Psychologia, działanie mózgu.
Być może nie jest to tekst jakoś wybitnie przydatny akurat w gronie piszących tutaj osób, ale może ktoś z mało aktywnych użytkowników, albo ktoś kiedyś wygoogla, albo komuś się przyda... :)

Nie wyobrażam sobie jak można żyć w harmonii i miłości do siebie i innych nie kochając własnego ciała i czując zal czy niesmak patrząc w lustro, czy też kupując nowe spodnie, więc myślę, że to ważne i przydatne :)




Także większość z nas ma narzucone z zewnątrz programy dotyczące ciała fizycznego. Całą masę programów, trzeba się z tym wszystkim rozprawić i wrócić do naturalnego połączenia z ciałem i naturalnej akceptacji i miłości. I tutaj nie chodzi o akceptowanie wielkiej rozpasanej kluchy, tylko o kontrolę nad sobą i umiejętność doprowadzenia ciała do odpowiedniego wyglądu w normalny, nie agresywny sposób. Zresztą ciało samo się doprowadza do normalnego wyglądu gdy tylko stworzy mu się takie możliwości :).

Po pierwsze, tym co jest najgorsze i najbardziej absurdalne jest mentalizowanie kwestii odżywiania. Czytało się, lub czyta się dalej o tych wszystkich poradach dietetycznych, o tym, że człowiek potrzebuje białka zwierzęcego a w nabiale jest tak super dużo wapnia, zwłaszcza w mleku. Że należy się zdrowo odżywiać, a zdrowe odżywianie oznacza to i to i to.

Są to absurdy które należy o kant dupy potłuc xD. Każde ciało ma inne zapotrzebowanie, każde ciało jest inaczej zbudowane i inaczej rozwinięte. To czego potrzebujemy to powrócić do naturalnej mądrości ciała, do stanu w którym czujemy i potrafimy rozgraniczyć to na co ma ochotę nasze ciało, pod kątem pożyteczności dla nas i to na co ochotę ma nasza psychika pod kątem przyjemności jedzenia.

To rozróżnienie jest bardzo istotne, bo w ogóle o tym się nie mówi, a taki podział faktycznie istnieje. Mówi się "odżywiaj się zdrowo, słuchaj swojego ciała." No dobra myślimy, super, chętnie, będę słuchać ciała! No i co, słucham, słucham i czuję, że mam cholerną ochotę na pizzę z podwójnym serem!! O i ciastko z bitą śmietaną na dobitkę, później będę zdychać, ale tak! Na to mam ochotę, to mówi moje ciało :D

No i jak tu odżywiać się zdrowo! :D

Ochota na takie rzeczy jak pizza, słodkie niezdrowe rzeczy, chipsy, fryty i inne rzeczy stymulujące układ nagrody w mózgu wynikaja zawsze z psychicznej potrzeby przyjemności, albo zwykłej potrzeby nawpitalania się dużo i na zaś (a to może mieć korzenie w poprzednich wcieleniach:D). Jakkolwiek taka potrzeba płynie zawsze z głowy. Jeśli zwrócicie uwagę do wewnątrz w momencie kiedy to czujecie i rozkminicie skąd to uczucie wychodzi wyraźnie poczujecie jak jesteście zogniskowane w głowie i zwyczajnie chcecie się nawpitalać, albo poczuć przyjemność ze względu na walory smakowe :). Tak na marginesie nie ma w tym nic złego tylko trzeba to rozumieć i dzięki temu mieć nad tym kontrolę.

Potrzeba zdrowego żywienia wychodzi z brzucha, z okolic splotu słonecznego. Tam kryje się cała mądrość ciała związana z pożywieniem i jego potrzebami. Gdy nasza uwaga, świadomość jest zogniskowana tam na dole na myśl o pizzy zwyczajnie zaciska się gardło i robi się nie dobrze, bo ciało musiałoby mieć schizofrenię aby mówić "o tak, tak, proszę, proszę zarzuć mnie pizzą, będę się z nią męczyć przez następne 5 godzin i wywalać toksyny przez pory skóry. Może uda mi się tak je wywalić aby nie wyskoczyło Ci kilka syfów, ale nic nie obiecuję" :D:D (no tak kochane, bo trądzik i brzydka cera jest ze złego żywienia, a skąd. Na pewno nie z braku najnowszego toniku Clean&Clear z tablicą mendelejewa w składzie i rakotwórczymi substancjami). Ciało na szczęście nie choruje na schizofrenię i zawsze wie co jest dla niego potrzebne.

Gdy ze świadomością zogniskowaną w splocie słonecznym myślimy o warzywach, owocach czy tam innych zdrowych rzeczach zwyczajnie mamy na nie ogromną ochotę. Walory smakowe tutaj nie mają niemal żadnego znaczenia, dla przykładu osobiście niecierpię smaku oliwy i oliwek. Jednak jest ona cholernie zdrowa, w ogóle też bardzo zapobiega rakowi piersi i reperuje uszkodzone fragmenty DNA. Gdy mam świadomość zogniskowaną na splocie słonecznym mam na nią często ogromną ochotę mimo, że jest niesmaczna. Wtedy w ogóle nie zwracam uwagi na smak, liczy się to, że po prostu jej potrzebuję i tyle :D. Po prostu jest sygnał z ciała i jest wykonanie z mojej strony:D.

Kiedy już nauczymy się rozróżniać psychiczna potrzebę przyjemności z fizyczną potrzebą odżwywienia ciała odzyskujemy kontrolę nad tym co jemy (bo często jest tak, że to jedzenie ma nad nami kontrolę, a my później mamy durne wyrzuty sumienia. Widzicie ten absurd?:D).

Gdy obczaimy to rozróżnienie i nauczymy się z niego korzystać jesteśmy w stanie świadomie wybierać kiedy dajemy fory ciału, a kiedy dajemy fory psychice. To też jest ważne! Zarówno ciało jak i psychika są kawałkami naszej istoty, naszego obecnego przejawu! :) Dla mnie np. optymalne są proporcje 80% dla ciała i 20% dla psychiki :D, wtedy czuję się ok, nie czuję się jak w wojsku, a przy tym czuję się zdrowo i czysto. Nie ma nic złego w sprawieniu sobie przyjemności pizzą czy tam gorącą czekoladą w ulubionej kawiarni :) To jest zdrowy stosunek do jedzenia, który daje nam poczucie kontroli nad tym co spożywamy i realnej przyjemności z jedzenia, a nie dzikiego wpierdalania z desperującym poczuciem winy. Obczajcie do jakich absurdów doprowadzają takie niewinne programy myślowe :).

Warto jeszcze dodać, że jak się mocno zogniskuje na splocie słonecznym i nie ma się ochoty na mięso albo nabiał to należy temu zaufać i zaakceptować, a nie mentalizować, że przecież nabiał jest taki fajowy. Fajowe dla ciała jest to czego wyraźnie pragnie ciało z poziomu splotu słonecznego/brzucha i tak po prostu jest, to co uważają na ten temat prof. dr. hab. dietetyki nie ma żadnego znaczenia.

Słyszałam o kocie, który przez całe życie brzydził się mięsem, jadał tylko rzeczy roślinne. Każdy dr. prof. habilitowany i noblowany powiedziałby mu, że musi jeść mięso bo jest kotem i nie przeżyje. Jednak ciało tego kota miało taką specyfikę, takie potrzeby i przeżyło w zdrowiu i urodzie długi czas. Także... :)


Dobra, teraz kolejny debilizm, a więc ODCHUDZANIE i KALORIE. Gdy moja przyjaciółka na gorącej czekoladzie zaczyna mówić o kaloriach mam ochotę ją trzepnąć :D. Unaocznia mi to absolutną różnicę w tym jak się czujemy. Ja się cieszę, bo gorąca czekolada jest pyszna, jest fajnie, miło spędzam czas z osobą którą uwielbiam. Po konsumpcji jest mi dobrze:). Ona czuje się rozdarda bo gorąca czekolada jest pyszna, jest smaczna i jest fajna, ale OH BOŻE JEST KALORYCZNA. Po konsumpcji ona zamyka się w poczuciu winy i myślach o tym gdzie ta słodka przyjemność jej się odłoży, a ja siedzę z zadowoloną minką i nie wiem jak mam przemówić do jej ślicznej główki, że to nie ma żadnego znaczenia :)

Wiadomo, że każdy chce mieć estetyczne, smukłe i sprawne ciało. Zwłaszcza, że wszędzie na bilboardach są sfotoszopowane lub nie smukłe laseczki i później się patrzy w lustro i się widzi tylko dupę która wszystko przysłania :D. Łihihih.

Ja osobiście uważam, że obecny kult smukłej wysportowanej sylwetki jest jak najbardziej ok. Ciało smukłe i wysportowane to ciało zdrowe. Problemem nie jest otaczający nas stereotyp piękna, bo ten stereotyp po raz pierwszy od naprawdę dawna jest naprawdę super i przyjazny ciału!

Problemem jest brak zrozumienia w jaki sposób takie ciało się kształtuje. Problelem są durne diety 1000kcal i jakieś pajacowanie. Od siebie mogę powiedzieć, że gdy przestałam się przejmować odchudzaniem, tym ile mam fałdek i co się stanie gdy zjem cokolwiek, a w zamian zaczęłam się skupiać na tym aby dostarczać ciału to czego potrzebuje, ono natychmiast skorzystało z okazji i zrzuciło 12kg w ciągu mniej więcej 2 miesięcy. Nawet nie zauważyłam kiedy to się stało, bo miałam to już w nosie, chciałam zadbać o moje ciało, a ono z radością skorzystało z okazji. Obczajcie Annę Kalatę, ona też zaczęła się żywić zdrowo i w pierwszy miesiąc schudła 13kg. I tutaj znowu głupie programy pt "zdrowe odchudzanie to 1kg na tydzień" Co za pierdoła! Ciało samo ustala jak szybko jest w stanie zrzucić zbędny balast, nie nalezy tego przyśpieszać ani spowalniać.

Ciało chce być zdrowe i smukłe, to są jakieś chore bzdury co się pisze w czasopisamch o tym, że ciało tylko czeka aby sobie wszystko zmagazynowac w tłuszcz. Później taka dziewczyna się naczyta i boi się cokolwiek wziąć do ust, jak zje orzecha zaraz dostaje schiz, że się odłoży, BA! nawet jak je jabłko ma takie schizy. To jest chore, ciało chce być zdrowe, zresztą ciało kształtuje się w ogromnej mierze według naszych oczekiwań. Oczekujemy że się odłoży, to nawet z tego marnego orzecha coś się uda uciułać, skoro jest takie polecenie z góry :D.

O tych programach jakie sobie nakładamy na nasze piękne umysły związanych z ciałem można by zapisać kilometrową rolkę Velvetu. Chciałabym jeszcze napisać później o poczuciu wdzięczności i absolutnej miłości wobec własnego ciała, ale dziś już mi się nie chce ;).

Myślę, że to na razie wystarczy aby pokazać mniej więcej jak te programy działają, jak zaczynają niewolić umysł i wywoływać absurdalne poczucie winy i miotanie się w sobie.

Najważniejsze jest aby potrafić słuchać swojego ciała i umieć dojść do kompromisu między tym co jest dobre dla ciała, a tym na co mamy ochotę z punktu układu nagrody w mózgu :). Aby wywalić wszystkie durne programy, wyuczone schematy dotyczące jedzenia i tworzenia się tłuszczu, kalorii i "zdrowotności" danych produktów.

Ja aktualnie np. bardzo dałam fory mojemu układowi nagrody, aż mi to trochę zaczęło zanieczyszczać aurę i jasność widzenia. Nie mniej nie mam związanych z tym żadnych durnych emocji jak poczucie winy, patrząc na moje okrąglejsze bioderka nie czuję wstrętu :). No słodkie są te bioderka, wiem, że wystarczy przejść na zdrowe żywienie i ciało zaraz wróci do normalnej konfiguracji.

Bardzo ważne aby nabrać takiej unii z ciałem i zrozumieć, że jest ono piękne i całkowicie pod naszą kontrolą. Trudno to zrozumieć, ale tak jest. Doświadczyłam niejednokrotnie zanim jeszcze zaczęłam się ogarniać duchowo nagłego diametralnego chudnięcia i rzeźbienia się ciała przy minimalnych nakładach pracy. Wtedy tego nie rozumiałam i to psułam, a to po prostu moja wola wobec ciała tak szybko się manifestowała :).

Bardzo często też doświadczam jak to czy wyglądałm ładnie się zmienia pod wpływem poziomu samozadowolenia i samoakceptacji, gadałam z różnymi dziewczynami i mówiły mi że mają tak samo. Gdy boimy się, ze nie jesteśmy wystarczająco ładne to zaraz to zaczyna manifestować się na buzi. Stąd wynika ten paradoks, że przy facetach na których nam nie zależy wygląda się olśniewająco, a przy tych odpowiednich, oszałamiających jak zgniła fretka :D hahaha. Trzeba to opanować i rozciągnąć samoakceptację i pewność siebie na wszystkie sytuacje. O samoakceptacji dokładniej też napiszę :D.

Mam nadzieję, że komuś to się przydało, pozdrawiam gorąco :D
Słońce gorące
Avatar użytkownikaluth
 
Imię: Alicja
Posty: 1085
Dołączył(a): 31 mar 2010, 23:06
Lokalizacja: Warszawa
Droga życia: 11
Typ: 7w8
Zodiak: Byk, Koza
Swietny tekst luth ! :)
Nastawilas mnie nim pozytywnie na dzis :) Jestem w poszukiwaniu rownowagi o ktorej mowisz.

W zasadzie mysle podobnie, trzeba sie wsluchac w siebie i jesc to czego sie potrzebuje. Nie katowac sie bron boze dietami, nie czytac skoplikowanych koncepcji odzywiania, bo tylko sami jestesmy w stanie stwierdzic czego potrzebujemy. Taka sama zasada jak i w kazdej innej strefie zycia. Duchowo tez sami wiemy jak powinnismy postepowac, jesli tylko chcemy uslyszec samych siebie.

Wogole, ochota na zdrowe rzeczy przychodzi naturalnie, w momencie kiedy przejdziemy na 'dobry tryb' zywieniowy to co bylo uwazane wczesniej za dobre ale niezdrowe staje sie i niedobre i niezdrowe ;) A to co bylo kiedys panszczyzna zywieniowa, czyli zdrowe ale niedobre, nabiera smaku i daje przyjemność. Tu wogole zalamac rece idzie jesli chodzi o caly marketing zywieniowy, ktory nas bombarduje smieciami, nie ma jak prosto i po babcinemu.

Male poczucie winy gdzies sie tam jeszcze placze, przy jedzeniu kalorycznych rzeczy.
Ale czuje ze dzis mam ochote na egzorcyzmy czyms dobrym ;)
Avatar użytkownikaJeżynna Kobieta
polska jezyna lesna
 
Posty: 421
Dołączył(a): 18 lut 2010, 18:41
Typ: 4w5
Cześć, jestem nowy, to mój pierwszy post. Rzeczywiście świetny tekst, dzięki za to.
Walka z napadami 'szkodliwych' impulsów i popędów to ciężka sprawa. Jedną rzecz mogę dodać: mianowicie jak już popełniamy 'grzeszki' jedzeniowe czy inne przewiny, to dobrze jest nie dowalać sobie później za to, tylko być dla siebie łagodnym. Przecież nic się nie stało. Można zacząć na nowo i konsekwentnie robić swoje.
A marketing żywieniowy, tak jak każdy inny zresztą, bazuje zawsze na tym samym: wzbudzeniu pierwotnej emocji,impulsu, który będzie poza kontrolą świadomości i spowoduje pożądane działanie. Trzeba więc ćwiczyć samoświadomość, a reklama nam nie straszna...:)
Zdumiewa mnie, jak wielu ludzi czuje się zdanych na łaskę nieznanych mocy i jak pieczołowicie to ukrywa. C.G.Jung
http://bliscynieodchodza.wordpress.com/
Avatar użytkownikaHaruki Mężczyzna
 
Posty: 9
Dołączył(a): 21 paź 2010, 14:52
Lokalizacja: Arrakis (Arrakin)
Droga życia: 33
Zodiak: Bliżnięta

Powrót do działu „Psychologia”

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości