Psychologia, działanie mózgu.

Duży problem

Post 15 lis 2010, 17:35

Mam złożony problemi szukam jakiejkolwiek pomocy.Mam 26lat i moje problemy zaczęły sie w wieku 14 lat. Był to czas pójścia do liceum. Najnormalniej w swiecie moja psychika nie wytrzymała. W przeciągu kilku miesięcy zostałem zmiazdzony przezpoczucie winy i lęk. Lęk był związany z moją twarzą. Obsesyjnie ukrywałem własna twarz, nie chciałem byc obserwowany, nie chciałem rzeby ktokolwiek na mnie patrzył. Uwazalem że widac na mojej twarzy wstyd, zakłopotanie ... Uważałem ten lek jako kare boską. Intelektualnie byłem sprawny i nie byłem gotów przyjąc tego do wiadomości,ale to była jedyna opcja tłumaczaca ta sytuacje. To wszystko sie łączy w całość. Jednoczesnie zostałem przygnieciony "poczuciem winy". Pisze w cudzysłowie, bo miałem przekonanie że jakoby zostało mi ono narzucone. Zacząłem sobie przypominać sytuacje z podstawówki i nie mogłem znieść własnego traktowania innych itd.... To "poczucie winy" było skutkiem przeswiadczenia o karze. Lęk odczuwałem będąc sobą. Zawsze odczuwając jakąś emocjenastępował lęk, jakbym całego siebie zostawiał wewnątrz. Czułem sie autentycznie karany przez jakąś siłę, z czasem zacząłem zupełnie tłumić wszytsko co składa sie na moja osobowość. Jakbym wszedł pod przymusem do jakiejś wewnętrznej jaskini. Czułem do tej siły(którą nie wiadomo czemu nazywałem Bogiem) czysta nienawiśc i czułem tez jej nienawiśc wobec mnie. Czułem sie jak bohater horrorów, którego porywa jakis psychopata i sie nad nim znęca. To jest kwestia psychopatologii.
Jednak równolegle do tego wszytskiego działo sie coś jeszcze. Z czasem ten Bóg umarł, to nie był Bóg. Uznałem że dociera do mnie prawda na temat istoty Boga. Uważam że go czuje, że jest on wszystkim a można go doświadczyc tylko we własnym wnętrzu. Schodzi sie do czarnej krainy gdzie ma sie wzrok, ale nie ma co widzieć.Ma sie słuch, alenie ma co słyszeć.Wszystko jest nielogiczne i głowa tam nie działa. Wtedy gdzieś na dnie odkrywa sie ta energie, która ja zacząłem nazywac Bogiem. Doświadczałem w tym momencie doskonałej akceptacji, zadowolenia, ulgi. Raz sie nawet popłakałem,jakby coś w moim sercu odzrzywało. Nie opisuje tu nawet 1/1000 wszystkiego co mi do głowy wpadało, a co mi w zasadzie wisiało. Działo sie to bez mojego udziału. Nie czytałem rzadnych książek, bo wogóle mnie te kwestie nie interesowały. Czułem sie jakby moja głowa ledwo nadąrzała.W zasadzie nie da sie tego opisać, nie potrafie tego wzystkiego ubrac w słowa. Jakby w jednej sekundzie wszystko stało sie dla mnie jasne. Zupełenie przewartościowałem swój swiatopogląd, choć mam poczucie jakbym nic nie robił. Zupełenie sie o to nie prosiłemi czuje w zasadzie wstyd jesli am sie okreslić jako człowiek wierzący w Boga. Od strony osobowościowo-społecznej mam z tym tylko problem. Nie są to jednak sprawy tylko religijne.Raz jakbym nagle uświadomił sobie o czym jest pinokio.Drewniany chłopiec(w sensie emocjonalnym) szuka wróżki(emocjonalnej afirmaji własnej osoby) chcącstac sie prawdziwym chłopcem. To tylko paplanina, znowu nie jestem w stanie tego intelektualnie ubrać w słowa. Pinokio to tylko obraz, w którym zawieram jakąs cześc swojego wewnętrznego życia emocjonalnego. To tylko narzędzie i ktos inny może w nim zawrzeć cos indywidualnie innego. Ja np mam matke,a le brak logiki nie ma tu znaczenia. Czuje sie jakbym tylko ja wiedziął o czym jest ta bajka,coś w niej zawarłem i czuje autentyczną sympatie radośc. Takich cyrków mam więcej.
Pisze o tym, bo ciągle mam pewne problemy. Jestem przystojny (a co tam) a nawet sie nie całowałem z dziewczyną(na trzezwo). Im kogos lepiej poznaje, tym paradoksalnie bardziej sie zamykam w sobie. Czy to ma znaczenie?Czy może znaczenie ma tylko moja psychopatologia? W zasadzie o to chciałem zapytać. Kazde zdanie ile widziane
2Jacks Mężczyzna
 
Posty: 111
Dołączył(a): 15 lis 2010, 15:57

Re: Duży problem

Post 15 lis 2010, 18:41

Przepraszam, czy mógłbyś napisać bardziej konkretnie z czym masz problem? :)

Chodzi o to że większość wiadomości napisałeś w czasie przeszłym, ale zakończyłeś enigmatycznie jakbyś nadal miał te problemy, ale nie wiadomo do końca w jakim stopniu.

Jeśli masz je nadal

1. Skąd się bierze poczucie winy? Za co czujesz się winny?
Słońce gorące
Avatar użytkownikaluth
 
Imię: Alicja
Posty: 1085
Dołączył(a): 31 mar 2010, 23:06
Lokalizacja: Warszawa
Droga życia: 11
Typ: 7w8
Zodiak: Byk, Koza

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 01:38

Pisałem o leku, którego oczywiscie chciałem uniknąć. Lęk pojawiał sie w zasadzie przy kazdym przejawie własnej osobowości. Wiesz czym jest spontanizność,człowiek najnormalniej w świecie reaguje na to co mu sie przytrafia. Ja z nią(z sobą) walczę. Nigdy nie jestem na bierząco.Zawsze jestem kilka sekund przed i jednoczesnie kilka po. Na przykład teraz pisząc ten tekst, nie tylko go piszę ale toważyszą mi pewne wyobrażenia. Patrze na siebie przez pryzmat przeróżnych postaci, to mnie trzyma pod powierzchnią. Chce pogłaskać psa... i nagle gasnę. Nie przeżywam tej sytuacji od wewnątrz, energia nie płynie z wnętrza i nie wydostaje sie na zewnątrz.Wystarczy że sobie to automatycznie wyobrażę.Energia/Ja Jest zatrzymywana, po czym intelektualnie decyduje jak sie zachować, co pomyśleć, jak wyobrażam sobie ocene mojej osoby przez kogoś innego.W ten sposób ukrywam samego siebie. Oczywiście w sytuacjach społecznych jest dużo gorzej. Jeśli na zajęciach wykładowca zapyta mnie ile to jest 7+2 i przyjdzie mi do głowy liczba 9, to jest to ostatnie co powiem. Nie powiem tego co myśle ja osobiście, ale na zasadzie mechanizmu obronego wole powiedzieć coś innego. Mogę powiedzieć 9 ale tylko jesli ktos mi to podpowie.
Co do poczucia winy to jest troche irracjonalne. W podstawówce byłem raczej niedobry, ale pozytywnie. Pozytywnie bo im jestes bardziej nieposłuszny tym jestes bardziej ekstra itd... Najnormalniej zaczęły wracać do mnie sytuacje które przeżyłem kilka lat wczesniej.Płakać mi sie chciało jak sobie wszystko przypominałem. Np : mój żółw umarł z głodu. Zupełniemnie to nie ruszyło, ale jak sie to wszytsko zaczęło przybiera to rozmiar katastrofalny. Uważałem że jestem najnormalniej zły, nie chodzi o czyny i ich obiektywną ocenę. Jestem zły i będę robił negatywne rzeczy, mam siedzieć we własnej jaskini bo tak jest lepiej. To jest nadal, choć intelektualnie jestem sprawny. Nie jestem w stanie nawiązywać kontaktów.Im kogos bardziej poznaje tym sie bardziej wycofuje. Im bardziej zależy mi na kontakcie, tym trudniej mi go nawiązać. Nie mogę pozwolić żeby ktos mnie poznał. Mam wrażenie że odkryje prawdę, a ja chcę ją ukryć. Nie wiem co konkretnie mam na myśli, to są nie wiem co. Jest lek przed tym że ktoś mnie pozna, mam coś we własnym wnętrzu co trzymam pod powierzchnią i im bardziej sie do kogos zbliżam tym bardziej to sie wyrywa i tym bardziej to trzymam. Oczywiście chodzi o mnie, moje uczucia itd.Pisze to jednak w sensie intelektualnym,nic za tym nie idzie. Tak samo jest z seksualnością(jak jest fajna laska to czuje przy niej duży lek, nie chce jej okazac zainteresowania, nie może mnie poznać itd...), gniewem pozytywnymi uczuciami. Wszystko ma siedzieć we mnie. Jest zdrowe, całe, w dobrej kondycji, ale musi siedzieć ze względu... na coś. Moja głowa. Miałem robione testy i psychologa klinicznego i wychodziły rewelacyjnie. On jednak sie mylił. On ocenił moje objawy,ocenił mnie po powłoce. Uznał że taki jestem, a ja taki nie jestem. Nie jestem bez energii, tylko mam jej za dużo. To tak jakby kazac biec 10 latkowi na 100m, 50 latkowi, u usainowi Boltowi zwiąac nogi. niech kazdy ma 15s/100. To jest taka diagnoza, która i tak była w najlepszym przypadku nieostra. Padło takie stwierdzenie : Nie ma pan schizofrenii, jest to osobowość schizotymiczna. Po wymianie zdań padło stwierdzenie, to możliwe że jest to Chad. Czyli diagnozy nie ma. Nic nie mogę robić, nie wolno mi. Siedze jak celi i za kazde wystawienie nosa spodziewam sie wpierdol. Cela jest niewidzialna, a ja z niej oglądam wszystkich wokół. Nie mogę spełniać ambicji, nie mogę sie cieszyć, nie mogę nic osiągać. Musze czekać, choc coraz bardziej mam przekonanie że sam to sobie zrobiłem i tylko ja moge to zmienić.Jesli czuje lęk i zaczne go unikać to go nie czuje. Sytuacja przeszła przeszła w to co napisałem w 2 poście. Teraz czuje bardziej lęk przed lękiem i on mna kieruje, niż lęk którego pierwotnie unikałem
2Jacks Mężczyzna
 
Posty: 111
Dołączył(a): 15 lis 2010, 15:57

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 02:59

Dzień dobry(raczej wieczór) To mój pierwszy post na Waszym forum, a zarejestrowałam się, bo zaciekawiło mnie to „wołanie na puszczy” 2Jacks'a.

Twój post można odebrać na dwa sposoby, jest kompletnie zamotany, lub jest absolutnie klarowny.
Dlaczego zamotany? No popatrz co napisałeś.
Dlaczego klarowny? No popatrz gdzie napisałeś.
W końcu to forum Przebudzenie. Nie ma dziwnych tekstów, mogą być tylko dziwne interpretacje tych tekstów.
Pofolguję sobie, i wysnuję wniosek, że albo masz schizofrenię( i tak odradzam jakieś tabsy-bo radzisz sobie)
Albo doszło do bardzo uświadomionej walki Duszy nad ciałem...(lub odwrotnie-wtedy gorzej)
O co mi chodzi? A o to, że ciało jest ułomne(zagłodzi żółwia na ten przykład), dusza-to co innego. Zaczęła przejmować kontrolę nad ciałem i umysłem, które może „zawalić” jej drogę w rozwoju. Nie wiadomo ile żywotów już tak się motasz, ale widać już sporo, skoro umysł został „zagoniony do rogu”, a dusza myśleć każe, a że nie bardzo pojmujesz co się dzieje-to przekułeś to na razie w lęki. Wszech ogarniające lęki. Lepsze , na chwilę obecną, wycofanie-niż nie przemyślane działanie.

2Jacks
Uważałem że jestem najnormalniej zły, nie chodzi o czyny i ich obiektywną ocenę. Jestem zły i będę robił negatywne rzeczy, mam siedzieć we własnej jaskini bo tak jest lepiej.


Widzisz, dla mnie to dowód, że Dusza bardziej jarzy jak poskromić twój umysł.
Widać tego potrzebujesz, nawet jeśli na chwilę obecną bijesz się batem po plecach.
Tylko ty zauważysz moment ,w którym będzie czas na wyjście ze skorupy, czas w którym nikogo nie zranisz,a zwłaszcza siebie-bo widzę, że bardzo przeżywasz swoje potknięcia.

Z jednym jednak ciebie rozumiem. Co za dużo to nie zdrowo. Ja też wycofuję się gdy czegoś za dużo , za blisko. Każdy sam ocenia swoje limity wytrzymałości. Dla jednego to będzie chęć zmycia się z sali balowej poi 7 h zabawy, dla innego będzie to zwykły uścisk dłoni.
W sumie aż taki dziwny nie jesteś. Tylko karm to co postanowiłeś oswoić i będzie wszystko ok.
Dasz radę, w końcu nie pierwszy raz żyjesz.

Pozdrawiam.
Mirror Kobieta
 
Posty: 18
Dołączył(a): 16 lis 2010, 02:44
Droga życia: 2
Typ: 4/5-Włóczęga
Zodiak: Waga,Pies

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 08:35

Szkodził Ci 1 człowiek z ciemnej strony ale został zneutralizowany.
Masz nieco mało energii witalnej i przez to nie możesz sobie poradzić ze sobą.
Pod tym adresem jest dobre ćwiczenie energetyczne pomagające w takich wypadkach.
praktyka/jak-zasilic-sie-biologiczna-witalna-energia-t2309.html
W moich postach jest kilka takich które by Ci pomogły się pozbierać.
Myślę że już samo usuniecie maga powinno Ci pomóż bo nie będzie Ci podsyłał ciemnej energii i zabierał Twojej życiowej no i złych myśli bo to oni robią namiętnie , przez co osłabiają psychicznie i wpędzają w doła.
Włodekg1 Mężczyzna
 
Imię: Włodek
Posty: 169
Dołączył(a): 26 gru 2006, 13:24

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 10:58

Co do schizofrenii.To jest wynik testu
A Dobr. skupienie uwagi
B bdb koord. wzr/ruchowa i sprawn.orientacyjna
C uczenie szybkie
D dobra odpornośc na zakłócenia i zmeczenie
E Bez cech afektywnego ograniczenia sprawności
F Inteligencja ponadprzeciętna

Na tej podstawie została podjęta "diagnoza". Robiłem takich testów pełno, czasem nawet całą godzinę. Pan tlumaczył że nie zawszemusi wyjść. Czegos szukał i nie znalazł. Na pewno nie mam schizofrenii(tak pewnie gadaja wszyscy schizofrenicy), w zasadzie nic nie mam. Ja sie czuje chory w potoczno-klinicznym sensie, ale czuje sie zdrowy jako całość.
Lęk to energia, która wedrując w górę w obrębie mojej swiadomoci przybiera formę lęku(jest nieakceptowana), cyli mozna powiedziec że coś jest nie tak. Ja jednak nie chce zeby ona znikała(choć może sie to wizać ze zniesieniem leku), chce zeby była akceptowana/niebyła lękiem. Ona nadal ma wedrować, ale ma byc inny stosunek do niej. Jesli ta energia ma być lękiem, to wole tak, niż jakby nie miało jej byc wcale. Czyli uciekam przed pewna standardową wizją zdrowia i chce przeforsować taką która pozwoli mi na spełnienie własnego człowieczenstwa. Nie pozwole na leczenie poziomu najwyzszego na modłe poziomu srodkowego. Ma byc lecenie poziomu najwyższego (czyli "ja")poprzez dopuszczanie poziomi najniższego , wbrew poziomowi srodkowemu.
Psychologia/Psychiatria koncentruje sie na powierzchni. Ja akceptuje że jest mi zle i mnie boli. Nie pozwolę jednak na wygaszenie mojego wnętrza żeby poczuc sie subiektywnie lepiej. Cena jest zbyt wielka i nie warta zapłaty.

Co do moich życ, to jest mi to do niczego nie potrzebne. Nie potrzebuje Mojego starego Boga, Muzełmanskiego, protestanckiego, reinkaranacji i czego tam jeszcze nie ma. Nie jest mi to obecnie do niczego potrzebne, nic nie wnosi. Jezus nie był dla mnie Bogiem, nie urodził sie z dziewicy, nie ma cudów(są jako deficyt funkci poznawczych) itd... Ateiści mają racje. Ja wierze w Boga, a w zasadzie to tylko jestem na 100% pewnien że istnieje, a zwiarą to troche gorzej. Wierze, ale zgadzam sie jednak z ateistami.Boga nie ma(jako bytu),ale istnieje (jako doświadczenie). Jest i nie ma go jednoczesnie. Jest jako moje intuicyjne doswiadczenie, którego opisac nie potrafię. Boga nie ma jako wszystko to co mój rozum automatycznie chce tutaj wcisnąc. Stary Bóg był odbiciem w tafli wody, transformacją tego co teraz czuje. Tylko tutaj docieram i nie mam zamiaru robić następnych kroków po omacku. Nie rozstrzygam czy Bóg jako osoba istnieje, taki czy inny. Nie jest mi do niczego potrzebny, a rozstrzygnąć i tak nie potrafię. Stoje na stanowisku, że cos czuje wewnątrz mnie, że jestem otoczony przeróżnymi mechanizmami biologicznymi, fizycznymi itd... i żadna magia nie jest mi potrzebna. Może być, nawet bedzie fajniej, ale nie jest mi potrzebna i nie potrafie jej traktować na poważnie.
Nie wiem też o co chodzi z tym magiem, a co do cwiczen energetycznych to rezygnacja. Są w mojej sytuacji jak substytut i nie mam zamiaru z niego korzystać. Ta energia ma docierać do mnie jej naturalnymi kanałami, a to co jest w tym linku to dla mnie abstrakcja. Nie wiem co to czakra, nie wiem co moje stopy moga odebrać,nie rozumiem.Choćzgadza sie że energetycznie jestem wyczerpany.

Kwestia klarowności moich wypowiedzi, to chyba lepiej nie bedzie. Czesto tak wychodzi, ze mi sie wydaje coś klarowne, ale nawet jak sam czytam to co piszę to charakter nie jest oddany.
2Jacks Mężczyzna
 
Posty: 111
Dołączył(a): 15 lis 2010, 15:57

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 11:42

Jeśli tak wszystko wiesz to pogratulować.
A jeśli nie wiesz to sobie poczytaj na przykład o czakrach i stopniowo wyrabiaj zdanie na podstawie wiedzy a nie przekonań bez dowodów.
Włodekg1 Mężczyzna
 
Imię: Włodek
Posty: 169
Dołączył(a): 26 gru 2006, 13:24

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 13:41

Nie wiem. Ja tego nie rozstrzygam. Nie chodzi o to że mam wiedzę z którą powinienem sie dzielic i inni powinni myśleć jak ja. Wręcz przeciwnie. Ja tej wiedzy nie mam i zgodnie z nia/jej brakiem ksztaltuje swój swiatopogląd.Jeśli jej nie mam to piszę że nie ma itd... co nie oznacza że nie uznaje własnej ułomności i nie dopuszczam możliwości że jednak sie mylę. Także w drugą stronę. Ktoś inny uważa inaczej i dam sie przekonac jeśli mu sie uda. Nie mam nic przeciwko,wręcz przeciwnie. Jak mogę uznac reinkarnacje? Nie mam takiej mozliwości do puki sam do tego nie dojde.Może mi sie uda,ale na razie sie nie udało i nie wiem czemu miałbym pisac inaczej. Może jestem głupi. Nie umiem rysować, nie znam sie na poezji na tym tez sie nie znam. Nie znam sie na religijno doktrynalnych kwestiach Boga. Nie znam sie na reinkarnacji, czakrach, buddyzmie. Mogę sie tylko poznac na tym co inni maja do powiedzenia, ale nie mam zamiaru mówic tego samego jesli jednak nie mogę do tego dojść sam. To są dwie rózne sprawy. Mam za to wiedzę(oczywiscie czyto subiektywną i ułomną) na temat mojego stosunku do swiata, mojego w nim miejsca. Jeśli jestem za głupi na poznanie sie na jednym czy drugim systemie teologicznym, czy filozoficzno duchowym to tak ma byc. Jeśli bede wystarczająco otwarty/bystry na akceptacje któregos to też ekstra. chodzi mi jednak o dotarcie do czyto indywidualnego zdania. Ten stan jest ok, nie zależnie jaki jest jakościowo(ateizm/momoteizm/politeizm itd...). Własnie go przedstawiam. Nie uważam(mozna na to spojrzec w sensie czasowym, mojego rzycia) że Bóg osobowy istnieje, że istnieje reinkarnacja taką jaką pojmuje ją w tej chwili moj rozum. Może mamy dwie rózne wizje tego samego określenia. Powiem więcej. Zupełeni nie mogę pojąc jakie to może mieć znaczeni/ wpływ na moje życie. Powiedzmy że jest to moje 100 życie. Co to zmienia we mnie? No to niech tak bedzie. Nie mam nic przeciw.Oczywiscie pewnie jak byśmy poszli dalej, to wpływ mogło by mieć. Ale byłaby to wiedza intelektualna,bardzo abstrakcyjna. W zasadzie to nie lubie słowa Biblia, Buddyzm, medytacja. Idzie za nimi tak potężna dawka wiedzy, że nie bardzo byłbym w stanie zrozumiec ich istotę samych w sobie. Co nie oznacza że nie maja one pozytywnych cech, wrecz przeciwnie. Jeśli będe medytował zeby ukoić stres związany z pracą, a ktos inny bo chce poznac lepiej samego siebie. To samo ,ale zupełnie coś innego. Do medytacji trzeba być dojrzałym, a mam wrażenie że ludzie traktują to jak częśc pop kultury.Jak coś ekstra, jak gadzet. Jak alkohol, seks, przyjemne jest ok, nieprzyjemne nie.Ja nie jestem chyba gotowy na jakiekolwiek ćwiczenia(oprócz czysto spontanicznych, do których sam moge dojść lub nie) energetyczno medytacyjne. Nie potrafie yrażac uczuć, czyli czegoś co inni potrafią, a mam sie zajmowac nie wiadpomo czym.Nie potrafie dodawac a mam zacząć kombinatorykę.
2Jacks Mężczyzna
 
Posty: 111
Dołączył(a): 15 lis 2010, 15:57

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 14:24

Witaj 2Jacks!
Fajnie, że napisałeś.
Dobrze wiedzieć, że są ludzie, którzy wierzą swoim odczuciom a nie zbiorowym paradygmatom.
Ja tez myślę, że nie dla Ciebie ćwiczenia, czakry i inne systemy.
Rozumiem Cię dobrze, sama wiele razy konfrontuję swoje odczucia z wiedzą różnych "autorytetów".
Ich wiedza i umiejętności działają dla nich, natomiast przy próbach stosowania ich przeze mnie czuję wstręt, zamykam się, natychmiast włażę do swojej żółwiowej grubej skorupy.
Ufaj sobie i tylko sobie.
W dzisiejszych czasach totalnego chaosu, kiedy dokładnie wszystko się rozpiernicza i przestaje działać, prawdą jest tylko to, co sami czujemy. Stare sposoby są już nieaktualne, podtrzymywane jedynie siłą pędu, jednak ich źródło już nie istnieje.
I Ty to dokładnie czujesz.
Jesteś o krok od stworzenia nowych sposobów interpretacji rzeczywistości, a część Ciebie pamietająca konsekwencje podobnych zuchwałych prób chroni Cię na swój sposób zabarwiając energię kolorem lęku.
Podziwiam Twoją siłę w tym. Bo masz jej cholernie dużo, tylko ściskasz wewnątrz swojej istoty siebie prawdziwego i na to wydatkujesz niemal całe zasoby.
Energię witalną zyskasz, kiedy uwolnisz ten lęk.
I głęboko wewnątrz wiesz, o czym zresztą napisałeś, że sam to stwarzasz. sekunda po sekundzie stwarzasz tę grę z soba samym. Jak Adamus zamknąłeś się w krysztale i dociera do Ciebie właśnie, że masz klucz do wyjścia, że on cały czas był z Tobą/w Tobie. Niebawem znajdziesz go i wyjdziesz z kryształu.
Bo nie istnieje większa moc od Ciebie, która byłaby w stanie zmusić Cię do pozostania tam nadal, poza Tobą samym oczywiście. Jesteś władcą siebie i nikt i nic nie ma możliwości nad Tobą panować.
Więc i tak kiedyś wyjdziesz z tego "kryształu". Albo zagrasz w grę "zwariowałem", "jestem schzofrenikiem", "jestem bezsilny" itd. Twój wybór!
Jednak czytając Ciebie czuję, że nadszedł ten moment wyzwolenia dla Ciebie. Bo zaczynasz tego naprawdę chcieć.
Ale Ci, którzy oczekują, że zmienisz się i staniesz jak inni wokół Ciebie, zawiodą się.
Wspaniale opisujesz jak na dnie piekła odnalazłeś boga. gratulacje!

Mam tak samo z różnymi bajkami jak Ty z Pinokiem. uczucie, że sama je napisałam dla siebie, by w konkretnym momencie wziąć z nich odpowiedź na teraz.
I wiem doskonale, że nie oddałeś nawet 1/10000000 tego co czujesz, bo zwyczajnie jest to niewykonalne.

Pozdrawiam.
Antenka Kobieta
Jedyna pewna rzecz to zmiana
 
Imię: Aneta
Posty: 113
Dołączył(a): 10 lis 2010, 13:35
Lokalizacja: Staszów
Droga życia: 11
Zodiak: baran/pies

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 15:37

W zasadzie to nie lubie słowa Biblia, Buddyzm, medytacja. Idzie za nimi tak potężna dawka wiedzy, że nie bardzo byłbym w stanie zrozumiec ich istotę samych w sobie. Co nie oznacza że nie maja one pozytywnych cech, wrecz przeciwnie. Jeśli będe medytował zeby ukoić stres związany z pracą, a ktos inny bo chce poznac lepiej samego siebie. To samo ,ale zupełnie coś innego. Do medytacji trzeba być dojrzałym, a mam wrażenie że ludzie traktują to jak częśc pop kultury.Jak coś ekstra, jak gadzet. Jak alkohol, seks, przyjemne jest ok, nieprzyjemne nie.Ja nie jestem chyba gotowy na jakiekolwiek ćwiczenia(oprócz czysto spontanicznych, do których sam moge dojść lub nie) energetyczno medytacyjne.


E tam. Sprobuj medytacji, zobaczysz ze sie odnajdziesz i uspokoisz. Nie idzie z tym jakas niewiarygodna wiedza, bez przesady. To wszystko opiera sie na praktyce. Zrozum, ze masz w sobie duzo strachu, ktory tez zniecheca cie do dzialania. To dlatego myslisz ze sie nie nadajesz, nawet nie wiedzac dokladnie na czym to polega. Polecam kazdemu, bo mnie to pomoglo.
Masz strach przed systemem, ale poszukiwanie duchowosci sa wolnoscia. Medytacja to najszybsza droga.
Avatar użytkownikaJeżynna Kobieta
polska jezyna lesna
 
Posty: 421
Dołączył(a): 18 lut 2010, 18:41
Typ: 4w5

Re: Duży problem

Post 16 lis 2010, 17:41

Dzięki antenka, mam nadzieje że twoje słowa sie sprawdzą. Na pewno nie bede miał nic przeciw:). Co do medytacji to jak autor napisał. Nie lubie ram,zawszemam przed nimi jakis opóri niekoniecznie jest to pozytywne bo wyczuwam tutaj jakąs sztywnośc postępowania.
2Jacks Mężczyzna
 
Posty: 111
Dołączył(a): 15 lis 2010, 15:57

Re: Duży problem

Post 19 lis 2010, 09:22

Oczywiście , przecież zawsze można nic nie robić i tłumaczyć to na wiele sposobów ale czy to pomoże?
Włodekg1 Mężczyzna
 
Imię: Włodek
Posty: 169
Dołączył(a): 26 gru 2006, 13:24

Re: Duży problem

Post 19 lis 2010, 14:44

Nawet "nic nie robiąc" coś robimy i rozwijamy się.
Antenka Kobieta
Jedyna pewna rzecz to zmiana
 
Imię: Aneta
Posty: 113
Dołączył(a): 10 lis 2010, 13:35
Lokalizacja: Staszów
Droga życia: 11
Zodiak: baran/pies

Re: Duży problem

Post 19 lis 2010, 14:58

Co do medytacji to jak autor napisał. Nie lubie ram,zawszemam przed nimi jakis opóri niekoniecznie jest to pozytywne bo wyczuwam tutaj jakąs sztywnośc postępowania.


hmm ... to zamiast nazywac to medytacja, nazwij Wgladem w siebie. Po prostu skupiasz sie w sobie, koncentrujesz na wnetrzu i zaczynasz sluchac swojego wlasnego glosu. To cos tak podstawowego i powszechnego w wielu kulturach religijnych. Nie musisz koniecznie wybierac jakiejs konkretnej metody. Zrob po swojemu, siadz i wycisz sie.

To tak paradoksalnie znajduje sie wolnosc.
Avatar użytkownikaJeżynna Kobieta
polska jezyna lesna
 
Posty: 421
Dołączył(a): 18 lut 2010, 18:41
Typ: 4w5

Re: Duży problem

Post 19 lis 2010, 16:49

Pan Jezus: Chcę wam ukazać, jaka broń obezwładnia szatana najbardziej i najmocniej: wasza pewność, że jesteście kochani przeze Mnie i otoczeni Moim Miłosierdziem. Odwołanie się do Mojego Miłosierdzia unieszkodliwia waszego wroga (szatana), ponieważ on wie, że to jest prawda. Chciałby tylko zachwiać wasza pewność, wykazując wam waszą słabość, wasze braki i uwypuklając wasz wady wasze grzechy . To też jest prawda (że je macie), ale gdzież jest znak równania między waszą nędzą a moim Miłosierdziem? Pamiętajcie, że on jest waszym oskarżycielem przede Mną i ponad to nic nie może. Jesteście obmyci Moją Krwią. przebywacie wewnątrz Mojego Serca, a nie poza Nim, i nic wasz tego usunąć nie zdoła, bo nawet gdybyście to teraz sami zrobili w pełni zdecydowania woli, Ja będę wam pamiętał to, że kiedyś kochaliście Mnie i służyliście Mi. Dlatego myśląc logicznie — nie możecie się bać, a wszelkie wasze lęki są wam narzucone (przewrotnie) i nie mają żadnych podstaw.



i jak mam lęki to wzywam anioła stróża i te lęki znikają
bo aniołowie też mogą wpływać na emocje
merkaba Mężczyzna
czas ucieka-wiecznosć czeka
 
Imię: krzysztof
Posty: 95
Dołączył(a): 31 paź 2010, 11:46
Droga życia: 33
Zodiak: smok

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości