problem pojawia się w momencie, gdy równowaga między tworzeniem a weryfikacją czy niszczeniem zostaje zakłócona, a jeszcze gorzej, gdy nikt tego nie widzi. Czy wobec dominującej postawy destrukcyjnej w narodzie można liczyć na to, że jako ogół coś stworzy? Ja widzę tylko jedno rozwiązanie: przesunąć środek ciężkości bliżej równowagi, co oznacza wzmocnienie postawy tworzenia.
“Mom always tells me to celebrate everyone's uniqueness. I like the way that sounds.”
"I've finally found the rhythm of love, the feeling of sound."
- Hilary Duff
Avatar użytkownikaEnlil Mężczyzna
Earth is my home now
 
Imię: Enlil
Posty: 826
Dołączył(a): 17 mar 2009, 22:04
Lokalizacja: An
Droga życia: 7
Zodiak: Panteon
Nie wiem jak cała sytuacja przedstawia się w innych krajach, ale dostrzegam wśród ludzi pewną prawidłowość.. Nie wierzą w swoje możliwości. Chcieliby często zmian, mówią o tym, mówią, mówią, mówią i .. na tym najczęściej się kończy. Nie czynią nic, by doprowadzić do owej zmiany. Taki "słomiany zapał". Wydaje mi się, że duży wpływ na naszą psychikę mają lata szkolne. Wtedy przyzwyczajamy się do tego, że nie jesteśmy wcale tacy dobrzy, że jest wiele dziedzin z którymi trudno jest sobie poradzić, jesteśmy narażani na oceny.. W tym momencie wydaje mi się, że to myślenie dziecka,wiara - że mogę wszystko zaczyna przygasać. I to nie jest dobre..
Endorfina Kobieta
 
Posty: 12
Dołączył(a): 30 lis 2009, 15:47
Nie wykorzystujemy swoich możliwości z powodu strachu ,który jest w nas. Strachu przed krytyką i problemami Już od najmłodszych lat musimy podporządkować się i zapomnieć o "swoim myśleniu" . Wpływ na to mają rodzice , przedszkole, szkoła. Na poziomie dziecka jesteśmy już sprowadzani do " pionu" W szkole nie akceptuje się dzieci , które nie wiedzą ".... co autor ma na myśli". Takie , które mają inne czyli swoje zdanie są żle oceniane, Musimy również wiedzieć, że jesteśmy niedoskonali i mamy prawo do błędów i nie musimy być " dobrzy" ze wszystkiego. To są tylko niektóre powody . Gdyby komuś " na górze" zależało na zmianach wprowadził by już do przedszkoli zajęcia , które pozwalały by dzieciom poznać bardziej siebie takimi jak w rzeczywistości są.
Avatar użytkownikaoczko
 
Posty: 36
Dołączył(a): 12 gru 2009, 23:22
Droga życia: 8

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron